poniedziałek, 31 maja 2004
Rano już
Marszczę paszczę w w najcieplejszym uśmiechu na jaki mnie stać- miłego dnia, przeżyjcie go też za mnie.
Nie wiem
nie wiem
Nie wiem
nie Wiem
Nie Wiem
NIE WIEM
- wiem?
- nie
Pojęcia zielonego nie mam jaki finał będzie miało to wszystko, czy to fragment jakiegoś większego planu, a jeżeli tak to jaka jest w nim moja rola. Totalnie jestem zagubiony i rozbity. W dodatku zupełnie się nie potrafię powstrzymać przed pisaniem tego tutaj, za co przepraszam.
Podsumowując:
Co
to
będzie?
Nie wiem
nie Wiem
Nie Wiem
NIE WIEM
- wiem?
- nie
Pojęcia zielonego nie mam jaki finał będzie miało to wszystko, czy to fragment jakiegoś większego planu, a jeżeli tak to jaka jest w nim moja rola. Totalnie jestem zagubiony i rozbity. W dodatku zupełnie się nie potrafię powstrzymać przed pisaniem tego tutaj, za co przepraszam.
Podsumowując:
Co
to
będzie?
Gdzie mam się podziać w tym styczniu przeklętym?
Gdzie mam się podziać w tym styczniu przeklętym?
Otwarte miasto czepia się obrzydle...
Może mnie upił widok drzwi zamkniętych? -
Wyć się chce: wszędzie zasuwy i rygle.
I te pończochy rozszczekanych przecznic,
I te spiżarnie wykrzywionych ulic,
Zza wszystkich rogów wrogów niebezpiecznych
I w każdym kącie końca oczekuję.
I w dół, porosły brodawkami mroku,
Ślizgam się, brnąc ku pompie oblodzonej,
I łykam martwe powietrze w rytm kroków,
I gorączkują się gwarne gawrony.
A ja na ziemi jęczę i złorzeczę,
Potknąwszy się o czyjś zgubiony chodak:
- Niech ktoś przeczyta! doradzi! uleczy!
Niech choć zagadnie na kolczastych schodach!
Może mnie upił widok drzwi zamkniętych? -
Wyć się chce: wszędzie zasuwy i rygle.
Osip Mandelsztam
Na dziś koniec.
Otwarte miasto czepia się obrzydle...
Może mnie upił widok drzwi zamkniętych? -
Wyć się chce: wszędzie zasuwy i rygle.
I te pończochy rozszczekanych przecznic,
I te spiżarnie wykrzywionych ulic,
Zza wszystkich rogów wrogów niebezpiecznych
I w każdym kącie końca oczekuję.
I w dół, porosły brodawkami mroku,
Ślizgam się, brnąc ku pompie oblodzonej,
I łykam martwe powietrze w rytm kroków,
I gorączkują się gwarne gawrony.
A ja na ziemi jęczę i złorzeczę,
Potknąwszy się o czyjś zgubiony chodak:
- Niech ktoś przeczyta! doradzi! uleczy!
Niech choć zagadnie na kolczastych schodach!
Może mnie upił widok drzwi zamkniętych? -
Wyć się chce: wszędzie zasuwy i rygle.
Osip Mandelsztam
Na dziś koniec.
*
Są takie wspomnienia, obrazy, które kaleczą myśli, tak jak zbite szkło potrafi zranić ciało.
Takie spostrzeżenie bez puenty
Takie spostrzeżenie bez puenty
Jest i durny pozytyw
Jak tak dalej pójdzie i Cohen jeszcze kilka lat pożyje to może napisze o mnie kiedyś "Famous black raincoat".
Jednak zawsze lepiej świecić przykładem niż oczami.
Prawda?
Jednak zawsze lepiej świecić przykładem niż oczami.
Prawda?
...
Upatrzyć sobie jeden punkt i zamknąć w nim całą rzeczywistość. Tylko, że cholera, ja już mam takie coś i włąśnie w tamtą stronę nie wolno mi patrzeć.
Przepraszam za swój stan- na przestrzeni kilku następnych dni powinno mi się trochę poprawić. No i wolny weekend niebawem, może uda się wyrwać na mazury i tam wymoczyć rozpalony łeb.
Przepraszam za swój stan- na przestrzeni kilku następnych dni powinno mi się trochę poprawić. No i wolny weekend niebawem, może uda się wyrwać na mazury i tam wymoczyć rozpalony łeb.
Życzenie
Zahibernować się, czekać w błogiej nieświadomości aż nastaną lepsze czasy.
Psia krew, jak Walt Disney.
Psia krew, jak Walt Disney.
*
Wyrwane z kontekstu "takiej drugiej nocy nie będziesz już miał" pasuje do sytuacji doskonale- obym już takiej drugiej nocy przeżywać nie musiał. I nie tylko ja. Przede wszystkim nie ja.
.
.
*
Dziękuję za nadzieję- powiedział mi dziś bezdomny; zrobiło mi się miło, bo ofiarowałem mu tylko cztery papierosy i dobre słowo, jednak moja własna wiara w lepsze jutro gdzieś właśnie przepadła.
niedziela, 30 maja 2004
O mamo...
Właśnie przyszedł Śpioch i wziął komputer na 3 godziny, ciekawe ile czasu zajmie mi dziś dobudzenie go.
Kolejny "pozytyw na siłę"- będę się miał przynajmniej czym zająć.
Kolejny "pozytyw na siłę"- będę się miał przynajmniej czym zająć.
Rzeka
"Wsłuchany w twą cichą piosenkę
Wyszedłem na brzeg pierwszy raz
Wiedziałem już, rzeko, że kocham cię, rzeko,
Że odtąd pójdę z tobą
O dobra rzeko, o mądra wodo
Wiedziałaś, gdzie stopy znużone prowadzić
Gdy sił już było brak
O dobra rzeko, o mądra wodo
Wiedziałaś, gdzie stopy znużone prowadzić
Gdy sił już było brak
Brak
Wieże miast, łuny świateł
Ich oczy zszarzałe nieraz
Witały mnie pustką, żegnały milczeniem
Gdym stał się twoim nurtem
O dobra rzeko, o mądra wodo...
Po dziś dzień z tobą, rzeko
Gdzież począł, gdzie kres dał ci Bóg
Ach życia mi braknie, by szlak twój przemierzyć
By poznać twą melodię
O dobra rzeko, o mądra wodo..."
Wojciech Jarociński
Chyba nie muszę nic dodawać.
Wyszedłem na brzeg pierwszy raz
Wiedziałem już, rzeko, że kocham cię, rzeko,
Że odtąd pójdę z tobą
O dobra rzeko, o mądra wodo
Wiedziałaś, gdzie stopy znużone prowadzić
Gdy sił już było brak
O dobra rzeko, o mądra wodo
Wiedziałaś, gdzie stopy znużone prowadzić
Gdy sił już było brak
Brak
Wieże miast, łuny świateł
Ich oczy zszarzałe nieraz
Witały mnie pustką, żegnały milczeniem
Gdym stał się twoim nurtem
O dobra rzeko, o mądra wodo...
Po dziś dzień z tobą, rzeko
Gdzież począł, gdzie kres dał ci Bóg
Ach życia mi braknie, by szlak twój przemierzyć
By poznać twą melodię
O dobra rzeko, o mądra wodo..."
Wojciech Jarociński
Chyba nie muszę nic dodawać.
