Ponieważ widząc w swojej księdze gości wpis chwalący wygląd bloga, zacząłbym się zastanawiać, dlaczego przemilczano sprawę tego, co na nim piszę- w taki sposób rodzą się kompleksy.
Czekam
poniedziałek, 27 września 2004
*
"Aniele boży, stróżu mój
ty się mnie dzisiaj bardzo bój
i spraw, niech spełnią się pacierze
bo więcej w ciebie nie uwierzę"
I mean it
Czekam
ty się mnie dzisiaj bardzo bój
i spraw, niech spełnią się pacierze
bo więcej w ciebie nie uwierzę"
I mean it
Czekam
*
Baba z przylegającej do kafejki księgarni mnie terroryzuje- powiedziała, że jesli nie przestanę puszczać "dudnienia" (chodziło o... /werble/... Wolną Grupa Bukowina!!!) to zacznie walić w ścianę i źle mi się będzie pracowało. Tak mi zapowiedziała. No więc ja jutro przyniosę "Wojnę postu z karnawałem" i pokażę jędzy co to znaczy poezja-głośno-śpiewana.
Edit po namyśle: ewentualnie spróbuję zdobyć jakąś radosną twórczość Świetlików- powinno to zgagę na dobre unieszkodliwić.
Nikogo - "Nic, bo jakaś prukwa zacznie tłuc w ścianę i źle mi się będzie pracowało"
Czekam
Edit po namyśle: ewentualnie spróbuję zdobyć jakąś radosną twórczość Świetlików- powinno to zgagę na dobre unieszkodliwić.
Nikogo - "Nic, bo jakaś prukwa zacznie tłuc w ścianę i źle mi się będzie pracowało"
Czekam
*
Jeżeli będąc w okolicach Dworca Centralnego, wpadniecie na pomysł, żeby zajść do kafejki internetowej, to ostrzegam: obsługa w Incognito 2 prycha, mówi niewyraźnie i patrzy złym okiem.
Szomorú Vasárnap(?) - "Ein traurige Sonntag" (AKA Gloomy Sunday/Ta ostatnia niedziela, moim skromnym zdaniem jedno z lepszych wykonań, zerżnięte zresztą na chama z filmu poświęconego tej piosence)
I czeka
Szomorú Vasárnap(?) - "Ein traurige Sonntag" (AKA Gloomy Sunday/Ta ostatnia niedziela, moim skromnym zdaniem jedno z lepszych wykonań, zerżnięte zresztą na chama z filmu poświęconego tej piosence)
I czeka
*
Kac i przeziębienie- co mnie napadło, żeby w środku nocy, wywijając siatką "Królewskich", ciskać się po lesie? Oczywiście wychodząc nie uznałem za stosowne ubrać się po ludzku, bo uroiło mi się, że przemarznę na złość (w myśl zasady "na złość mamie odmrożę sobie uszy"), to jedno mi się zresztą- bez dwóch zdań- udało. W dodatku mam chyba zakwasy paszczowe od gwizdania, nawet nie wiedziałem, że tak można.
Do końca tygodnia pracuję popołudniami, nie wiem tylko czy powinno mnie to cieszyć, czy też wręcz przeciwnie.
Elżbieta Adamiak - "Jesienna zaduma"
EDIT: Jeszcze, motyla noga, wylądowałem (mam nadzieję, że nie na cały tydzień) w innej kafejce. PKP.
Czekam
Do końca tygodnia pracuję popołudniami, nie wiem tylko czy powinno mnie to cieszyć, czy też wręcz przeciwnie.
Elżbieta Adamiak - "Jesienna zaduma"
EDIT: Jeszcze, motyla noga, wylądowałem (mam nadzieję, że nie na cały tydzień) w innej kafejce. PKP.
Czekam
niedziela, 26 września 2004
*
Zastanawiam się ostatnio, gdzie przepadły czasy kiedy piło się gorzałkę przy "Pięciu Oceanach" (dla niezorientowanych: zbiór wyśpiewanych wierszy Agnieszki Osieckiej), "Zbroi" Kaczmarskiego, czy Turnauowym "Naprawdę nie dzieje się nic". Minęło raptem kilka lat, a większość przyjaciół przerzuciła się na całkowicie inny repertuar; już ich nie porywa "To Nasze Ostatnie Bolero", wydają się nie pamiętać, co to jest "wódka w parku wypita", mając niewiele ponad dwadzieścia lat, robią wrażenie ludzi skostniałych, śpiewających tylko pod prysznicem albo przy goleniu. Czy ktoś z Was pamięta może jeszcze, co to jest pijacka zaduma nad wykonywanymi przez Magdę Umer "Oczami tej małej", czy chwila, kiedy śpiewając wraz z Krystyną Jandą "Na zakręcie" wszyscy zgromadzeni także czuli, że są na wirażu? To były czasy!
Swoją drogą, jeśli zdać sobie sprawę z tego, że każde kolejne pokolenie marzy żeby znów było "jak dawniej", to nagle obnażona zostaje bezczelna dodupność teraźniejszości. A przecież będzie jeszcze gorzej! ;)
Czekam
Swoją drogą, jeśli zdać sobie sprawę z tego, że każde kolejne pokolenie marzy żeby znów było "jak dawniej", to nagle obnażona zostaje bezczelna dodupność teraźniejszości. A przecież będzie jeszcze gorzej! ;)
Czekam
Piosenka na przekór
Pomyślałem sobie, że może warto w taki ponury dzień wyszperać jakiś pogodny kawałek. Oto jest :)
Wolna Grupa Bukowina - "Piosenka wiosenna"
Wniosek: byle do wiosny.
Czekam
Wolna Grupa Bukowina - "Piosenka wiosenna"
Wniosek: byle do wiosny.
Czekam
sobota, 25 września 2004
*
Skończyło się na książce i gwizdanym spacerze z piwkiem- w sumie nieźle, a przecież jutro też mam wolne. Byle do przodu :]
Przemysław Gintrowski - "Tylko kołysanka"
Czekam
Przemysław Gintrowski - "Tylko kołysanka"
Czekam
*
Kurcze, dwa dni wolnego, a mi w głowie siedzi tyle pomysłów na ich spędzenie, że prawdopodobnie strawię ten czas na bezowocne zastanawianie się, którą opcję wybrać. Pod domem mam las, w szafie ciepły sweter i ochotę na długi spacer, mam też kilka książek na które ostrzę sobie kły od kilku tygodni, w kieszeni tkwi jeszcze 20 złotych, a więc świat należy do mnie, mam wreszcie przyjaciół którzy domagają się spotkań i nareszcie jest ku temu okazja- przykłady możnaby mnożyć w nieskończoność. Fredrowy osiołek miał do wyboru dwa żłoby, u mnie jest ich zdecydowanie więcej, ale skończę, zdaje się, podobnie. Chyba złapię doła ;)
EDIT: Wiem, opiję się kawy i ZNO WU będzie mnie nosiło!
Ska-p - "Resistencia"
Czekam
EDIT: Wiem, opiję się kawy i ZNO WU będzie mnie nosiło!
Ska-p - "Resistencia"
Czekam
piątek, 24 września 2004
*
Od północy dowiedziałem się, że:
- dwudniowa kanapka może służyć do wielu rzeczy, ale jedzenie z pewnością się w ich poczet nie zalicza
- Serge Gainsbourg, kimkolwiek jest, nie powinien brać się za interpretowanie Gloomy Sunday, bo kompletnie mu to nie wychodzi
- niespodziewana wizyta znajomych w środku nocy, może poprawić chumor bardziej, niżbym się tego spodziewał
- słuchanie przez godzinę puszczonego na zapętlanie "Everybody hurts" REM, może jednak bardzo skutecznie zbić morale do poziomu sprzed wizyty
- manager kupił jakiś nowy płyn do podłogi; pachnie tak, że mam ochotę się go napić, ale przerażają mnie ewentualne konsekwencje takiego wyczynu
- nudzi mi się, co nie wymaga chyba dodatkowego komentarza
- czwarta nad ranemmmm...
- jeśli masz średnio- kiepsku chumor, to puszczenie "Thank You" Tori Amos bardzo skutecznie zamieni ten nijaki nastrój w zdecydowany dołek
- Gloomy Sunday w chińskiej wersji kompletnie nie nadaje się do słuchania
- 3 na 4 miłośników stron porno, kiedy podchodzę, zmienia okno na Wirtualną Polskę. Jeden na Onet.
Lista będzie uaktualniana do 6 rano.
Czekam
- dwudniowa kanapka może służyć do wielu rzeczy, ale jedzenie z pewnością się w ich poczet nie zalicza
- Serge Gainsbourg, kimkolwiek jest, nie powinien brać się za interpretowanie Gloomy Sunday, bo kompletnie mu to nie wychodzi
- niespodziewana wizyta znajomych w środku nocy, może poprawić chumor bardziej, niżbym się tego spodziewał
- słuchanie przez godzinę puszczonego na zapętlanie "Everybody hurts" REM, może jednak bardzo skutecznie zbić morale do poziomu sprzed wizyty
- manager kupił jakiś nowy płyn do podłogi; pachnie tak, że mam ochotę się go napić, ale przerażają mnie ewentualne konsekwencje takiego wyczynu
- nudzi mi się, co nie wymaga chyba dodatkowego komentarza
- czwarta nad ranemmmm...
- jeśli masz średnio- kiepsku chumor, to puszczenie "Thank You" Tori Amos bardzo skutecznie zamieni ten nijaki nastrój w zdecydowany dołek
- Gloomy Sunday w chińskiej wersji kompletnie nie nadaje się do słuchania
- 3 na 4 miłośników stron porno, kiedy podchodzę, zmienia okno na Wirtualną Polskę. Jeden na Onet.
Lista będzie uaktualniana do 6 rano.
Czekam
*
W związku z poprzednią notką nadal nic nie wykombinowałem; na razie mogę stwierdzić, że była ona pisana absolutnie szczerze, ale chyba niezbyt potrafiłem ubrać myśli w słowa bo wyszedł jakiś kompletny BEŁKOT!
Jest jednak w związku z tym jeden pozytyw: postanowiłem nie pić więcej w pracy nic, co mogłoby mnie doprowadzić do stanu jaki wczoraj osiągnąłem. Swoją drogą, "spożywanie" w okolicach komputera, często owocuje w moim wypadku zalewem notek górnolotnych w zamyśle, ale kompletnie niezrozumiałych dla osób trzeźwych, wliczając w to mnie kilka godzin później. Potem mi głupio (tak- teraz też jest "potem").
Ps. Kiedy pijemy sobie coś ze znajomymi i w pomieszczeniu nie ma nikogo, kto byłby jeszcze w stanie zrobić jaskółkę- wtedy zaczynam swoje płomienne kazania wygłaszać i wszyscy są wniebowzięci, a następnego dnia nieżadko słyszę "stary, wczoraj mądrze gadałeś, tylko nie za bardzo pamiętam o co chodziło". Ponieważ ja także nie jestem pewien czego mój wykład mógł dotyczyć (choć mam kilka stałych tematów), uznajemy sprawę za nierozwiązywalną i tyle, ja natomiast mogę żyć z przekonaniem, że wtedy to mądrze gadałem. W chwili jednak, kiedy mój bełkot zostaje przeze mnie utrwalony i muszę go później czytać ze świadomością, że na jego działanie naraziłem innych trzeźwych... wtedy jest mi tak jak teraz: strasznie głupio.
