Przez przypadek wpadłem na bloga, którego autorka uskarżała się na swój byt i rozważała możliwość zamobójstwa. Przeczytałem kilka wpisów i postanowiłe pójść dalej; teraz trochę żałuję, że nic nie skomentowałem, nie usiłowałem pocieszyć... Wiadomo, że wiele osób grozi światu, że ze sobą skończy podczas gdy nieliczni faktycznie robią sobie coś złego, jednak gryzie mnie sumienie. Może właśnie trafiłem do takiej osoby i niezależnie od mojej na jej temat opinii powinienem jakoś zareagować.
A miałem dobry chumor...
Mhhhm...albo musialbys przestac lazic po blogach...Albo pisac pocieszenia codziennie po kilka razy...No chyba ze napisalbys jedno i wklejalal ze schowka...ale to by nie bylo zadne pocieszenie,tylko co najwyzej banalne "Bedzie dobrze"...Sytuacja kazdego potencjalnego samobojcy jest inna i zwykle skomplikowana zeby pomoc trzeba byc niezlym empata,psychologiem i Bog wie czym jeszcze...
OdpowiedzUsuńA tymi blogowymi samobojcami nie ma sie co przejmowac...Wiem,to brzmi okrutnie,ale chybabysmy zwariowali...Nigdy tych samobojstw nie popelniaja...Za slabi sa na to...tak mi sie wydaje...
Swoim komentarzem nie pomozesz na pewno...Taki czlowiek poczuje sie przez chwile lepiej,bo osiagnie to czego chcial- litosc,wspolczucie...i bedzie smecil dalej...