Kolejny miesiąc nocnych dyżurów
Pomimo moich, dość czytelnych sugestii, "góra" wlepiła mi kolejny miesiąc nocnych dyżurów i wcale mi się to już nie podoba. Jutro wieczorem postaram się zaatakować żonę szefa całej sieci by wpłyneła jakoś na managera mojej kafei bo po ponad dwuch miesiącach pracy na nocnej zmianie (z całymi ośmioma dniami przerwy) zaczynam mieć takiej zabawy dość.
Jedynym pozytywem jest to, że przesypiając dzień nie mam czasu wydawać 800 złotych które miesięcznie za swoją charówę dostaję.
Jedynym pozytywem jest to, że przesypiając dzień nie mam czasu wydawać 800 złotych które miesięcznie za swoją charówę dostaję.
Wal głową w ścianę
Życie jest przykre
Przykra jest ludzka egzystencja.
Gdy człowiek nie ma
Ani pieniędzy, ani szczęścia!
To nie jest fajnie!
Zmartwionych ludzi krążą stada.
Lecz na kłopoty
Jest jedna bardzo dobra rada:
Wal głową w ścianę!
To pomoże każdemu.
Wybierz miękki kawałek
I uderz z rozbiegu!
Na problemy i smutki
Wal w ścianę do skutku.
Masz problem z rozbiegiem...
To poproś kolegę.
Życie nas kopie!
Nie ma pieniędzy i nic nie ma.
To nie jest dobrze
Człowiek się męczy i nic nie ma.
O rany rety!
Wszystko jest takie pokopane!
Nie ma perspektyw.
Lecz jest na szczęście jeszcze ściana!
Wal głową w ścianę!
To pomaga zapomnieć.
Uderz tylko dokładnie
I się poczuj swobodnie...
Zamiast głupio się złościć
Nabierz dużej prędkości
Takie małe jebudu...
Cię ukoi bez trudu
Władysław Sikora
Przykra jest ludzka egzystencja.
Gdy człowiek nie ma
Ani pieniędzy, ani szczęścia!
To nie jest fajnie!
Zmartwionych ludzi krążą stada.
Lecz na kłopoty
Jest jedna bardzo dobra rada:
Wal głową w ścianę!
To pomoże każdemu.
Wybierz miękki kawałek
I uderz z rozbiegu!
Na problemy i smutki
Wal w ścianę do skutku.
Masz problem z rozbiegiem...
To poproś kolegę.
Życie nas kopie!
Nie ma pieniędzy i nic nie ma.
To nie jest dobrze
Człowiek się męczy i nic nie ma.
O rany rety!
Wszystko jest takie pokopane!
Nie ma perspektyw.
Lecz jest na szczęście jeszcze ściana!
Wal głową w ścianę!
To pomaga zapomnieć.
Uderz tylko dokładnie
I się poczuj swobodnie...
Zamiast głupio się złościć
Nabierz dużej prędkości
Takie małe jebudu...
Cię ukoi bez trudu
Władysław Sikora
sobota, 29 maja 2004
Nie...
...jestem jakiś strasznym malkontentem (uwierzcie na słowo), ale dziś na serio mam światu za złe. Ani jednego klienta, wszyscu spędzają ten weekend jakoś przyjemnie- spotykają się ze znajomymi, piją, snują się po ulicach czy parkach, rozmawiają, patrzą w niebo, czy robią cokolwiek innego; rozważałem możliwość nabycia 0,5 Absolwenta i umilenia sobie jakoś tego dyżuru ale dotarło do mnie, że jestem bez grosza.
Dobrze, że mam jeszcze paczkę papierosów- może do rana jakoś starczy.
Dobrze, że mam jeszcze paczkę papierosów- może do rana jakoś starczy.
A najgorsze...
...w tym wszystkim jest to, że nie mogę nawet wyjść do lasu; tkwię za biurkiem w tej cholernej norze i tak do 7 rano, bez jedzenia i czegoś do picia(bo nie miałem czasu jechać do domu a pieniądze się skończyły), bez towarzystwa i chumoru. Później zmordowany dowlokę się jakoś do łóżka żeby na 19 spowrotem stawić się na dyżur w grobowcu.
W ramach walki o poprawę nastroju...
...postanowiłem sporządzić listę rzeczy które lubię, a więc oto one:
- "świt pod spuchniętymi powiekami"
- naleśniki z serem i śmietaną
- swoich przyjaciół (co jest chyba dość oczywiste)
- pielgrzymki (chociaż na żadnej jeszcze nie byłem ;) )
- pić wódkę przy kaczmarskim
- pić piwo przy ognisku
- spływy kajakowe
- poezję, oraz jej śpiewaną odmianę
- "Olsztyn kocham, moją małą Amerykę" i Kraków takoż
- góry
- rothmansy (dla niewtajemniczonych- takie papierosy które z żalem pożegnam)
- nadwrażliwych i ich towarzystwo
- śpiewanie przez noc całą
- Monty Pythona
- Anin- moją prywatną Arkadię
- czekoladę z orzechami
- długo spać (co mi się ostatnio żadko udaje)
- moczyć nogi siedząc na jakimś zapomnianym pomoście
- nocne po lesie włóczęgi
- szczere rozmowy
- ludzi dobrych i serdecznych
- dobre dowcipy
- zapach konwalii
- syndrom "piątej nad ranem"
- czas wolny
- czas szybki
- czas przeszły, teraźniejszy i przyszły (choć może teraz tego po mnie nie widać)
- herbatkę o każdej porze
- ciepło w uśmiechu, głosie i przede wszystkim sercu
- studiować ;)
- szczerość w każdym wydaniu
- zjeść sobie pożądnie (choć żadko mi się to zdaża)
- błaznować
- mieć czasem doła (choć nie za często)- jak boli to czuć, że się jest
- swoje przekonania
- łazić po deszczu
- kulturę osobistą
- bigos
- śmiech
- autoironię w dobrym wykonaniu
- swojego pecha
- długie jesienne spacery po parku praskim
- zupę grzybową
- zapach lasu
- włazić po pijaku na drzewa
- słuchać samemu muzyki
- słuchać muzyki z tymi których chcę nią raczyć
- "zagapiać się na własny cień"
- małe szczęścia
- duże radości
- wiele rzeczy które tu jeszcze z pewnością dopiszę
- "świt pod spuchniętymi powiekami"
- naleśniki z serem i śmietaną
- swoich przyjaciół (co jest chyba dość oczywiste)
- pielgrzymki (chociaż na żadnej jeszcze nie byłem ;) )
- pić wódkę przy kaczmarskim
- pić piwo przy ognisku
- spływy kajakowe
- poezję, oraz jej śpiewaną odmianę
- "Olsztyn kocham, moją małą Amerykę" i Kraków takoż
- góry
- rothmansy (dla niewtajemniczonych- takie papierosy które z żalem pożegnam)
- nadwrażliwych i ich towarzystwo
- śpiewanie przez noc całą
- Monty Pythona
- Anin- moją prywatną Arkadię
- czekoladę z orzechami
- długo spać (co mi się ostatnio żadko udaje)
- moczyć nogi siedząc na jakimś zapomnianym pomoście
- nocne po lesie włóczęgi
- szczere rozmowy
- ludzi dobrych i serdecznych
- dobre dowcipy
- zapach konwalii
- syndrom "piątej nad ranem"
- czas wolny
- czas szybki
- czas przeszły, teraźniejszy i przyszły (choć może teraz tego po mnie nie widać)
- herbatkę o każdej porze
- ciepło w uśmiechu, głosie i przede wszystkim sercu
- studiować ;)
- szczerość w każdym wydaniu
- zjeść sobie pożądnie (choć żadko mi się to zdaża)
- błaznować
- mieć czasem doła (choć nie za często)- jak boli to czuć, że się jest
- swoje przekonania
- łazić po deszczu
- kulturę osobistą
- bigos
- śmiech
- autoironię w dobrym wykonaniu
- swojego pecha
- długie jesienne spacery po parku praskim
- zupę grzybową
- zapach lasu
- włazić po pijaku na drzewa
- słuchać samemu muzyki
- słuchać muzyki z tymi których chcę nią raczyć
- "zagapiać się na własny cień"
- małe szczęścia
- duże radości
- wiele rzeczy które tu jeszcze z pewnością dopiszę
piątek, 28 maja 2004
czwartek, 27 maja 2004
Czwarta nad ranemmm
A ja dalej zmarszczony w uśmiechu serdecznym jak nigdy, tak to już bywa jak się człowiek ma z czego cieszyć.