I jeszcze głowa mnie boli :(
Edit: Właśnie dowiedziałem się, że Zaprzyjaźniony Złodziej zakończył wczorajszą noc na izbie wytrzeźwień. Zaczyna do mnie docierać ile wypiliśmy.
Czekam
Jest jednak w związku z tym jeden pozytyw: postanowiłem nie pić więcej w pracy nic, co mogłoby mnie doprowadzić do stanu jaki wczoraj osiągnąłem. Swoją drogą, "spożywanie" w okolicach komputera, często owocuje w moim wypadku zalewem notek górnolotnych w zamyśle, ale kompletnie niezrozumiałych dla osób trzeźwych, wliczając w to mnie kilka godzin później. Potem mi głupio (tak- teraz też jest "potem").
Ps. Kiedy pijemy sobie coś ze znajomymi i w pomieszczeniu nie ma nikogo, kto byłby jeszcze w stanie zrobić jaskółkę- wtedy zaczynam swoje płomienne kazania wygłaszać i wszyscy są wniebowzięci, a następnego dnia nieżadko słyszę "stary, wczoraj mądrze gadałeś, tylko nie za bardzo pamiętam o co chodziło". Ponieważ ja także nie jestem pewien czego mój wykład mógł dotyczyć (choć mam kilka stałych tematów), uznajemy sprawę za nierozwiązywalną i tyle, ja natomiast mogę żyć z przekonaniem, że wtedy to mądrze gadałem. W chwili jednak, kiedy mój bełkot zostaje przeze mnie utrwalony i muszę go później czytać ze świadomością, że na jego działanie naraziłem innych trzeźwych... wtedy jest mi tak jak teraz: strasznie głupio.
I jeszcze głowa mnie boli :(
Edit: Właśnie dowiedziałem się, że Zaprzyjaźniony Złodziej zakończył wczorajszą noc na izbie wytrzeźwień. Zaczyna do mnie docierać ile wypiliśmy.
Czekam
czwartek, 23 września 2004
Takiej miłości nam życzę
Kiedy mnie pytasz czym jest miłość
Mówię: `O Tobą jest...`
To Twój łagodny wzrok i uśmiech
To Twój każdy gest
To Twój kolejny granit
To Twój kolejny żart
Oraz to wszystko, co nam wróży
Ślepa talia kart
Więc się nie pytaj, bo miłość taka
Nie zna wielkich słów
Lubi tak milczeć jak jasne słońce,
Jak księżyca nów
A kiedy źle, to wicher za nią
Wyje, deszcz łka...
A kiedy radość, to rozpływa się
Wilgotna mgła
Refren:
Takiej miłości, więc nam życzę
Kiedy tylko wzrok
Mówi na tyle, aby rozwiać
Wątpliwości mrok
Takiej miłości, więc nam życzę
Kiedy tylko gest
Mówi na tyle, by zrozumieć
Jak to z nami jest
Kiedy mi mówisz, że nie wystarczy
Tylko wzrok i gest
Na tyle spraw codziennie innych
Mówisz: `Wiesz, jak jest...`
Powiem Ci, że napewno
Potrzeba wiele słów
Stąd tyle książek
Pod poduszkami snów
W tej codzienności nam jednak potrzeba
Prostej prawdy słów,
By zauważyć jeszcze słońce
I księżyca nów
Więc skoro tyle zdań wyszukanych
Oraz gorzkich łez
Kosztuje czasem prosta sprawa
My zostańmy bez...
Marek Grechuta
Ojciec, który miał okazję poznać Marka osobiście, wspomniał, ze wszytkie te słowa należy interpretować patrząc przez pryzmat alkocholu, ale, do diabła, w co, jeśli nie w miłość wierzyć? Ostatni dogmat. Po nim już tylko śmierć: z nią przynajmniej nie da się negocjować, a więc my, albo ona!
***Komentarz po 12 godzinach: na koniec coś już mi się chyba kiełbasić zaczęło bo zapomniałem o drugim dogmacie, czyli Bogu. Poza tym od kilku minut usiłuję rozgryźć ostatnie zdanie i nie bardzo mi to póki co wychodzi. ***
Więc czekam.
Mówię: `O Tobą jest...`
To Twój łagodny wzrok i uśmiech
To Twój każdy gest
To Twój kolejny granit
To Twój kolejny żart
Oraz to wszystko, co nam wróży
Ślepa talia kart
Więc się nie pytaj, bo miłość taka
Nie zna wielkich słów
Lubi tak milczeć jak jasne słońce,
Jak księżyca nów
A kiedy źle, to wicher za nią
Wyje, deszcz łka...
A kiedy radość, to rozpływa się
Wilgotna mgła
Refren:
Takiej miłości, więc nam życzę
Kiedy tylko wzrok
Mówi na tyle, aby rozwiać
Wątpliwości mrok
Takiej miłości, więc nam życzę
Kiedy tylko gest
Mówi na tyle, by zrozumieć
Jak to z nami jest
Kiedy mi mówisz, że nie wystarczy
Tylko wzrok i gest
Na tyle spraw codziennie innych
Mówisz: `Wiesz, jak jest...`
Powiem Ci, że napewno
Potrzeba wiele słów
Stąd tyle książek
Pod poduszkami snów
W tej codzienności nam jednak potrzeba
Prostej prawdy słów,
By zauważyć jeszcze słońce
I księżyca nów
Więc skoro tyle zdań wyszukanych
Oraz gorzkich łez
Kosztuje czasem prosta sprawa
My zostańmy bez...
Marek Grechuta
Ojciec, który miał okazję poznać Marka osobiście, wspomniał, ze wszytkie te słowa należy interpretować patrząc przez pryzmat alkocholu, ale, do diabła, w co, jeśli nie w miłość wierzyć? Ostatni dogmat. Po nim już tylko śmierć: z nią przynajmniej nie da się negocjować, a więc my, albo ona!
***Komentarz po 12 godzinach: na koniec coś już mi się chyba kiełbasić zaczęło bo zapomniałem o drugim dogmacie, czyli Bogu. Poza tym od kilku minut usiłuję rozgryźć ostatnie zdanie i nie bardzo mi to póki co wychodzi. ***
Więc czekam.
Pytanie
Jeśli grasujący po Dworcu Centralnym złodziej zostawia mi na przechowanie swoją bluzę, kurtkę i podkoszulek (dobra, to swego rodzaju metafora), to chyba faktycznie jestem typkiem wzbudzającym zaufanie, prawda? :]
Czekam
Czekam
*
Kochani, dziś niestety raczej nic juz rozsądnego nie napiszę- Zaprzyjaźnionemu Złodziejowi (tak go od tej pory będę nazywać) dziecko się urodziło i jako Pan Łata i uosobione jego dobre samopoczucie, muszę wypić zdrowie Młodej. Nie wiem jak i gdzie skończę.
Wiem, że czekam.
Wiem, że czekam.
*
Nawalony, zaprzyjaźniony złodziej śpiewa od kilku już minut fragment wykonywanego przez Grzesia T. wiersza Michała Zabłockiego pt. "Naprawdę nie dzieje się nic". Po raz kolejny wydaje mi się, że schodząc do tych podziemi wkraczam w inny wymiar...
Grzegorz Turnau - "Naprawdę nie dzieje się nic"
Czekam
Grzegorz Turnau - "Naprawdę nie dzieje się nic"
Czekam
środa, 22 września 2004
*
Rozmowy z ochroniarzami, mycie podłogi, produkowane taśmowo, niejednokrotnie bez głębszego zastanowienia, notki, muzyka, wszystko to po to tylko, by przemęczyć jakoś w miarę bezrefleksyjnie kolejną noc w pustej kafejce. Czytać tu nie umiem, po sześciu miesiącach nie oswoiłem się jeszcze z tym miejscem, prawdę mówiać mam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie- jeszcze brakuje mi do szczęścia sytuacji w której będę traktować Dworzec Centralny jak swój drugi dom!
Patrzę na rówieśników, niejednokrotnie krytykuję ich postępowanie, motywacje czy zainteresowania, ale widzę także, jak zakładają rodziny, kończą studia, pracują jak ludzie- tu z kolei ja jestem "do tyłu". Nocne dyżury sprawiają, że ostatecznie tracę kontakt nie tylko ze słońcem ale i tak zwaną zdrową częścią społeczeństwa, miast- poprzez kontakt z ludźmi- rozwijać się, wzbogacać, wegetuję w swojej szufladzie, dziczeję, za kompanów mając innych sobie podobnych frajerów, którzy wylądowali w tym miejscu w środku nocy. Pomyśleć, że jeszcze pięć lat temu taki byłem obiecujący i ambitny: z maturą w ręku, świeżo upieczony student jednego z najbardziej obleganych wydziałów w Polsce, zarabiający na przyjemności jako recenzent i tłumacz w kilku gazetach komputerowych, duma rodziny i ten-którego-zazdrościli-rodzicom-znajomi * . Z tego wszystkiego została mi dziś tylko matura, kilka trzymanych na pamiątkę egzemplarzy miesięczników które "obsługiwałem", oraz indeks z zagiętą ostatnią stroną. Wiecie za co wyleciałem ze studiów- za frekwencję! wymyślilibyście bardziej kretyński sposób na rozstanie się z wymarzonym wydziałem? Nie mam o to do nikogo pretensji- to gdzie teraz jestem, jest tylko i wyłącznie moją winą tak, jak moją sprawą jest się teraz podnieść i znów świecić przykładem- nie oczami.
W tym roku nastąpiła we mnie niesamowita przemiana- nagle pojawiła się determinacja, której brak wcześniej mi wytykano, zacząłem bardziej nad sobą pracować, a mniej żalić. Oczywiście, czasem jeszcze zdaży mi się kwiknąć z dezaprobatą dla świata, czy przewarzywować cały dzień gapiąc się bezmyślnie w jeden punkt, lecz staram się zwalczać te tendencje na każdym kroku i trzeba przyznać, że nieźle mi to nawet wychodzi. W gruncie rzeczy jestem człowiekiem smutnym, nieszczęśliwym, ten punkt mojego życia jest jedną z cięższych prób na jakie mnie dotychczas los wystawiał, mam jednak świadomość, że jeśli tylko zacisnę zęby i dobrnę, doczekam, to będzie pięknie. Bo będzie i wiem to, czuję.
