"Trzecia połowa"
SHIT HAPPENS, tak się kończy
napis na ścianie toalety męskiej.
To jest najgorsze -
chodzić w takim głodzie
choć minimalnej poświaty - znajdować
tylko tyle, ten napis w toalecie nocnej,
tak to kotku wygląda
i tak się to kończy.
piątek, 31 stycznia 2003
Tuwim zawsze na czasie
Zmęczony burz szaleństwem, jak statek pijany,
Już niczego nie pragnę, jeno wielkiej ciszy
I kogoś, kto zrozumie mój żal nienazwany,
Kogoś, kto mą bezsłowną tęsknotę usłyszy;
Kogoś, kto jasną duszą życie mi przepoi,
Iżbym w spokoju bożym wypoczął po męce,
Kogoś, kto rozszalałe serce uspokoi,
Kładąc na moje oczy miłosierne ręce.
Idę po szczęście swoje. Po ciszę. Do kogo ?
Którędy ? Ach, jak ślepiec ! Zwyczajnie - przed siebie.
I wiem, że zawsze trafię, którą pójdę drogą,
Bo wszystkie moje drogi prowadzą do...
hmmm, no właśnie gdzie?
Już niczego nie pragnę, jeno wielkiej ciszy
I kogoś, kto zrozumie mój żal nienazwany,
Kogoś, kto mą bezsłowną tęsknotę usłyszy;
Kogoś, kto jasną duszą życie mi przepoi,
Iżbym w spokoju bożym wypoczął po męce,
Kogoś, kto rozszalałe serce uspokoi,
Kładąc na moje oczy miłosierne ręce.
Idę po szczęście swoje. Po ciszę. Do kogo ?
Którędy ? Ach, jak ślepiec ! Zwyczajnie - przed siebie.
I wiem, że zawsze trafię, którą pójdę drogą,
Bo wszystkie moje drogi prowadzą do...
hmmm, no właśnie gdzie?
Spacerowo mi!
Byłem w miejscu o którym pisałem wczoraj; pojawiłem się także w cudownie udekorowanych śniegiem Łazienkach. Połaziłbym jeszcze gdyby nie to, że mam dziś w pracy nocny dyżur. Jutro podobnie, więc znów z przechadzki nici. Szkoda, ale jeszcze się odkuję; w dodatku zaczyna się właśnie najlepszy okres na ponure spacery!
czwartek, 30 stycznia 2003
Odkrycie
Znalazłem wczoraj niedaleko ulicy Puławskiej w Warszawie miejsce świetnie nadające się na długi, ponury spacer. Dziś się tam wybieram.
wtorek, 28 stycznia 2003
...
Zaproszenie na Bal Kondotiera
pamięci Rafała Gan-Ganowicza
konsekwentnego antykomunisty
walczącego o wolność waszą i naszą
Bal uświetnią:
Projekcja filmu dokumentalnego (pierwszego "polkownika" III
Rzeczpospolitej poświęconego Rafałowi Gan-Ganowiczowi "Pistolet do
wynajęcia"
Kiermasz książek patriotycznych i historycznych
Licytacja pamiątek po Kondotierze
Okolocznościowe koszulki z pistoletem
Klub Hybrydy, ul. Złota 7/9, Warszawa
31 stycznia A.D. 2003, piątek, godzina 17.45 - prosimy o
punktualne przybycie
wstęp: symboliczne 20 zł
Prosimy o przyjście w mundurach. Cywile płacą drożej.
Cały dochód jest przeznaczamy na wzniesienie mogiły Dowódcy
Batalionów "Czerwonych Diabłów" Rafała Gan-Ganowicza, który choć
walczył z komunistami w Polsce, Kongo i w Jemenie spoczywa w
lubelskiej ziemi bez najprostszego pomnika.
Pismo społeczno-historyczne "Glaukopis"
Fundacja Niezależny Zespół Badawczy
Akademickie Centrum Kultury Studentów Uniwersytetu Warszawskiego
"Hybrydy"
Patronat medialny:
http://www.polskiejutro.com
http://wandea.org.pl
Rafał Gan-Ganowicz (1932-2002) syn żołnierza AK, osierocony w
Powstaniu Warszawskim, kontynuował walkę pokolenia ojca w
powojennym modzieżowym podziemiu zbrojnym. Zagrożony aresztowaniem
przedarł się przez zieloną granicę na Zachód. W Paryżu ukończył
polską, emigracyjną szkołę podchorążych. W latach 1965-1966
walczył w Kongo w oddziałach prezydenta M. Czombego powstrzymując
komunistyczną rewoltę, nastpnie bronił wolności Jemenu
Południowego przed agresją komunistycznej Północy. Wielokrotnie
ranny, służbę ukończył w stopniu kapitana. Członek Rady Narodowej
(parlamentu Niepodległej RP na wychodźstwie), dziennikarz Radia
Wolna Europa. Autor niezwyklej książki "Kondotierzy", wspomnień
wydanych w Londynie, w drugim obiegu i w wolnej Polsce.
Przyjdź uczcić pamięć niezwyklego Polaka, ktory poswiecil zycie
dla wielkiej sprawy.
pamięci Rafała Gan-Ganowicza
konsekwentnego antykomunisty
walczącego o wolność waszą i naszą
Bal uświetnią:
Projekcja filmu dokumentalnego (pierwszego "polkownika" III
Rzeczpospolitej poświęconego Rafałowi Gan-Ganowiczowi "Pistolet do
wynajęcia"
Kiermasz książek patriotycznych i historycznych
Licytacja pamiątek po Kondotierze
Okolocznościowe koszulki z pistoletem
Klub Hybrydy, ul. Złota 7/9, Warszawa
31 stycznia A.D. 2003, piątek, godzina 17.45 - prosimy o
punktualne przybycie
wstęp: symboliczne 20 zł
Prosimy o przyjście w mundurach. Cywile płacą drożej.
Cały dochód jest przeznaczamy na wzniesienie mogiły Dowódcy
Batalionów "Czerwonych Diabłów" Rafała Gan-Ganowicza, który choć
walczył z komunistami w Polsce, Kongo i w Jemenie spoczywa w
lubelskiej ziemi bez najprostszego pomnika.