(po chwili namysłu i kilku nagłych refleksjach)
I jeszcze wiję się z wielkiego żalu- to się zwykle zdaża kiedy mamy powód do frasunku.
Cholera, koniec z myśleniem na dzis bo już widzę, że dryfuję w stronę dołka.
(po chwili namysłu i kilku nagłych refleksjach)
I jeszcze wiję się z wielkiego żalu- to się zwykle zdaża kiedy mamy powód do frasunku.
Cholera, koniec z myśleniem na dzis bo już widzę, że dryfuję w stronę dołka.
Obwieszczenie
Do końca czerwca zamierzam rzucić palenie.
I nie- nie jestem pijany, śpiący, chory ani czasowo niepoczytalny.
Dziękuję za uwagę :)
I nie- nie jestem pijany, śpiący, chory ani czasowo niepoczytalny.
Dziękuję za uwagę :)
Na marginesie
Od rana (godzina 19) mam dobry chumor, w dodatku wszystko co mi się dziś przydażyło (pomijając scysję z siostrą, która następnie przerodziła się w rozruchy obejmujące swoim zasięgiem dom cały) dodatkowo to jeszcze potęguję. Przyszedł co prawda złodziej- alkocholik ale zneutralizowałem go udostępniając jeden z komputerów; dzięki temu sprytnemu (bo ja sprytny w końcu jestem!) zabiegowi mam go z głowy do rana.
Dla wspomnianego powyżej czerepu mam jak zwykle inne zadania w związku z czym nie wykluczam, że za chwile może pojawić się tu kilka rzewnych notek. :)
Nie mniej postaram się dziś tego uniknąć.
Dla wspomnianego powyżej czerepu mam jak zwykle inne zadania w związku z czym nie wykluczam, że za chwile może pojawić się tu kilka rzewnych notek. :)
Nie mniej postaram się dziś tego uniknąć.
Dobra rada
Jeżeli będąc w Warszawie zostaniecie zaczepieni przez człowieka gorąco pragnącego opowiedzieć Wam coś o Hołdzie Pruskim- uciekajcie.
środa, 26 maja 2004
takijeden przeciw terroryzmowi
Kurcze, pora jeszcze wczesna jak na mnie a ja już "mułła złapałem"...
Błogostan
I w tych wszystkich spędzonych w norze godzinach, towarzyszy mi jakaś spokojność przedziwna i nienazwana. Zabawne, że choć wiem z Czego się bierze to nie potrafię do końca powiedzieć dlaczego.
A teraz coś z upełnie innej beczki
"Organicznie nienawidzę abstynentów.
To jest całkiem wbrew naturze i zwyczajom,
żeby nie pić, nie nalewać i nie stawiać,
i odmawiać, kiedy inni nalewają. "
Michał Zabłocki- 366 wierszy w 365 dni
A od siebie dorzucę jeszcze starą polską mądrość ludową- kto nie pije ten kapuje! :)
To jest całkiem wbrew naturze i zwyczajom,
żeby nie pić, nie nalewać i nie stawiać,
i odmawiać, kiedy inni nalewają. "
Michał Zabłocki- 366 wierszy w 365 dni
A od siebie dorzucę jeszcze starą polską mądrość ludową- kto nie pije ten kapuje! :)
wtorek, 25 maja 2004
Hrhrhr
Czwarta rano- powiedział ochroniarz.
Czwarta nad ranemmmm...- powiedział z głośników Krzysztof Myszkowski.
Hahahahaha- powiedziało niosące się podziemiami Dworca Centralnego echo.
A tak poza tym to po staremu :)
Czwarta nad ranemmmm...- powiedział z głośników Krzysztof Myszkowski.
Hahahahaha- powiedziało niosące się podziemiami Dworca Centralnego echo.
A tak poza tym to po staremu :)
I właśnie...
..w tej chwili wskoczyło mi do głowy jakieś niespodziewane, niczym nie sprowokowane przeświadczenie, że to wszystko jeszcze dobrze się skończy.
Cytat- komentarz do czasu teraźniejszego
"A świat się kręci
coraz bardziej szalony
jakby wyrwał się nagle
spod wszelkiej kontroli"
Adam Ziemianin
Trochę nie do rymu ale to dla wierszy Ziemianina typowe :)
coraz bardziej szalony
jakby wyrwał się nagle
spod wszelkiej kontroli"
Adam Ziemianin
Trochę nie do rymu ale to dla wierszy Ziemianina typowe :)
poniedziałek, 24 maja 2004
Straszna zmiana
Nic nie przyszło mi ani do głowy ani do kafejki- jak zwykle. Tradycyjnie siedzę sam a rzeczywistość z pomocą upierdliwego ochroniarza bezskutecznie usiłuje się do mnie dobrać.
Przedziwne zawieszenie pomiędzy niebem a piekłem- czuję się świergotliwie siedząc po pas w kadzi z olejem wykonując w skocznej aranżacji marsz pogrzebowy. POPOLUPO!
Przedziwne zawieszenie pomiędzy niebem a piekłem- czuję się świergotliwie siedząc po pas w kadzi z olejem wykonując w skocznej aranżacji marsz pogrzebowy. POPOLUPO!
Poprawka
Przepraszam za dwie ostatnie notki z wczoraj (te usunięte)- czułem się trochę niedowyrzucony :)
niedziela, 23 maja 2004
Życie jest ciężkie
Zaraz będzie szósta a ja już padam na paszczę, niedobrze bo umówiłem się dziś na spowiedź przy wódce i mogę paść zanim cokolwiek z siebie wyrzucę (i nie chodzi tu wcale o zjedzony przed chwilą obiad).
Nic, będę dzielny- jestem z Ligi w końcu! ;)
Nic, będę dzielny- jestem z Ligi w końcu! ;)
sobota, 22 maja 2004
***
Że jutro też jest dzień, to może brzmieć pocieszająco dla głupków. Dla zwolenników zdrowej żywności, ale nie dla ludzi poważnych. Dla tych co palą, piją i czuwają po nocach. Czuwają wbrew ogólnemu przekonaniu, że nie ma na co czekać. Bo może i nie ma. Ale nie jest to powód, by nie czuwać...
Andrzej Stasiuk
Wróciłem :)
Andrzej Stasiuk
Wróciłem :)
poniedziałek, 17 maja 2004
niedziela, 16 maja 2004
Sam
Siedzę sobie w zupełnie pustej kafei, nikt ze mną nie rozmawia, nikt nic nie chce; głośniki z trudem znoszą wysokie tony Angie w wykonaniu Tori Amos, ich to jednak problem, nie mój.
Rozklejam się nad własną bezsilnością.
Źle jest.
Rozklejam się nad własną bezsilnością.
Źle jest.
sobota, 15 maja 2004
Nic mi nie zostało...
...jak tylko płodzić taśmowo nic nie wnoszące notki, wszystko, żeby tylko zagłuszyć myśli.
I tak nic życiowego dziś nie wykombinuję.
Na dziś koniec- obiecuję.
I tak nic życiowego dziś nie wykombinuję.
Na dziś koniec- obiecuję.
A może...
...ja sobie to wszystko tak pięknie wyobrażam, może faktycznie lepiej siedzieć w tej niszy i nie wystawiać nosa?
Być może, ale chyba po prostu zostawiony sam ze sobą dochodzę do durnych wniosków.
Jeszcze trzy godziny i do domu "przetrzeć oczy, umyć ręce nim robotnicy wstaną".
Być może, ale chyba po prostu zostawiony sam ze sobą dochodzę do durnych wniosków.
Jeszcze trzy godziny i do domu "przetrzeć oczy, umyć ręce nim robotnicy wstaną".
Napisałbym...
...coś o ciepłej nocy pod gwiazdami (bo taki obraz maluję sobie właśnie w wyobraźni), tyle, że między mną a nimi znajduje się jeszcze kilka ton betonu.
Ochroniarze donoszą mi, że na zewnątrz jest chłodno, ale wolałbym wymarznąć gdzieś na ławce w parku niż tkwić w tym swoim platikowym więzieniu. Pomyśleć, że jeszcze kilka miesięcy temu wiele bym dał za kryptę w której możnaby się zatrzasnąć i przeczekać to nieszczęsne życie. Oczywiście kiedy wreszcie odnalazłem tak niegdyś upragniony azyl, zachciało mi się być i czerpać pełnymi garściami z tego co rzeczywistość ma do zaoferowania; na tej podstawie możnaby dojść do wniosku, że jest się ofiarą losu nie tyle w potocznym co dosłownym znaczeniu. Najzabawniejsze, że padłem ofiarą losu który wyobrażałem sobie niegdyś jako swoistą idyllę.
"Śniły mi się ptaki bez nieba
śniły mi się konie bez ziemi.
Tu żadnej pory roku oprócz zimy nie ma
tu miejsce na labirynt i na głowę kamień
obcy mur z obcym murem graniczy
na łodyżce podwórka biegnie lniany kwiatek nieba.
Tu nikt nie krzyknie nawet
kiedy upadnę w zgiełku zmotoryzowanym
jak części lodu sprząta się przed wiosną
obcego człowieka podniosą.
Zbiegną się nagle wszystkie strony
i pory roku będą równocześnie.
A oni tam zboże sieją
senne siano sie zwozi
sienie otwarte na oścież
tam lato ze złotym berłem przechodzi.
Deszcze z daleka z samego królestwa.
Świeci mi ostatnie jabłko na jabłoni.
Wszystkie chwile uderzą naraz do serca
i spór będą wiodły,do której z nich należę.
I niech to będzie spowiedź,ale bez rozgrzeszenia.
Nie chcę by okradano mnie z mojego życia.
A oni tam zboże sieją
senne siano się zwozi
sienie otwarte na oścież
tam lato ze złotym berłem przechodzi."
Tkwiąc samotnie (klientów nie liczę) w wiadomym miejscu mam mnóstwo czasu na myślenie; dobrze, że nawet ta jama na swój sposób mnie inspiruje, szkoda jednak, że pomiotem moich aktualnych rozmyślań nie jest nic budującego, lecz tylko kolejny lament nad marnością własnego położenia.
Ochroniarze donoszą mi, że na zewnątrz jest chłodno, ale wolałbym wymarznąć gdzieś na ławce w parku niż tkwić w tym swoim platikowym więzieniu. Pomyśleć, że jeszcze kilka miesięcy temu wiele bym dał za kryptę w której możnaby się zatrzasnąć i przeczekać to nieszczęsne życie. Oczywiście kiedy wreszcie odnalazłem tak niegdyś upragniony azyl, zachciało mi się być i czerpać pełnymi garściami z tego co rzeczywistość ma do zaoferowania; na tej podstawie możnaby dojść do wniosku, że jest się ofiarą losu nie tyle w potocznym co dosłownym znaczeniu. Najzabawniejsze, że padłem ofiarą losu który wyobrażałem sobie niegdyś jako swoistą idyllę.
"Śniły mi się ptaki bez nieba
śniły mi się konie bez ziemi.
Tu żadnej pory roku oprócz zimy nie ma
tu miejsce na labirynt i na głowę kamień
obcy mur z obcym murem graniczy
na łodyżce podwórka biegnie lniany kwiatek nieba.
Tu nikt nie krzyknie nawet
kiedy upadnę w zgiełku zmotoryzowanym
jak części lodu sprząta się przed wiosną
obcego człowieka podniosą.
Zbiegną się nagle wszystkie strony
i pory roku będą równocześnie.
A oni tam zboże sieją
senne siano sie zwozi
sienie otwarte na oścież
tam lato ze złotym berłem przechodzi.
Deszcze z daleka z samego królestwa.
Świeci mi ostatnie jabłko na jabłoni.
Wszystkie chwile uderzą naraz do serca
i spór będą wiodły,do której z nich należę.
I niech to będzie spowiedź,ale bez rozgrzeszenia.
Nie chcę by okradano mnie z mojego życia.
A oni tam zboże sieją
senne siano się zwozi
sienie otwarte na oścież
tam lato ze złotym berłem przechodzi."
Tkwiąc samotnie (klientów nie liczę) w wiadomym miejscu mam mnóstwo czasu na myślenie; dobrze, że nawet ta jama na swój sposób mnie inspiruje, szkoda jednak, że pomiotem moich aktualnych rozmyślań nie jest nic budującego, lecz tylko kolejny lament nad marnością własnego położenia.
Sprawy zaległe
W całym tym zamieszaniu pomagają mi drobne, niecodzienne
sytuacje w jakie pakuje mnie czasami życie. Jedną z nich było
nocne śpiewanie Turnaua na dwa głosy ze złodziejem który
przychodzi do mnie czasami trochę się wyżalić. Dzień później salutował mi pijaczek którego poczętowałem papierosem a kiedy tylko odzygzakował za horyzont, idąca korytażem grupka zbeształa mnie za to, że przykręciłem ogrzewanie pasażu.
Teraz oficjalne oświadczenie:
Od tej notki począwszy przestaję poruszać temat który męczę od
jakiegoś już czasu, mam swoje powody i nie są one wcale
związane z jakimś finałem tego, co mi się ostatnio wokół głowy
i serducha dzieje; innymi słowy wracam do banałów jakimi karmię Was od początku takiegojednego a swoje fikołki ładował będę incognito na innego bloga.
Dziękuję
sytuacje w jakie pakuje mnie czasami życie. Jedną z nich było
nocne śpiewanie Turnaua na dwa głosy ze złodziejem który
przychodzi do mnie czasami trochę się wyżalić. Dzień później salutował mi pijaczek którego poczętowałem papierosem a kiedy tylko odzygzakował za horyzont, idąca korytażem grupka zbeształa mnie za to, że przykręciłem ogrzewanie pasażu.
