środa, 31 marca 2004

Rutyna po czterech dniach

O 7:08 wpadam dysząc cięzko do stojącego przy dworcu Centralnym autobusu linii 525, dziękuję kierowcy za to, że na mnie poczekał i zajmuję pojedyncze miejsce zaraz za nim. Pół godziny później wysiadam u siebie i przechodzę po pasach wraz z grupką dzieciaków pędzących do szkoły; po chwili na parkingu koło podstawówki pojawia się samochód ze strażnikami miejskimi których zadaniem jest pilnowanie bezpieczeństwa kręcących się przy ulicy maluchów. Kiedy tylko odwrócę od nich wzrok spostrzegam mieszkającego na mojej ulicy chłopaka, który paląc papierosa i słuchając walkmana mija mnie z uśmiechem identycznym do tego, jaki w tym samym momencie pojawia się na mojej twarzy. W domu wita mnie Odys (pies) który młuci niemiłosiernie ogonem we wszystko po drodze; kiedy tylko wróci do spania, pojawia się Majka (kot) który po zdawkowym "miau" ciągnie mnie w okolice puszki z jedzeniem. Kiedy już zaspokoję potrzeby zwierzaków robię sobie cherbatę, którą wypijam przy lekturze z gatunku "co się nawinie".


Jak Boga kocham, nie zdażyło mi się jeszcze aby przez cztery kolejne dni wszystko powtażało się z taką dokładnością! Matrix to czy Atak Klonów?

9 komentarzy:

  1. po prostu kolejny obrot ziemi.
    calkiem podobny do poprzedniego:)
    czy aby na pewno? to jednak chyba matrix
    papatki.

    OdpowiedzUsuń
  2. dzień świstaka :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Eeee tam, po prostu zbieg okoliczności ;)
    (p.s. Mam juz mebelki :))

    OdpowiedzUsuń
  4. nie wiem, ale błędów ortograficznych nie leczy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem dyswszystkim i mam na to papiery!

    OdpowiedzUsuń
  6. no to ewidentnie trzeba coś zmienić! Zacznij chodzić innymi drogami

    OdpowiedzUsuń
  7. edytor tekstu z funkcją "sprawdź pisownię" też masz :P

    OdpowiedzUsuń
  8. To się chyba nazywa przed i po pracy, co? A ja nie mogę moich diablisk karmić, bo są daleko. Dom bez kota jest jednak mocno nie taki jak trzeba.

    OdpowiedzUsuń