No i muszę zaliczać tę nieszczęsną logikę- numer z przepisaniem zaliczenia z dziennikarstwa prawie się udał, szkoda, że nie miałem również oceny z egzaminu (którego na dziennikarstwie po prostu nie było).
Szkoda, bo nie odpadł mi niestety najstraszniejszy przedmiot w tym semestrze. :/
niedziela, 30 listopada 2003
środa, 26 listopada 2003
Paranoja
Przez dwanaście godzin siedzę za barem i dostaję za to 50 złotych, to teoria bo w praktyce wynoszę 35 a dla własnej doraźnej przyjemności nie wydaję z tego ani grosza. Zaraz wyjaśnię dlaczego; przez czas spędzony w pracy muszę coś wypić (cola), zapalić (Marlboro) i zjeść (batonik Lion), zakładając, że zafunduję sobie tylko po jednym z każdej kategorii, moja pensja chudnie o 2+6+2=10 złotych; oczywiście na jednej paczce papierosów z regóły się nie kończy... Pozostałe w kieszeni pieniądze odkładam co do grosza na kolejną ratę za studia i w efekcie nie zostaje mi nic na kupno nowej kasety, biletu do kina/teatru/na koncert, wyjazd do Krakowa czy gdziekolwiek indziej, kupno prezentu temu kto akurat na niego zasługuje czy porządne zalanie się w trupa. Reasumując- pracuję za frajer!
Paranoja! :)
Paranoja! :)
niedziela, 23 listopada 2003
W ramach odpowiedzi
Pierwsze primo- @Idalia: miło, że ktoś o mnie jeszcze myśli :D
Drugie primo- Proszę bez fochów Bzdurko, pamiętaj, że bardzo Cię lubię i żadko mam coś komuś za złe. Ton Twojej wypowiedzi sugerował przekonanie, że się na mnie przejechałaś a to nie prawda- chciałem to po prostu zdementować.
Trzecie primo- Semi... ehhh...
To tyle :P
Drugie primo- Proszę bez fochów Bzdurko, pamiętaj, że bardzo Cię lubię i żadko mam coś komuś za złe. Ton Twojej wypowiedzi sugerował przekonanie, że się na mnie przejechałaś a to nie prawda- chciałem to po prostu zdementować.
Trzecie primo- Semi... ehhh...
To tyle :P
Rozwiewając wątpliwości
Kochani, przenosząc się na innego bloga podam Wam wszystkim swój nowy adres, nie ma więc mowy o żadnym uciekaniu i paleniu za sobą mostów- za bardzo Was polubiłem, za dobrze poznałem i przyzwyczaiłem się, proszę więc (zwłaszcza Ciebie Bzdurko) o zmianę tonu. :P
sobota, 22 listopada 2003
Dylemat
Kolejne osoby nakryły mnie na prowadzeniu bloga. Najpierw siostra, kolega z kafejki, znajomy z okolicy; na początku myślałem naiwnie, że na tym się skończy a takijeden dalej pozostanie "w-miarę-nieodkrytą-oazą" teraz jednak widzę, że był to dopiero początek- ostatnio trafili tu również kolejni ludzie z pracy i okolic. W związku z tym zaczynam się poważnie zastanawiać nad czmychnięciem gdzieś dalej, na innego bloga którego trzymam w rezerwie od kilku miesięcy; nadal się wacham- szkoda mi tego co tu mam, przyzwyczaiłem się już a jako zadeklarowana konserwa za zmianami nie przepadam. Od czasu jakiegoś mam problem z pisaniem nowych notek, wszystko przez świadomość że czytają je osoby które chciałem ustrzec przed przyswajaniem swoich urojeń.
Teraz apel
Kochani nowoprzybyli! Lubię Was wszystkich (przynajmniej tych o których wiem, że wiedzą) bez wyjątku ale na blogu chciałem składować rzeczy, przemyślenia, obserwacje którymi nie dzielę się ze znajomymi z RL na trzeźwo (zresztą jak już coś palnę w stanie wskazującym to i tak mi później głupio). Jeżeli więc przeniosę się gdzieś indziej to proszę, nie próbujcie mnie dalej szukać a odczuwając ewentualną potrzebę słuchania bredni w podobnym tonie postawcie mi czasem wódkę i dostaniecie to samo ubrane jeszcze w gestykulację.
Dziękuję za uwagę.
Teraz apel
Kochani nowoprzybyli! Lubię Was wszystkich (przynajmniej tych o których wiem, że wiedzą) bez wyjątku ale na blogu chciałem składować rzeczy, przemyślenia, obserwacje którymi nie dzielę się ze znajomymi z RL na trzeźwo (zresztą jak już coś palnę w stanie wskazującym to i tak mi później głupio). Jeżeli więc przeniosę się gdzieś indziej to proszę, nie próbujcie mnie dalej szukać a odczuwając ewentualną potrzebę słuchania bredni w podobnym tonie postawcie mi czasem wódkę i dostaniecie to samo ubrane jeszcze w gestykulację.
Dziękuję za uwagę.
wtorek, 18 listopada 2003
Urodziny
Dziś, a właściwie wczoraj skończyłem 23 lata; urodziny te różniły się od kilku poprzednich tym, że przebiegały w rodzinnej atmosferze. Napisałbym jeszcze coś ale ostatnio nie mam czasu ani siły myśleć.
czwartek, 6 listopada 2003
"A my nie chcemy uciekać stąd"
"Stanął w ogniu nasz wielki dom
Dym w korytarzach kręci sznury
Jest głęboka, naprawdę czarna noc
Z piwnic płonące uciekają szczury
Krzyczę przez okno, czoło w szybę wgniatam
Haustem powietrza robię w żarze wyłom
Ten co mnie słyszy ma mnie za wariata
Woła - Co jeszcze świrze ci się śniło?
Więc chwytam kraty rozgrzane do białości
Twarz moją widzę, twarz w przekleństwach
A obok sąsiad patrzy z ciekawością
Jak płonie na nim kaftan bezpieczeństwa
Lecz większość śpi, przez sen się uśmiecha
A kto się zbudzi nie wierzy w przebudzenie
Krzyk w wytłumionych salach nie zna echa
Na rusztach łóżek milczy przerażenie
Ci przywiązani dymem materacy
Przepowiadają życia swego słowa
Nam pod nogami żarzą się posadzki
Deszcz iskier czerwonych osiada na głowach
Dym coraz gęstszy obcy ktoś się wdziera
A my wciśnięci w najdalszy sali kąt
Tędy! -krzyczy - Niech was jasna cholera!
A my nie chcemy uciekać stąd!
A my nie chcemy uciekać stąd!
Krzyczymy w szale wściekłości i pokory
Stanął w ogniu nasz wielki dom!
Dom dla psychicznie i nerwowo chorych!"
Jacek Kaczmarski
Mam tyle zupełnie prywatnych "Domów dla..", że nawet nie chce mi się ich tutaj wyliczać...
I też z żadnego uciekać nie chcę choć wiem, że powinienem.
Dym w korytarzach kręci sznury
Jest głęboka, naprawdę czarna noc
Z piwnic płonące uciekają szczury
Krzyczę przez okno, czoło w szybę wgniatam
Haustem powietrza robię w żarze wyłom
Ten co mnie słyszy ma mnie za wariata
Woła - Co jeszcze świrze ci się śniło?
Więc chwytam kraty rozgrzane do białości
Twarz moją widzę, twarz w przekleństwach
A obok sąsiad patrzy z ciekawością
Jak płonie na nim kaftan bezpieczeństwa
Lecz większość śpi, przez sen się uśmiecha
A kto się zbudzi nie wierzy w przebudzenie
Krzyk w wytłumionych salach nie zna echa
Na rusztach łóżek milczy przerażenie
Ci przywiązani dymem materacy
Przepowiadają życia swego słowa
Nam pod nogami żarzą się posadzki
Deszcz iskier czerwonych osiada na głowach
Dym coraz gęstszy obcy ktoś się wdziera
A my wciśnięci w najdalszy sali kąt
Tędy! -krzyczy - Niech was jasna cholera!
A my nie chcemy uciekać stąd!
A my nie chcemy uciekać stąd!
Krzyczymy w szale wściekłości i pokory
Stanął w ogniu nasz wielki dom!
Dom dla psychicznie i nerwowo chorych!"
Jacek Kaczmarski
Mam tyle zupełnie prywatnych "Domów dla..", że nawet nie chce mi się ich tutaj wyliczać...
I też z żadnego uciekać nie chcę choć wiem, że powinienem.
Bo...