*tak właśnie- w tamtych czasach ojciec opowiadał mi, jak to ktoś zwierzył mu się, że chciałby aby jego synowie byli do mnie w przyszłości podobni; na jego szczęście, życzenie to się nie spełniło
Tori Amos - "Pretty good year"
Czekam
Patrzę na rówieśników, niejednokrotnie krytykuję ich postępowanie, motywacje czy zainteresowania, ale widzę także, jak zakładają rodziny, kończą studia, pracują jak ludzie- tu z kolei ja jestem "do tyłu". Nocne dyżury sprawiają, że ostatecznie tracę kontakt nie tylko ze słońcem ale i tak zwaną zdrową częścią społeczeństwa, miast- poprzez kontakt z ludźmi- rozwijać się, wzbogacać, wegetuję w swojej szufladzie, dziczeję, za kompanów mając innych sobie podobnych frajerów, którzy wylądowali w tym miejscu w środku nocy. Pomyśleć, że jeszcze pięć lat temu taki byłem obiecujący i ambitny: z maturą w ręku, świeżo upieczony student jednego z najbardziej obleganych wydziałów w Polsce, zarabiający na przyjemności jako recenzent i tłumacz w kilku gazetach komputerowych, duma rodziny i ten-którego-zazdrościli-rodzicom-znajomi * . Z tego wszystkiego została mi dziś tylko matura, kilka trzymanych na pamiątkę egzemplarzy miesięczników które "obsługiwałem", oraz indeks z zagiętą ostatnią stroną. Wiecie za co wyleciałem ze studiów- za frekwencję! wymyślilibyście bardziej kretyński sposób na rozstanie się z wymarzonym wydziałem? Nie mam o to do nikogo pretensji- to gdzie teraz jestem, jest tylko i wyłącznie moją winą tak, jak moją sprawą jest się teraz podnieść i znów świecić przykładem- nie oczami.
W tym roku nastąpiła we mnie niesamowita przemiana- nagle pojawiła się determinacja, której brak wcześniej mi wytykano, zacząłem bardziej nad sobą pracować, a mniej żalić. Oczywiście, czasem jeszcze zdaży mi się kwiknąć z dezaprobatą dla świata, czy przewarzywować cały dzień gapiąc się bezmyślnie w jeden punkt, lecz staram się zwalczać te tendencje na każdym kroku i trzeba przyznać, że nieźle mi to nawet wychodzi. W gruncie rzeczy jestem człowiekiem smutnym, nieszczęśliwym, ten punkt mojego życia jest jedną z cięższych prób na jakie mnie dotychczas los wystawiał, mam jednak świadomość, że jeśli tylko zacisnę zęby i dobrnę, doczekam, to będzie pięknie. Bo będzie i wiem to, czuję.
*tak właśnie- w tamtych czasach ojciec opowiadał mi, jak to ktoś zwierzył mu się, że chciałby aby jego synowie byli do mnie w przyszłości podobni; na jego szczęście, życzenie to się nie spełniło
Tori Amos - "Pretty good year"
Czekam
Nocne odkrycie
Właśnie zdałem sobie sprawę, że piszę nie patrząc na klawiaturę. No proszę- nie znałem swego męstwa!
Grzegorz Turnau - "Życia modele"
Czekam
Grzegorz Turnau - "Życia modele"
Czekam
Nie brookliński most
Rozdzierający
Jak tygrysa pazur
Antylopy plecy
Jest smutek człowieczy.
Nie brookliński most
Ale przemienić
W jasny, nowy dzień
Najsmutniejszą noc -
To jest dopiero coś!
Przerażający
Jak ozdoba świata
Co w malignie bredzi
Jest obłęd człowieczy.
Nie brookliński most
Lecz na drugą stronę
Głową przebić się
Przez obłędu los -
To jest dopiero coś!
Będziemy smucić się starannie!
Będziemy szaleć nienagannie!
Będziemy naprzód niesłychanie!
Ku polanie!
Edward Stachura
I chyba własnie o to chodzi, by zamiast rezygnacji czy wręcz chęci autodestrukcji pojawiła się w człowieku wola przezwyciężenia trapiących go problemów- póki jest determinacja, wszystko jest możliwe.
Więc czekam.
Jak tygrysa pazur
Antylopy plecy
Jest smutek człowieczy.
Nie brookliński most
Ale przemienić
W jasny, nowy dzień
Najsmutniejszą noc -
To jest dopiero coś!
Przerażający
Jak ozdoba świata
Co w malignie bredzi
Jest obłęd człowieczy.
Nie brookliński most
Lecz na drugą stronę
Głową przebić się
Przez obłędu los -
To jest dopiero coś!
Będziemy smucić się starannie!
Będziemy szaleć nienagannie!
Będziemy naprzód niesłychanie!
Ku polanie!
Edward Stachura
I chyba własnie o to chodzi, by zamiast rezygnacji czy wręcz chęci autodestrukcji pojawiła się w człowieku wola przezwyciężenia trapiących go problemów- póki jest determinacja, wszystko jest możliwe.
Więc czekam.
*
Zasnąłem w lecie, a kiedy się obudziłem była już jesień, w dodatku wcale nie czuję się wypoczęty. Gdzie tu sens, gdzie logika?
Czekam
Czekam
wtorek, 21 września 2004
*
Przed kilkunastoma minutami przyszedł z wizytą stały klient w stanie spoczynku i zaczął truć o parametrach swojego nowego komputera oraz tym, jak to go "wyjebał w ultrafiolecie". Z opisu wynikało, że faktycznie zafundował sobie świecącego nie wiedzieć po co potwora, maszynę wykonującą wszelkie kalkulacje z prędkością tak ogromną, że tylko komputery NASA byłyby w stanie jej dorównać, kiedy jednak doszło do podawania konkretnych parametrów, okazało się, że kupiony niemal rok temu domowy komputer mojej siostry (nie chwaląc się, jam go kompletował) wciąga owo cudo nosem (i całe szczęście nie jest obudowany lampami ultrafioletowymi). Kiedy więc tak siedziałem i udając zainteresowanie obserwowałem pasaż, doszedłem do banalnego w grucie rzeczy wniosku, który- co właśnie sobie uświadomiłem- gdzieś mi w trakcie pisania tej notki uleciał. Innymi słowy cały wstęp mogę sobie o- za przeproszeniem- kant dupy potłuc, bo konkluzja gdzieś się zapodziała. Paranoja!. O tym właśnie wspominałem w poprzednim wpisie: roztargnienie na najwyższym światowym poziomie. Dobrego dnia ludzikowie!
Katie Melua - "I think it's going to rain" (i ja też think so)
Czekam (przynajmniej o tym jednym pamiętam w każdych warunkach)
Katie Melua - "I think it's going to rain" (i ja też think so)
Czekam (przynajmniej o tym jednym pamiętam w każdych warunkach)
*
Padający w ciągu dnia deszcz doszczętnie pozbawił przydomowy kasztan liści- z sobie nawet nieznanych powodów mam mu to bardzo za złe. Ponuro dziś jakoś (tak dla odmiany) i zupełnie nie mam pomysłu na wnoszący cokolwiek wpis. Od jakiegoś czasu cierpię na- może to zabrzmieć cokolwiek dziwnie- roztrzęsienie myśli: nie potrafię zmusić się do koncentracji, przyjmuję rzeczywistość bez zastanowienia i wynikających z niego ewentualnie głębszych refleksji; bez żalu puszczam w niepamięć każdą mijającą teraźniejszość zupełnie, jakby liczyło się tylko to co było i będzie (bo chyba tak właśnie jest). Żalić się bardziej nie będę, bo nie wypada, zresztą niczego by to nie zmieniło. Czasy przejściowe pełną gębą.
Jarosław Wasik - "Nastroje"
Wciąż czekam
Jarosław Wasik - "Nastroje"
Wciąż czekam
poniedziałek, 20 września 2004
*
Ostatnią godzinę spędzę chyba jednak w towarzystwie autorów piosenek ciepłych i pogodnych- Wojtka Bellona (zapił się na śmierć w 1985) i Edzia Stachury (samobójstwo w 1979). Miłego dnia!
Bellon w ramach Wolnej Grupy Bukowina - "Kołysanka dla Joanny"
Czekam
Bellon w ramach Wolnej Grupy Bukowina - "Kołysanka dla Joanny"
Czekam
*
Piosenkę, do której skrót znajduje się we wcześniejszej notce, czczę i wyznaję od kilku już lat (dokładnie od czasu, gdy udało mi się dorwać kasetową wersję "Cytryny"), jakiś rok temu wrzuciłem nawet na bloga jej tekst, jednak dopiero teraz przypomniałem sobie, że przecież ze strony internetowej wykonawcy można sobie wspomniany kawałek zassać. W tym samym momencie dotarło do mnie, że po wsze czasy smażyłbym się w piekle, gdybym się z Wami takim cudem nie podzielił; od myśli do czynu poszło szybciej, niż to zwykle u mnie bywa i oto jest: ujęty w piosenkę takiegojednego sposób na życie i jednoczesny ukłon w Waszą stronę. Smacznego!
(dla opornych wskazówka: link do piosenki w notce poniżej) :)
Czekam
(dla opornych wskazówka: link do piosenki w notce poniżej) :)
Czekam
*
Strasznie jestem podatny na nastrój jaki niesie ze sobą muzyka; nie, żebym wcześniej nie zdawał sobie z tego sprawy, ale wczorajsza noc dała mi to odczuć w sposób szczególny- w stanie jaki osiągnąłem, nie zdziwiłbym się gdyby nagle wszystkim dookoła wyrosły wampirze kły, albo inne rogi i kopyta. Podobny klimat serwowała mi tylko słuchana w domowej ciemni przy świecach ścieżka dźwiękowa do filmu "Ukryty Wymiar". Dziś po raz kolejny obudziły mnie koszmary, noc nie przyniesie zapewne niczego nowego, pozostaje więc sieknąć sobie coś spokojnego, lekko dołującego (a co będę sobie żałować!) i przewegetować do rana.
Na dobry początek "Jesienna zaduma" Elżbiety Adamiak.
Czekam
Na dobry początek "Jesienna zaduma" Elżbiety Adamiak.
Czekam
niedziela, 19 września 2004
*
Puszczona głośno ścieżka dźwiękowa z "Requiem dla Snu" (ze wskazaniem na kawałek "Lux Aeterna") daje w tym miejscu i o tej porze niesamowity efekt- nagle cała lokalna fauna zaczęła przypominać zjawy ze snu wariata, w ich ruchach pojawiło się coś kociego i- choć może tylko mi się wydaje- nagle wszyscy zamilkli.
Kurcze, nic nie piłem, nie jadłem od 6 godzin a więc struć się niczym także nie mogłem, a czuję się tak, jakbym zasiadał na widowni jakiegoś surrealistycznego przedstawienia wystawianego przez otumanionych aktorów. Szkoda, że tego nie widzicie- coś niesamowitego.
Kronos Quartet - "Requem for a dream soundtrack"
Czekam
Kurcze, nic nie piłem, nie jadłem od 6 godzin a więc struć się niczym także nie mogłem, a czuję się tak, jakbym zasiadał na widowni jakiegoś surrealistycznego przedstawienia wystawianego przez otumanionych aktorów. Szkoda, że tego nie widzicie- coś niesamowitego.
Kronos Quartet - "Requem for a dream soundtrack"
Czekam
*
Marzena (19:55)
podejrzewan ze bedzie potrzeba zebys pracowal do konca miesiaca codziennie
Dominik (19:56)
podejrzewam, ze z wyjatkiem zblizajacego sie weekendu, nie bedzie z tym najmniejszego problemu :]
Marzena (20:05)
dobrze Dominik czyli od jutra przychodzisz codziennie do 3 na noce oki?