Pismo społeczno-historyczne "Glaukopis"
Fundacja Niezależny Zespół Badawczy
Akademickie Centrum Kultury Studentów Uniwersytetu Warszawskiego
"Hybrydy"
Patronat medialny:
http://www.polskiejutro.com
http://wandea.org.pl
Rafał Gan-Ganowicz (1932-2002) syn żołnierza AK, osierocony w
Powstaniu Warszawskim, kontynuował walkę pokolenia ojca w
powojennym modzieżowym podziemiu zbrojnym. Zagrożony aresztowaniem
przedarł się przez zieloną granicę na Zachód. W Paryżu ukończył
polską, emigracyjną szkołę podchorążych. W latach 1965-1966
walczył w Kongo w oddziałach prezydenta M. Czombego powstrzymując
komunistyczną rewoltę, nastpnie bronił wolności Jemenu
Południowego przed agresją komunistycznej Północy. Wielokrotnie
ranny, służbę ukończył w stopniu kapitana. Członek Rady Narodowej
(parlamentu Niepodległej RP na wychodźstwie), dziennikarz Radia
Wolna Europa. Autor niezwyklej książki "Kondotierzy", wspomnień
wydanych w Londynie, w drugim obiegu i w wolnej Polsce.
Przyjdź uczcić pamięć niezwyklego Polaka, ktory poswiecil zycie
dla wielkiej sprawy.
niedziela, 26 stycznia 2003
Nekrolog
Dziś umarło coś bardzo mi drogiego. Pogrzebu nie będzie, bo takich rzeczy nie sposób schować w metaforycznej ziemi- one zostają i powoli gniją zatruwając duszę.
Ale to ma swój kres.
Prawda?
Ale to ma swój kres.
Prawda?
sobota, 25 stycznia 2003
Kolejny weekend
Jak już pisałem, od kilku tygodni nie moge znaleźć okazji żeby spić się (w naszym żargonie "upodlić") w gronie przyjaciół. Boję się, że ten weekend również może skończyć się dla mnie przymusową abstynencją. Wczoraj co prawda miałem okazję żeby pójść na wódkę ze znajomym, ale w jego towarzystwie nie mógłbym się nawalić przy muzyce Kaczmarskiego, a na takie picie mam właśnie ochotę. Nic, tylko wyć i kichać...
Wierszyk z dzieciństwa.
Jasne złote słonko stanęło nad szkołą,
widzi pierwsazą klasę- o, jak tam wesoło!
Buzia jedna w drugą uśmiecha się ładnie,
pewnie w całej klasie nie ma dwójki żadnej!
Aaaa... PSIK!
{wycieram nos}
Pamiętacie jeszcze czasy podstawówki? Jeżeli przychodzi Wam do głowy jakiś wierszyk z pierwszych trzech klas, to walcie śmiało.
{odpalam papierosa}
{dławię się dymem i kaszlę kilka chwil jak szalony}
Teraz zamiast wierszyków jest podobno przygotowanie do życia w rodzinie.
widzi pierwsazą klasę- o, jak tam wesoło!
Buzia jedna w drugą uśmiecha się ładnie,
pewnie w całej klasie nie ma dwójki żadnej!
Aaaa... PSIK!
{wycieram nos}
Pamiętacie jeszcze czasy podstawówki? Jeżeli przychodzi Wam do głowy jakiś wierszyk z pierwszych trzech klas, to walcie śmiało.
{odpalam papierosa}
{dławię się dymem i kaszlę kilka chwil jak szalony}
Teraz zamiast wierszyków jest podobno przygotowanie do życia w rodzinie.
niedziela, 19 stycznia 2003
Postanowienia noworoczne
Luty za pasem, a ja jeszcze nie wymyśliłem swoich noworocznych postanowień, które swoją drogą nie zwykły się spełniać. A więc:
A) Zrobić coś ze studiami (to punkt stały u wiecznego studenta).
B) Zakochać się ze wzajemnośćią (to także punkt stały u samotnika nie-z-wyboru).
C) Zadbać o swoją aparycję i zdrowie, co ułatwić ma drugą część punktu B (skończyć kiedyś z rabunkową gospodarką żywieniową, wrócić do robienia przynajmniej tych 50 pompek przed snem, kupić jakieś pachnidło, pójść do fryzjera, nie garbić się, itd.) i sprawi, że na widok lustra nie będę sobie przypominał fragmentów piosenki Kaczmarskiego pt. "Ja" ("... Nie jestem piękny, lecz przyciągam wzrok..." i "...Bóg mnie spartaczył, jam wyrzut sumienia...).
D) Zarabiać więcej mniejszym kosztem (każdy by tak chciał).
E) Pójść (i dojść) wreszcie po rozum do głowy.
Spostrzeżenie: postanowienia noworoczne zawierają w sobie z regóły mieszankę celów, których nie jesteśmy w stanie dopiąć i czystego science-fiction. ;)
A) Zrobić coś ze studiami (to punkt stały u wiecznego studenta).
B) Zakochać się ze wzajemnośćią (to także punkt stały u samotnika nie-z-wyboru).
C) Zadbać o swoją aparycję i zdrowie, co ułatwić ma drugą część punktu B (skończyć kiedyś z rabunkową gospodarką żywieniową, wrócić do robienia przynajmniej tych 50 pompek przed snem, kupić jakieś pachnidło, pójść do fryzjera, nie garbić się, itd.) i sprawi, że na widok lustra nie będę sobie przypominał fragmentów piosenki Kaczmarskiego pt. "Ja" ("... Nie jestem piękny, lecz przyciągam wzrok..." i "...Bóg mnie spartaczył, jam wyrzut sumienia...).
D) Zarabiać więcej mniejszym kosztem (każdy by tak chciał).
E) Pójść (i dojść) wreszcie po rozum do głowy.
Spostrzeżenie: postanowienia noworoczne zawierają w sobie z regóły mieszankę celów, których nie jesteśmy w stanie dopiąć i czystego science-fiction. ;)
Wyrzuty sumienia
Przez przypadek wpadłem na bloga, którego autorka uskarżała się na swój byt i rozważała możliwość zamobójstwa. Przeczytałem kilka wpisów i postanowiłe pójść dalej; teraz trochę żałuję, że nic nie skomentowałem, nie usiłowałem pocieszyć... Wiadomo, że wiele osób grozi światu, że ze sobą skończy podczas gdy nieliczni faktycznie robią sobie coś złego, jednak gryzie mnie sumienie. Może właśnie trafiłem do takiej osoby i niezależnie od mojej na jej temat opinii powinienem jakoś zareagować.
A miałem dobry chumor...
A miałem dobry chumor...
czwartek, 16 stycznia 2003
Ciekawe...
