W pełnym słońcu w środku lata
Wśród łagodnych fal zieleni
Wre zapamiętała praca
Stawiam łódź na suchej ziemi
Owad w pąku drży kwitnącym
Chłop po barki brodzi w życie
Ja pracując w dzień i w nocy
Mam już burty i poszycie
Budujcie Arkę przed potopem
Dobądźcie na to swych wszystkich sił
Budujcie Arkę przed potopem
Choćby tłum z waszej pracy kpił
Ocalić trzeba co najdroższe
A przecież tyle już tego jest
Budujcie Arkę przed potopem
Odrzućcie dziś każdy zbędny gest
Muszę taką łódź zbudować
By w niej całe życie zmieścić
Nikt nie wierzy w moje słowa
Wszyscy mają ważne wieści
Ktoś się o majątek kłóci
Albo łatwy węszy żer
Zanim się ze snu obudzi
Będę miał już maszt i ster
Budujcie Arkę przed potopem
Niech was nie mami głupców chór
Budujcie Arkę przed potopem
Słychać już grzmot burzowych chmur
Zostawcie kłótnie swe na potem
Wiarę przeczuciom dajcie raz
Budujcie Arkę przed potopem
Zanim w końcu pochłonie was
Każdy z was jest łodzią, w której
Może się z potopem mierzyć
Cało wyjść z burzowej chmury
Musi tylko w to uwierzyć
Lecz w ulewie grzmot za grzmotem
I za późno krzyk na trwogę
I za późno usta z błotem
Wypluwają mą przestrogę
Budujcie Arkę przed potopem
Słyszę sterując w serce fal
Budujcie Arkę przed potopem
Krzyczy ten, co się przedtem śmiał
Budujcie Arkę przed potopem
Naszych nad własnym losem łez
Budujcie Arkę przed potopem
Na pierwszy i na ostatni chrzest
Jacek Kaczmarski
Dzisiejsze arki nie będą pływać po wodzie, lecz gnoju- nieco mniej to wszystko patetyczne, lecz warto mimo to swoje ideały załadować na taką metaforyczną arkę i nie dać im się ubabrać.
piątek, 30 maja 2003
Powrót, czyli moja mała odysea 2003
Koło trzeciej w nocy postanowiłem opuścić pewną imprezę i udać się do kafejki gdzie jak sądziłem w okolicach czwartej rano ("czwarta nad ranemmm...") złożę do snu swoje zbolałe członki. Oczywiście wyszło inaczej- po pieszej podróży z Piaseczna w okolice pierwszego przystanku autobusów nocnych (circa 8 KM) wpakowałem się do niewłaściwego pojazdu i wylądowałem w okolicach nieznanego mi wcześniej rezerwatu przyrody; wiedziony nieomylnym instynktem dziecka wychowanego w lesie ruszyłem w chaszcze ścieżką która, jak sądziłem poprowadzi mnie w okolice celu podróży. Pół godziny później tkwiąc po środku bagna i sącząc ostatnie piwo stwierdziłem, że obrany azymut był delikatnie mówiąc niewłaściwy. Wybrnąwszy z trzęsawiska ruszyłem niezrażony w inną, bo betonową dżunglę mokotowskich blokowisk; mijając jeden z przystanków zauważyłem trzech śpiących, skulonych na ławce dresiarzy. Kiedy przechodziłem obok jeden z nich przebudził się i obrzucił mnie pełnym bólu spojrzeniem, postanowiłem więc powiedzieć coś zanim zbierze się z ławki by przefasonować mi i tak już zmordowaną paszczę; jedyne, co w zaistniałej sytuacji przychodziło mi do głowy to "dobranoc"- w życiu nie słyszałem szczerszego "dziękuję".
Zanim dotarłem do celu spotkałem jeszcze wyjątkowo sympatycznego gościa jadącego w niewiadomym nawet sobie kierunku i znalazłem najprawdziwszy mak; dzierżąc go maszerowałem śpiewając "Czerwone maki na Monte Casino" i w takim- nienajświeższym jeszcze stanie- osiągnąłem swą Itakę.
Każdy prawie powrót w stanie wskazującym obfituje w wydarzenia godne uwiecznienia, lecz żadko mam ku temu okazję. Tym razem korzystając z niej skrzętnie opisuję com widział i przeżył i udaję się na zasłużony- przyznajcie- odpoczynek. Dobranoc kochani!
Zanim dotarłem do celu spotkałem jeszcze wyjątkowo sympatycznego gościa jadącego w niewiadomym nawet sobie kierunku i znalazłem najprawdziwszy mak; dzierżąc go maszerowałem śpiewając "Czerwone maki na Monte Casino" i w takim- nienajświeższym jeszcze stanie- osiągnąłem swą Itakę.
Każdy prawie powrót w stanie wskazującym obfituje w wydarzenia godne uwiecznienia, lecz żadko mam ku temu okazję. Tym razem korzystając z niej skrzętnie opisuję com widział i przeżył i udaję się na zasłużony- przyznajcie- odpoczynek. Dobranoc kochani!
wtorek, 27 maja 2003
Ale wiecie co?
Od kiedy władowałem na bloga to ostrzeżenie przed durnymi wpisami do księgi gości, nikt jakoś nie odważył się (no, może z wyjątkiem Semi) dokładać tam swoich "Elo!". I bardzo dobrze, choć jeśli trafi się okazja do zemsty- skożystam z niej z wielką przyjemnością.
poniedziałek, 26 maja 2003
Wal głową w ścianę!
Życie jest przykre
Przykra jest ludzka egzystencja.
Gdy człowiek nie ma
Ani pieniędzy, ani szczęścia!
To nie jest fajnie!
Zmartwionych ludzi krążą stada.
Lecz na kłopoty
Jest jedna bardzo dobra rada:
Wal głową w ścianę!
To pomoże każdemu.
Wybierz miękki kawałek
I uderz z rozbiegu!
Na problemy i smutki
Wal w ścianę do skutku.
Masz problem z rozbiegiem...
To poproś kolegę.
Życie nas kopie!
Nie ma pieniędzy i nic nie ma.
To nie jest dobrze
Człowiek się męczy i nic nie ma.
O rany rety!
Wszystko jest takie pokopane!
Nie ma perspektyw.
Lecz jest na szczęście jeszcze ściana!
Wal głową w ścianę!
To pomaga zapomnieć.
Uderz tylko dokładnie
I się poczuj swobodnie...
Zamiast głupio się złościć
Nabierz dużej prędkości
Takie małe jebudu...
Cię ukoi bez trudu.
Władysław Sikora
A ja tam walę wódę (taki ze mnie twardziel) :D
Przykra jest ludzka egzystencja.
Gdy człowiek nie ma
Ani pieniędzy, ani szczęścia!
To nie jest fajnie!
Zmartwionych ludzi krążą stada.
Lecz na kłopoty
Jest jedna bardzo dobra rada:
Wal głową w ścianę!
To pomoże każdemu.
Wybierz miękki kawałek
I uderz z rozbiegu!
Na problemy i smutki
Wal w ścianę do skutku.
Masz problem z rozbiegiem...
To poproś kolegę.
Życie nas kopie!
Nie ma pieniędzy i nic nie ma.
To nie jest dobrze
Człowiek się męczy i nic nie ma.
O rany rety!
Wszystko jest takie pokopane!
Nie ma perspektyw.
Lecz jest na szczęście jeszcze ściana!
Wal głową w ścianę!
To pomaga zapomnieć.
Uderz tylko dokładnie
I się poczuj swobodnie...
Zamiast głupio się złościć
Nabierz dużej prędkości
Takie małe jebudu...
Cię ukoi bez trudu.
