...coś o ciepłej nocy pod gwiazdami (bo taki obraz maluję sobie właśnie w wyobraźni), tyle, że między mną a nimi znajduje się jeszcze kilka ton betonu.
Ochroniarze donoszą mi, że na zewnątrz jest chłodno, ale wolałbym wymarznąć gdzieś na ławce w parku niż tkwić w tym swoim platikowym więzieniu. Pomyśleć, że jeszcze kilka miesięcy temu wiele bym dał za kryptę w której możnaby się zatrzasnąć i przeczekać to nieszczęsne życie. Oczywiście kiedy wreszcie odnalazłem tak niegdyś upragniony azyl, zachciało mi się być i czerpać pełnymi garściami z tego co rzeczywistość ma do zaoferowania; na tej podstawie możnaby dojść do wniosku, że jest się ofiarą losu nie tyle w potocznym co dosłownym znaczeniu. Najzabawniejsze, że padłem ofiarą losu który wyobrażałem sobie niegdyś jako swoistą idyllę.
"Śniły mi się ptaki bez nieba
śniły mi się konie bez ziemi.
Tu żadnej pory roku oprócz zimy nie ma
tu miejsce na labirynt i na głowę kamień
obcy mur z obcym murem graniczy
na łodyżce podwórka biegnie lniany kwiatek nieba.
Tu nikt nie krzyknie nawet
kiedy upadnę w zgiełku zmotoryzowanym
jak części lodu sprząta się przed wiosną
obcego człowieka podniosą.
Zbiegną się nagle wszystkie strony
i pory roku będą równocześnie.
A oni tam zboże sieją
senne siano sie zwozi
sienie otwarte na oścież
tam lato ze złotym berłem przechodzi.
Deszcze z daleka z samego królestwa.
Świeci mi ostatnie jabłko na jabłoni.
Wszystkie chwile uderzą naraz do serca
i spór będą wiodły,do której z nich należę.
I niech to będzie spowiedź,ale bez rozgrzeszenia.
Nie chcę by okradano mnie z mojego życia.
A oni tam zboże sieją
senne siano się zwozi
sienie otwarte na oścież
tam lato ze złotym berłem przechodzi."
Tkwiąc samotnie (klientów nie liczę) w wiadomym miejscu mam mnóstwo czasu na myślenie; dobrze, że nawet ta jama na swój sposób mnie inspiruje, szkoda jednak, że pomiotem moich aktualnych rozmyślań nie jest nic budującego, lecz tylko kolejny lament nad marnością własnego położenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz