Po całonocnej walce z komputerem zapragnąłem napić się brzoswkiniowej herbaty... Jeeeezu, w życiu czegos podobnego nie piłem! Prawie mnie z krzesła zrzuciło, ale przynajmniej już dziś nie zasnę.
I nie włożę nic do dzioba- wspomnienia są zbyt świeże.
Łoj - nigdy więcej herbatopodobnych wynalazków o hemicznym smaku owoców. Jak owocowy to kompot, a nie herbata ;) Ale kokosowa herbatka ma cos w sobie ;)
OdpowiedzUsuńNajstraszniejsze było to, że smakowało toto tak jakbym zapażył nie chemię nawet, lecz kilka pająków.
OdpowiedzUsuńA feeeee
OdpowiedzUsuńDobrze Ci tak...;-)
OdpowiedzUsuńAha, robisz błędy ortograficzne,Skarbie;-)
OdpowiedzUsuńPodzielam Twoje zdanie na temat brzoskwniowki-syfowki,ale nie zapomnij ze istnieja sklepy specjalizujace sie w herbatach z calego swiata,jak chcesz to Ci moge przyslac conieco z Chin albo Angli dla experymentow...a o fifajtach jeszcze nic nie napisalam,ale napisze i dam znac...bye
OdpowiedzUsuń