piątek, 29 sierpnia 2003

Palenie

Pytam: dlaczego niepalący
wsiadają bez skrupułów do przedziałów
dla palących? Czemu chcą dominować?
Czemu są wiecznie urażeni?

Mój mały przyjacielu, papierosie.
Spędziłem z tobą więcej czasu niż z kimkolwiek.
Niszczymy się nawzajem, czule
zobowiązani.

Pytam: dlaczego niepalący
nie doceniają naszej samotności,
naszej niemądrej odwagi, naszego
żaru, popiołu?

Marcin Świetlicki

niedziela, 24 sierpnia 2003

:D

Jeżeli trapi Was kiepski chumor to doraźnym środkiem na czasowe pozbycie się go leży w zasięgu ręki- oto skrót do potężnego ładunku czegoś rozwalającego.

We like the mooooon!!!

http://www.rathergood.com/moon_song/

piątek, 22 sierpnia 2003

***

Takijeden ma doła, proszę przytulić kościotrupa.. :(

"Wielkie" odkrycie

Ludziom zbyt słabym na tą rzeczywistość pozostaje jakiś nałóg- narkotyki (temu jestem zdecydowanie przciwny), komputer albo alkochol. W moim wypadku jest to ten drugi w połączeniu z delikatną namiastką gorzałki.

Przykre prawda? I nie piszę tego na trzeźwo, lecz szczerze- po pijaku. Swoją drogą kiedyś od zadeklarowanego esperalowca usłyszłem bardzo mądrą moim zdaniem myśl: "Po kilku głębszych wyłażą z Ciebie demony które zwykły Cię skrycie męczyc na trzeźwo". Szkoda, że kiedy człowiek wytrzeźwieje owe monstra wracają.

środa, 20 sierpnia 2003

Początek

Pozwoliłem dziś sobie na wieczorny spacer po parku przy pomniku Nieznanego Żołnierza, niestety wszystko wskazuje już na to, że lato dobiega powoli końca. Niebawem blogi wypełnią się objawami jesiennej depresji i tylko u mnie klimat pozostanie niezmieniony.

Chwalebna konsekwencja.

wtorek, 19 sierpnia 2003

Włóczędzy

Wchodzimy z twarzami zdrowymi od mrozu,
Siadamy przy ogniu tańczącym z radości,
Ścieramy z nadgarstków odciski powrozów,
Wołamy o wino i chleb, i tłustości,
Spod ścian patrzą na nas w milczeniu miejscowi
Napięci, na wszystko gotowi.

Wchłaniamy łapczywie wielkimi kęsami,
Łykamy alkohol aż warczy nam w grdykach,
Bekniemy czasami, pierdniemy czasami,
Aż z ław w ciepło wzbija się woń wędrownika
I płynie pod ściany miejscowych jak ręka
Co mówi - przestańcie się lękać.

Śpiewamy piosenki o drodze i pracy,
O braku pieniędzy i braku miłości,
Podnoszą się ze snu miejscowi pijacy,
Słuchają oczami rozumnej przeszłości,
Ktoś wstanie, podejdzie, zapyta - kto my?
- My dzieci wolności, bezdomne my psy.

Przysiądą się stawiać i pytać nieśmiało
Gdzie dobrze, gdzie lepiej, a gdzie pieniądz rośnie?
I plączą się cienie pod niską powałą
I coraz jest ciaśniej i duszniej, i głośniej,
Bo oto włóczędzy z przeszłością swą mroczną
Dla ludu się stają wyrocznią.

Mówimy o wojnach w dalekich krainach,
Zmyślamy bogactwa zdobyte, stracone,
Słuchają jak mszy, dolewają nam wina,
I dziewki przysiądą się też, ośmielone,
Do ognia dorzuci przebiegły gospodarz:
Noc długa korzyści mu doda.

Rozgrzani snujemy niezwykłą opowieść
Zazdroszcząc im tego, że tacy ciekawi,
Choć mają, co każdy tak chciałby mieć człowiek
A za - byle co - już gotowi zastawić.
By włóczyć się, szukać i błądzić jak my
I żyć bez wytchnienia, bez nocy i dni.

Pijemy i każdy już ma coś na oku -
Ten nocleg w piekarni, ten pannę piersiastą,
Świt znajdzie nas znowu za miastem na stoku,
Gdzie nikt tak naprawdę nic nie ma na własność,
A wam pozostanie piosenka i sny:
''My dzieci wolności, bezdomne my psy...''