W ten właśnie sposób dałem się zamknąć w podziemiach Centralnego na wszystkie noce do końca miesiąca. Straszna jest ta pogoń za każdym groszem, ale bez zdobytych tak pieniędzy nie będę w stanie wspomagać balansujących wciąż na granicy ubóstwa rodziców, opłacić czesnego i wszystkich innych wiszących nade mną spraw (smutna prawda jest taka, że powietrzem na dłuższą metę żyć się niestety nie da). Wizja deszczu liści i mnie w nim, właśnie się oddaliła, tym samym od mojej drabiny odpadł jeden z milszych mi i bardziej wyczekiwanych szczebelków. Jeszcze dwa i pół miesiąca temu wyszedłbym w podobnej sytuacji przed kafejkę, zapalił papierosa i puścił z dymem chociaż część tego co się we mnie własnie kotłuje, ale przecież odstawiłem palenie w imię tak zwanych "wyższych racji"! Nosz kurwa mać!!!
Edyta Geppert - "Zamiast"
Czekam
podejrzewan ze bedzie potrzeba zebys pracowal do konca miesiaca codziennie
Dominik (19:56)
podejrzewam, ze z wyjatkiem zblizajacego sie weekendu, nie bedzie z tym najmniejszego problemu :]
Marzena (20:05)
dobrze Dominik czyli od jutra przychodzisz codziennie do 3 na noce oki?
W ten właśnie sposób dałem się zamknąć w podziemiach Centralnego na wszystkie noce do końca miesiąca. Straszna jest ta pogoń za każdym groszem, ale bez zdobytych tak pieniędzy nie będę w stanie wspomagać balansujących wciąż na granicy ubóstwa rodziców, opłacić czesnego i wszystkich innych wiszących nade mną spraw (smutna prawda jest taka, że powietrzem na dłuższą metę żyć się niestety nie da). Wizja deszczu liści i mnie w nim, właśnie się oddaliła, tym samym od mojej drabiny odpadł jeden z milszych mi i bardziej wyczekiwanych szczebelków. Jeszcze dwa i pół miesiąca temu wyszedłbym w podobnej sytuacji przed kafejkę, zapalił papierosa i puścił z dymem chociaż część tego co się we mnie własnie kotłuje, ale przecież odstawiłem palenie w imię tak zwanych "wyższych racji"! Nosz kurwa mać!!!
Edyta Geppert - "Zamiast"
Czekam
sobota, 18 września 2004
Grosik
Kilka godzin temu jeden z klientów, płacąc mi za komputer upuścił monetę; zacząłem jej szukać, lecz powstrzymał mnie mówiąc "nie trzeba, to tylko grosik na szczęście". Przed chwilą, sprzątając kafejkę przypadkiem znalazłem wspomniany pieniążek, obchuchałem go dokładnie i schowałem do kieszeni, na szczęście- tego nigdy za wiele.
Dziwaczeję :)
Ps. Czwarta nad ranemmm...
Czekam
Dziwaczeję :)
Ps. Czwarta nad ranemmm...
Czekam
*
Jest w roku jeden, góra dwa dni, kiedy powietrze robi się wręcz gęste od porwanych przez wiatr kolorowych jeszcze- nie brązowych- liści. Mogę wtedy siedzieć na tarasie od rana do wieczora i bez ruchu, z zapartym tchem obserwować ten fascynujący spektakt. To trochę tak, jak na wiosnę, kiedy wyglądam przez okno i widząc pierwsze kwitnące konwalie uśmiecham się do siebie i myślę "kurcze, więc to już faktycznie po zimie". Tegoroczna wiosna stanowiła dla mnie swego rodzaju przełom, ale ja nie o tym- dwa razy do roku trafia się moment, kiedy wyglądamy przez okno i stwierdzamy, że już nie trzeba zakładać płaszcza, albo przeciwnie- że warto wyszperać z dna szafy parę rękawiczek. Chwila ta zbliża się wielkimi krokami i muszę bardzo uważać, by jej nie przegapić, Wam także doradzam wyostrzenie zmysłów :)
Jesienny wieczór
"Jesienny wieczór w miasteczku niedużym,
które się szczyci istnieniem na mapie
(kartograf chyba spuścił kleks na papier
albo się w córce sędziego zadurzył)
Formatem swoich dziwactw zmordowana
przestrzeń tu jakby zrzuca z siebie brzemię
gigantomanii, gdyż ją zadowala
rozmiar ulicy głównej - a czas drzemie
zerkając sennie na sklepik malutki,
który na froncie ma ogromny zegar,
a wewnątrz wszystko, co stworzył duch ludzki -
czy to teleskop będzie, czy laubzega.
Jest tutaj kino, salon i apteka
oraz kawiarnia - jedyna w promieniu
mili, bank z orłem widocznym z daleka,
plus kościół, który w głuchym zapomnieniu
daremno byłby zarzucał swe sieci,
gdyby się poczta nie mieściła obok
- i gdyby tutaj nie robiono dzieci,
pastor udzielałby chrztów samochodom.
Tu rejwach świerszczy przez ciszę się niesie.
O szóstej wieczór jak po atomowej
wojnie nie spotkasz żywej duszy w mieście
tylko z księżycem można wieść rozmowę,
gdy się jak prorok pcha w okna prostokąt
i tylko czasem światła cadillaca hojnie
omiotą, pędząc nie wiadomo dokąd,
cokół, na którym tkwi Nieznany Żołnierz.
Tu przyśni ci się nie girlasek szwadron,
ale twój własny adres na kopercie.
Tu mleczarz, widząc, że mleko się zsiadło,
pierwszy przyjmie wieść o twojej śmierci.
Tu w czterech ścianach można żyć latami,
połykać brom, palić kalendarze wszystkie
i patrzeć w lustro tak, jak blask latarni
przegląda się w kałuży na wpół wyschłej."
Josif Brodski (tłum. Stanisława Barańczaka, wykonanie Mirosława Czyżykiewicza)
Brodski, Turnau czy Czyżykiewicz najczęściej goszczą u mnie właśnie jesienią i od kilku lat to właśnie z nimi pod ramię wchodzę w zimę. Dlaczego akurat ten tekst? bo jest sielankowy i ciepły- tyle. Szkoda, że jeden patafian wziął nockę, bo zamknąłbym swoją kryptę na cztery spusty i chociaż na kilka minut wyszedł na powierzchnię rozprostować oczy.
Czekam
Jesienny wieczór
"Jesienny wieczór w miasteczku niedużym,
które się szczyci istnieniem na mapie
(kartograf chyba spuścił kleks na papier
albo się w córce sędziego zadurzył)
Formatem swoich dziwactw zmordowana
przestrzeń tu jakby zrzuca z siebie brzemię
gigantomanii, gdyż ją zadowala
rozmiar ulicy głównej - a czas drzemie
zerkając sennie na sklepik malutki,
który na froncie ma ogromny zegar,
a wewnątrz wszystko, co stworzył duch ludzki -
czy to teleskop będzie, czy laubzega.
Jest tutaj kino, salon i apteka
oraz kawiarnia - jedyna w promieniu
mili, bank z orłem widocznym z daleka,
plus kościół, który w głuchym zapomnieniu
daremno byłby zarzucał swe sieci,
gdyby się poczta nie mieściła obok
- i gdyby tutaj nie robiono dzieci,
pastor udzielałby chrztów samochodom.
Tu rejwach świerszczy przez ciszę się niesie.
O szóstej wieczór jak po atomowej
wojnie nie spotkasz żywej duszy w mieście
tylko z księżycem można wieść rozmowę,
gdy się jak prorok pcha w okna prostokąt
i tylko czasem światła cadillaca hojnie
omiotą, pędząc nie wiadomo dokąd,
cokół, na którym tkwi Nieznany Żołnierz.
Tu przyśni ci się nie girlasek szwadron,
ale twój własny adres na kopercie.
Tu mleczarz, widząc, że mleko się zsiadło,
pierwszy przyjmie wieść o twojej śmierci.
Tu w czterech ścianach można żyć latami,
połykać brom, palić kalendarze wszystkie
i patrzeć w lustro tak, jak blask latarni
przegląda się w kałuży na wpół wyschłej."
Josif Brodski (tłum. Stanisława Barańczaka, wykonanie Mirosława Czyżykiewicza)
Brodski, Turnau czy Czyżykiewicz najczęściej goszczą u mnie właśnie jesienią i od kilku lat to właśnie z nimi pod ramię wchodzę w zimę. Dlaczego akurat ten tekst? bo jest sielankowy i ciepły- tyle. Szkoda, że jeden patafian wziął nockę, bo zamknąłbym swoją kryptę na cztery spusty i chociaż na kilka minut wyszedł na powierzchnię rozprostować oczy.
Czekam
Walc na latającym dywanie
Przez życie idę sam
ja, romantyczny frajer
proste mi w głowie składają się rymy
proste mam obyczaje
Herosa duszę mam
a serce w kształcie róży
wciąż w melancholii wpadam stan
o jeden numer za duży
Lecący z nieba śnieg
smakuje jak powidła
ej, moja muzo, czemu ty
przepijasz swoje skrzydła
I marzy mi się walc
na latającym dywanie
magiczny pląs nad jedną z łąk
z bardzo wysoka widzianych
Mirosław Czyżykiewicz
ja, romantyczny frajer
proste mi w głowie składają się rymy
proste mam obyczaje
Herosa duszę mam
a serce w kształcie róży
wciąż w melancholii wpadam stan
o jeden numer za duży
Lecący z nieba śnieg
smakuje jak powidła
ej, moja muzo, czemu ty
przepijasz swoje skrzydła
I marzy mi się walc
na latającym dywanie
magiczny pląs nad jedną z łąk
z bardzo wysoka widzianych
Mirosław Czyżykiewicz
Z braku lepszych pomysłów i spokoju
Odys korzysta ze swoich talentów żebraczych

Spójrzcie w te oczy a potem powiedzcie mi, że potrafilibyście zachować cały obiad dla siebie. :)
Czekam
Spójrzcie w te oczy a potem powiedzcie mi, że potrafilibyście zachować cały obiad dla siebie. :)
Czekam
*
Puściłem tej dziczy SDM żeby ich przepłoszyć, fakt- od komputerów odeszli, stoją za to w drzwiach i słuchają muzyki. Zaraz otworzę ogień...
SDM - "Metamorfoza" (wersja koncertowa z dwupłytowej antologii)
Czekam
SDM - "Metamorfoza" (wersja koncertowa z dwupłytowej antologii)
Czekam
*
No to kolejny dyżur wydłużony z "tyłu i przodu" (w ramach przysługi oczywiście). Na razie tłum interesantów, więc nic mądrzejszego w tym rwetesie nie napiszę. Noc się zbliża, ludzie porozłażą się po knajpach, a
"Ja tylko wyjąc do księżyca
będę czekał i porządał."
"Ja tylko wyjąc do księżyca
będę czekał i porządał."
piątek, 17 września 2004
*
Właściwie nie wiem jaką mamy teraz na dworze pogodę, wczoraj natomiast, łeb przez okno z domu wystawiwszy, widziałem (tylko ostrzej i z bogatszą jeszcze kolorystyką) to właśnie:

Będzie do czego wzdychać za kilka miesięcy.