To ja się może wytłumaczę- nic nie wygrałem, chciałem po prostu sprawdzić ile osób da się skusić takim tematem. Takie moje prywatne i amatorskie doświadczenie socjologiczne. Poza wszystki tereferciu zabawne, że i ty uwierzyłamś w to, że mogłem coś wygrać- przecież znasz moje szczęście.
środa, 15 stycznia 2003
Refleksja
Wczoraj, po wyłączeniu komputera zastanawiałem się trochę do czego można porównać (a ja wprost kocham metafory) prowadzenie bloga. Ze swojego niewielkiego, lecz dającego już jakieś pojęcie o omawianej materii doświadczenia wyciągnąłem porównanie następujące: człowiek trzymający głowę w krzakach i wywijający jednocześnie gołym zadkiem w nadziei, że ktoś ów "tył" zauważy i poklepie. Nie chcę nikogo urazić i zaraz wyjaśnię o co mi chodzi. Otóż większośc zakładających bloga ludzi -niezależnie od wieku- zamierza zapełnić go swoimi smutnymi na ogół wynurzeniami i jednocześnie zachować anonimowość; nie muszę chyba dodawać (ale dodam), że każdy liczy przy tym na to, że trzymane na codzień wewnątrz przeżycia będą przez innych oglądane i komentowane. Wszystko oczywiście anonimowo. Zakładając bloga szukamy afirmacji wśród innych blogowiczów, lecz w zasadzie nie jest ona do końca prawdziwa i niekiedy uzasadniona. Tworząc internetowy obraz własnego jestestwa sami kreujemy swój wizerunek, przy czym nie wszyscy ujawniamy całą prawdę i wszystkie fakty. Nie chodzi o to, by zapisywać dokładnie każde zdażenie ze swojego żywotka; po prostu obraz jaki wklejamy w miejsce codzienności jest z rególy do bólu wyidealizowany i nie pozwalający na stworzenie jakiejś pełniejszej całości (bo mało kto potrafi patrząc na swoje życie, szczerze powiedzieć, że jest bydlakiem). Dodam jeszcze, że poziom tekstów daje oczywiście ogólne pojęcie na temat tego z jakiego formatu człowiekiem mamy do czynienia, lecz nie pozwala ocenić jego prawdziwych intencji odnośnie świata i zamieszkujących go zwierząt (wliczając ludzi). W końcu żadko piszemy o tych, których skrzywdziliśmy czy o świństwach które innym wyczyniliśmy. Słabości- to zupełnie inna para kaloszy, lecz one właśnie są przeze mnie postrzegane jako ten sterczący w powietrzu zad. Zabawne, że niektórzy eksponują coś dalece odbiegającego od powszechnie panującej interpretacji słowa "estetyka" i do tego są z siebie szalenie zadowoleni...
Kończę już, powtórzę tylko jeszcze raz- nie chcę nikogo urazić i sam do końca nie jestem jeszcze co do przedstawionej tezy przekonany. Zapraszam do polemiki.
"I tyłki noszą maski. Ze zrozumiałych powodów."
Stanisław Jerzy Lec
Kończę już, powtórzę tylko jeszcze raz- nie chcę nikogo urazić i sam do końca nie jestem jeszcze co do przedstawionej tezy przekonany. Zapraszam do polemiki.
"I tyłki noszą maski. Ze zrozumiałych powodów."
Stanisław Jerzy Lec
WYGRAŁEM W LOTTO!!!
Jeśli trafiliście tu dlatego, że skusił was nagłówek to proszę, skomentujcie to jakoś.
wtorek, 14 stycznia 2003
Wściekły
Właśnie po raz kolejny skończyłem pisać jakiś dłuższy tekst, a kiedy kliknąłem na "dodaj" nic się nie stało. W związku z powyższym nic już dziś nie napiszę, tylko położę się wściekły do łóżka i zanim zasnę pokąsam poduszkę. Cholerni cykliści...
Ogłoszenie
Serce używane
łatane w kilku miejscach
po wypadku, lecz wciąż na chodzie
oddam w dzierżawę godnej zaufania.
łatane w kilku miejscach
po wypadku, lecz wciąż na chodzie
oddam w dzierżawę godnej zaufania.
poniedziałek, 13 stycznia 2003
Tryb Życia
Kawa i papierosy
Niedoczekanie
Niedoczekanie na to, że--------
i na to, że-------
żadnych, zupełnie żadnych nowych mięśni, żadnych
nowych linii papilarnych, żadnych nowych siwych
włosów,
żadnych nowych zmarszczek.
Herbata, albo kawa.
Caro lub Extra Mocne.
Taka alternatywa.
Do pracy przed południem albo po południu
piętnastką lub jedynką.
Wycieczki osobiste.
Jeżeli spadnie śnieg, to trzeba rano wstać i
uprzątnąć śnieg.
Cuda są tylko wewnątrz.
Cuda są tylko wewnątrz.
Słuchać lub mówić.
Niedoczekanie.
Wódka rzadko.
Kompletny brak jakiegokolwiek kontaktu ze zdrową
częścią społeczeństwa, powiedzmy- klasą robotniczą
albo małym lub dużym biznesem,
przez co zupełne oderwanie od rzeczywistości.
Cuda są wewnątrz.
Kawa i papierosy.
Wyprowadzanie psa.
Nalewanie wody do miski.
Kamienny sen
Niedoczekanie.
Wyrzucanie gości.
Żadnych przyjaznych domów.
Cuda są wewnątrz.
Cuda są tylko wewnątrz.
Zmysły kierują się do wewnątrz.
Zmysły powoli zaczynają się
odwracać.
Marzenia o hazardzie.
Drastyczna monogamia.
Niedoczekanie.
Żadnych istotnych lektur.
W kinie jedynie filmy oglądane któryś
raz z rzędu.
Kawa i papierosy.
Żadnych nowych zmarszczek.
Wkładanie i wyjmowanie.
Wilcze ścieżki, kłamstwa.
Ukrywana gorączka.
Kamienny sen i dreszcze wewnątrz kamiennego snu.
Marcin Świetlicki
Niedoczekanie
Niedoczekanie na to, że--------
i na to, że-------
żadnych, zupełnie żadnych nowych mięśni, żadnych
nowych linii papilarnych, żadnych nowych siwych
włosów,
żadnych nowych zmarszczek.
Herbata, albo kawa.
Caro lub Extra Mocne.
Taka alternatywa.
Do pracy przed południem albo po południu
piętnastką lub jedynką.
Wycieczki osobiste.