... narazie to bardziej pasuje tekst następującej piosenki GC
"W końcu powiem ci co myślę
tak prosto w twarz
kiedy cię widzę
to się wstydzę
że ciągle nosi ciebie świat
i wiedz że
że teraz znam
znam każdą odpowiedź
no powiedz coś
na wszystko
na wszystko
mam odpowiedź ostrą
i nie uciekniesz teraz mi
zakrywasz twarz przed ciosem
robisz milion głupich min
poczekaj
poczekaj no
już ja cię urządzę
powtarzasz to
to wszystko co robię
już mam cię dość
tych oczu pustych
poczekaj zaraz zbiję lustro - tak tak
tak tak - tam w lustrze to niestety ja
tak tak - ten saaaaam
tak tak - tam w lustrze to niestety ja
tak tak - ten saaaaam
dopiero teraz gdy nie słyszy nikt
(bądź spokojny - w domu jesteś sam)
do wanny wlałeś ciepłą wodę i
ogłaszasz w lustrze że chcesz zmienić świat
ja wiem że
trochę się starasz
lecz powiedz mi
ile przed lustrem
spędziłeś dni
tak tak - tam w lustrze to niestety ja
tak tak - ten saaaaam
tak tak - tam w lustrze to niestety ja
tak tak - ten saaaaam
już nawet ja
ja ci nie wierzę
uspokój się
schowaj ten język
no dobrze - wiem
że się starałeś
uspokój się
wczoraj nie spałeś
tak tak - tam w lustrze to niestety ja
tak tak - ten saaaaam
tak tak - tam w lustrze to niestety ja
tak tak - ten saaaaaaaaaaam
tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak"
"W końcu powiem ci co myślę
tak prosto w twarz
kiedy cię widzę
to się wstydzę
że ciągle nosi ciebie świat
i wiedz że
że teraz znam
znam każdą odpowiedź
no powiedz coś
na wszystko
na wszystko
mam odpowiedź ostrą
i nie uciekniesz teraz mi
zakrywasz twarz przed ciosem
robisz milion głupich min
poczekaj
poczekaj no
już ja cię urządzę
powtarzasz to
to wszystko co robię
już mam cię dość
tych oczu pustych
poczekaj zaraz zbiję lustro - tak tak
tak tak - tam w lustrze to niestety ja
tak tak - ten saaaaam
tak tak - tam w lustrze to niestety ja
tak tak - ten saaaaam
dopiero teraz gdy nie słyszy nikt
(bądź spokojny - w domu jesteś sam)
do wanny wlałeś ciepłą wodę i
ogłaszasz w lustrze że chcesz zmienić świat
ja wiem że
trochę się starasz
lecz powiedz mi
ile przed lustrem
spędziłeś dni
tak tak - tam w lustrze to niestety ja
tak tak - ten saaaaam
tak tak - tam w lustrze to niestety ja
tak tak - ten saaaaam
już nawet ja
ja ci nie wierzę
uspokój się
schowaj ten język
no dobrze - wiem
że się starałeś
uspokój się
wczoraj nie spałeś
tak tak - tam w lustrze to niestety ja
tak tak - ten saaaaam
tak tak - tam w lustrze to niestety ja
tak tak - ten saaaaaaaaaaam
tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak"
"It was a very good year"
When I was seventeen
It was a very good year
It was a very good year for small town girls
And soft summer nights
We’d hide from the lights
On the village green
When I was seventeen
When I was twenty-one
It was a very good year
It was a very good year for city girls
Who lived up the stair
With all that perfumed hair
And it came undone
When I was twenty-one
When I was thirty-five
It was a very good year
It was a very good year for blue-blooded girls
Of independent means
We’d ride in limousines
Their chauffeurs would drive
When I was thirty-five
But now the days grow short
I’m in the autumn of the year
And now I think of my life as vintage wine
from fine old kegs
from the brim to the dregs
And it poured sweet and clear
It was a very good year
It was a mess of good years
Fran Sinatra
Chodzi mi po głowie od kilku miesięcy ta piosenka; mam nadzieję, że ostatnią zwrotkę będę mógł sobie kiedyś szczerze zanucić.
It was a very good year
It was a very good year for small town girls
And soft summer nights
We’d hide from the lights
On the village green
When I was seventeen
When I was twenty-one
It was a very good year
It was a very good year for city girls
Who lived up the stair
With all that perfumed hair
And it came undone
When I was twenty-one
When I was thirty-five
It was a very good year
It was a very good year for blue-blooded girls
Of independent means
We’d ride in limousines
Their chauffeurs would drive
When I was thirty-five
But now the days grow short
I’m in the autumn of the year
And now I think of my life as vintage wine
from fine old kegs
from the brim to the dregs
And it poured sweet and clear
It was a very good year
It was a mess of good years
Fran Sinatra
Chodzi mi po głowie od kilku miesięcy ta piosenka; mam nadzieję, że ostatnią zwrotkę będę mógł sobie kiedyś szczerze zanucić.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)