Teraz oficjalne oświadczenie:
Od tej notki począwszy przestaję poruszać temat który męczę od
jakiegoś już czasu, mam swoje powody i nie są one wcale
związane z jakimś finałem tego, co mi się ostatnio wokół głowy
i serducha dzieje; innymi słowy wracam do banałów jakimi karmię Was od początku takiegojednego a swoje fikołki ładował będę incognito na innego bloga.
Dziękuję
czwartek, 13 maja 2004
No pięknie...
Zmiennik zaginął, w związku z czym "góra" szaleje a mnie czekają jeszcze trzy upojne godziny w pracy; przynajmniej nie mam już za bardzo głowy do dumania.
W domu będę ok. 16, złapię tyle snu ile się da i spowrotem do pracy na 23.
I jeszcze te moje święte- przeklęte problemy, groaaar! :/
W domu będę ok. 16, złapię tyle snu ile się da i spowrotem do pracy na 23.
I jeszcze te moje święte- przeklęte problemy, groaaar! :/
ZZzzzzZZzzZZZ
Zapewne zastanawiałbym się właśnie intensywnie gdzie się mój szanowny kompan z pracy podziewa, ale mam na głowie o wiele poważniejsze sprawy. ;)
Słuchając, nie bez kozery "Zmienników" Gintrowskiego
Słuchając, nie bez kozery "Zmienników" Gintrowskiego
...
Ciekawość to chyba faktycznie pierwszy stopień do piekła- zmiennika jak nie było tak nie ma a mi zaczyna powoli burczeć w brzuchu, nie mówiąc już o narastającej senności.
Nic to, jak to mówią "twardym czeba być a nie mientkim"!
Nic to, jak to mówią "twardym czeba być a nie mientkim"!
O masz...
W sobotę w godzinach popołudniowych (16 lub 17) mój szef będzie brał udział w dyskusji na temat randek internetowych w publicznej Jedynce. Jeśli więc któreś z Was raczy rzucić okiem na ten program to widząc kierownika sieci kawiarenek Incognito dostrzeżecie człowieka dzięki któremu "na fajki mam, na wino czasem też".
Zmiennik chyba zaspał ale dodzwonić się do niego nie mogę- ciekawe do której przyjdzie mi dziś siedzieć w pracy...
Zmiennik chyba zaspał ale dodzwonić się do niego nie mogę- ciekawe do której przyjdzie mi dziś siedzieć w pracy...
środa, 12 maja 2004
***
Przed kilkoma minutami jeden z klientów wygrał w internetowym kasynie 4,5 tysiąca dolarów.
Boże, jaki piękny byłby ten świat gdyby wszystko było takie proste!
Boże, jaki piękny byłby ten świat gdyby wszystko było takie proste!
Pytasz, co w moim życiu z wszystkich rzeczą jest główną
"Pytasz, co w moim życiu z wszystkich rzeczą główną,
Powiem ci: śmierć i miłość - obydwie zarówno.
Jednej oczu się czarnych, drugiej - modrych boję.
Te dwie są me miłości i dwie śmierci moje.
Przez niebo rozgwieżdżone, wpośród nocy czarnej,
To one pędzą wicher międzyplanetarny,
Ten wicher, co dął w ziemię, aż ludzkość wydała,
Na wieczny smutek duszy, wieczną rozkosz ciała.
Na żarnach dni się miele, dno życia się wierci,
By prawdy się najgłębszej dokopać istnienia -
I jedno wiemy tylko. I nic się nie zmienia.
Śmierć chroni od miłości, a miłość od śmierci. "
Przypisywane Wacławowi Zyndramowi- Kościałkowskiemu
I dlatego warto chyba jednak żyć!
Powiem ci: śmierć i miłość - obydwie zarówno.
Jednej oczu się czarnych, drugiej - modrych boję.
Te dwie są me miłości i dwie śmierci moje.
Przez niebo rozgwieżdżone, wpośród nocy czarnej,
To one pędzą wicher międzyplanetarny,
Ten wicher, co dął w ziemię, aż ludzkość wydała,
Na wieczny smutek duszy, wieczną rozkosz ciała.
Na żarnach dni się miele, dno życia się wierci,
By prawdy się najgłębszej dokopać istnienia -
I jedno wiemy tylko. I nic się nie zmienia.
Śmierć chroni od miłości, a miłość od śmierci. "
Przypisywane Wacławowi Zyndramowi- Kościałkowskiemu
I dlatego warto chyba jednak żyć!
wtorek, 11 maja 2004
Ehhh...
"Nic skargi nie pomogą -
Bezsilne gniewy, próżny żal!
Świat pójdzie swoją drogą."
Adam Asnyk
Miotam się.
Bezsilne gniewy, próżny żal!
Świat pójdzie swoją drogą."
Adam Asnyk
Miotam się.
***
"Mogłaś mi umrzeć mogłaś zniknąć
czy warto serce nad tym biedzić
chciałem zbyt mało czy zbyt wszystko
a mogło Cię w ogóle nie być
Mogłem być z Tobą zawsze wszędzie
i wiernie dzielić życia pestkę
z gitarą chodzić po kolędzie
i dobrze że w ogóle jestem
Mogłem Ci umrzeć mogłem zniknąć
czy warto serce nad tym biedzić
chciałaś zbyt mało czy zbyt wszystko
a mogło mnie w ogóle nie być
Mogłaś być przy mnie ze mną wszędzie
wiernie dzielić życia pestkę
z gitarą chodzę po kolędzie
i śpiewam że w ogóle jesteś"
Mirosław Czyżykiewicz (jak sądzę)
czy warto serce nad tym biedzić
chciałem zbyt mało czy zbyt wszystko
a mogło Cię w ogóle nie być
Mogłem być z Tobą zawsze wszędzie
i wiernie dzielić życia pestkę
z gitarą chodzić po kolędzie
i dobrze że w ogóle jestem
Mogłem Ci umrzeć mogłem zniknąć
czy warto serce nad tym biedzić
chciałaś zbyt mało czy zbyt wszystko
a mogło mnie w ogóle nie być
Mogłaś być przy mnie ze mną wszędzie
wiernie dzielić życia pestkę
z gitarą chodzę po kolędzie
i śpiewam że w ogóle jesteś"
Mirosław Czyżykiewicz (jak sądzę)
*
"I chociaż mózg skręcony masz, jak róg barana nic nie kapie ci z oczu niebieskich. "
Z wiersza o innym niż moje zabarwieniu.
Z wiersza o innym niż moje zabarwieniu.
***
Nie myśleć, nie analizować, zapamiętać się w jakimś banalnym zajęciu i czekać.
czekać...
czekać...
czekać...
"Wieczorem ciału, jak Sziwie,
wyrasta mnóstwo ramion,
wyciągniętych ku lubej
a wypełnionych niczym. "
czekać...
czekać...
czekać...
"Wieczorem ciału, jak Sziwie,
wyrasta mnóstwo ramion,
wyciągniętych ku lubej
a wypełnionych niczym. "
Powiedzcie mi...
jak to jest, że szczęście zawsze odnajduje nas poniewczasie?
słuchając "One man's dream" Yanniego
słuchając "One man's dream" Yanniego
niedziela, 9 maja 2004
Złoty sznur
To jest wszystko tylko z głowy,
prosto z głowy ku wieczności
płynie strumień kolorowy
niesprawdzonych wiadomości.