Jeżeli spadnie śnieg, to trzeba rano wstać i
uprzątnąć śnieg.
Cuda są tylko wewnątrz.
Cuda są tylko wewnątrz.
Słuchać lub mówić.
Niedoczekanie.
Wódka rzadko.
Kompletny brak jakiegokolwiek kontaktu ze zdrową
częścią społeczeństwa, powiedzmy- klasą robotniczą
albo małym lub dużym biznesem,
przez co zupełne oderwanie od rzeczywistości.
Cuda są wewnątrz.
Kawa i papierosy.
Wyprowadzanie psa.
Nalewanie wody do miski.
Kamienny sen
Niedoczekanie.
Wyrzucanie gości.
Żadnych przyjaznych domów.
Cuda są wewnątrz.
Cuda są tylko wewnątrz.
Zmysły kierują się do wewnątrz.
Zmysły powoli zaczynają się
odwracać.
Marzenia o hazardzie.
Drastyczna monogamia.
Niedoczekanie.
Żadnych istotnych lektur.
W kinie jedynie filmy oglądane któryś
raz z rzędu.
Kawa i papierosy.
Żadnych nowych zmarszczek.
Wkładanie i wyjmowanie.
Wilcze ścieżki, kłamstwa.
Ukrywana gorączka.
Kamienny sen i dreszcze wewnątrz kamiennego snu.
Marcin Świetlicki
Świat spod kołdry
Cały wczorajszy dzień spędziłem w łóżku. Nie, żebym był śpiący, po prostu nie miałem po co wychodzić spod kołdry. W weekend chciałem się gdzieś wyrwać, odskoczyć od finansowych problemów rodziców, od studiów, od swoich małych prywatnych bolączek. Niestety nie udało się i kiedy w niedzielę rano dopadła mnie świadomość, że przez dwa poprzednie dni nie posunąłem swojego bytu nawet o centymetr do przodu- nie miałem najmniejszej ochoty oglądać tego świata. Ostatni znow wszystko się rozłazi- niby nic a drobnymi kroczkami wracam do opłakanego stanu sprzed kilku miesięcy; na razie to tylko objawy, ale nie potrafię im przeciwdziałać i zwalczyć za wczasu nadchodzącej dolegliwości. Nawet pomagać nie mam ostatnio komu; potrzebujący są, ale najwyraźniej nie pragną mojej asysty, lub szukają wsparcia u kogoś innego. Szkoda, czasami lepiej jest zogniskować całą uwagę na cudzych problemach, niż martwić się własnymi. Zabawne- takie pomieszanie altruizmu z egoizmem.
I jeszcze jeden aforyzm
Kiedy nie wieją żadne wiatry i kurek na kościele ma charakter. Stanisław Jerzy Lec (polecam jego "Z myśli nieuczesanych")
sobota, 11 stycznia 2003
I wreszcie anegdotka z życia wzięta.
Zaraz po skończeniu ASP moi rodzice dorabiali sobie projektując małe znaczki niewiadomego zastosowania. Któregoś razu w czasie rozmowy telefonicznej ojciec poprosił mamę, żeby ta wykonała taką właśnie pierdółkę z milicjantem (tak tak, to było jeszcze za komuny)na motorze. Kiedy wrócił do domu zastał znaczek na którym piękną czcionką stało: "Milicjant na motorze". Do dziś przytoczenie tej historii zamyka mamie usta.
Ten też jest niezły.
-Ilu przedstawicieli współczesnej sztuki abstrakcyjnej trzeba, by wymienić żarówkę?
-Pomidor.
-Pomidor.
Kilka praw Murphy' ego (bez polskich znaków)
REGULA REGUL
Kazdy moze ustalic nowa regule.
REGULA OBSERWATORA
Bardzo duzo mozna zauwazyc, gdy sie patrzy
REGULA NIEMOZLIWOSCI
Nie osiagnelibysmy nigdy niczego, gdybysmy zalozyli, ze najpierw trzeba usunac wszystkie przeszkody. Jezeli czegos nie mozna zrobic, to nalezy poprosic o to kogos, kto zwyczajnie nie wie, ze to nie jest mozliwe.
REMEDIUM NA PRAWA MURPHY'EGO
Jesli cos sie wydarza, to znaczy, ze jest to mozliwe. Zatem: W walce miedzy Toba a swiatem stan po stronie swiata.
REGULA DOKLADNOSCI
W poszukiwaniu rozwiazania problemu najbardziej pomocna jest znajomosc odpowiedzi.
REGULA MARTWEGO PRZEDMIOTU
Kazdy przedmiot, niezaleznie od polozenia, konfiguracji, budowy i przeznaczenia, moze w dowolnej chwili zadzialac w zupelnie nieoczekiwany sposob z przyczyn, ktore sa albo calkowicie niejasne, albo zupelnie tajemnicze.
PRAWO CHEOPA ( REGULA PLANOWANIA)
Nic nigdy nie zostalo zbudowane w zaplanowanym czasie lub zgodnie z kosztorysem.
PRAWA SELEKTYWNEJ GRAWITACJI
Przedmiot upuszczony spada tam, gdzie moze swym upadkiem wyrzadzic najwiecej szkody.
Prawdopodobienstwo upuszczenia i uszkodzenia cennego przedmiotu jest wprost proporcjonalne do jego wartosci.
UOGOLNIONE PRAWO GORY LODOWEJ
7/8 WSZYSTKIEGO pozostaje niewidoczne.
PIATA PRAKTYCZNA ZASADA HORNERA ( REGULA AMORTYZACJI)
Doswiadczenie jest wprost proporcjonalne do stopnia zniszczenia sprzetu.
REGULA ANALIZY I SYNTEZY
Po rozlozeniu i zlozeniu skomplikowanego mechanizmu zawsze pozostanie troche czesci, a mechanizm prawdopodobnie zadziala.
Rozmiary skaleczenia zyletka podczas golenia sa wprost proporcjonalne do donioslosci wydarzenia, ktore jest tego powodem.
Druga kolejka posuwa sie szybciej.
Wyscigi nie zawsze wygrywaja najszybsi, a bitwy najsilniejsi - ale tak nalezy obstawiac.
W wiekszosci przypadkow latwiej jest sie w cos wplatac, niz potem z tego wyplatac.
Nie istnieje taki problem - bez wzgledu na to, jak bylby skomplikowany - ktory po blizszym sie z nim zapoznaniem nie okazal sie jeszcze bardziej skomplikowany.
TWIERDZENIE STOCKMAYERA
Teza 1: Jesli problem wydaje sie latwy, to jest trudny.