Jacek Kaczmarski


Będąc w stanie "wskazującym" zwrama szczególną uwagę na fragment o rozumnych oczach miejscowych pijaków...

środa, 13 sierpnia 2003

Ha!

Właśnie wracam z karnej rewizyty, pomimo kilku literówek jestem z siebie zadowolony i czekam na następną ofiarę.

Teraz trochę Clannadu na uspokojenie (do walki ruszałem z "Let the bodies hit the floor" na uszach), siusiu, paciorek i spać.

Dobry dzień wszystkim!

Zbieg okoliczności?

Z braku lepszych pomysłów na spędzenie nocy postanowiłem urządzić sobie wieczór filmowy, właśnie przerwałem oglądanie drugiej pozycji aby podzielić się z wami śmiesznym zbiegiem okoliczności.

Sytuacja przedstawia się następująco: noc, śpiąca para, dzwoni telefon. Ona odbiera po czym głosem cierpiętnika mówi "Muszę jechać do kliniki, nagły przypadek", on podobnym tonem z dorzuconą nutką oburzenia odpowiada "przecież jest 4:30!".

Leszcze.

poniedziałek, 11 sierpnia 2003

Opadły mgły, wstaje nowy dzień

Opadły mgły i miasto ze snu się budzi,
Górą czmycha już noc,
Ktoś tam cicho czeka, by ktoś powrócił;
Do gwiazd jest bliżej niż krok!

Pies się włóczy popod murami - bezdomny;
Niesie się tęsknota czyjaś na świata cztery strony
A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy;
Toczy, toczy się los!

Ty co płaczesz, ażeby śmiać mógł się ktoś
? Już dość! Już dość! Już dość!
Odpędź czarne myśli!
Dość już twoich łez!
Niech to wszystko przepadnie we mgle!
Bo nowy dzień wstaje,
Bo nowy dzień wstaje,
Nowy dzień!

Z dusznego snu już miasto się wynurza,
Słońce wschodzi gdzieś tam,
Tramwaj na przystanku zakwitł jak róża;
Uchodzą cienie do bram!
Ciągną swoje wózki - dwukółki mleczarze;
Nad dachami snują się sny podlotków pełne marzeń!
A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy;
Toczy, toczy się los!

Ty co płaczesz, ażeby śmiać mógł się ktoś
- Już dość! Już dość! Już dość!
Odpędź czarne myśli!
Porzuć błędny wzrok!
Niech to wszystko zabierze już noc!
Bo nowy dzień wstaje,
Bo nowy dzień wstaje,
Nowy dzień!

Edward Stachura


A ten dzień zamierzam przeczekać, byle do nocy.

wtorek, 5 sierpnia 2003

Przyjście

W lipowe kwiaty w lipowe liście
próg ustroiłem na twoje przyjście
jabłkami winem jako przy święcie
stół zastawiłem na twe przyjęcie
jabłkami winem jako przy święcie

W lipowe kwiaty w lipowe liście
próg ustroiłem na twoje przyjście
zasłałem płótnem białym posłanie
na twoje przyjście na twe witanie
zasłałem płótnem twoje posłanie

W lipowe kwiaty w lipowe liście
próg ustroiłem na twoje przyjście
ust pocałunki ramion uściski
chowam dla ciebie na dzień nasz bliski

W lipowe kwiaty w lipowe liście
próg ustroiłem na twoje przyjście
po dniach rozłąki po dniach w obłędzie
na dni witania, których nie będzie
na dni witania, których nie będzie
na dni witania, których nie będzie

P. Woźniak

Ja nie śpię ja śnię

nie słyszę głosu nie dotykam nie dotyczę was
czas zastygł w szklance z niedopitą herbatą
patrzę na świat zza szyb widzę coraz mniej
wielkie problemy są teraz takie małe


nie słyszę głosu nie dotykam nie dotyczę was
i pogubiłem wszystkie słowa klucze
powycierały się zbyt często używane
już nie otworzę nimi żadnych serc i żadnych bram


ja nie śpię
ja nie śpię
ja śnię


nie słyszę głosu nie dotykam nie dotyczę was
twarz chowam w dłoniach nie nie będę płakał
czy widzieliście kiedyś kamień gdzieś na samym dnie
głębokiej rzeki dawno nie byłem tak


ja nie śpię
ja nie śpię
ja śnię


Robert Kasprzycki

poniedziałek, 4 sierpnia 2003

Znów nic śmiesznego

O moich wczorajszych imieninach pamiętały dwie osoby- ojciec, jedna z babć i stary przyjaciel. Przykre.