Władysław Sikora
A ja tam walę wódę (taki ze mnie twardziel) :D
Strange Days
Good morning
don't cop out
you crawled from the cancer to land on your feet
are you crazy to want this
even for a while?
we're making this shit up
the reasons for being are easy to pay
you can't remember the others
they just kind of went away
so you're driving, it's rush hour
the cars on the freeway are moving like slugs
when you drift off to wake up
do you always hit the brakes?
we're done lying for a living
the strange days have come and you're gone
either dead or dying
either dad or trying to go
it's evening, you're tired
you sleep walk, a robot out on the street
are you crazy to want this, even for a while? you're driving, it's rush hour
the cars on the freeway are moving backwards
into a wall of fire
we're done lying for a living
the strange days have come and you're gone
either dead or dying
either dead or trying to go
good morning
don't cop out
don't cop out
you crawled from the cancer to land on your feet
are you crazy to want this
even for a while?
we're making this shit up
the reasons for being are easy to pay
you can't remember the others
they just kind of went away
so you're driving, it's rush hour
the cars on the freeway are moving like slugs
when you drift off to wake up
do you always hit the brakes?
we're done lying for a living
the strange days have come and you're gone
either dead or dying
either dad or trying to go
it's evening, you're tired
you sleep walk, a robot out on the street
are you crazy to want this, even for a while? you're driving, it's rush hour
the cars on the freeway are moving backwards
into a wall of fire
we're done lying for a living
the strange days have come and you're gone
either dead or dying
either dead or trying to go
good morning
don't cop out
Oprócz
Kiedy jestem sam
Przyjaciele są daleko, daleko, ode mnie, ode mnie
Gdy mam wreszcie czas dla siebie
Kiedy sobie przypominam
Dawne dobre czasy
Czuję się jakoś dziwnie, dzisiaj noc jest czarniejsza
Oprócz błękitnego nieba
Nic nam dzisiaj nie potrzeba
Gdzie są wszystkie dziewczęta
Które kiedyś tak bardzo, tak bardzo kochałem, kochałem
Kto z przyjaciół pamięta, ile razy dla nich przegrałem
W gardle zaschło mi
I butelka zupełnie, zupełnie już pusta, już pusta
Nikt do drzwi już dzisiaj nie zapuka
Oprócz błękitnego nieba ...
Oprócz drogi szerokiej, oprócz góry wysokiej
Oprócz kawałka chleba, oprócz błękitu nieba
Oprócz słońca złotego, oprócz wiatru mocnego
Przyjaciele są daleko, daleko, ode mnie, ode mnie
Gdy mam wreszcie czas dla siebie
Kiedy sobie przypominam
Dawne dobre czasy
Czuję się jakoś dziwnie, dzisiaj noc jest czarniejsza
Oprócz błękitnego nieba
Nic nam dzisiaj nie potrzeba
Gdzie są wszystkie dziewczęta
Które kiedyś tak bardzo, tak bardzo kochałem, kochałem
Kto z przyjaciół pamięta, ile razy dla nich przegrałem
W gardle zaschło mi
I butelka zupełnie, zupełnie już pusta, już pusta
Nikt do drzwi już dzisiaj nie zapuka
Oprócz błękitnego nieba ...
Oprócz drogi szerokiej, oprócz góry wysokiej
Oprócz kawałka chleba, oprócz błękitu nieba
Oprócz słońca złotego, oprócz wiatru mocnego
czwartek, 22 maja 2003
Wpadka
Wyobraźcie sobie- jest za dwadzieścia dziesiąta rano a Wy kończąc nocny dyżur marzycie już tylko o ciepłym wyrku i dwunastu godzinach snu; w pewnym momencie do kafejki wchodzi kilku panów i staje przy ladzie. Odrywacie się więc od gry z pomocą której od kilku godzin odpędzacie senność i wleczecie swoje zbolałe członki w ich kierunku niemal odruchowo bełkocząc "dzień dobry, w czym mogę pomóc?". A tu nagle jeden z panów wyciąga odznakę i najspokojniej w świecie mówi: "policja, proszę zaknąć kawiarenkę i udostępnić nam do wglądu wszystkie komputery". Po kilku minutach wpada zaalarmowana szefowa i przejmuje na siebie ciężar tłumaczenia dlaczego za barem znajduje się kilkadziesiąt płyt z filami, muzyką i grami których pochodzenie jest najwyżej mało legalne. Właśnie to przydażyło mi się we wtorek rano i wcale nie było fajnie. Przez całą sytuację nie zmróżyłem oka do wieczora, straciłem swój wypełniony skarbami katalog a kawiarenka z powodu braku twardych dysków (które skonfiskowali stróże prawa) ponownie otworzyła swe podwoje dopiero dzis w nocy.