Czekam
Będzie do czego wzdychać za kilka miesięcy.
Czekam
*
Żeby tak ciągle nie truć o polityce, dodam po raz kolejny, że nieludzko chce mi się wyprawy w Bieszczady. Ale tak strasznie- strasznie!
"Hen, w krainy buczynowe
Ze mną tam układa pieśni wiatr
Hen, w krainy buczynowe
Ze mną tam nikogo tylko wiatr
Zmierzchy grają, a przestrzenie
Własny mi podają dźwięk
Takie śpiewy z nimi lub milczenie
W którym znika każdy dawny lęk
W takich śpiewach i milczeniu
W szumie świętych buków zginął lęk"
Ola Kiełb - "Piosenka dla Wojtka Bellona"
Waitin' :]
"Hen, w krainy buczynowe
Ze mną tam układa pieśni wiatr
Hen, w krainy buczynowe
Ze mną tam nikogo tylko wiatr
Zmierzchy grają, a przestrzenie
Własny mi podają dźwięk
Takie śpiewy z nimi lub milczenie
W którym znika każdy dawny lęk
W takich śpiewach i milczeniu
W szumie świętych buków zginął lęk"
Ola Kiełb - "Piosenka dla Wojtka Bellona"
Waitin' :]
Więęęęcej polityki
Waniek ma przeprosić Ligę za "bojówkarzy"
PAP 16:10
Danuta Waniek ma przeprosić Ligę Republikańską za zarzut, że jej akcje w kampanii prezydenckiej w 1995 r. miały charakter bojówkarski - orzekł Sąd Apelacyjny w Warszawie, który uwzględnił apelację Ligi w procesie wytoczonym byłej szefowej sztabu wyborczego Aleksandra Kwaśniewskiego. Wyrok SA jest nieprawomocny.
SA zmienił tym samym wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 2002 r., który uznał, że obecna szefowa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji nie musi przepraszać za określenie Ligi jako "bojówkarzy". SA utrzymał zarazem nakaz SO przeproszenia przez Waniek Ligi za nieprawdziwy zarzut, jakoby w tych akcjach Ligi brały udział osoby, którym za to płacono.
Wyrok SA jest nieprawomocny; można się od niego odwołać do Sądu Najwyższego. Proces, który trwa już osiem lat, Liga wytoczyła Waniek za stwierdzenia z jej książki pt. "Kwach - zapiski sztabowe Danuty Waniek".
Napisała tam ona, że w akcjach Ligi zakłócających w 1995 r. spotkania wyborcze Kwaśniewskiego brali udział "płatni bojówkarze". Liga uznała to za oszczerstwo i zażądała przeprosin.
Allle fajnie, Danka mnie będzie przepraszać! :)
Czekam
PAP 16:10
Danuta Waniek ma przeprosić Ligę Republikańską za zarzut, że jej akcje w kampanii prezydenckiej w 1995 r. miały charakter bojówkarski - orzekł Sąd Apelacyjny w Warszawie, który uwzględnił apelację Ligi w procesie wytoczonym byłej szefowej sztabu wyborczego Aleksandra Kwaśniewskiego. Wyrok SA jest nieprawomocny.
SA zmienił tym samym wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 2002 r., który uznał, że obecna szefowa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji nie musi przepraszać za określenie Ligi jako "bojówkarzy". SA utrzymał zarazem nakaz SO przeproszenia przez Waniek Ligi za nieprawdziwy zarzut, jakoby w tych akcjach Ligi brały udział osoby, którym za to płacono.
Wyrok SA jest nieprawomocny; można się od niego odwołać do Sądu Najwyższego. Proces, który trwa już osiem lat, Liga wytoczyła Waniek za stwierdzenia z jej książki pt. "Kwach - zapiski sztabowe Danuty Waniek".
Napisała tam ona, że w akcjach Ligi zakłócających w 1995 r. spotkania wyborcze Kwaśniewskiego brali udział "płatni bojówkarze". Liga uznała to za oszczerstwo i zażądała przeprosin.
Allle fajnie, Danka mnie będzie przepraszać! :)
Czekam
*
Ładna data, żeby taki bannerek spadkobiercom Julka Marchlewskiego zadedykować.

Na pohybel, kanalie!
Czekam
Na pohybel, kanalie!
Czekam
czwartek, 16 września 2004
*
Znalazłem to na www.prawica.net
Zajrzyj: Antykomuniści na straży
Opis: Ostatnie tchnienie niemal mitycznej już Ligi Republikańskiej ,nadają już tylko z Bydgoszczy i Torunia
Wzruszyłem się.
Czekam
Zajrzyj: Antykomuniści na straży
Opis: Ostatnie tchnienie niemal mitycznej już Ligi Republikańskiej ,nadają już tylko z Bydgoszczy i Torunia
Wzruszyłem się.
Czekam
*
"Chroń mnie od obojętnych cnót
Broń mnie od ludzi obojętnych
Ja wolę biedę, głód i chłód
Wśród gniewnych, winnych i namiętnych...."
Reszcie pies mordę lizał.
Marlena Dietrich - "Lili Marleen"
Czekam
Broń mnie od ludzi obojętnych
Ja wolę biedę, głód i chłód
Wśród gniewnych, winnych i namiętnych...."
Reszcie pies mordę lizał.
Marlena Dietrich - "Lili Marleen"
Czekam
Recepta
Istnieje wiele sposobów walki ze stresem, depresją czy inną zarazą- można spróbować medytacji, oddychania przez nos czy innych guseł. Osobiście jednak polecam ćwiczenie następujące: ręce gestem swobodnym umieścić w kieszeniach, wybrać trasę spaceru i kilka łatwych do odtworzenia, lubianych piosenek, wzrok nastawić na nieskończoność, usta złożyć do pocałunku (choć raczej nie powinniśmy się go w tych okolicznościach spodziewać) i cała para w gwizdek! Pomaga na czas jakiś- sprawdzałem, kiedy działanie zacznie ustawać, zabieg ponowić. Kurując się dzielnie...
Czekam
Czekam
*
Przyszedł do mnie złodziej, który dawno temu wyżalał mi się z problemów sercowych. Już nawet przestałem się zastanawiać, dlaczego tak dawno go nie było, a powód był dość oczywisty: siedział sobie w Ostrołęce za rozbój (jak wakacje, to wakacje- okres akuratni, może tylko ośrodek trafił mało ekskluzywny).
A już cieszyłem się, że przynajmniej jego mam z głowy :/
Edit: Lepszy numer- własnie rozpoznał Stare Dobre i ładnie poprosił żeby mu to puszczać przy każdej okazji. Szczerze mnie zatkało.
Edit raz jeszcze: On teraz (4:42) siedzi i śpiewa Sanctus, litości! :D
Czekam
A już cieszyłem się, że przynajmniej jego mam z głowy :/
Edit: Lepszy numer- własnie rozpoznał Stare Dobre i ładnie poprosił żeby mu to puszczać przy każdej okazji. Szczerze mnie zatkało.
Edit raz jeszcze: On teraz (4:42) siedzi i śpiewa Sanctus, litości! :D
Czekam
Zaraz za końcem koślawej białej strzałki jest ptak stanowiący w założeniu właściwy temat zdjęcia
To zdjęcie pokazuje głównie mizerne
możliwości oddanego do mojej dyspozycji aparatu, a miało ptaszka wśród listowia.
Cała Legia słucha Kasprzyckiego!
W drodze po zaświadczenie lekarskie na uczelnię przydybałem coś takiego na drzwiach autobusu i nie mogłem płazem puścić. Dla niewtajemniczonych zamieszczam LINKĘ do piosenki z którą mi się pstryknięta vlepka skojarzyła.
Majka...
...z wypisanym na twarzy pytaniem typu "a w mordę chcesz?"

O moim kocie- Majce, wspominałem już kilkakrotnie, przygarnięty jako kotka, otrzymał imię nawiązujące do jednej z moich ulubionych piosenek SDM. Jakiś czas później okazało się, że mam do czynienia z panem kotem; reakcją żeńskiej części domowej populacji była przeprowadzona podstępem kastracja (odczekały aż mnie i ojca nie będzie i zabrały biedaka na zabieg). Po wszystkich tych płciowych przejściach Majce została szajba. I imię.
O moim kocie- Majce, wspominałem już kilkakrotnie, przygarnięty jako kotka, otrzymał imię nawiązujące do jednej z moich ulubionych piosenek SDM. Jakiś czas później okazało się, że mam do czynienia z panem kotem; reakcją żeńskiej części domowej populacji była przeprowadzona podstępem kastracja (odczekały aż mnie i ojca nie będzie i zabrały biedaka na zabieg). Po wszystkich tych płciowych przejściach Majce została szajba. I imię.
*
Wykombinowałem sobie, że skoro tak mi się ten dzień wszawo zaczął, to trzeba zebrać się do kupy i znaleźć jakieś pochłaniające zajęcie. Jedynym co na szybko przyszło mi do głowy, było porwanie matulowego telefonu i z jego pomocą (telefon służy do robienia fotografi- to normalne, prawda?) natrzaskać zdjęć. Mizerne efekty, opatrzone ewentualnym komentarzem, zaprezentuję za chwil kilka.
Czekam
Czekam
*
Cały dzisiejszy dzień upłynie mi chyba pod znakiem kaca i wkurzenia na świat, noc zaś pewnikiem przewegetuję w pracy. Genialna perspektywa! Chciałoby się po raz kolejny za Kaczmarskim powtórzyć "Dzięki Ci Boże! Stworzyłeś najpiękniejszy ze światów!". Odmeldowuję się, do wieczora.
Shit fuck dupa blada
Czekam
Shit fuck dupa blada
Czekam
środa, 15 września 2004
wtorek, 14 września 2004
*
W ramach wyświadczania przysługi koledze, przyszedłem dziś do pracy o godzinę wcześniej, natomiast w związku ze spełnieniem prośby drugiego zmiennika, skończę dyżur o ok. dwie godziny później niż zazwyczaj- niektórzy to się potrafią w życiu ustawić!
Ładna dziś noc, taka w sam raz na spacer po parku z kimś bliskim. Lubię ten czas, kiedy pod stopami szeleszczą pierwsze suche liście, a pożółkła już reszta zielonej niegdyś ferajny, cieszy oczy oświetlona ciepłym światłem latarni. No i kasztany, ileż ja się ich w życiu nazbierałem i ile jeszcze razy napełnię nimi kieszenie- Bóg jeden raczy wiedzieć, ale przyznam się Wam w tajemnicy, na tym gruncie to ja mam duże ambicje, oj duże. Dobrze jest czasem mieć kogoś z kim i dla kogo można te kasztany zbierać, prawda?
Trochę bez sensu ta notka, ja też dziś jestem trochę bez sensu- nie udało mi się przespać nawet minuty, a w dodatku władowałem się w przedłużony dyżur (wniosek: jedynie asertywności jestem w stanie w każdych okolicznościach powiedzieć swoje stanowcze "nie"). W ramach zagłuszania siebie katuję od wczoraj płytę pt. "Świat Dotknięty" zespołu Nic Wielkiego. Gorąco polecam. Tak album jak i spacer, oczywiście.