Teza 2: Jesli problem wydaje sie trudny, to jego rozwiazanie jest prawie niemozliwe.
PRAWA PUDDERA
Wszystko, co zaczyna sie dobrze, konczy sie zle.
Wszystko, co zaczyna sie zle, konczy sie jeszcze gorzej.
REGULA WESTHEIMERA
Aby oszacowac czas niezbedny do rozwiazania danego zadania, nalezy okreslic czas potrzebny na rozwiazanie zadania, podwoic go i zmienic jednostke miary czasu na bezposrednio wyzsza - tak wiec na godzinne zadanie nalezy przeznaczyc dwa dni.
PRAWO PARKINSONA
Im wiecej mamy czasu na wykonanie konkretnej pracy, tym wiecej czasu praca ta zabierze.
PRAWO PETERA
W hierarchii kazdy pracownik stara sie wzniesc na swoj szczebel niekompetencji. Stad tez z biegiem czasu kazde stanowisko zostanie objete przez pracownika, ktory nie ma kompetencji do wykonywania swoich obowiazkow; prace zas wykonuja ci, ktorzy swojego szczebla niekompetencji jeszcze nie osiagneli.
PRAWO RUDINA
W sytuacji kryzysowej, kiedy trzeba wybierac miedzy roznymi alternatywami, wiekszosc ludzi wybierze rozwiazanie najgorsze.
PRAWO FINAGLESA
Jesli jakas praca zostala od poczatku zle zrobiona, wszelkie usilowania jej poprawienia jeszcze ja pogorsza.
PRAWO GUMPERTONA
Prawdopodobienstwo osiagniecia pozadanego wyniku jest odwrotnie proporcjonalne do stopnia pozadania tego wyniku.
PRAWO WEBSTERA
Kazda sprawa ma dwie strony - z wyjatkiem sytuacji, gdy rozwazajacy jest osobiscie zaangazowany: w takim przypadku istnieje tylko jedna strona.
PRAWO CORPPSA
Ilosc wykonanej pracy jest odwrotnie proporcjonalna do czasu spedzonego w biurze
PRAWO CAREY'A
Kazda organizacja - jesli temu nie przeciwdzialac - dazy do pograzenia sie w chaosie.
PRAWO ROBINSONA
W biurokracji awansuje sie za dzialalnosc, nie za wyniki.
PRAWO MATTHEWSA
Ci, ktorzy juz maja - dostana najwiecej.
REGULA PRZELOZONEGO
Nie ma zadan niemozliwych do wykonania dla kogos, kto nie musi tych zadan wykonywac.
REGULA MiMar'a
Im blizej jestes ukonczenia dlugiej przygodowki tym wieksze prawdopodobienstwo, ze ktos niepowolany kaze ci wylaczyc komputer.
Kazdy moze ustalic nowa regule.
REGULA OBSERWATORA
Bardzo duzo mozna zauwazyc, gdy sie patrzy
REGULA NIEMOZLIWOSCI
Nie osiagnelibysmy nigdy niczego, gdybysmy zalozyli, ze najpierw trzeba usunac wszystkie przeszkody. Jezeli czegos nie mozna zrobic, to nalezy poprosic o to kogos, kto zwyczajnie nie wie, ze to nie jest mozliwe.
REMEDIUM NA PRAWA MURPHY'EGO
Jesli cos sie wydarza, to znaczy, ze jest to mozliwe. Zatem: W walce miedzy Toba a swiatem stan po stronie swiata.
REGULA DOKLADNOSCI
W poszukiwaniu rozwiazania problemu najbardziej pomocna jest znajomosc odpowiedzi.
REGULA MARTWEGO PRZEDMIOTU
Kazdy przedmiot, niezaleznie od polozenia, konfiguracji, budowy i przeznaczenia, moze w dowolnej chwili zadzialac w zupelnie nieoczekiwany sposob z przyczyn, ktore sa albo calkowicie niejasne, albo zupelnie tajemnicze.
PRAWO CHEOPA ( REGULA PLANOWANIA)
Nic nigdy nie zostalo zbudowane w zaplanowanym czasie lub zgodnie z kosztorysem.
PRAWA SELEKTYWNEJ GRAWITACJI
Przedmiot upuszczony spada tam, gdzie moze swym upadkiem wyrzadzic najwiecej szkody.
Prawdopodobienstwo upuszczenia i uszkodzenia cennego przedmiotu jest wprost proporcjonalne do jego wartosci.
UOGOLNIONE PRAWO GORY LODOWEJ
7/8 WSZYSTKIEGO pozostaje niewidoczne.
PIATA PRAKTYCZNA ZASADA HORNERA ( REGULA AMORTYZACJI)
Doswiadczenie jest wprost proporcjonalne do stopnia zniszczenia sprzetu.
REGULA ANALIZY I SYNTEZY
Po rozlozeniu i zlozeniu skomplikowanego mechanizmu zawsze pozostanie troche czesci, a mechanizm prawdopodobnie zadziala.
Rozmiary skaleczenia zyletka podczas golenia sa wprost proporcjonalne do donioslosci wydarzenia, ktore jest tego powodem.
Druga kolejka posuwa sie szybciej.
Wyscigi nie zawsze wygrywaja najszybsi, a bitwy najsilniejsi - ale tak nalezy obstawiac.
W wiekszosci przypadkow latwiej jest sie w cos wplatac, niz potem z tego wyplatac.
Nie istnieje taki problem - bez wzgledu na to, jak bylby skomplikowany - ktory po blizszym sie z nim zapoznaniem nie okazal sie jeszcze bardziej skomplikowany.
TWIERDZENIE STOCKMAYERA
Teza 1: Jesli problem wydaje sie latwy, to jest trudny.
Teza 2: Jesli problem wydaje sie trudny, to jego rozwiazanie jest prawie niemozliwe.
PRAWA PUDDERA
Wszystko, co zaczyna sie dobrze, konczy sie zle.
Wszystko, co zaczyna sie zle, konczy sie jeszcze gorzej.
REGULA WESTHEIMERA
Aby oszacowac czas niezbedny do rozwiazania danego zadania, nalezy okreslic czas potrzebny na rozwiazanie zadania, podwoic go i zmienic jednostke miary czasu na bezposrednio wyzsza - tak wiec na godzinne zadanie nalezy przeznaczyc dwa dni.
PRAWO PARKINSONA
Im wiecej mamy czasu na wykonanie konkretnej pracy, tym wiecej czasu praca ta zabierze.
