poniedziałek, 13 stycznia 2003
Świat spod kołdry
Cały wczorajszy dzień spędziłem w łóżku. Nie, żebym był śpiący, po prostu nie miałem po co wychodzić spod kołdry. W weekend chciałem się gdzieś wyrwać, odskoczyć od finansowych problemów rodziców, od studiów, od swoich małych prywatnych bolączek. Niestety nie udało się i kiedy w niedzielę rano dopadła mnie świadomość, że przez dwa poprzednie dni nie posunąłem swojego bytu nawet o centymetr do przodu- nie miałem najmniejszej ochoty oglądać tego świata. Ostatni znow wszystko się rozłazi- niby nic a drobnymi kroczkami wracam do opłakanego stanu sprzed kilku miesięcy; na razie to tylko objawy, ale nie potrafię im przeciwdziałać i zwalczyć za wczasu nadchodzącej dolegliwości. Nawet pomagać nie mam ostatnio komu; potrzebujący są, ale najwyraźniej nie pragną mojej asysty, lub szukają wsparcia u kogoś innego. Szkoda, czasami lepiej jest zogniskować całą uwagę na cudzych problemach, niż martwić się własnymi. Zabawne- takie pomieszanie altruizmu z egoizmem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Oni muszą najpierw spłonąc i odrodzić się z popiołów. To konieczny proces. Zachodzi w samotności. Potem przyjdą do Ciebie. Zrozum. Wybacz.
OdpowiedzUsuńTak lekko ubyć z zapachu, wsadzić głowę pod czyjeś ramię, zapomnieć, zniknąć, za-nie-istnieć... Rozumiem doskonale. I nie ma to nic wspólnego ze zbliżającą się sesją. Są to, że tak powiem, problemy typowo słodko-gorzko-metafizyczne.
OdpowiedzUsuń