A dokoła tańczą panie,
nagie panie jak sztandary
nasze dzikie ukochanie,
Nasze małe czary-mary.
Więc lejemy wódkę w trzosy
i sypiemy gulasz w wór.
Posklejane sosem włosy
zaplatamy w złoty sznur
i tym złotym sznurem blag
obwiążemy nasze księgi,
by ich nam nie wykradł strach
i nie zabrał nam potęgi
Jestem tutaj, śpiewam, tańczę
i zajadam pomarańcze
a na drzewach kormorany
w usta pchają mi banany
I dlaczego, powiedz,
drugą mą połowę
więzi w sercu ta dziewczyna,
czemu przeszłość przypomina,
czemu myśli błądzą w dali
między sznurów pęk korali
I dlaczego, zgadnij,
myśli moje kradnie i uczucia me zniewala
w tej przeszłości, w tych koralach,
i dlaczego jest nas dwoje,
w dwie przestrzenie, w dwa nastroje?
Pewnie to jak wstane skasuje ale teraz jestem pijany i pisze to co sobvie nuce tak jakos
prosto z głowy ku wieczności
płynie strumień kolorowy
niesprawdzonych wiadomości.
A dokoła tańczą panie,
nagie panie jak sztandary
nasze dzikie ukochanie,
Nasze małe czary-mary.
Więc lejemy wódkę w trzosy
i sypiemy gulasz w wór.
Posklejane sosem włosy
zaplatamy w złoty sznur
i tym złotym sznurem blag
obwiążemy nasze księgi,
by ich nam nie wykradł strach
i nie zabrał nam potęgi
Jestem tutaj, śpiewam, tańczę
i zajadam pomarańcze
a na drzewach kormorany
w usta pchają mi banany
I dlaczego, powiedz,
drugą mą połowę
więzi w sercu ta dziewczyna,
czemu przeszłość przypomina,
czemu myśli błądzą w dali
między sznurów pęk korali
I dlaczego, zgadnij,
myśli moje kradnie i uczucia me zniewala
w tej przeszłości, w tych koralach,
i dlaczego jest nas dwoje,
w dwie przestrzenie, w dwa nastroje?
Pewnie to jak wstane skasuje ale teraz jestem pijany i pisze to co sobvie nuce tak jakos
Ride on
True you ride the finest horse
I've ever seen
Standing sixteen one or two
With eyes wide and green
You ride the horse so well
Hands light to the touch
I could never go with you
No matter how I wanted to
Ride on
See you
I could never go with you
No matter how I wanted to
Ride on
See you
I could never go with you
No matter how I wanted to
When you ride into the night
Without out a trace behind
Run your claw along my gush
One last time
I turn to face an empty space
Where you used to lie
And look for the spark that lights the night
Through the teardrop in my eye
Ride on
See you
I could never go with you
No matter how I wanted to
Ride on
See you
I could never go with you
No matter how I wanted to
I've ever seen
Standing sixteen one or two
With eyes wide and green
You ride the horse so well
Hands light to the touch
I could never go with you
No matter how I wanted to
Ride on
See you
I could never go with you
No matter how I wanted to
Ride on
See you
I could never go with you
No matter how I wanted to
When you ride into the night
Without out a trace behind
Run your claw along my gush
One last time
I turn to face an empty space
Where you used to lie
And look for the spark that lights the night
Through the teardrop in my eye
Ride on
See you
I could never go with you
No matter how I wanted to
Ride on
See you
I could never go with you
No matter how I wanted to
Cholera
Nic tylko spakować plecak i lecieć na mazury pomoczyć trochę wiosła; niby wszystko mam- chęć, wiosła, kanadyjkę i mnóstwo jezior, brak tylko czasu. Przede mną 16 godzin dyżuru a w głowie karuzela.
"Szmer Wioseł"
Szmer wioseł dwojga w gęstwinie fal -
I szmer - i słońca - i śpiew - i dal!
Tak właśnie trzeba i tylko tak:
Płynąć wbrew ziemi - niebu na wspak!
Perły, korale skradzione dnu
Rzucać w głębinę własnego snu -
I nasłuchiwać - o, złudo złud! -
Czyli uderzą z jękiem o spód?...
Łódź się odbija w fali na wznak -
Tak właśnie trzeba i tylko tak!
Dwoistą łodzią i tu i tam
Płyń jednocześnie, po dwakroć sam!
Dwoistą łodzią w bezmiary płyń,
Podwójnie kochaj, podwójnie giń!
Czworo masz wioseł, dwa stery masz,
Ku własnej twarzy schyloną twarz
Jakbyś wypłynął z dwu różnych snów,
Aby w tym jednym spotkać się znów!...
Jakbyś zaprzysiągł noce i dnie
Temu jednemu! Mój śnie, mój śnie!...
Boleslaw Leśmian
"Szmer Wioseł"
Szmer wioseł dwojga w gęstwinie fal -
I szmer - i słońca - i śpiew - i dal!
Tak właśnie trzeba i tylko tak:
Płynąć wbrew ziemi - niebu na wspak!
Perły, korale skradzione dnu
Rzucać w głębinę własnego snu -
I nasłuchiwać - o, złudo złud! -
Czyli uderzą z jękiem o spód?...
Łódź się odbija w fali na wznak -
Tak właśnie trzeba i tylko tak!
Dwoistą łodzią i tu i tam
Płyń jednocześnie, po dwakroć sam!
Dwoistą łodzią w bezmiary płyń,
Podwójnie kochaj, podwójnie giń!
Czworo masz wioseł, dwa stery masz,
Ku własnej twarzy schyloną twarz
Jakbyś wypłynął z dwu różnych snów,
Aby w tym jednym spotkać się znów!...
Jakbyś zaprzysiągł noce i dnie
Temu jednemu! Mój śnie, mój śnie!...
Boleslaw Leśmian
Modlitwa o śmiech
"śmiechu mi trzeba
na te dziwne czasy
śmiechu zdrowego
jak źródlana woda
niech mnie kołysze
w tej dziwnej podróży
i niech prowadzi
gdzie śmieszna gospoda
niech dźwięczy męczy
aż do zadyszki
śmiechu mi trzeba
przede wszystkim
niech się zatrzęsą
od śmiechu ściany
niechaj na zawsze
będę nim pijany
nie okrutnego
nie cynicznego
śmiechu mi trzeba
bardzo ludzkiego"
...bo ważne jest aby w każdej sytuacji starać się trzymać fason!
na te dziwne czasy
śmiechu zdrowego
jak źródlana woda
niech mnie kołysze
w tej dziwnej podróży
i niech prowadzi
gdzie śmieszna gospoda
niech dźwięczy męczy
aż do zadyszki
śmiechu mi trzeba
przede wszystkim
niech się zatrzęsą
od śmiechu ściany
niechaj na zawsze
będę nim pijany
nie okrutnego
nie cynicznego
śmiechu mi trzeba
bardzo ludzkiego"
...bo ważne jest aby w każdej sytuacji starać się trzymać fason!
środa, 5 maja 2004
Ugh
Uwielbiam, wręcz kocham dyżury na których zmuszony jestem tłumaczyć podstawy internetu wstawionemu lekko osiłkowi o ilorazie inteligencji niedorozwiniętego trolla.