Czekam
Ładna dziś noc, taka w sam raz na spacer po parku z kimś bliskim. Lubię ten czas, kiedy pod stopami szeleszczą pierwsze suche liście, a pożółkła już reszta zielonej niegdyś ferajny, cieszy oczy oświetlona ciepłym światłem latarni. No i kasztany, ileż ja się ich w życiu nazbierałem i ile jeszcze razy napełnię nimi kieszenie- Bóg jeden raczy wiedzieć, ale przyznam się Wam w tajemnicy, na tym gruncie to ja mam duże ambicje, oj duże. Dobrze jest czasem mieć kogoś z kim i dla kogo można te kasztany zbierać, prawda?
Trochę bez sensu ta notka, ja też dziś jestem trochę bez sensu- nie udało mi się przespać nawet minuty, a w dodatku władowałem się w przedłużony dyżur (wniosek: jedynie asertywności jestem w stanie w każdych okolicznościach powiedzieć swoje stanowcze "nie"). W ramach zagłuszania siebie katuję od wczoraj płytę pt. "Świat Dotknięty" zespołu Nic Wielkiego. Gorąco polecam. Tak album jak i spacer, oczywiście.
Czekam
poniedziałek, 13 września 2004
*
Jakiś arab wziął komputer, zapłacił za niego i wyszedł do toalety, zostawiając przy stanowisku dwie torby podróżne. Ciekawe czy wybuchną.
Czekam
Czekam
Czekanie na wiosnę
Nie wierz, gdy mówią, że chcemy jedynie
Z głodu nie marnieć i ustrzec się chłodu.
Złe sny uciszamy, by słyszeć wyraźniej
Czy na rzece naszej pękają już lody.
Pozorna cisza. Lecz wytrwałość nasza
Rozpali każde już ostygłe słowo,
Na nowo nazwie, co ponazywane,
Nadziei znów pozwoli nam skosztować.
Tak wciąż uparcie czekamy na wiosnę
Schowani w myśli niepokornych kokon,
Bez strachu patrząc wrogom prosto w oczy,
Dyktując wojnę fałszywym prorokom.
Pozorna cisza. Lecz wytrwałość nasza
Rozpali każde już ostygłe słowo,
Na nowo nazwie, co ponazywane,
Nadziei znów pozwoli nam skosztować.
Ola Kiełb
Z głodu nie marnieć i ustrzec się chłodu.
Złe sny uciszamy, by słyszeć wyraźniej
Czy na rzece naszej pękają już lody.
Pozorna cisza. Lecz wytrwałość nasza
Rozpali każde już ostygłe słowo,
Na nowo nazwie, co ponazywane,
Nadziei znów pozwoli nam skosztować.
Tak wciąż uparcie czekamy na wiosnę
Schowani w myśli niepokornych kokon,
Bez strachu patrząc wrogom prosto w oczy,
Dyktując wojnę fałszywym prorokom.
Pozorna cisza. Lecz wytrwałość nasza
Rozpali każde już ostygłe słowo,
Na nowo nazwie, co ponazywane,
Nadziei znów pozwoli nam skosztować.
Ola Kiełb
*
Żeby tak patosem i dołkiem po oczach nie walić, chciałem jedną rzecz "z innej beczki" wyjaśnić. W linkach do blogów znajduje się kilka pozycji opatrzonych takim oto znaczkiem "(*)", wszystko po to, by oddzielić blogi nieaktywne bądź skasowane, od tych, których własciciele dalej raczą nas swoimi przeżyciami. Pomyślałem sobie, że szkoda byłoby wywalać do kosza pamięć o tylu spędzonych na miłej lekturze godzinach tylko dlatego, że osoby które mi ją zafundowały, postanowiły nagle zwinąć swój kramik i zniknąć. Zresztą ja nie do końca o tym, po prostu właśnie zobaczyłem, jak ów znaczek może się kojarzyć z działającą mi na nerwy "świeczką", czyli czymś takim [*]. Jako dyżurny frustrat i malkontent, uczepię się zabawy w zapalanie przy różnych okazjach wirtualnych gówienek tego rodzaju; jeżeli coś faktycznie załuguje na pamięć, to gestem coś faktycznie znaczącym będzie zapalenie PRAWDZIWEJ świeczki, nie zaś sytuacja w której zdobywamy się na wciśnięcie trzech guzików i tyle. Jeżeli pamiętamy o, weźmy na to, powstańcach, to sama, choćby i nie manifestowana pamięć jest warta o niebo więcej, niż doroczne, nie wiążące się z żadną refleksją, pacnięcie w klawiaturę. Smutny dziś jestem i chyba przez to także zły.
ale czekam twardo :]
ale czekam twardo :]
*
Fakt, możnaby w tym wszystkim siąść i zawyć, rozczulać się nad losem sobaczym, lub po prostu bezczynnie czekać na zgon. Możnaby tak, ale, do ciężkiej cholery, nie tym razem. Zabawne, jak to ostatnie półrocze nauczyło mnie, że o pewne rzeczy należy walczyć (choćby i takim moim czekaniem) i nie odpuszczać choćby nie wiem co.
Innymi słowy: I'll archive it, or die trying (po naszemu nie brzmi to tak dobrze, więc dla efektu zostawiam w oryginale).
"Nie brookliński most
Lecz na drugą stronę
Głową przebić się
Przez obłędu los -
To jest dopiero coś!"
Czekam
Innymi słowy: I'll archive it, or die trying (po naszemu nie brzmi to tak dobrze, więc dla efektu zostawiam w oryginale).
"Nie brookliński most
Lecz na drugą stronę
Głową przebić się
Przez obłędu los -
To jest dopiero coś!"
Czekam
niedziela, 12 września 2004
*
Ostatnią godzinę spędziłem na lataniu po blogach, mam w związku z tym jedno spostrzeżenie, które chciałbym narazić na Waszą ewentualną krytykę: na przestrzeni ostatniego roku nasz światek doświadczył inwazji nastawionych na bezpłodną egzystencję, pustych skorup. Pal sześć pokemony- one były zawsze i naturalną koleją rzeczy kolejne ich pokolenia wyrastają z pisania pod koleżanki z klasy, czy kogo tam sobie na publikę upatrzą; dziś poraził mnie wysyp plastikowych ludzi. Dotychczas myślałem, że wystarczy mi omijać pewne lokale by nie narażać się na kontakt z nimi, teraz jednak dotarło do mnie, że blogi zrobiły się (tfu!) trendy (tfu!) i każdy aktywny, bądź potencjalny "klubowicz" (w moim pojęciu jest do bardzo pojemna szufladka) musi jednego posiadać. Niektórym "chłopcom (i dziewczętom) z generacji Nic" nie można wprawdzie odmówić wiedzy i intelektu, jednak pisane przez nich notki zawierają w sobie tyle emocji, czy refleksji, co telegraficzny skrót zmian kursów akcji na warszawskiej giełdzie, zupełnie jakby za piszącymi je ludźmi nie kryły się zdolne do wzruszeń, a więc godne uwagi, charaktery (czego w gruncie rzeczy także nie można wykluczyć)! Innymi słowy, z powodzeniem możnaby porównać je do "Piramidy Zwierząt" Kozyry- są i absolutnie nic więcej z tego nie wynika. Nie chodzi nawet o to, że pragnę zarezerwować luksus posiadania bloga wyłącznie dla tych, którzy mi do gustu przypadli, ale kiedyś takim kukłom wystarczały dyskusje toczone w "Szpilce" nad wyszperanym w City Magazine artykułem o niczym; teraz poszerzają strefę wpływów.
Nie podoba się- nie czytaj, zauważycie pewnie słusznie; czemu więc tak się tego czepiam? nie wiem, generalnie na niewiele pytań jestem dziś w stanie udzielić odpowiedzi (nie mam także pojęcia z czego to wynika). Jedno natomiast jest pewne-
czekam :]
Nie podoba się- nie czytaj, zauważycie pewnie słusznie; czemu więc tak się tego czepiam? nie wiem, generalnie na niewiele pytań jestem dziś w stanie udzielić odpowiedzi (nie mam także pojęcia z czego to wynika). Jedno natomiast jest pewne-
czekam :]
Hmmm...
Zastanawia mnie jedna sprawa- po jaką cholerę ja dziś tak wcześnie wstawałem?
W ramach akcji "Z Innej Beczki":
Psy moje codzienne

Od lewej: Elza, Odys, Homer
W ramach akcji "Z Innej Beczki":
Psy moje codzienne
Od lewej: Elza, Odys, Homer
sobota, 11 września 2004
*
Dopiero wstałem i nic przełomowego jeszcze mi się w głowie nie urodziło; z racji braku dostępu do komputera, zapewne się już dziś nie odezwę- tego głównie ma dotyczyć ten wpis. Plany mam umiarkowanie ambitne: załatwić do końca sprawy uczelniane, poszwędać się trochę a wieczorem zaliczyć jeszcze koncert w Lapidarium, czyli mieć się jako tako i walczyć conajmniej o utrzymanie tego stanu.
Choć nie wiem co mi ten dzień przyniesie i nie mam żadnych powodów by się czegoś szczególnego spodziewać, mogę obiema łapami (wszak piszę dziesięciopalcowo) dopisać na końcu to, co zwykle:
Czekam
Choć nie wiem co mi ten dzień przyniesie i nie mam żadnych powodów by się czegoś szczególnego spodziewać, mogę obiema łapami (wszak piszę dziesięciopalcowo) dopisać na końcu to, co zwykle:
Czekam
"Opadły mgły, wstaje nowy dzień"
"Opadły mgły i miasto ze snu się budzi,
Górą czmycha już noc,
Ktoś tam cicho czeka, by ktoś powrócił;
Do gwiazd jest bliżej niż krok!
Pies się włóczy popod murami - bezdomny;
Niesie się tęsknota czyjaś na świata cztery strony
A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy;
Toczy, toczy się los!
Ty co płaczesz, ażeby śmiać mógł się ktoś
- Już dość! Już dość! Już dość!
Odpędź czarne myśli!
Dość już twoich łez!
Niech to wszystko przepadnie we mgle!
Bo nowy dzień wstaje,
Bo nowy dzień wstaje,
Nowy dzień!
Z dusznego snu już miasto się wynurza,
Słońce wschodzi gdzieś tam,
Tramwaj na przystanku zakwitł jak róża;
Uchodzą cienie do bram!
Ciągną swoje wózki - dwukółki mleczarze;
Nad dachami snują się sny podlotków pełne marzeń!
A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy;
Toczy, toczy się los!
Ty co płaczesz, ażeby śmiać mógł się ktoś
- Już dość! Już dość! Już dość!
Odpędź czarne myśli!
Porzuć błędny wzrok!
Niech to wszystko zabierze już noc!
Bo nowy dzień wstaje,
Bo nowy dzień wstaje,
Nowy dzień!"
Edward Stachura
Górą czmycha już noc,
Ktoś tam cicho czeka, by ktoś powrócił;
Do gwiazd jest bliżej niż krok!