Pewnie zaraz zaczniecie mi kadzić, że zbrodnia nie popłaca, ale:
1) ostrzegaliśmy szefową przed tego rodzaju kontrolami (które tak na marginesie miały już miejsce u konkurencji)- bezskutecznie.
2) "niech pierwszy rzuci kamień ten kto sam jest bez grzechu!"
I tyle, nic mądrzejszego dziś nie wypocę.
Ps. Straciłem prawie całą listę kontaktów na GG :(.
Pewnie zaraz zaczniecie mi kadzić, że zbrodnia nie popłaca, ale:
1) ostrzegaliśmy szefową przed tego rodzaju kontrolami (które tak na marginesie miały już miejsce u konkurencji)- bezskutecznie.
2) "niech pierwszy rzuci kamień ten kto sam jest bez grzechu!"
I tyle, nic mądrzejszego dziś nie wypocę.
Ps. Straciłem prawie całą listę kontaktów na GG :(.
sobota, 17 maja 2003
Dedal i Ikar a podejście do życia
Optymista wychodząc powie "lecę", a pesymista- spadam.
Doszedłem do tego przed chwilą i spadam spać :D
Doszedłem do tego przed chwilą i spadam spać :D
czwartek, 15 maja 2003
Nic ważnego
Byłem w sobotę na imprezie organizowanej przez przyjaciółkę z liceum; jako, że za wczasu postanowiłem nie pić ponad miarę kupiłem sobie tylko piwa i tak uzbrojony ruszyłem na Siekierki. Spotkanie owszem, owszem (pomijam fakt, że gospodyni kilka dni wcześniej rozstała się ze swoim pierwszym chłopakiem i przeżywała to przy akompaniamencie Eweliny Flinty)- udane; nabzdryngoliłem się tymi piwami odrobinkę i postanowiłem udać się na spoczynek. Zgłosiłem swoje życzenie osobie odpowiedzialnej za przydział miejsc noclegowych i poczłapałem w kierunku wskazanego mi pokoju. Po wejściu zastałem dwie urodziwe niewiasty ścielące mi najwygodniejsze (jak się później okazało) łóżeczko na świecie.
Ciekawe co ja w sobie takiego mam? :D
Ciekawe co ja w sobie takiego mam? :D
wtorek, 13 maja 2003
Śmiesznota
Przez dwa dni siedzę w kafejce na nocce i nie pracuję, bo dziewczyny boją się same pełnić dyżur.
Głupie, nie? :D
Głupie, nie? :D
niedziela, 11 maja 2003
"Jesienna zaduma" w środku wiosny
Nic nie mam
Zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem
Nawet nie wiem
Jak tam sprawy za lasem
Rano wstaję, poemat chwalę
Biorę się za słowo jak za chleb
Rzeczywiście tak jak księżyc
Ludzie znają mnie tylko z jednej
Jesiennej strony
Nic nie mam
Tylko z daszkiem nieba zamyślony kaszkiet
Nie zważam
Na mody byle jakie
Piszę wyłącznie, piszę wyłącznie
Uczuć starym drapakiem
Rzeczywiście tak jak księżyc
Ludzie znają mnie tylko z jednej
Jesiennej strony
Zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem
Nawet nie wiem
Jak tam sprawy za lasem
Rano wstaję, poemat chwalę
Biorę się za słowo jak za chleb
Rzeczywiście tak jak księżyc
Ludzie znają mnie tylko z jednej
Jesiennej strony
Nic nie mam
Tylko z daszkiem nieba zamyślony kaszkiet
Nie zważam
Na mody byle jakie
Piszę wyłącznie, piszę wyłącznie
Uczuć starym drapakiem
Rzeczywiście tak jak księżyc
Ludzie znają mnie tylko z jednej
Jesiennej strony
piątek, 9 maja 2003
Blog a prywatność
W ramach rozważań na temat intymności na blogu- traktuję go jak list wypełniny szczerym zapisem jakichś sytuacji wyjętych z naszego życia i wysłany pod losowy adres. Tyle :D
środa, 7 maja 2003
Syn Marnotrawny
Jestem młody, nie mam nic i mieć nie będę,
Wokół wszyscy na wyścigi się bogacą,
Są i tacy, którym płacą nie wiem za co,
Ale cieszą się szacunkiem i urzędem,
Bo czas możliwości wszelakich ostatnio nam nastał...