Najzabawniejsze w tej barwnej bez wątpienia postaci jest to, że zakres opanowanego słownictwa sprowadza się u niego do dwuch wyrazów: boks i fight. W związku z powyższym nasza konwersacja przedstawia się następująco:
- Jaką stronę chciałby pan obejrzeć?
- No wiesz, boks, boks, fight, boks, fight!
- Aha, proszę chwilkę zaczekać, postaram się coś takiego znaleźć.
(Idąc po najmniejszej linii oporu wchodze na www.boxing.pl)
Osiłek (osiołek?) bezmyślnie gapi się przez 15 minut w ekran, po czym woła mnie do stanowiska i rząda stanowczo:
- Ej, ale pokaż mi jakieś walki, wiesz- boks, fight, fight, fight, boks!
- Przykro mi, ale nie znam żadnej strony na której udostępnionoby nagrania walk (mógłbym zainstalować kazę i coś mu ściągnąć ale nie mam cierpliwości i irytuje mnie ludzka głupota w oferowanym przez niego stężeniu).
- Yyyy, kurwa, no wiesz- fight, fight, boks, fight!
Jeżeli tak ma wyglądać cała noc to lepiej od razu dam mu w paszczę i zginę w przeciągu kilku następnych sekund- pozostałych do końca dyżuru czterech godzin z nieuleczalnym bezmózgiem nie wysiedzę.
Najzabawniejsze w tej barwnej bez wątpienia postaci jest to, że zakres opanowanego słownictwa sprowadza się u niego do dwuch wyrazów: boks i fight. W związku z powyższym nasza konwersacja przedstawia się następująco:
- Jaką stronę chciałby pan obejrzeć?
- No wiesz, boks, boks, fight, boks, fight!
- Aha, proszę chwilkę zaczekać, postaram się coś takiego znaleźć.
(Idąc po najmniejszej linii oporu wchodze na www.boxing.pl)
Osiłek (osiołek?) bezmyślnie gapi się przez 15 minut w ekran, po czym woła mnie do stanowiska i rząda stanowczo:
- Ej, ale pokaż mi jakieś walki, wiesz- boks, fight, fight, fight, boks!
- Przykro mi, ale nie znam żadnej strony na której udostępnionoby nagrania walk (mógłbym zainstalować kazę i coś mu ściągnąć ale nie mam cierpliwości i irytuje mnie ludzka głupota w oferowanym przez niego stężeniu).
- Yyyy, kurwa, no wiesz- fight, fight, boks, fight!
Jeżeli tak ma wyglądać cała noc to lepiej od razu dam mu w paszczę i zginę w przeciągu kilku następnych sekund- pozostałych do końca dyżuru czterech godzin z nieuleczalnym bezmózgiem nie wysiedzę.
Małe szczęścia
Ciepły wiosenny wiatr na twarzy to dla rezydenta piwnicy radocha jakich mało- dziś się przekonałem.
wtorek, 4 maja 2004
Góralska opowieść
Kiedy góral umiera, to góry z żalu sine
Pochylają nad nim głowy, jak nad swoim synem.
Las w oddali szumi mu odwieczną pieśń bukową,
A on długo się sposobi przed najdalszą drogą.
Kiedy góral umiera, to nikt nad nim nie płacze,
Siedzi, czeka aż kostucha w okno zakołacze.
Oczy jeszcze raz podniesie wysoko do nieba,
By pożegnać góry swoje, by im coś zaśpiewać.
Góry moje, wierchy moje, otwórzcie swe ramiona,
Niech na miękkim z mchu posłaniu
Cichuteńko skonam
Ojcze mój, halny wietrze, powiej ku północy,
Ciepłą, drżącą swoją ręką zamknij zgasłe oczy,
Bym mógł w ziemię wrosnąć, strzelić potem
Do słońca smreczyną
I na zawsze szumieć już nad swoją dziedziną.
Kiedy góral umiera to dzwony mu nie grają,
Cicho wspina się pod bramy góralskiego raju,
Tylko strumień na kamieniach żałobną nutę składa,
Tylko nocka chmurnooka górom opowiada.
A gdy góral już umrze, to nikt nie układa baśni,
Tylko w niebie roziskrzonym mała gwiazdka zgaśnie.
Ziemia twardą, szorstką ręką tuli go do siebie,
By na zawsze mógł już zostać pod góralskim niebem.
P. Kasperczyk
Przypomiała mi się właśnie ta piosenka z kajakowego (sic!) dzieciństwa i pomyślałem sobie, że się nią z Wami podzielę. Jestem ją także w stanie wykonać na żywo ale tylko przy akompaniamencie czegoś mocniejszego.
Pochylają nad nim głowy, jak nad swoim synem.
Las w oddali szumi mu odwieczną pieśń bukową,
A on długo się sposobi przed najdalszą drogą.
Kiedy góral umiera, to nikt nad nim nie płacze,
Siedzi, czeka aż kostucha w okno zakołacze.
Oczy jeszcze raz podniesie wysoko do nieba,
By pożegnać góry swoje, by im coś zaśpiewać.
Góry moje, wierchy moje, otwórzcie swe ramiona,
Niech na miękkim z mchu posłaniu
Cichuteńko skonam
Ojcze mój, halny wietrze, powiej ku północy,
Ciepłą, drżącą swoją ręką zamknij zgasłe oczy,
Bym mógł w ziemię wrosnąć, strzelić potem
Do słońca smreczyną
I na zawsze szumieć już nad swoją dziedziną.
Kiedy góral umiera to dzwony mu nie grają,
Cicho wspina się pod bramy góralskiego raju,
Tylko strumień na kamieniach żałobną nutę składa,
Tylko nocka chmurnooka górom opowiada.
A gdy góral już umrze, to nikt nie układa baśni,
Tylko w niebie roziskrzonym mała gwiazdka zgaśnie.
Ziemia twardą, szorstką ręką tuli go do siebie,
By na zawsze mógł już zostać pod góralskim niebem.
P. Kasperczyk
Przypomiała mi się właśnie ta piosenka z kajakowego (sic!) dzieciństwa i pomyślałem sobie, że się nią z Wami podzielę. Jestem ją także w stanie wykonać na żywo ale tylko przy akompaniamencie czegoś mocniejszego.
poniedziałek, 3 maja 2004
Rozmowa z kobietą bez twarzy
Od słowa do słowa
narasta rozmowa -
rozmowa z kobietą bez twarzy.
Tak jak długo się znamy,
przecież wciąż rozmawiamy -
z nikim mi się dziś nie kojarzy.
Znamy się do połowy:
tylko serca. Lecz głowy...
Trudna rada, a zrobić to trzeba.
Ta ciekawość jest wściekła,
pierwszy stopień do piekła.
Od słowa do słowa
narasta rozmowa -
rozmowa pół - spojrzeń, pół - gestów.
Wstydliwa rozmowa,
niecierpliwa, niezdrowa.
Pospieszny dyskurs szelestów.
Ktoś zagłusza zza ściany,
ktoś do krzyża przybijany...
Trudna rada, a zrobić to trzeba.
Ta ciekawość jest wściekła
pierwszy stopień do piekła.
Od słowa do słowa
narasta rozmowa.
Już nie wiemy czy jej chcemy, czy nie chcemy.
Ona słodki sen przerywa,
we dnie bywa uporczywa...
Chyba nic w niej ciekawego nie powiemy.
Dla odmiany chwila ciszy -
może wreszcie ktoś usłyszy coś,
więc zrobić to trzeba.
