Za oknem czapy śniegu, słońce dawno grzeje inną część naszej planety, a mnie zebrało się na wakacyjny nastrój. Puszczam więc sobie Wolną Grupę Bukowina i w wyobraźni macham wiosłami siedząc w prującym jezioro Studzieniczne kajaku. Paradoksalnie od dwóch lat nie wyjechałem pod namiot na dłużej niż tydzień i bardzo mi tego brakuje; nie jestem w stanie pojąć jak można spędzać wakacje prażąc się na wybrukowanej ludźmi plaży. Wakacje powinny dostarczać wspaniałych wspomnień na cały rok, a co tu wspominać- piach w uchu, wieczorne wyjście na piwo?
Nieee, dla mnie wakacje to ognisko, gitara i względna niezależność, wolność w wyborze kierunku w jakim będzie się następnego dnia zmierzać, to wieczór nad rzeką przy trzaskającym ogniu, namiot rozbity w nie zawsze przemyślanym miejscu (raz zdażyło mi się rozłożyć na mrowisku, innym razem na zalewanej w nocy łące, czy pastwisku którego prawowici użytkownicy zaczęli pałaszować namiot) i wreszcie cudowni ludzie którzy w czasie tych kilku cieplejszych miesięcy zamieniają się w pielgrzymów niosących w świat to co dobre, zostawiając w domu swoje codzienne smutki i żale. Tacy sezonowi Majstrowie Bieda, których szeregi maleją niestety z roku na rok.
Nie brak wam tego?
ciekawi mnie skąd się u Ciebie wzięła taka miłość do poezji i przyrody, do wędrowania. Mieszkasz w Warszawie więc tym dziwniejsze mi się to wydaje... choć może poprostu tu działa tylko stereotyp myślowy że Wawa przekreśla zamiłowanie do Bieszczad gór etc.
OdpowiedzUsuńNo ale skąd to? we krwi po rodzicach? z "sufitu"?