PRAWO PETERA
W hierarchii kazdy pracownik stara sie wzniesc na swoj szczebel niekompetencji. Stad tez z biegiem czasu kazde stanowisko zostanie objete przez pracownika, ktory nie ma kompetencji do wykonywania swoich obowiazkow; prace zas wykonuja ci, ktorzy swojego szczebla niekompetencji jeszcze nie osiagneli.
PRAWO RUDINA
W sytuacji kryzysowej, kiedy trzeba wybierac miedzy roznymi alternatywami, wiekszosc ludzi wybierze rozwiazanie najgorsze.
PRAWO FINAGLESA
Jesli jakas praca zostala od poczatku zle zrobiona, wszelkie usilowania jej poprawienia jeszcze ja pogorsza.
PRAWO GUMPERTONA
Prawdopodobienstwo osiagniecia pozadanego wyniku jest odwrotnie proporcjonalne do stopnia pozadania tego wyniku.
PRAWO WEBSTERA
Kazda sprawa ma dwie strony - z wyjatkiem sytuacji, gdy rozwazajacy jest osobiscie zaangazowany: w takim przypadku istnieje tylko jedna strona.
PRAWO CORPPSA
Ilosc wykonanej pracy jest odwrotnie proporcjonalna do czasu spedzonego w biurze
PRAWO CAREY'A
Kazda organizacja - jesli temu nie przeciwdzialac - dazy do pograzenia sie w chaosie.
PRAWO ROBINSONA
W biurokracji awansuje sie za dzialalnosc, nie za wyniki.
PRAWO MATTHEWSA
Ci, ktorzy juz maja - dostana najwiecej.
REGULA PRZELOZONEGO
Nie ma zadan niemozliwych do wykonania dla kogos, kto nie musi tych zadan wykonywac.
REGULA MiMar'a
Im blizej jestes ukonczenia dlugiej przygodowki tym wieksze prawdopodobienstwo, ze ktos niepowolany kaze ci wylaczyc komputer.
Mój faworyt
Przychodzi garbata baba do lekarza. Ten przygląda jej się bacznie, po czym pyta: Co pani się tak czai?
30 zdań jakie może usłyszeć od kobiety nagi facet.
Paliłam już grubsze skręty
Ohhh, jakie to urocze.
Może po prostu się przytulimy?
Wiesz, chirurgia plastyczna mogłaby pomóc.
Możesz tym zatańczyć?
Mogę dorysować na tym umiechniętą bułkę?
No no, a stopy masz takie duże.
Dobra, popracujemy nad tym.
Czy to piszczy przy nacinięciu?
O nie... chyba boli mnie głowa.
(chichot i pokazywanie)
Czy mogę być szczera?
Jak słodko, przyniosłeś kadzidło. (?)
To tłumaczy, skąd u ciebie taki samochód.
Może po zmoczeniu urośnie.
Za co Bóg mnie pokarał?
Przynajmniej dużo (długo) nie zajmie.
Nigdy przedtem nie widziałam takiego.
Ale wciąż działa, prawda?
Wygląda na nieużywany.
Może wygląda lepiej w naturalnym oświetleniu.
Może przeszlibyśmy od razu do zapalenia papierosów?
Zimno ci?
Musiałbyś najpierw naprawdę mnie upić.
Czy to złudzenie optyczne?
Cóż to takiego?
Dobrze, że masz tyle innych talentów.
Czy jest do tego pompka?
Więc to dlatego osądzasz ludzi po osobowoci.
Zdaje się, że to zrobi ze mnie rannego ptaszka.
Ohhh, jakie to urocze.
Może po prostu się przytulimy?
Wiesz, chirurgia plastyczna mogłaby pomóc.
Możesz tym zatańczyć?
Mogę dorysować na tym umiechniętą bułkę?
No no, a stopy masz takie duże.
Dobra, popracujemy nad tym.
Czy to piszczy przy nacinięciu?
O nie... chyba boli mnie głowa.
(chichot i pokazywanie)
Czy mogę być szczera?
Jak słodko, przyniosłeś kadzidło. (?)
To tłumaczy, skąd u ciebie taki samochód.
Może po zmoczeniu urośnie.
Za co Bóg mnie pokarał?
Przynajmniej dużo (długo) nie zajmie.
Nigdy przedtem nie widziałam takiego.
Ale wciąż działa, prawda?
Wygląda na nieużywany.
Może wygląda lepiej w naturalnym oświetleniu.
Może przeszlibyśmy od razu do zapalenia papierosów?
Zimno ci?
Musiałbyś najpierw naprawdę mnie upić.
Czy to złudzenie optyczne?
Cóż to takiego?
Dobrze, że masz tyle innych talentów.
Czy jest do tego pompka?
Więc to dlatego osądzasz ludzi po osobowoci.
Zdaje się, że to zrobi ze mnie rannego ptaszka.
Dowcip pierwszy z gatunku rozluźniających
Siedzą na ławce dziewczyna i chłopak.
W pewnej chwili ona mówi do niego zalotnie:
- Połóż rękę na mym łonie
On pyta cichutko:
- A co to jest mymłon?
W pewnej chwili ona mówi do niego zalotnie:
- Połóż rękę na mym łonie
On pyta cichutko:
- A co to jest mymłon?
Kilka moich ulubionych dowcipów.
Ponieaż odnoszę wrażenie, że od jakiegoś czasu nikt poza mną i Anais tej strony nie ogląda, postanowiłem wrzucić kilka dowcipów- może to coś da...
sobota, 4 stycznia 2003
Majka
Mam kota. Jego imię wzięło się z mojego uwielbienia dla piosenki Starego Dobrego Małżeństwa i może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Majka jest kocurem (co nabiera smaczku zwłaszcza, kiedy usłyszy się koncertową i między nami mówiąc lepszą wersję piosenki). Nie pasujące do płci imię to tylko pierwsze odchylenie od normy; następnym jest jego wielki talent do upatrywania sobie celu i konsekwentne doprowadzanie go do ruiny. Na pierwszy ogień poszły drzwi od łazienki- po obdrapaniu ich z farby czarno- biały armagedon wziął się za wyrywanie chaczyków na których wisiały ręczniki. Do dziś nikt z domowników nie wie jak udało mu się skasować wszystkie cztery, ale dopiął swego i z drzwi została ruina. Żeby było śmieszniej po ich odrestaurowaniu Majka zupełnie stracił zainteresowanie nimi i znalazł sobie coś z innej beczki- kwiatki mamy. Gwoli jasności dodam, że cały czas usiłowaliśmy mu w tych wybrykach przeszkadzać. Z kwiatkami poszło szybko- doniczka po doniczce wayrywał zielsko i roznosił po całym domu (bynajmniej nie w celach konsumpcyjnych). Ostatnio znienawidził wodę (w tym stopniu nie jest to normalne nawet u kotów); atakuje ją, kiedy leje się z kranu i rozbija szklanki które wypełnia. Pustych nie rusza.