Ta ciekawość jest wściekła,
pierwszy stopień do piekła,
lecz ostatni stopień do nieba.
Michał Zabłocki
Dawno żadnych wierszy pana Z nie wrzucałem, więc w końcu wypadałoby narosłe zaległości nadrobić. Swoją drogą bardzo ten tekst życiowy i w chyba każdemu z nas przydażyła się znajomość która pasuje do podanego powyżej opisu.
Jeżeli nie, to czas rozejrzeć się dookoła- wiosna już pełną gębą a szczęście tylko czeka by móc się do człowieka uśmiechnąć! :)
narasta rozmowa -
rozmowa z kobietą bez twarzy.
Tak jak długo się znamy,
przecież wciąż rozmawiamy -
z nikim mi się dziś nie kojarzy.
Znamy się do połowy:
tylko serca. Lecz głowy...
Trudna rada, a zrobić to trzeba.
Ta ciekawość jest wściekła,
pierwszy stopień do piekła.
Od słowa do słowa
narasta rozmowa -
rozmowa pół - spojrzeń, pół - gestów.
Wstydliwa rozmowa,
niecierpliwa, niezdrowa.
Pospieszny dyskurs szelestów.
Ktoś zagłusza zza ściany,
ktoś do krzyża przybijany...
Trudna rada, a zrobić to trzeba.
Ta ciekawość jest wściekła
pierwszy stopień do piekła.
Od słowa do słowa
narasta rozmowa.
Już nie wiemy czy jej chcemy, czy nie chcemy.
Ona słodki sen przerywa,
we dnie bywa uporczywa...
Chyba nic w niej ciekawego nie powiemy.
Dla odmiany chwila ciszy -
może wreszcie ktoś usłyszy coś,
więc zrobić to trzeba.
Ta ciekawość jest wściekła,
pierwszy stopień do piekła,
lecz ostatni stopień do nieba.
Michał Zabłocki
Dawno żadnych wierszy pana Z nie wrzucałem, więc w końcu wypadałoby narosłe zaległości nadrobić. Swoją drogą bardzo ten tekst życiowy i w chyba każdemu z nas przydażyła się znajomość która pasuje do podanego powyżej opisu.
Jeżeli nie, to czas rozejrzeć się dookoła- wiosna już pełną gębą a szczęście tylko czeka by móc się do człowieka uśmiechnąć! :)
niedziela, 2 maja 2004
Wiosna
Z przykrością zauważyłem dziś, że tegoroczna wiosna przejdzie mi niejako bokiem. Pędząc co wieczór do pracy staram się chłonąć wszystkimi zmysłami całą tą zieleń, kwiaty i zapachy z którymi nie mogę obcować podczas pełnionych w podziemiach dyżurów i krótkiego okresu niespokojnego snu.
Tuż przy moim domu zbiera się do zakwitnięcia bez, pod oknem zakipiały konwalie, a ja siedząc przed ekranem monitora mogę delektować się wyłącznie zapachem stęchlizny i widokiem krzykliwej do obrzydzenia fasady salonu gier naprzeciwko.
Może faktycznie tak to już jest, że kiedy pracy nie ma, nażekamy na jej brak, kiedy natomiast coś się pojawia- marudzimy, że nie jest taka jak byśmy sobie wymażyli. Chyba tak, ale czuję się trochę rozgoryczony tkwiąc prawie sam przez dwanaście nocnych godzin w piwnicy bez okien, kiedy kilka metrów nade mną rozgrywa się najpiękniejsze przedstawienie jakie urządza nam przyroda w ciągu całego roku.
Namiot, przyjaciele, coś mocniejszego na fantazję i w świat!
Nie piwnica, permanentne niewyspanie i kolejna samotna noc.
Skowronki mimo wszystko, poza nimi słychać tylko pracujące wentylatory.
Tuż przy moim domu zbiera się do zakwitnięcia bez, pod oknem zakipiały konwalie, a ja siedząc przed ekranem monitora mogę delektować się wyłącznie zapachem stęchlizny i widokiem krzykliwej do obrzydzenia fasady salonu gier naprzeciwko.
Może faktycznie tak to już jest, że kiedy pracy nie ma, nażekamy na jej brak, kiedy natomiast coś się pojawia- marudzimy, że nie jest taka jak byśmy sobie wymażyli. Chyba tak, ale czuję się trochę rozgoryczony tkwiąc prawie sam przez dwanaście nocnych godzin w piwnicy bez okien, kiedy kilka metrów nade mną rozgrywa się najpiękniejsze przedstawienie jakie urządza nam przyroda w ciągu całego roku.
Namiot, przyjaciele, coś mocniejszego na fantazję i w świat!
Nie piwnica, permanentne niewyspanie i kolejna samotna noc.
Skowronki mimo wszystko, poza nimi słychać tylko pracujące wentylatory.
sobota, 1 maja 2004
***
Dzisiejszy dyżur przeciągnie mi się do 9 rano, ciekawe w jakim stanie będe wracać do domu.
A od 19 znowu do pracy.
Mimo wszystko nadal skowronkowo :]
[Uaktualnienie z godziny 4:22]
...tylko dobija mnie fakt, że te nocne dyżury uniemożliwiają mi praktycznie prowadzenie trybu życia ogólnie uznawanego za normalny (zamiana dnia z nocą, niemożność spotkania się z kimś "na żywo" i brak spokojnej chwili na odrobinę pomyślunku). Tak, w podziemiach Dworca Centralnego skowronki jakoś cichną, dlatego też kiedy tylko mogę, wędruję myślami w zupełnie inne miejsce i ludzi- pomaga.
Kurcze, jeszcze cztery i pół godziny a ja już przysypiam z nudów.
[uaktualnienie z godziny 4:48]
Czwarta nad ranemmmm...
[Godzina 7:00]
Cholera, nawet na papierosa wyjść nie mogę, bo natychmiast doskakuje do mnie któryś z ochroniarzy i wdaje się ze mną w bezpłodną dyskusję o niczym.
Jedyny ciekawy członek ich grupy od pierwszego zmienił pracę, teraz pozostaje mi palenie "na partyzanta" i chowanie się kiedy tylko usłyszę odgłos zbliżających się kroków.
A od 19 znowu do pracy.
Mimo wszystko nadal skowronkowo :]
[Uaktualnienie z godziny 4:22]
...tylko dobija mnie fakt, że te nocne dyżury uniemożliwiają mi praktycznie prowadzenie trybu życia ogólnie uznawanego za normalny (zamiana dnia z nocą, niemożność spotkania się z kimś "na żywo" i brak spokojnej chwili na odrobinę pomyślunku). Tak, w podziemiach Dworca Centralnego skowronki jakoś cichną, dlatego też kiedy tylko mogę, wędruję myślami w zupełnie inne miejsce i ludzi- pomaga.
Kurcze, jeszcze cztery i pół godziny a ja już przysypiam z nudów.
[uaktualnienie z godziny 4:48]
Czwarta nad ranemmmm...
[Godzina 7:00]
Cholera, nawet na papierosa wyjść nie mogę, bo natychmiast doskakuje do mnie któryś z ochroniarzy i wdaje się ze mną w bezpłodną dyskusję o niczym.
Jedyny ciekawy członek ich grupy od pierwszego zmienił pracę, teraz pozostaje mi palenie "na partyzanta" i chowanie się kiedy tylko usłyszę odgłos zbliżających się kroków.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)