Mogę włóczyć się i żyć z czego popadnie,
Albo okraść kantor, kościół czy przekupkę,
Żyć z nierządu albo doić chętną wdówkę,
Paradować syty i ubrany ładnie -
A chyłkiem jak złodziej o zmroku wymykam się z miasta...
Mogłem uczyć się na księdza lub piekarza
(Duch i ciało zawsze potrzebują strawy),
Na wojaka mogłem iść i zażyć sławy,
Co wynosi i przyciąga - bo przeraża
A młodość to ponoć przygoda a wojsko to szkoła...
Mogłem włączyć się do bandy rzezimieszków,
Niepodzielnie rządzić lasem lub rozstajem,
Zostać mnichem i dalekie zwiedzać kraje
Rozgrzeszając niespokojne dusze z grzeszków,
A chyłkiem przez życie przemykam i drżę gdy ktoś woła...
Jestem młody, jestem nikim - będę nikim.
Na gościńcach zdarłem buty i kapotę.
Nie obchodzi mnie co ze mną będzie potem,
Tylko chciałbym gdzieś odpocząć od paniki,
Co goni mnie z miejsca o głodzie i chłodzie...
Ludzie, których widzę - stoją do mnie tyłem
Ten pod bramą leje, ów na pannę czeka.
Nawet pies znajomy na mój widok szczeka...
Sam się z życia nader sprawnie obrobiłem,
Więc chyłkiem powracam do domu o zmroku - jak złodziej...
Jakaś ciepła mnie otacza cisza wokół.
Padam z nóg i czuję ręce na ramionach,
Do nóg czyichś składam głowę, jak pod topór.
Moje stopy poranione świecą w mroku,
Lecz panika - nie wiem skąd wiem - jest już dla mnie skończona.
Jacek Kaczmarski
Wokół wszyscy na wyścigi się bogacą,
Są i tacy, którym płacą nie wiem za co,
Ale cieszą się szacunkiem i urzędem,
Bo czas możliwości wszelakich ostatnio nam nastał...
Mogę włóczyć się i żyć z czego popadnie,
Albo okraść kantor, kościół czy przekupkę,
Żyć z nierządu albo doić chętną wdówkę,
Paradować syty i ubrany ładnie -
A chyłkiem jak złodziej o zmroku wymykam się z miasta...
Mogłem uczyć się na księdza lub piekarza
(Duch i ciało zawsze potrzebują strawy),
Na wojaka mogłem iść i zażyć sławy,
Co wynosi i przyciąga - bo przeraża
A młodość to ponoć przygoda a wojsko to szkoła...
Mogłem włączyć się do bandy rzezimieszków,
Niepodzielnie rządzić lasem lub rozstajem,
Zostać mnichem i dalekie zwiedzać kraje
Rozgrzeszając niespokojne dusze z grzeszków,
A chyłkiem przez życie przemykam i drżę gdy ktoś woła...
Jestem młody, jestem nikim - będę nikim.
Na gościńcach zdarłem buty i kapotę.
Nie obchodzi mnie co ze mną będzie potem,
Tylko chciałbym gdzieś odpocząć od paniki,
Co goni mnie z miejsca o głodzie i chłodzie...
Ludzie, których widzę - stoją do mnie tyłem
Ten pod bramą leje, ów na pannę czeka.
Nawet pies znajomy na mój widok szczeka...
Sam się z życia nader sprawnie obrobiłem,
Więc chyłkiem powracam do domu o zmroku - jak złodziej...
Jakaś ciepła mnie otacza cisza wokół.
Padam z nóg i czuję ręce na ramionach,
Do nóg czyichś składam głowę, jak pod topór.
Moje stopy poranione świecą w mroku,
Lecz panika - nie wiem skąd wiem - jest już dla mnie skończona.
Jacek Kaczmarski
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)