Częściową nietykalnoś zapewnia mu przyjaźń z nieco przerośniętym, choć rodowodowym owczarkiem niemieckim mamy- Odysem, który bardzo nie lubi, kiedy się jego faworyta w jakikolwiek sposób beszta. Wyobraźcie sobie jak ciekawe może stać się zakładanie butów, kiedy do sznurówki uczepisy jest sporych rozmiarów kot, którego nijak nie da się ruszyć. Tak jest ciągle,; a wcześniej myślałem, że nienormalnych mam tylko znajomych...
Częściową nietykalnoś zapewnia mu przyjaźń z nieco przerośniętym, choć rodowodowym owczarkiem niemieckim mamy- Odysem, który bardzo nie lubi, kiedy się jego faworyta w jakikolwiek sposób beszta. Wyobraźcie sobie jak ciekawe może stać się zakładanie butów, kiedy do sznurówki uczepisy jest sporych rozmiarów kot, którego nijak nie da się ruszyć. Tak jest ciągle,; a wcześniej myślałem, że nienormalnych mam tylko znajomych...
No cześć Tereska!
Właśnie odkryłem istnienie na swoim blogu księgi gości i wiecie co? Wszyscy poza moją przyjaciółką dzięki której zapewne tu trafiliście chwalą go, choć jest na razie bardzo, hmmm... ascetyczny.
Poranek Kojota, Dzień Świra i Noc Żywych Trupów
Właśnie w ramach nocnego dyżuru w kawiarence obejrzałem sobie "Dzień Świra"; zabawne, ale zauważyłem sporo analogii między głównym ( i tytuowym) bohaterem, a sobą. Chodzi mianowicie o tryb w jakim niezmiennie sprzątam zasyfioną po nocnych gościach kawiarenkę. Zaczynam niezmienie od ogarnięcia stanowisk- ustawić myszkę i klawiaturę; w zależności od stopnia zmęczenia mniej, lub bardziej starannie. Sprawdzenie, czy wszystko jest na miejscu i podłączone do właściwych otworków. Niebywałe, jaką inwencją mogą wykazać się w swojej głupocie ludzie, którzy poprzez samo swoje pojawienie się w kawiarence internetowej oznajmiają o sobie bezgłośnie, że wiedzą przynajmniej, że dyskietki 3,5 cala nie wkłada się do stacji CD.
Potem biorę się do zamiatania. Szczotka to stosunkowo mało skomplikowane narzędzie pracy, jednak z jego obsługi można zrobić ceremoniał. Włosie jest z jednej strony oblepione zaschniętym cementem, w związku z czym w trakcie użytkowania wydaje bardzo przeszkadzający mi odgłos. No i są jeszcze śmieci, takie jak ciśnięte pod fotele kapsle, które przesuwane miotłą po podłodze dźwięczą niznośnie. Oczyściwszy podłogę z sypkiego paskudztwa, biorę się za opróżnianie koszy na śmieci (wiem, że kolejność powinna być odwrotna, lecz piszę o tym co jest, a nie co być powinno); w każdym powinny znajdować się dwa worki, bo jeden potrafi zaczepić się gdzieś i rozedrzeć, jednak tylko osoba przejmująca dyżur po mnie zastaje oba.
Kiedy już pozbieram odpadki, które wysypały się przez otwór w rozdartym worku, biorę się za mopowanie. Jest to najbardziej czasochłonna i zajmująca czynność jaką muszę rano wykonywać. Z regóły zamuje mi około 15 minut i kończy się kapitulacją, bo właśnie w momencie, kiedy cała podłoga lśni wilgotną jeszcze czystością, pojawiają się pierwsi klienci, którzy przynoszą z dworu nowe paprochy i równomiernie rozprowadzają je po podłodze chodząc w te i z powrotem po całym lokalu.
Oto jak do nic w efekcie nie wnoszącej czynności można dorobić filozofię i niezauważalnie skomplikować ją ponad ludzkie pojęcie.
Potem biorę się do zamiatania. Szczotka to stosunkowo mało skomplikowane narzędzie pracy, jednak z jego obsługi można zrobić ceremoniał. Włosie jest z jednej strony oblepione zaschniętym cementem, w związku z czym w trakcie użytkowania wydaje bardzo przeszkadzający mi odgłos. No i są jeszcze śmieci, takie jak ciśnięte pod fotele kapsle, które przesuwane miotłą po podłodze dźwięczą niznośnie. Oczyściwszy podłogę z sypkiego paskudztwa, biorę się za opróżnianie koszy na śmieci (wiem, że kolejność powinna być odwrotna, lecz piszę o tym co jest, a nie co być powinno); w każdym powinny znajdować się dwa worki, bo jeden potrafi zaczepić się gdzieś i rozedrzeć, jednak tylko osoba przejmująca dyżur po mnie zastaje oba.
Kiedy już pozbieram odpadki, które wysypały się przez otwór w rozdartym worku, biorę się za mopowanie. Jest to najbardziej czasochłonna i zajmująca czynność jaką muszę rano wykonywać. Z regóły zamuje mi około 15 minut i kończy się kapitulacją, bo właśnie w momencie, kiedy cała podłoga lśni wilgotną jeszcze czystością, pojawiają się pierwsi klienci, którzy przynoszą z dworu nowe paprochy i równomiernie rozprowadzają je po podłodze chodząc w te i z powrotem po całym lokalu.
Oto jak do nic w efekcie nie wnoszącej czynności można dorobić filozofię i niezauważalnie skomplikować ją ponad ludzkie pojęcie.
środa, 1 stycznia 2003
Raport sytuacyjny na dzień 1 (jutro będzie jak wstanę) stycznia 2003
Trochę już późno, ale wreszcie znalazłem trochę czasu, by wypełnić czymś tego nieszczęsnego bloga. Swoją drogą jego stan w chwili obecnej przypomina mi trochę wyjęty żywcem z mrocznych czasów komuny sklep spożywczy- puste półki i trochę octu. Nie ma może tylko odpowiednika sklepowej, bo ani bezczelny, ani tym bardziej gruby nie jestem. W zasadzie można o mnie powiedzieć wszystko, tylko nie to, że jestem gruby.
