Misiu
Czemu z ciebie taka ciapa jest?
Misiu
Inni mają szkoły, a ty nie
Misiu
I zakombinować nie potrafisz też
Weź się za siebie, misiu, weź
Nie mów do mnie misiu!
Nie mów do mnie misiu!
Misiu
Śmieci trzeba wynieść już
Misiu
Popatrz tylko, wszędzie kurz
Misiu
Taka fleja z ciebie, że mi wstyd
Rusz się, misiu, rusz się ty!
Nie mów do mnie misiu
Nie mów do mnie misiu!
Kiedy cię poznałam to nie byłeś taki
Byłeś taki silny, świeży
Podziwiali cię chłopaki
A dziewczynom włos się jeżył
Teraz na twój widok misiu
Żadna już nie zrobi siusiu
Misiu
Czemu taką kwaśną minę masz?
Misiu
Co ci pokrzywiło twarz
Misiu
Nie krzyw się misiu, nie krzyw się
Nie mów do mnie misiu
Nie mów do mnie misiu!
Mów do mnie tygrysie!!!
Mów do mnie tygrysie!!! Łaaał!!!
Władysław Sikora (Kabaret POTEM)
niedziela, 29 czerwca 2003
sobota, 28 czerwca 2003
Dół
Jeden z obsługiwanych przeze mnie klientów dowiedział się właśnie, że dostał się na swój wymażony kierunek. Widząc jego radość cieszyłem się razem z nim, ale gdzieś w środku zaczął kiełkować dół, bo zdałem sobie sprawę, że cztery lata temu cieszyłem się tak samo a półtora roku później już mnie na dziennikarstwie nie było. Patrzcie państwo jak to sobie można życie spieprzyć.
Ps. W nawiązaniu do notki o streszczeniu kilku lat życia w piosenkach- właśnie z taką radosną chwilą kojaży mi się kawałek "Pejzaż horyzontakny" Turnaua i Sikorowskiego.
Ps. W nawiązaniu do notki o streszczeniu kilku lat życia w piosenkach- właśnie z taką radosną chwilą kojaży mi się kawałek "Pejzaż horyzontakny" Turnaua i Sikorowskiego.
czwartek, 26 czerwca 2003
Jeszcze dzień
Jeszcze dzień, jeszcze dwa wszystko się odmieni
Wszystko się ułoży jak w kartach
A na razie choć czekamy jutra jak zbawienia
A na razie w tygodniowym rachunku sumienia
Rozgrzeszamy się z poniedziałku
Jeszcze dzień, jeszcze dwa, gdy nie braknie nam wiary
Zawrócimy do źródeł rzeki rwące
A na razie bezpiecznie płyniemy na fali
A na razie marząc o gorącym źródle zażywamy kąpieli gorącej
Jeszcze dzień jeszcze dwa, tak mijają lata
Ziemia wciąż się kręci dokoła
My płyniemy z falą na północ, południe
Unoszeni wiarą, że może już jutro ujście rzeki okaże się źródłem
Jeszcze dzień jeszcze dwa, ktoś tu do nas przyjdzie
Ktoś tu przyjdzie, zbyt długo czekamy
A na razie róbmy co do nas należy
A na razie, kark jeszcze nisko zginając
Starych bogów w progu witajmy
I choć starych bogów zastąpili nowi
To i tak kark po staremu się zgina
Od poniedziałku co trwa do soboty
I jak zawsze zbyt wcześnie rano się zaczyna tą samą modlitwą
Że może już jutro wszystko się odmieni, ułoży jak w kartach
Więc będziemy szukać jutra jak zbawienia
Od samego rana aż do końca świata
Jacek Kaczmarski
Wszystko się ułoży jak w kartach
A na razie choć czekamy jutra jak zbawienia
A na razie w tygodniowym rachunku sumienia
Rozgrzeszamy się z poniedziałku
Jeszcze dzień, jeszcze dwa, gdy nie braknie nam wiary
Zawrócimy do źródeł rzeki rwące
A na razie bezpiecznie płyniemy na fali
A na razie marząc o gorącym źródle zażywamy kąpieli gorącej
Jeszcze dzień jeszcze dwa, tak mijają lata
Ziemia wciąż się kręci dokoła
My płyniemy z falą na północ, południe
Unoszeni wiarą, że może już jutro ujście rzeki okaże się źródłem
Jeszcze dzień jeszcze dwa, ktoś tu do nas przyjdzie
Ktoś tu przyjdzie, zbyt długo czekamy
A na razie róbmy co do nas należy
A na razie, kark jeszcze nisko zginając
Starych bogów w progu witajmy
I choć starych bogów zastąpili nowi
To i tak kark po staremu się zgina
Od poniedziałku co trwa do soboty
I jak zawsze zbyt wcześnie rano się zaczyna tą samą modlitwą
Że może już jutro wszystko się odmieni, ułoży jak w kartach
Więc będziemy szukać jutra jak zbawienia
Od samego rana aż do końca świata
Jacek Kaczmarski
środa, 25 czerwca 2003
Bezsenność
Wszyscy już śpią: Monika i Łukasz na kanapie, Kasia na karimacie a ja przymierzam się do stołu na zapleczu. Jak zawsze.
