Przez dwanaście godzin siedzę za barem i dostaję za to 50 złotych, to teoria bo w praktyce wynoszę 35 a dla własnej doraźnej przyjemności nie wydaję z tego ani grosza. Zaraz wyjaśnię dlaczego; przez czas spędzony w pracy muszę coś wypić (cola), zapalić (Marlboro) i zjeść (batonik Lion), zakładając, że zafunduję sobie tylko po jednym z każdej kategorii, moja pensja chudnie o 2+6+2=10 złotych; oczywiście na jednej paczce papierosów z regóły się nie kończy... Pozostałe w kieszeni pieniądze odkładam co do grosza na kolejną ratę za studia i w efekcie nie zostaje mi nic na kupno nowej kasety, biletu do kina/teatru/na koncert, wyjazd do Krakowa czy gdziekolwiek indziej, kupno prezentu temu kto akurat na niego zasługuje czy porządne zalanie się w trupa. Reasumując- pracuję za frajer!
Paranoja! :)
Są to uroki stania za barem, ale ta praca ma i swoję wdzięczne strony..czasem.. :/
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! Mnie też na nic nie starcza..
Rzuć palenie...!!!
OdpowiedzUsuńTy bo ja wczoraj miałam wygrać w lotto. I oni oszukali, ja ci mówię i nie wygrałam. Kurwa mać. I dalej zbieram na psa. nawet połowy jeszcze nie mam. Ale zgodzili się, żebym zapłaciła na dwa razy. Dobre i to... Kurwa mać. W sobotę gram znowu. Odezwij się.
OdpowiedzUsuńdawno nie siedzialam przy barze... hmm... to prawda, ze ludzie opowiadaja barmanom historie swojego zycia?
OdpowiedzUsuńNiektórzy...
OdpowiedzUsuńSkad ja to znammmmm....
OdpowiedzUsuńa nikt ci nie mówił, że papierosy szkodzą zdrowiu... twojego portwela?
OdpowiedzUsuń