Dziś (czy może raczej wczoraj) wieczorem postanowiłem zaspokoić nieodpartą potrzebę wyrwania się na spacer. Namierzywszy najbliższy park ruszyłem dziarsko w drogę podgwizdując jakiś kawałek Czyżykiewicza, a utrzymujący się od rana nastrój niczym nie uzasadnionej euforii zmienił się po chwili w typową dla spacerów melancholijną zadumę; zrodziła mi się w niej jedna myśl- brak towarzystwa pobudza szare komórki! Nie twierdzę, że konstruktywna rozmowa, dobra lektura czy ciekawy film nie spełniają tej funkcji w stopniu zbliżonym, ale robią to inaczej; człowiek zostawiony ze sobą sam na sam pozwala "wypłynąć" pewnym ideom czy wnioskom które w innych okolicznościach tkwią sobie w bezproduktywnym zawieszeniu. To właśnie urodziło mi się dzisiejszego wieczoru.
No i jaśminu się nawąchałem!
Zgadzam sie w 100% a nawet i 150%. Samotne chodzenie na specery powoduje wymyslanie niestworzonych rzeczy. A potem biora sie te, no jak im tam... doly.
OdpowiedzUsuńDlatego nie chodzę na nie sama...
OdpowiedzUsuń