wtorek, 24 czerwca 2003
poniedziałek, 23 czerwca 2003
Choć z drugiej strony
Dzięki tej pracy poznałem masę dobrych, myślących ludzi no i "na fajki mam, na wino czasem też".
Więc "nie jest tak źle"
:D
Miłego dnia ludzikowie!
Więc "nie jest tak źle"
:D
Miłego dnia ludzikowie!
Za dwie godziny otwieram kafejkę
Trzeba będzie opróżnić popielniczkę, wywalić paczki po papierosach i znów zmarszyć się w uśmiech.
K... mać!
K... mać!
niedziela, 22 czerwca 2003
Lato już pełną gebą.
Plany (wyjazdowe) mam na razie następujące- Lipiec to przede wszystkim Olsztyn i 30. Spotkania Zamkowe "Śpiewajmy Poezję", potem praca i w miarę możliwości wypady na Mazury; w sierpniu ostrzę sobie pazury na Festiwal "Bieszczadzkie Anioły" (dodałem właśnie link do strony poświęconej tej imprezie) i jeśli finanse pozwolą także Kadrówka. Tyle w kwestii planów, co wyjdzie jeszcze nie wiem ale dołożę wszelkich starań aby pojawić się wszędzie.
piątek, 20 czerwca 2003
Szefowa skasowała mi wczoraj...
...cały katalog z mp3 i targają mną teraz na przemian dziki szał i porażająca boleść. :(
czwartek, 19 czerwca 2003
takijeden
Właśnie sprawdzałem księgę gości w poszukiwaniu kolejnych wpisów z gatunku "YOYOYO" i sprawdzając jedną ze swoich ofiar z radością zauważyłem, że moja odpowiedź wciąż u niej tkwi. Znalazłem też jeden z wpisów sprzed kilku miesięcy i rozczuliłem się bardzo-kaskada gwiazdek zawierająca w sobie słowo "DZIABA". Rozbroiło mnie to zupełnie.
Rozczulony
Rozczulony
Trzy dni nirvany
Przede mną trzy dni nieopisanej frajdy- Maraton z Pieśnią Piękną w warszawskim Lapidarium. SDM, Czyżykiewicz, Wolna Grupa Bukowina- oj będzie się działo!
Bo nowy dzień wstaje, nowy dzień wstaje
Oooo nowy dzień!
Dobry chumor zawdzięczam Vanessie Carlton i...
Dobry chumor zawdzięczam Vanessie Carlton i...
wtorek, 17 czerwca 2003
Majster Bieda
Skąd przychodził, kto go znał,
Kto mu rękę podał kiedy,
Nad rowem siadał, wyciągał chleb,
Serem przekładał i dzielił się z psem,
Tyle wszystkiego, co z sobą miał
Majster Bieda
Nikt nie pytał skąd się wziął,
Gdy do ognia się przysiadał.
Wtulał się w krąg ciepła jak w kożuch
Znużony drogą wędrowiec boży
Zasypiał długo gapiąc się w noc
Majster Bieda
Czapkę z głowy ściągał gdy
wiatr gałęzie chylił drzewom
Śmiał się do słońca i śpiewał do gwiazd,
Drogę bez końca, co przed nim szła
Znał jak pięć palców, jak szeląg zły
Majster Bieda
Czapkę z głowy ściągał gdy
wiatr gałęzie chylił drzewom
Śmiał się do słońca i śpiewał do gwiazd,
Drogę bez końca, co przed nim szła
Znał jak pięć palców, jak szeląg zły
Majster Bieda
Czapkę z głowy ściągał gdy
wiatr gałęzie chylił drzewom
Śmiał się do słońca i śpiewał do gwiazd,
Drogę bez końca, co przed nim szła
Znał jak pięć palców, jak szeląg zły
Majster Bieda
Czapkę z głowy ściągał gdy
wiatr gałęzie chylił drzewom
Śmiał się do słońca i śpiewał do gwiazd,
Drogę bez końca, co przed nim szła
Znał jak pięć palców, jak szeląg zły
Majster Bieda
Aż nastąpił taki rok
smutny rok, tak widać trzeba,
nie przyszedł Bieda zieloną wiosną,
miejsce, gdzie siadał zielskiem zarosło
i choć niejeden wytężał wzrok,
choć lato pustym gościńcem przeszło
z rudymi liśćmi, jesieni schedą,
wiatrem niesiony popłynął w przeszłość,
wiatrem niesiony popłynął w przeszłość,
wiatrem niesiony popłynął w przeszłość
Majster Bieda
Taaak, na tej piosence się wychowałem i czasami zdaża mi się rozważać karierę Majstra Biedy, ale na razie siedzę w tej swojej kawiarence i do znudzenia ostrzę sobie zęby na jakiś marny wypad za miasto.
Kto mu rękę podał kiedy,
Nad rowem siadał, wyciągał chleb,
Serem przekładał i dzielił się z psem,
Tyle wszystkiego, co z sobą miał
Majster Bieda
Nikt nie pytał skąd się wziął,
Gdy do ognia się przysiadał.
Wtulał się w krąg ciepła jak w kożuch
Znużony drogą wędrowiec boży
Zasypiał długo gapiąc się w noc
Majster Bieda
Czapkę z głowy ściągał gdy
wiatr gałęzie chylił drzewom
Śmiał się do słońca i śpiewał do gwiazd,
Drogę bez końca, co przed nim szła
Znał jak pięć palców, jak szeląg zły
Majster Bieda
Czapkę z głowy ściągał gdy
wiatr gałęzie chylił drzewom
Śmiał się do słońca i śpiewał do gwiazd,
Drogę bez końca, co przed nim szła
Znał jak pięć palców, jak szeląg zły
Majster Bieda
Czapkę z głowy ściągał gdy
wiatr gałęzie chylił drzewom
Śmiał się do słońca i śpiewał do gwiazd,
Drogę bez końca, co przed nim szła
Znał jak pięć palców, jak szeląg zły
Majster Bieda
Czapkę z głowy ściągał gdy
wiatr gałęzie chylił drzewom
Śmiał się do słońca i śpiewał do gwiazd,
Drogę bez końca, co przed nim szła
Znał jak pięć palców, jak szeląg zły
Majster Bieda
Aż nastąpił taki rok
smutny rok, tak widać trzeba,
nie przyszedł Bieda zieloną wiosną,
miejsce, gdzie siadał zielskiem zarosło
i choć niejeden wytężał wzrok,
choć lato pustym gościńcem przeszło
z rudymi liśćmi, jesieni schedą,
wiatrem niesiony popłynął w przeszłość,
wiatrem niesiony popłynął w przeszłość,
wiatrem niesiony popłynął w przeszłość
Majster Bieda
Taaak, na tej piosence się wychowałem i czasami zdaża mi się rozważać karierę Majstra Biedy, ale na razie siedzę w tej swojej kawiarence i do znudzenia ostrzę sobie zęby na jakiś marny wypad za miasto.
poniedziałek, 16 czerwca 2003
Rzeka
Wsłuchany w twą cichą piosenkę
Wyszedłem na brzeg pierwszy raz
Wiedziałem już, rzeko, że kocham cię, rzeko,
Że odtąd pójdę z tobą
O dobra rzeko, o mądra wodo
Wiedziałaś, gdzie stopy znużone prowadzić
Gdy sił już było brak
O dobra rzeko, o mądra wodo
Wiedziałaś, gdzie stopy znużone prowadzić
Gdy sił już było brak
Brak
Wieże miast, łuny świateł
Ich oczy zszarzałe nieraz
Witały mnie pustką, żegnały milczeniem
Gdym stał się twoim nurtem
O dobra rzeko, o mądra wodo...
Po dziś dzień z tobą, rzeko
Gdzież począł, gdzie kres dał ci Bóg
Ach życia mi braknie, by szlak twój przemierzyć
By poznać twą melodię
O dobra rzeko, o mądra wodo...
Ciągnie wilka do lasu :D.
Wyszedłem na brzeg pierwszy raz
Wiedziałem już, rzeko, że kocham cię, rzeko,
Że odtąd pójdę z tobą
O dobra rzeko, o mądra wodo
Wiedziałaś, gdzie stopy znużone prowadzić
Gdy sił już było brak
O dobra rzeko, o mądra wodo
Wiedziałaś, gdzie stopy znużone prowadzić
Gdy sił już było brak
Brak
Wieże miast, łuny świateł
Ich oczy zszarzałe nieraz
Witały mnie pustką, żegnały milczeniem
Gdym stał się twoim nurtem
O dobra rzeko, o mądra wodo...
Po dziś dzień z tobą, rzeko
Gdzież począł, gdzie kres dał ci Bóg
Ach życia mi braknie, by szlak twój przemierzyć
By poznać twą melodię
O dobra rzeko, o mądra wodo...
Ciągnie wilka do lasu :D.
Złota myśl na dziś
Sprawiedliwość- doskonały przykład teorii nie mającej żadnego faktycznego odzwierciedlenia w praktyce.
wtorek, 10 czerwca 2003
poniedziałek, 9 czerwca 2003
Piosenka o łódce Bols
Chciałem gdzieś popłynąć znów,
Coś zaliczyć z dobrym skutkiem
Więc do kumpli dzwonię i
Mówię że mam chęć na łódkę.
Wpadło czterech z pięciu, bo
Życie czasem podłe bywa
I piątemu żona dziś
zabroniła z nami pływać.
Ale reszta prężąc tors
Wsiadła do tej łódki Bols
Tibidibidibidim
Tibidibidibidim
Tibidibidibidim daj
Lecz jak pech - no to pech.
Popływaliśmy niedługo
I przyjaciel mówi, że
Trzeba przesiąść się na drugą
Ale przecież każdy wie,
Z tych co znają się na sporcie,
Że, gdy pierwsza płynie, to
Druga chłodna czeka w porcie.
A więc znowu prężąc tors
Wsiedliśmy do łódki Bols.
Tibidibidibidim
Tibidibidibidim
Tibidibidibidim daj
Lecz jak pech -- no to pech.
Czas nam błyskawicznie zleciał
I tę drugą trafił szlag,
Więc ktoś krzyknął: "A gdzie trzecia?"
Słowa te zabrzmiały nam
Jak wykładnia, jak wyrocznia.
Lecz niestety, pech to pech.
Już nieczynna była stocznia.
A więc wyprężając tors
Poszlim szukać łódki Bols.
Tibidibidibidim
Tibidibidibidim
Tibidibidibidim daj
Lecz jak każdy z nas tu wie
Z tych, co mają tęgą głowę,
Że otwarte zawsze są
Jakieś stocznie remontowe.
No i właśnie w jednej z nich
Ponoć zakłóciłem spokój
I na całą długą noc
Mnie zamknęli w suchym doku.
Rano miałem taki łeb,
Że aż mnie bolała głowa,
Więc przyrzekłem: "Rzucam Bols
Moją łódką będzie Luksusowa".
No a kumple prężąc tors,
Dalej popłynęli łódką Bols.
Krzysztof Daukszewicz
Coś zaliczyć z dobrym skutkiem
Więc do kumpli dzwonię i
Mówię że mam chęć na łódkę.
Wpadło czterech z pięciu, bo
Życie czasem podłe bywa
I piątemu żona dziś
zabroniła z nami pływać.
Ale reszta prężąc tors
Wsiadła do tej łódki Bols
Tibidibidibidim
Tibidibidibidim
Tibidibidibidim daj
Lecz jak pech - no to pech.
Popływaliśmy niedługo
I przyjaciel mówi, że
Trzeba przesiąść się na drugą
Ale przecież każdy wie,
Z tych co znają się na sporcie,
Że, gdy pierwsza płynie, to
Druga chłodna czeka w porcie.
A więc znowu prężąc tors
Wsiedliśmy do łódki Bols.
Tibidibidibidim
Tibidibidibidim
Tibidibidibidim daj
Lecz jak pech -- no to pech.
Czas nam błyskawicznie zleciał
I tę drugą trafił szlag,
Więc ktoś krzyknął: "A gdzie trzecia?"
Słowa te zabrzmiały nam
Jak wykładnia, jak wyrocznia.
Lecz niestety, pech to pech.
Już nieczynna była stocznia.
A więc wyprężając tors
Poszlim szukać łódki Bols.
Tibidibidibidim
Tibidibidibidim
Tibidibidibidim daj
Lecz jak każdy z nas tu wie
Z tych, co mają tęgą głowę,
Że otwarte zawsze są
Jakieś stocznie remontowe.
No i właśnie w jednej z nich
Ponoć zakłóciłem spokój
I na całą długą noc
Mnie zamknęli w suchym doku.
Rano miałem taki łeb,
Że aż mnie bolała głowa,
Więc przyrzekłem: "Rzucam Bols
Moją łódką będzie Luksusowa".
No a kumple prężąc tors,
Dalej popłynęli łódką Bols.
Krzysztof Daukszewicz
Jak te koty głośno tupią...
Nie wytrzeźwiałem jeszcze do końca a już muszę pilnować muminów. Niestety nie zebrałem się wczoraj do obiecanego tekstu bo zbomardowałem się "na kaznodzieję" (a dawno już mi się to nie przytrafiło)- zacząłem burczeć Kaczmarskiego i nażekać na podupadającą moralność tego łez padołu. Przede mną ciężki dzień...
niedziela, 8 czerwca 2003
Cytat na dziś
"Na ławce, psiekrwie, na trawce,
Naróbcie Polsce bachorów,
Wijcie się, psiekrwie, wijcie,
W szynkach narożnych pijcie,
Rozrzućcie więcej "kawalerskich chorób"!"
Julian Tuwim z wiersza "Wiosna"
Naróbcie Polsce bachorów,
Wijcie się, psiekrwie, wijcie,
W szynkach narożnych pijcie,
Rozrzućcie więcej "kawalerskich chorób"!"
Julian Tuwim z wiersza "Wiosna"
No!
Się naprawiło a ja znów piję gorzałkę, więc niewykluczone, że po raz wtóry zabiorę się za rozwinięcie notki z piosenkami; może tym razem coś z tego wyjdzie...
Nie wiem
o co chodzi, ale pomimo skasowania przeze mnie powtarzających się notek o koncercie wciąż widzę je otwierając bloga (a minęło już pół godziny od kiedy dokonałem tej korekty).
Koncert SDM
Byłem wreszcie na koncercie SDMu i muszę się przyznać, że lepszej tego typu imprezy nie uświadczyłem jeszcze w swoim krótkim żywocie. Minął już jakiś czas a ja wciąż nie mogę dojść do siebie :D.
sobota, 7 czerwca 2003
W związku z tym, że
rozwinięcie tematu piosenek zniknęło mi właśnie z niewiadomych przyczyn (za co bardzo dziękuję administratorom BLOGA) jestem obecnie wściekły. Jak już mi przejdzie i znów będę pijany, spróbuję napisać to wszystko jeszcze raz.
Na razie życzę Wam wszystkim dobrej nocy a sam idę potłuc trochę głową w ścianę.
Na razie życzę Wam wszystkim dobrej nocy a sam idę potłuc trochę głową w ścianę.
piątek, 6 czerwca 2003
W nawiązaniu do notki poprzedniej
Zapomniałem wczoraj nadmienić, że wymieniałem wykonawców piosenek, nie autorów ich tekstów- to tak gwoli scisłości. Temat rozwinę z przyjemnością jak tylko będę miał okazję spokojnie usiąść na dłużej przy komputerze.
czwartek, 5 czerwca 2003
Ostatnie lata w piosenkach
Zdałem sobie jeszcze sprawę z tego, że swoją historię z lat ostatnich mógłbym w sposób przynajmniej dla mnie czytelny przedstawić w piosenkach kojarzących mi się z pewnymi etapami. Wygląda to mnie- więcej tak:
I 1997- XII 1998 Jacek Kaczmarski "Zbroja"
I 1999- III 1999 Magda Umer "Oczy tej małej"
III 1999- VI 1999 Grzegorz Turnau "Rozmowa z kobietą bez twarzy"
VI 1999- X 1999 Grzegorz Turnau/Andrzej Sikorowski "Pejzaż horyzontalny"
X 1999- XI 1999 Grzegorz Turnau "Dotąd doszliśmy"
XI 1999- II 2000 "Autoportret Witkacego"
II 2000- V 2000 Edyta Geppert "Zamiast"
V 2000- II 2001 Magda Umer "Na wesoło"
II 2001- V 2001 Jacek Kaczmarski "Powrót z Syberii"
V 2001 Czerwony Tulipan "Jedyne co mam"
VI 2001- VII 2001 Stare Dobre Małżeństwo "Blues dla Małej"
VII 2001- XI 2001 Stare Dobre Małżeństwo "Majka" (w wersji koncertowej)
XI 2001- I 2002 Jacek Kaczmarski "Pijak"
I 2002- V 2002 Jacek Kaczmarski "Ja"
V 2002- VII 2002 Stare Dobre Małżeństwo "Ach, kiedy riszą dla mnie dni"
VII 2002- XI 2002 Mirosław Czyżykiewicz "W stylu horacego"
XI 2002- II 2003 Tori Amos "Crucify"
III 2002- V 2002 Tori Amos "Famous Blue Raincoat"
V 2002- VI 2002 Robert Kasprzycki "Naprawdę kocham deszcz"
To w skrócie tyle, wyjaśnień mogę udzielić na specjalne życzenie.
I 1997- XII 1998 Jacek Kaczmarski "Zbroja"
I 1999- III 1999 Magda Umer "Oczy tej małej"
III 1999- VI 1999 Grzegorz Turnau "Rozmowa z kobietą bez twarzy"
VI 1999- X 1999 Grzegorz Turnau/Andrzej Sikorowski "Pejzaż horyzontalny"
X 1999- XI 1999 Grzegorz Turnau "Dotąd doszliśmy"
XI 1999- II 2000 "Autoportret Witkacego"
II 2000- V 2000 Edyta Geppert "Zamiast"
V 2000- II 2001 Magda Umer "Na wesoło"
II 2001- V 2001 Jacek Kaczmarski "Powrót z Syberii"
V 2001 Czerwony Tulipan "Jedyne co mam"
VI 2001- VII 2001 Stare Dobre Małżeństwo "Blues dla Małej"
VII 2001- XI 2001 Stare Dobre Małżeństwo "Majka" (w wersji koncertowej)
XI 2001- I 2002 Jacek Kaczmarski "Pijak"
I 2002- V 2002 Jacek Kaczmarski "Ja"
V 2002- VII 2002 Stare Dobre Małżeństwo "Ach, kiedy riszą dla mnie dni"
VII 2002- XI 2002 Mirosław Czyżykiewicz "W stylu horacego"
XI 2002- II 2003 Tori Amos "Crucify"
III 2002- V 2002 Tori Amos "Famous Blue Raincoat"
V 2002- VI 2002 Robert Kasprzycki "Naprawdę kocham deszcz"
To w skrócie tyle, wyjaśnień mogę udzielić na specjalne życzenie.
Spacer
Dziś (czy może raczej wczoraj) wieczorem postanowiłem zaspokoić nieodpartą potrzebę wyrwania się na spacer. Namierzywszy najbliższy park ruszyłem dziarsko w drogę podgwizdując jakiś kawałek Czyżykiewicza, a utrzymujący się od rana nastrój niczym nie uzasadnionej euforii zmienił się po chwili w typową dla spacerów melancholijną zadumę; zrodziła mi się w niej jedna myśl- brak towarzystwa pobudza szare komórki! Nie twierdzę, że konstruktywna rozmowa, dobra lektura czy ciekawy film nie spełniają tej funkcji w stopniu zbliżonym, ale robią to inaczej; człowiek zostawiony ze sobą sam na sam pozwala "wypłynąć" pewnym ideom czy wnioskom które w innych okolicznościach tkwią sobie w bezproduktywnym zawieszeniu. To właśnie urodziło mi się dzisiejszego wieczoru.
No i jaśminu się nawąchałem!
No i jaśminu się nawąchałem!
wtorek, 3 czerwca 2003
Sen o życiu
Te marzenia którym skrzydeł brak
Usta pełne pustych słów
Drogowskazy które stoją tam
Gdzie nie było nigdy dróg
Czas wędruje po manowcach gdzieś
Nie wiadomo zmierzch czy świt
Może wszystko to jest tylko snem
Który właśnie nam się śni
Może świat śni się nam
Może my się śnimy komuś
Jak naprawdę jest nie wiadomo
Tego jeszcze nie wie nikt
Czy to świat śni się nam
Czy to my się śnimy sobie
Nikt niestety nam nie odpowie
Tego jeszcze nie wie nikt
Te starania by zostawić ślad
Na ruchomych piaskach dni
Śmieszna wiara że zdołamy wpław
Do szczęśliwych dotrzeć wysp
W zapytania ślad układa się
Codzienności szary dym
Może wszystko to jest tylko snem
Który właśnie nam się śni
Może świat śni się nam...
Marek Dagnan
Usta pełne pustych słów
Drogowskazy które stoją tam
Gdzie nie było nigdy dróg
Czas wędruje po manowcach gdzieś
Nie wiadomo zmierzch czy świt
Może wszystko to jest tylko snem
Który właśnie nam się śni
Może świat śni się nam
Może my się śnimy komuś
Jak naprawdę jest nie wiadomo
Tego jeszcze nie wie nikt
Czy to świat śni się nam
Czy to my się śnimy sobie
Nikt niestety nam nie odpowie
Tego jeszcze nie wie nikt
Te starania by zostawić ślad
Na ruchomych piaskach dni
Śmieszna wiara że zdołamy wpław
Do szczęśliwych dotrzeć wysp
W zapytania ślad układa się
Codzienności szary dym
Może wszystko to jest tylko snem
Który właśnie nam się śni
Może świat śni się nam...
Marek Dagnan
poniedziałek, 2 czerwca 2003
Krutkie kazanie na temat jazdy na maxa
O tej nocy szybko chcę zapomnieć
A o tym, co nad ranem było, nie wiem
Teraz na słońcu pod parasolem dużym
Chcę przeczekać dopóki noc nie wróci
I w tym miejscu na razie chcę pozostać
Aż ujrzę wieczorem znajomą Twoją postać
Co ruszy mnie spod parasola wartko
Na spotkanie nowych przygód tu zupełnie niedaleko
Napij się ze mną wina, co konkretną moc trzyma
Pójdźmy po śniegu, gdzie nie ma drugiego brzegu
Potem na wahadło, raz bliżej, raz dalej
Światło w końcu da się zrobić
Trafię głową między Twoje nogi
Tak głupieje pół miasta tu co dzień
Tak klęka do ziemi coraz bliżej
Tak szaleje pół miasta tu co dzień
Tak na klęczkach po odchodach brodzi
I znowu o kolejnej nocy chcę zapomnieć
A była dzisiaj krótsza o wiele więcej
Teraz bez słońca pod parasolem dużym
Obserwuję swe odbicie w kałuży
I nie mam chęci, ni potrzeby się poruszać
Dlatego tak myśląc chcę pozostać
Tu dłużej na tyle na ile to możliwe
Aż kolejka nadjedzie i ze stacji mnie porwie
Napij się ze mną wina co konkretną moc trzyma
Pojedziemy razem zupełnie pełnym gazem
Wtedy coś się zdarzy, Ty usiądziesz mi na twarzy
Potem Cię za włosy złapię, Ty mnie podrapiesz
Tak głupieje pół miasta tu co dzień
Tak się chwiejąc po odchodach brodzi
Tak szaleje pół miasta tu co dzień
Biegnie coraz szybciej w dół pochyłej
I znowu o kolejnej nocy chcę zapomnieć
A była dzisiaj znowu krótsza wiele, wiele więcej
Teraz bez słońca pod parasolem dużym
Obserwuję swoją mordę w kałuży
I nie mam chęci, ni potrzeby się poruszać
Dlatego tak myśląc chcę pozostać
Tu dłużej na tyle, na ile to możliwe
Aż kolejka nadjedzie i ze stacji mnie porwie
Napij się ze mną wina co konkretną moc trzyma
Pojedziemy razem, zupełnie pełnym gazem
Wtedy coś się zdarzy, Ty usiądziesz mi na twarzy
Potem Cię za pióra złapię, Ty mnie podrapiesz
Tak głupieje pół miasta tu co dzień
Tak tańcują ziemi coraz bliżej
Tak szaleje pół miasta tu co dzień
Zapierdala w dół równi pochyłej
Tak głupieje pół miasta tu co dzień
Tak się chwiejąc po odchodach brodzi
Tak szaleje pół miasta tu co dzień
Biegnie coraz szybciej w dół pochyłej
Kazik Staszewski
A o tym, co nad ranem było, nie wiem
Teraz na słońcu pod parasolem dużym
Chcę przeczekać dopóki noc nie wróci
I w tym miejscu na razie chcę pozostać
Aż ujrzę wieczorem znajomą Twoją postać
Co ruszy mnie spod parasola wartko
Na spotkanie nowych przygód tu zupełnie niedaleko
Napij się ze mną wina, co konkretną moc trzyma
Pójdźmy po śniegu, gdzie nie ma drugiego brzegu
Potem na wahadło, raz bliżej, raz dalej
Światło w końcu da się zrobić
Trafię głową między Twoje nogi
Tak głupieje pół miasta tu co dzień
Tak klęka do ziemi coraz bliżej
Tak szaleje pół miasta tu co dzień
Tak na klęczkach po odchodach brodzi
I znowu o kolejnej nocy chcę zapomnieć
A była dzisiaj krótsza o wiele więcej
Teraz bez słońca pod parasolem dużym
Obserwuję swe odbicie w kałuży
I nie mam chęci, ni potrzeby się poruszać
Dlatego tak myśląc chcę pozostać
Tu dłużej na tyle na ile to możliwe
Aż kolejka nadjedzie i ze stacji mnie porwie
Napij się ze mną wina co konkretną moc trzyma
Pojedziemy razem zupełnie pełnym gazem
Wtedy coś się zdarzy, Ty usiądziesz mi na twarzy
Potem Cię za włosy złapię, Ty mnie podrapiesz
Tak głupieje pół miasta tu co dzień
Tak się chwiejąc po odchodach brodzi
Tak szaleje pół miasta tu co dzień
Biegnie coraz szybciej w dół pochyłej
I znowu o kolejnej nocy chcę zapomnieć
A była dzisiaj znowu krótsza wiele, wiele więcej
Teraz bez słońca pod parasolem dużym
Obserwuję swoją mordę w kałuży
I nie mam chęci, ni potrzeby się poruszać
Dlatego tak myśląc chcę pozostać
Tu dłużej na tyle, na ile to możliwe
Aż kolejka nadjedzie i ze stacji mnie porwie
Napij się ze mną wina co konkretną moc trzyma
Pojedziemy razem, zupełnie pełnym gazem
Wtedy coś się zdarzy, Ty usiądziesz mi na twarzy
Potem Cię za pióra złapię, Ty mnie podrapiesz
Tak głupieje pół miasta tu co dzień
Tak tańcują ziemi coraz bliżej
Tak szaleje pół miasta tu co dzień
Zapierdala w dół równi pochyłej
Tak głupieje pół miasta tu co dzień
Tak się chwiejąc po odchodach brodzi
Tak szaleje pół miasta tu co dzień
Biegnie coraz szybciej w dół pochyłej
Kazik Staszewski
niedziela, 1 czerwca 2003
Kto wie, czyli piosenka o chęci
przychodzi czasami do głowy
ta myśl
że można by tak zacząć
inaczej żyć
mieć chęć do pracy
i żyć inaczej
i lepiej niż dotąd, kto wie,
kto wie?
pomysł nienowy
ale piosenka jest:
mniej palić
więcej czytać
znacznie mniej jeść
mieć chęć do pracy
i żyć inaczej
i lepiej niż dotąd, kto wie,
kto wie?
cóż z tego
kiedy ciągnie ulicą tłum
pod zachód słońca
winko, piwo czy rum
i chęć do rana
wódkę szampana
i tyle się dzieje, że hej,
że hej...
Michał Zabłocki
ta myśl
że można by tak zacząć
inaczej żyć
mieć chęć do pracy
i żyć inaczej
i lepiej niż dotąd, kto wie,
kto wie?
pomysł nienowy
ale piosenka jest:
mniej palić
więcej czytać
znacznie mniej jeść
mieć chęć do pracy
i żyć inaczej
i lepiej niż dotąd, kto wie,
kto wie?
cóż z tego
kiedy ciągnie ulicą tłum
pod zachód słońca
winko, piwo czy rum
i chęć do rana
wódkę szampana
i tyle się dzieje, że hej,
że hej...
Michał Zabłocki
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)