Pies się włóczy popod murami - bezdomny;
Niesie się tęsknota czyjaś na świata cztery strony
A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy;
Toczy, toczy się los!
Ty co płaczesz, ażeby śmiać mógł się ktoś
- Już dość! Już dość! Już dość!
Odpędź czarne myśli!
Dość już twoich łez!
Niech to wszystko przepadnie we mgle!
Bo nowy dzień wstaje,
Bo nowy dzień wstaje,
Nowy dzień!
Z dusznego snu już miasto się wynurza,
Słońce wschodzi gdzieś tam,
Tramwaj na przystanku zakwitł jak róża;
Uchodzą cienie do bram!
Ciągną swoje wózki - dwukółki mleczarze;
Nad dachami snują się sny podlotków pełne marzeń!
A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy;
Toczy, toczy się los!
Ty co płaczesz, ażeby śmiać mógł się ktoś
- Już dość! Już dość! Już dość!
Odpędź czarne myśli!
Porzuć błędny wzrok!
Niech to wszystko zabierze już noc!
Bo nowy dzień wstaje,
Bo nowy dzień wstaje,
Nowy dzień!"
Edward Stachura
*
Dziwne, nie mogę wymyślić żadnego konkretnego powodu, dla którego nie miałbym nazwać tego co widzę za oknem ładną pogodą- jest słonecznie, niebo mamy takie, że mucha nie siada, w dodatku zielono jeszcze i chyba ostatecznie poczłapię na jakiś spacer. Problem polega chyba na tym, że słońce jest już blado- zimne, a ja od paru już dni (pomimo, że jak wspominałem, lubię jesień) z niepokojem przyglądam się liściom w poszukiwaniu pierwszych znaków ich nieuchronnego końca; nie wiem czemu, lecz ten czas w roku najbardziej chyba wystawia na szwank moje, mimo wszystko dobre, samopoczucie.
Dziś dzień kolejarza i imieniny Prota, jest więc w gruncie rzeczy powód do świętowania. Heh, w trakcie pisania tej notki poprawił mi się chumor- i jak tu nie wierzyć w uzdrowczą moc bloga? :)
Bry?
SDM - "Opadły mgły, wstaje nowy dzień"
Czekam
Dziś dzień kolejarza i imieniny Prota, jest więc w gruncie rzeczy powód do świętowania. Heh, w trakcie pisania tej notki poprawił mi się chumor- i jak tu nie wierzyć w uzdrowczą moc bloga? :)
Bry?
SDM - "Opadły mgły, wstaje nowy dzień"
Czekam
piątek, 10 września 2004
*
Aaaaa! Himilsbach wrócił i po raz drugi w ciągu dwóch dni domaga się relacji z naszego posiedzenia (twierdzi, że w połowie urwał mu się zapis); mam nadzieję, że nie będzie mnie naciągał na kolejne pijaństwo, bo z żalem go rozczaruję. Dziś pije tylko z nadwrażliwcami (jacyś chętni?), przy szeroko pojętej poezji śpiewanej. Over and out.
SDM - "U studni"
Czekam
SDM - "U studni"
Czekam
*
Mam dziś marny dzień do pisania notek, w dodatku padam na paszczę.
teraz tylko czekam z entucjazmem.
teraz tylko czekam z entucjazmem.
*
Wyraźnie poirytowany klient woła mnie do swojego stanowiska.
- Proszę pana, ten komputer jest zepsuty, wpisuję adresy stron i mi się nie wgrywają!
Rzuciłem okiem w monitor i faktycznie- w stosownym miejscu stoi jak wół "www.wp.pl", coś mnie jednak tknęło i wcisnąłem Enter.
Pojawiła się Wirtualna Polska. Ręce mi opadły.
- Ooooo...- skomentował jegomość.
- Argh- odparłem.
Czekam
- Proszę pana, ten komputer jest zepsuty, wpisuję adresy stron i mi się nie wgrywają!
Rzuciłem okiem w monitor i faktycznie- w stosownym miejscu stoi jak wół "www.wp.pl", coś mnie jednak tknęło i wcisnąłem Enter.
Pojawiła się Wirtualna Polska. Ręce mi opadły.
- Ooooo...- skomentował jegomość.
- Argh- odparłem.
Czekam
*
Dzień zaczął się pięknie- wizyta u dentystki, której ze dwa lata nie odwiedzałem, bo po co, prawda? No więc teraz wiem już doskonale po co: żeby później nie dowiadywać się, iż załatwienie wszystkiego, co mi się przez ten czas urodziło, będzie mnie kosztować ponad 1000 (TYSIĄC!!!) złotych. Pal sześć same borrrowanka, bo nigdy jakoś specjalnie się ich nie bałem, ale kiedy dowiaduję się, że będę musiał ponad miesiąc na te przyjemności pracować, to ciężki szlag mnie trafia.
Wniosek dzisiejszy: metoda "na brzydkie kaczątko" sprawdza się do momentu, kiedy chcemy się wreszcie w łabędzia zamienić- nagle trzeba nadrabiać kilkuletnie zaległości i jest to nie tylko praco- i czasochłonne, ale i diablo kosztowne.
Trudno, jakoś podołam :)
Czekam
Wniosek dzisiejszy: metoda "na brzydkie kaczątko" sprawdza się do momentu, kiedy chcemy się wreszcie w łabędzia zamienić- nagle trzeba nadrabiać kilkuletnie zaległości i jest to nie tylko praco- i czasochłonne, ale i diablo kosztowne.
Trudno, jakoś podołam :)
Czekam
czwartek, 9 września 2004
*
Tak mnie rano, kiedy słuchałem jakiejś dyskusji, naszło, siedzi i wyjść nie chce. Dotarło do mnie mianowicie, jak z upływem czasu zmieniała się oficjalna nomenklatura w odniesieniu do Czeczenów- najpierw żołnierze, później partyzanci, po kilku miesiącach bojownicy, następnie separatyści, wreszcie terroryści. Przykre, że na przestrzeni zaledwie kilku lat z niezłomnych patriotów udało się ruskiej propagandzie zrobić krwiożerczych zwyrodnialców, wrogów całego świata i jego okolic.
Napisałbym coś weselszego, bardziej może (w granicach moich skromnych możliwości) górnolotnego, ale od rana trwa w domu pyskówka "każdy na każdego", okoliczności nie są więc specjalnie sprzyjające. Szkoda trochę, może w weekend się odkuję.
Czekam
Napisałbym coś weselszego, bardziej może (w granicach moich skromnych możliwości) górnolotnego, ale od rana trwa w domu pyskówka "każdy na każdego", okoliczności nie są więc specjalnie sprzyjające. Szkoda trochę, może w weekend się odkuję.
Czekam
środa, 8 września 2004
*
Zgodnie z tym, o czym BeKa raczyła napomknąć, miałem dziś ogłoszenie listy osób przyjętych na studia. Jako człeczek z bogatym doświadczeniem w dziedzinie egzaminów/rozmów kwalifikacyjnych, postanowiłem nie mówić "hop" pomimo, że na 100 miejsc było raptem 130 chętnych, no i są to jednak "tylko" studia zaoczne. Nie przedłużając: dostałem się z ósmym wynikiem, 260 na 300 punktów i w związku z powyższym w ramach kości rzuconej sobie za dobrze wykonane zadanie, "szarpnąłem się" na dwupłytową antologię Starego Dobrego Małżeństwa, którą notabene miałem już kiedyś na kasetach, jednak mi je moi niezawodni przyjaciele wytracili.
No i jak dobrze pójdzie, to posiedzę sobie w pracy od teraz do 7 rano.
Czekam
No i jak dobrze pójdzie, to posiedzę sobie w pracy od teraz do 7 rano.
Czekam
wtorek, 7 września 2004
*
Wpadłem dziś tylko na chwilkę- nie mogę przecież dopuścić do sytuacji w której nie przypomnę, że
Czekam
Czekam
poniedziałek, 6 września 2004
Błoga nieświadomość
Są pewne sprawy w życiu i człowieku, o których nie chcę wiedzieć więcej, niż mnie tego nauczy codzienne obcowanie z nimi. Zamykanie świata w mądrych niewątpliwie, lecz niekoniecznie niezbędnych mi do szczęścia formułkach czy statystykach wolę zostawić biologom, fizykom, psychologom i im podobnym. Świat obdarty z mitów, człowiek jako biomaszyna kierowana stale tymi samymi popędami i podświadomie nastawiona wyłącznie na ich zaspokajanie- nawet jeśli to wszystko prawda, nie chcę tego wiedzieć i przyjmować do wiadomości. Bez tej odrobiny naiwności nie byłoby czym się na świecie zachwycać. Prawda? :)
Czekam
Czekam
niedziela, 5 września 2004
*
Przez całą noc nie byłem w stanie skupić się na niczym, w związku z powyższym czmychnął mi klient, a ja musiałem dokładać z własnego budżetu (wynoszącego w tym miesiącu CAŁĄ STÓWĘ) 20zł, żeby zgadzał się stan kasy. Zemściłem się ustawiając mu opis "Jestem złodziejem" na tlenie, którego zapomniał wyłączyć; marna to pociecha dla mojej kieszeni, ale prymitywna żądza zemsty została chociaż częściowo zaspokojona. Jako osoba majętna, pozwoliłem sobie jeszcze wesprzeć przechodzącego pasażem bezdomnego, niech ma- mimo wszystko była to dla mnie bobra noc :)
Czekam
Czekam
"Piosenka wiosenna" na początek jesieni
"Zagram dla ciebie na każdej gitarze świata
Na ulic fletach na nitkach babiego lata
Wyśpiewam jak potrafię księżyce na rozstajach
I wrześnie i stycznie i maje
I zagubione dźwięki i barwy na płótnach Flaminka
I słońce wędrujące promienną ścieżynką
Graj nam, graj, pieśni skrzydlata
Wiosna taniec nasz niesie po łąkach
Zatańczymy się w sobie do lata
Zatańczymy się w sobie bez końca
A blask co oświetla me ręce gdy piszę
Nabrzmiał potrzebą rozerwania ciszy
Przez okno wyciekł pełna go teraz chmara wronia
Dziobi się w dziobów końcach a w ogonach ogoni
A pieśń moja to niknie to wraca
I nie wiem co bym zrobił gdybym ją utracił
Graj nam, graj, pieśni skrzydlata
Wiosna taniec nasz niesie po łąkach
Zatańczymy się w sobie do lata
Zatańczymy się w sobie bez końca"
Wojtek Bellon
Nie umniejszając bezsprzecznych zalet jesieni i zimy, pozwolę sobie dodać sakramentalne "byle do wiosny!". :)
Czekam
Na ulic fletach na nitkach babiego lata
Wyśpiewam jak potrafię księżyce na rozstajach
I wrześnie i stycznie i maje
I zagubione dźwięki i barwy na płótnach Flaminka
I słońce wędrujące promienną ścieżynką
Graj nam, graj, pieśni skrzydlata
Wiosna taniec nasz niesie po łąkach
Zatańczymy się w sobie do lata
Zatańczymy się w sobie bez końca
A blask co oświetla me ręce gdy piszę
Nabrzmiał potrzebą rozerwania ciszy
Przez okno wyciekł pełna go teraz chmara wronia
Dziobi się w dziobów końcach a w ogonach ogoni
A pieśń moja to niknie to wraca
I nie wiem co bym zrobił gdybym ją utracił
Graj nam, graj, pieśni skrzydlata
Wiosna taniec nasz niesie po łąkach
Zatańczymy się w sobie do lata
Zatańczymy się w sobie bez końca"
Wojtek Bellon
Nie umniejszając bezsprzecznych zalet jesieni i zimy, pozwolę sobie dodać sakramentalne "byle do wiosny!". :)
Czekam
sobota, 4 września 2004
*
Czwarta (nad ranemmmm), w głowie tłucze się "Gloomy Sunday" w wykonaniu Sarah McLachan , pasażem co kilka minut przechodzą kłócące się pary, ja natomiast nie potrafię skoncentrować uwagi na książce, bo myśli ciągle rwą się by czmychnąć gdzieś dalej, wyżej. Trzy razy zaczynałem pisać lament pt. "Intelekt i moje kompleksy z nim związane", jednak po kilku minutach dochodziłem do wniosku, że klarowne myśli gdzieś w drodze między głową a ekranem monitora zamieniają się w niezrozumiały bełkot i całość ze złością kasowałem. Kiedyś twierdziłem, że człowiek inteligentny nie doświadcza czegoś takiego jak nuda, dziś widzę jak sobie tą teorią samobója strzeliłem.
