środa, 5 lutego 2003
Skojarzenia
Każda z pór roku z czymś mi się kojarzy- jesień z kwaśnym smakiem w ustach (nie wyjaśnię dlaczego- tak już mam), zima to roztapiający się w ustach śnieg. Dawno już nie wcinałem białego puchu (przy okazji dowcip- czego w pierwszej kolejności uczą swoje dzieci eskimosi? Nigdy nie jeść żółtego śniegu.); może dlatego, że wyrosłem i wiem, co mogę skonsumować przy okazji. Ta pora roku to także pewna błogość związana z tym, że pokryty śniegiem świat wydaje się diablo przytulny- dosłownie każde miejsce nadaje się do tego by się w nim położyć. Wiosna to wilgotna, miękka ziemia i pierwsze cieplejsze burze, które uwielbiam. Pojawiają się pierwsze zapachy i zieleń konwalii rosnących koło mojego domu. Lato to paradoksalnie nie słoneczne dni, lecz ciepłe wieczory tuż po zmroku, kiedy człowiek ma ochotę otulić się kojącą ciemnością i zasnąć na jakiejś leśnej polanie gapiąc się w niebo. Płenty nie będzie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
oczywiście niebo rozświetlone gwiazdami :)
OdpowiedzUsuńCzy stało się coś nowego?!
OdpowiedzUsuńhalo
OdpowiedzUsuńJa tam sobie jadę. Zadzwonię z daleka. Pamiętaj o mnie, bo tego mi teraz trzeba. Całuję wiesz jak mocno. Papa.
OdpowiedzUsuńHeh, "płenty"...
OdpowiedzUsuń