Wsłuchany w twą cichą piosenkę
Wyszedłem na brzeg pierwszy raz
Wiedziałem już, rzeko, że kocham cię, rzeko,
Że odtąd pójdę z tobą
O dobra rzeko, o mądra wodo
Wiedziałaś, gdzie stopy znużone prowadzić
Gdy sił już było brak
O dobra rzeko, o mądra wodo
Wiedziałaś, gdzie stopy znużone prowadzić
Gdy sił już było brak
Brak
Wieże miast, łuny świateł
Ich oczy zszarzałe nieraz
Witały mnie pustką, żegnały milczeniem
Gdym stał się twoim nurtem
O dobra rzeko, o mądra wodo...
Po dziś dzień z tobą, rzeko
Gdzież począł, gdzie kres dał ci Bóg
Ach życia mi braknie, by szlak twój przemierzyć
By poznać twą melodię
O dobra rzeko, o mądra wodo...
Ciągnie wilka do lasu :D.
wiesz, wiersz jest piękny. Taki ze średniowieczme mi się trochę kojarzy.
OdpowiedzUsuńI uświadomiłeś mi coś...
Że w mojej notce nie udało mi się oddać tego, co chciałam oddać. Mojego cierpienia. Bo to nie jest i nie był tylko taki depresyjny nastrój. Czasem takie rzucone mimochodem słowa znowó rozbijają lustro, któr tak pracowicie sklejałeś. Może jestem patetyczna, moze przesadzam
ale wiem i chcę mieć niewzruszoną pewność
żę tym razem mam prawo płakać.
p.s. przepraszam, że piszę o sobie, ale poprostu musiałam Ci to wyjaśnić, chciałam to komuś napisać.
Rozumiem i miło mi, że to na moim blogu piszesz te słowa; cierpienie natomiast było wyczuwalne, lecz jego natężenie wydawało się być o wiele mniejsze.
OdpowiedzUsuń