Więc siedzę tak sobie wpatrzony w te metaforyczne "puste półki", w moim pozbawionym już chyba na stałe obudowy komputerze dogorywa cooler od procesora, czemu towarzyszy ciągły, świdrujący czaszkę warkot i zastanawiam się co by właściwie napisać. Zacznę może od podsumowania (bo to chyba dobry moment) minionego roku. Zaczął sie może niespecjalnie, bo miałem wtedy kilka głupich pomysłów na temat zakończenia swojego pobytu na tym łez padole. Na szczęście dwa razy się nie udało- raz po pijaku gramoliłem się przez barierkę balkonu na dwunastym piętrze, nieco wcześniej zjadłem opakowanie kupionego za ostatnie pieniądze środka na sen. Za pierwszym razem zciągneli mnie przyjaciele, a drugi to już komedia- okazało się, że przedawkowanie tamtego środka nasennego mogło się skończyć najwyżej rozwolnieniem, do czego na szczęście nie doszło. Potem nad domkiem Kłapouchego zaczęło się powoli przejaśniać- narobił na mnie ptak a to podobno przynosi szczęśćie; i prawda, bo kilka dni później sytuacja powtórzyła się, co zaowocowało następnym "obfajdaniem", tym razem przez wróbelka. Trzykrotnie ob... i naładowany szczęściem jak nigdy jeszcze ruszyłem w następne miesiące roku 2002. Był koniec maja, czas kiedy normalni dwudziestodwuletni ludzie wybierają się za miasto, palą ogniska i wcinają pieczone ziemniaki; ja jednak wymyśliłem sobie coś innego- postanowiłem na miesiąc zamieszkać u babci, by w ciszy i spokoju uczyć się do kolejnych w moim życiu egzaminów na studia. Po tygodniu miałem dość- nie przywykłwszy do mieszkania w bloku i ciągłej nauki, mażyłem tylko o tym by wreszcie wrócić do domu i choć jeden dzień spędzić z przyjaciółmi. Niestety babci się spodobało i nie chciała mnie puścić, więc przemęczyłem pozostałe trzy tygodnie i dostałem się na wszystkie kierunki na które złożyłem papiery. Wakacje w tym roku miały dla mnie niewiele wspólnego z wypoczynkiem; w planach miałem wyjazd na marsz szlakiem I- ej Kompanii Kadrowej na trasie Kraków- Kielce, ale niestety nie miałem na to pieniędzy i musiałem zostać w Warszawie. Patrząc na to z perspektywy sześciu miesięcy, dobrze się stało bo znalazłem pracę (a właściwie dwie) i przynajmniej upić się mogę kiedy chcę. Od tamtej pory nie zdarzyło się nic godnego uwagi- praca, studia i sporadyczne pijatyki zapełniły mi jakoś to pół roku i nauczyły jednej tylko rzeczy- być praktykującym romantykiem- samotnikiem można być tylko wtedy, gdy ma się na to czas. Pozostałe mądrości swojego autorstwa postaram się dodać jak tylko właścicielka bloga "terefere" wyśle mi je mailem. To na razie wszystko, postaram się dodawać więcej tektów jak tylko znajdę na to chwilę.
Więc siedzę tak sobie wpatrzony w te metaforyczne "puste półki", w moim pozbawionym już chyba na stałe obudowy komputerze dogorywa cooler od procesora, czemu towarzyszy ciągły, świdrujący czaszkę warkot i zastanawiam się co by właściwie napisać. Zacznę może od podsumowania (bo to chyba dobry moment) minionego roku. Zaczął sie może niespecjalnie, bo miałem wtedy kilka głupich pomysłów na temat zakończenia swojego pobytu na tym łez padole. Na szczęście dwa razy się nie udało- raz po pijaku gramoliłem się przez barierkę balkonu na dwunastym piętrze, nieco wcześniej zjadłem opakowanie kupionego za ostatnie pieniądze środka na sen. Za pierwszym razem zciągneli mnie przyjaciele, a drugi to już komedia- okazało się, że przedawkowanie tamtego środka nasennego mogło się skończyć najwyżej rozwolnieniem, do czego na szczęście nie doszło. Potem nad domkiem Kłapouchego zaczęło się powoli przejaśniać- narobił na mnie ptak a to podobno przynosi szczęśćie; i prawda, bo kilka dni później sytuacja powtórzyła się, co zaowocowało następnym "obfajdaniem", tym razem przez wróbelka. Trzykrotnie ob... i naładowany szczęściem jak nigdy jeszcze ruszyłem w następne miesiące roku 2002. Był koniec maja, czas kiedy normalni dwudziestodwuletni ludzie wybierają się za miasto, palą ogniska i wcinają pieczone ziemniaki; ja jednak wymyśliłem sobie coś innego- postanowiłem na miesiąc zamieszkać u babci, by w ciszy i spokoju uczyć się do kolejnych w moim życiu egzaminów na studia. Po tygodniu miałem dość- nie przywykłwszy do mieszkania w bloku i ciągłej nauki, mażyłem tylko o tym by wreszcie wrócić do domu i choć jeden dzień spędzić z przyjaciółmi. Niestety babci się spodobało i nie chciała mnie puścić, więc przemęczyłem pozostałe trzy tygodnie i dostałem się na wszystkie kierunki na które złożyłem papiery. Wakacje w tym roku miały dla mnie niewiele wspólnego z wypoczynkiem; w planach miałem wyjazd na marsz szlakiem I- ej Kompanii Kadrowej na trasie Kraków- Kielce, ale niestety nie miałem na to pieniędzy i musiałem zostać w Warszawie. Patrząc na to z perspektywy sześciu miesięcy, dobrze się stało bo znalazłem pracę (a właściwie dwie) i przynajmniej upić się mogę kiedy chcę. Od tamtej pory nie zdarzyło się nic godnego uwagi- praca, studia i sporadyczne pijatyki zapełniły mi jakoś to pół roku i nauczyły jednej tylko rzeczy- być praktykującym romantykiem- samotnikiem można być tylko wtedy, gdy ma się na to czas. Pozostałe mądrości swojego autorstwa postaram się dodać jak tylko właścicielka bloga "terefere" wyśle mi je mailem. To na razie wszystko, postaram się dodawać więcej tektów jak tylko znajdę na to chwilę.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)