piątek, 27 lutego 2004

Posłanie dla nadwrażliwych

Bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi
za waszą czułość w nieczułości świata
i za niepewność wśród jego pewności
za to że odczuwacie innych tak
jak siebie samych
za lęk przed światem
jego ślepą pewnością
za potrzebę oczyszczenia rąk
z niewidzialnego nawet brudu ziemi
Bądźcie pozdrowieni
bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi
za wasz lęk przed absurdem istnienia
i delikatność nie mówienia innym
tego co w nich widzicie
/za to, co nieskończone
nieznane, niewypowiedziane/ 2x
za to, co nieskończone, nieznane
ukryte w was

Bądźcie pozdrowieni
bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi
za waszą twórczość i ekstazę
za wasze zachłanne przyjaźnie, miłości
lęk że miłość mogła by umrzeć
jeszcze przed wami,
bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi
za wasze uzdolnienia niewykorzystane
i za niezwykłość
samotność waszych dróg
za waszą boską moc
niszczoną przez zwierzęcą siłę

Bądźcie pozdrowieni
bądźcie pozdrowieni...


Kazimierz Dąbrowski


Podpisuję się obiema łapami.

środa, 25 lutego 2004

Paranoja!

Kocham ten kraj ale w zasadzie nie wiem za co- dwa miesiące szukania pracy nie przyniosły nic poza propozycjami udziału w jakichś piramidowych sprzedażach przeróżnych broszurek. Jestem już duzym chłopcem i chciałbym zarabiać na siebie sam ale bez znajomości mogę zająć się jedynie chałupniczą produkcją długopisów.

Ehhh... byle do wiosny.

poniedziałek, 23 lutego 2004

poniedziałek, 9 lutego 2004

Zmiana warty

Wstającym właśnie przekazuje pałeczkę nocna zmiana- dobranoc!

Ps. Włąsnie zdałem sobie sprawę z podwójnego znaczenia ujętych w jednym słowie życzeń jakie Wam złożyłem na koniec poprzedniego zdania: dobra noc- a pewnie, że dobra! Cisza, spokój- nic człowieka nie rozprasza i po raz kolejny na usta ciśnie się piosenka "Życie jest piękne po pólnocy".

środa, 4 lutego 2004

Raport

Napisałbym coś nowego, ale w moim tak zwanym życiu codziennym nie dzieje się absolutnie nic a wszelkie poważniejsze zmiany pozostają na razie w sferze życzeń i domysłów. Kolejny ponury lutowy świt przy Gloomy Sunday, wypalam ostatnie nagromadzone w czasach dobrobytu papierosy zapijając je wystygłą herbatą i tkwię przed monitorem już marszcząc się na nowy dzień. Niby rano wzejdzie słońce i jeśli dane mi się będzie wyspać to przywitam je z pewnym optymizmem, jednak teraz chumor mam raczej kaprawy. Dziwne, ale ta pora roku prawie zawsze wiązała się u mnie z jakimś nieprzyjemnym przeżyciem albo sytuacją- może dlatego właśnie, podświadomie nastawiam się do wszystkiego negatywnie; luty to miesiąc ciężkiego doła, w marcu jest już znacznie lepiej. Przed chwilą puściłem sobie "Pejzaż Horyzontalny" Turnaua i Sikorowskiego, przypomniała mi się chwila w którą wrosła słuchana wtedy przeze mnie piosenka: początek lipca, wracałem właśnie z rodzicami z uniwerku po ogłoszeniu wyników rozmów kwalifikacyjnych na moje wyśnione dziennikarstwo. Wszystko wtedy było inne, mniej skomplikowane, nie nasiąknięte żółcią jaka od tamtej pory się we mnie zebrała; cały ten świat legł ostatecznie w gruzach jakieś trzy lata temu kiedy to zostałem skreślony z listy studentów wydziału dziennikarstwa i nauk politycznych UW.
Tamta rzeczywistość skończyła się właśnie w lutym i choć jakoś się pozbierałem to jednak zgubiłem gdzieś po drodze radosną naiwność która tak mi wcześnej pomagała; kolejne podejmowane przeze mnie studia porzucam po roku, tym razem miało być inaczej ale splajtowała kafejka w której pracowałem i niestety...

DUPA!

niedziela, 1 lutego 2004

Prośba

Z racji braku pomysłow muszę się do Was zwrócić z prośbą o podszepnięcie mi jakiejś ciekawej lekturki- w domu nie mam już nic ciekawszego od książki kucharskiej, czego bym nie przerobił, a znajomi "z rzeczywistości" nie polecali mi ostatnio żadnych nowości.

Liczę na Was!