Dziś jak zwykle miałem kończyć nocny dyżur o 10 rano a -co wcale mnie nie zaskoczyło- przejmująca po mnie zmianę dziwczyna spóźnia się już póltorej godziny. Normalka. Najbardziej przeraża mnie perspektywa "odsypiania" na stole na zapleczu (moją kochaną polóweczkę załatwił po pijaku kolega), ale dam radę- jestem z Ligi Republikańskiej ;).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz