środa, 15 stycznia 2003

Refleksja

Wczoraj, po wyłączeniu komputera zastanawiałem się trochę do czego można porównać (a ja wprost kocham metafory) prowadzenie bloga. Ze swojego niewielkiego, lecz dającego już jakieś pojęcie o omawianej materii doświadczenia wyciągnąłem porównanie następujące: człowiek trzymający głowę w krzakach i wywijający jednocześnie gołym zadkiem w nadziei, że ktoś ów "tył" zauważy i poklepie. Nie chcę nikogo urazić i zaraz wyjaśnię o co mi chodzi. Otóż większośc zakładających bloga ludzi -niezależnie od wieku- zamierza zapełnić go swoimi smutnymi na ogół wynurzeniami i jednocześnie zachować anonimowość; nie muszę chyba dodawać (ale dodam), że każdy liczy przy tym na to, że trzymane na codzień wewnątrz przeżycia będą przez innych oglądane i komentowane. Wszystko oczywiście anonimowo. Zakładając bloga szukamy afirmacji wśród innych blogowiczów, lecz w zasadzie nie jest ona do końca prawdziwa i niekiedy uzasadniona. Tworząc internetowy obraz własnego jestestwa sami kreujemy swój wizerunek, przy czym nie wszyscy ujawniamy całą prawdę i wszystkie fakty. Nie chodzi o to, by zapisywać dokładnie każde zdażenie ze swojego żywotka; po prostu obraz jaki wklejamy w miejsce codzienności jest z rególy do bólu wyidealizowany i nie pozwalający na stworzenie jakiejś pełniejszej całości (bo mało kto potrafi patrząc na swoje życie, szczerze powiedzieć, że jest bydlakiem). Dodam jeszcze, że poziom tekstów daje oczywiście ogólne pojęcie na temat tego z jakiego formatu człowiekiem mamy do czynienia, lecz nie pozwala ocenić jego prawdziwych intencji odnośnie świata i zamieszkujących go zwierząt (wliczając ludzi). W końcu żadko piszemy o tych, których skrzywdziliśmy czy o świństwach które innym wyczyniliśmy. Słabości- to zupełnie inna para kaloszy, lecz one właśnie są przeze mnie postrzegane jako ten sterczący w powietrzu zad. Zabawne, że niektórzy eksponują coś dalece odbiegającego od powszechnie panującej interpretacji słowa "estetyka" i do tego są z siebie szalenie zadowoleni...
Kończę już, powtórzę tylko jeszcze raz- nie chcę nikogo urazić i sam do końca nie jestem jeszcze co do przedstawionej tezy przekonany. Zapraszam do polemiki.

"I tyłki noszą maski. Ze zrozumiałych powodów."
Stanisław Jerzy Lec

3 komentarze:

  1. ... to nie zupelnie do konca prawda ..co mowisz ...
    jest na blogach wiele ludzi ktorych historie sa do bolu prawdziwe...

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzecz pierwsza: ja swojego bloga, jak wiesz, założyłam w celu opisywania głupotkowych przygód. Miało być miło, zabawnie, wesoło - tak, jak było wtedy w moim życiu. Niestety życie się zmieniło (na gorsze chwilowo) i przygody z głupotkowych stały się smutne, a czasem tragiczne nawet. Ale to minie. Taką mam nadzieję. Albo mówiąc z angielska (a to słowo akurat lubię bardzo) 'nadziejuję się'. Poza tym masz rację - człowieka można ocenić po tym, jak pisze. Więc pozwolę sobie wypomnieć: pisze się z reguły i rzadko, a nie z regóły i żadko, jak to zrobiłeś mój drogi literacie (albo literówko moja droga, błędzie ortograficzny jeden). A anonimowa jeśli pozostaję, to i tak tylko połowicznie. I nie dla Ciebie. Papa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po co ja pisze ? Bo jestem cholerna ekschibicjnistka,bo rzeczywiscie lubie sie dzielic,obcowac z innymi ludzmi takze w ten sposob...I rzeczywiscie podoba mi sie anonimowosc jaka daje mi blog...I co? to takie zle? Nawet gdybym kreowala sie na kogos kim chce byc a kim nie jestem? Jakos sie w tym realizuje,jest mi to potrzebne...Moj blog spelnia swoja funkcje,ktora tak naprawde znam tylko ja...

    OdpowiedzUsuń