Za szybą Plastuś, dziś nawet on nie ma ochoty na rozmowy. Śpijcie dobrze.
Czekam
Za szybą Plastuś, dziś nawet on nie ma ochoty na rozmowy. Śpijcie dobrze.
Czekam
Argh!
Kilka minut temu jakiś azjata wtargnął do kafejki, oto jak przebiegała nasza rozmowa.
- How much is it?
- You mean the internet?
- Yes yes yes...
- Well, it's six złoty per hour.
- Four?
- No, six.
- Four?
- Six.
- Four, yes?
- No, six.
- Four- upierał się.
- No, i'm affraid it's six- nie dawałem za wygraną.
- How much?
- SIX- powiedziałem tak wyraźnie, jak tylko pozwalał stan do którego mnie ten typ doprowadził i poparłem słowa wzniesieniem sześciu drżących palców.
Skośnooki spojrzał ze zdziwieniem na mnie, na palce, potem znowu na mnie, po chwili jego twarz przybrała wyraz radosnego zrozumienia.
- Five?
- ...
Tłukąc głową o biurko...
...czekam
- How much is it?
- You mean the internet?
- Yes yes yes...
- Well, it's six złoty per hour.
- Four?
- No, six.
- Four?
- Six.
- Four, yes?
- No, six.
- Four- upierał się.
- No, i'm affraid it's six- nie dawałem za wygraną.
- How much?
- SIX- powiedziałem tak wyraźnie, jak tylko pozwalał stan do którego mnie ten typ doprowadził i poparłem słowa wzniesieniem sześciu drżących palców.
Skośnooki spojrzał ze zdziwieniem na mnie, na palce, potem znowu na mnie, po chwili jego twarz przybrała wyraz radosnego zrozumienia.
- Five?
- ...
Tłukąc głową o biurko...
...czekam
piątek, 3 września 2004
Bo najważniejsze...
...to umieć w całym tym otaczającym nas bagnie uchować to piękno, dobro, które dane jest każdemu, choć większość gdzieś je z czasem zatraca i kiedy w wiadomościach mówią o kolejnych bestialstwach, a świat pędzi z dnia na dzień coraz szybciej, umieć zatrzymać się i uśmiechnąć ciepło do tych, którzy na to zasługują.
spokojny czekam
spokojny czekam
*
Osetia 2004
Czeczenia 1994- ?

Pozostawiam do przemyślenia.
To co się dziś stało, było aktem podłego, zwierzęcego skurwysyństwa, dobrze jednak pamiętać przy tym, co zmieniło normalnych ludzi w tak zdeterminowane i bezlitosne kreatury. Marnie mi się żyje ze świadomością, że nie tak daleko stąd od wielu lat dokonuje się bezwzględna eksterminacja małego, lecz dzielnego i krnąbrnego Narodu Czeczeńskiego, świat natomiast ubolewa, czy daje wyraz słusznemu swoją drogą oburzeniu wyłącznie w związku z aktami terroryzmu takimi jak to co stało się dzisiaj. Fakt, łatwo nie zauważać tego co dzieje się gdzieś za horyzontem, a o czym nie mówią codziennie w telewizji- czego oczy nie widzą...
Pozwolę sobie podać jeszcze kilka suchych faktów z historii.
1.1837-1867 r. Wojna rosyjsko-kaukaska. W czasie pierwszej wojny narodowowyzwoleńczej górale północnego Kaukazu z carską Rosją ludność Czeczenii zmalała z 1,5 miliona do 116 tysięcy.
2. 1918-1921 r. Walki Czeczenów z białogwardzistami i bandami bolszewickimi. Zginęło w nich około 30 tyś Czeczenów.
3. 1925-1937 r. Stalinowskie represje. Zamordowano 200 tysięcy Czeczenów.
4. 1944-1957 r. Początek Deportacji całego Narodu Czeczeńskiego na Syberię i do Kazachstanu. Z 530 tysięcy Czeczenów zamordowano 300 tysięcy przede wszystkim kobiet i dzieci (mężczyźni w tym czasie walczyli na froncie przeciw faszystowskim Niemcom).
5. 1994-1996 r. Wojna rosyjsko-czeczeńska. Zginęło w niej 124 tysiące Czeczenów 27 tysięcy zostało kalekami około tysiąca zaginęło bez wieści, 47 tysięcy dzieci zostało sierotami.,
6. We wrześniu 1999 r. wybuchła nowa wojna rosyjsko czeczeńska. W osiem miesięcy zamordowano 25 tysięcy Czeczenów zaginęło bez wieści 15 tysięcy, 35 tysięcy zostało rannych. Z 426 miejsc zamieszkanych w Czeczenii 159 zostało starte z powierzchni ziemi.
Piętnujmy potworności, róbmy wszystko aby ukarać winnych i nie dopuścić do powtórzenia się ich w przyszłości ale, na Boga, starajmy się widzieć wszystko, nie tylko podawane nam wybrane skrawki rzeczywistości.
Wściekły jestem. Na wszystko.
Czekam
Pozostawiam do przemyślenia.
To co się dziś stało, było aktem podłego, zwierzęcego skurwysyństwa, dobrze jednak pamiętać przy tym, co zmieniło normalnych ludzi w tak zdeterminowane i bezlitosne kreatury. Marnie mi się żyje ze świadomością, że nie tak daleko stąd od wielu lat dokonuje się bezwzględna eksterminacja małego, lecz dzielnego i krnąbrnego Narodu Czeczeńskiego, świat natomiast ubolewa, czy daje wyraz słusznemu swoją drogą oburzeniu wyłącznie w związku z aktami terroryzmu takimi jak to co stało się dzisiaj. Fakt, łatwo nie zauważać tego co dzieje się gdzieś za horyzontem, a o czym nie mówią codziennie w telewizji- czego oczy nie widzą...
Pozwolę sobie podać jeszcze kilka suchych faktów z historii.
1.1837-1867 r. Wojna rosyjsko-kaukaska. W czasie pierwszej wojny narodowowyzwoleńczej górale północnego Kaukazu z carską Rosją ludność Czeczenii zmalała z 1,5 miliona do 116 tysięcy.
2. 1918-1921 r. Walki Czeczenów z białogwardzistami i bandami bolszewickimi. Zginęło w nich około 30 tyś Czeczenów.
3. 1925-1937 r. Stalinowskie represje. Zamordowano 200 tysięcy Czeczenów.
4. 1944-1957 r. Początek Deportacji całego Narodu Czeczeńskiego na Syberię i do Kazachstanu. Z 530 tysięcy Czeczenów zamordowano 300 tysięcy przede wszystkim kobiet i dzieci (mężczyźni w tym czasie walczyli na froncie przeciw faszystowskim Niemcom).
5. 1994-1996 r. Wojna rosyjsko-czeczeńska. Zginęło w niej 124 tysiące Czeczenów 27 tysięcy zostało kalekami około tysiąca zaginęło bez wieści, 47 tysięcy dzieci zostało sierotami.,
6. We wrześniu 1999 r. wybuchła nowa wojna rosyjsko czeczeńska. W osiem miesięcy zamordowano 25 tysięcy Czeczenów zaginęło bez wieści 15 tysięcy, 35 tysięcy zostało rannych. Z 426 miejsc zamieszkanych w Czeczenii 159 zostało starte z powierzchni ziemi.
Piętnujmy potworności, róbmy wszystko aby ukarać winnych i nie dopuścić do powtórzenia się ich w przyszłości ale, na Boga, starajmy się widzieć wszystko, nie tylko podawane nam wybrane skrawki rzeczywistości.
Wściekły jestem. Na wszystko.
Czekam
czwartek, 2 września 2004
*
Czwarta nad ranemmmm...
Za tydzień, w piątek koncert Mirosława Czyżykiewicza w Lapidarium- kolejny szczebelek.
Czekam
Za tydzień, w piątek koncert Mirosława Czyżykiewicza w Lapidarium- kolejny szczebelek.
Czekam
Z innej beczki
"Kiedy stałem w przedświcie a Synaj
Prawdę głosił przez trąby wiatru
Zasmreczyły się chmur igliwiem
Bure świerki o góry wsparte
I na niebie byłem ja jeden
Plotąc pieśni w warkocze bukowe
I schodziłem na ziemię za kwestą
Przez skrzydlącą się bramę Lackowej
I był Beskid i były słowa
Zanurzone po pępki w cerkwi baniach
Rozłożyście złotych
Smagających się wiatrem do krwi
Moje myśli biegały końmi
Po niebieskich mokrych połoninach
I modliłem się złożywszy dłonie
Do gór, do Madonny brunatnolicej
A gdy serce kroplami tęsknoty
Jęło spadać na góry sine
Czarodziejskim kwiatem paproci
Rozgwieździła się Bukowina
I był Beskid i były słowa... "
Snif...
Czekam
Prawdę głosił przez trąby wiatru
Zasmreczyły się chmur igliwiem
Bure świerki o góry wsparte
I na niebie byłem ja jeden
Plotąc pieśni w warkocze bukowe
I schodziłem na ziemię za kwestą
Przez skrzydlącą się bramę Lackowej
I był Beskid i były słowa
Zanurzone po pępki w cerkwi baniach
Rozłożyście złotych
Smagających się wiatrem do krwi
Moje myśli biegały końmi
Po niebieskich mokrych połoninach
I modliłem się złożywszy dłonie
Do gór, do Madonny brunatnolicej
A gdy serce kroplami tęsknoty
Jęło spadać na góry sine
Czarodziejskim kwiatem paproci
Rozgwieździła się Bukowina
I był Beskid i były słowa... "
Snif...
Czekam
*
Po pracy poszedłem wysłuchać starszego faceta z ciężką depresją (tak kończy się wdawanie w gadki z klientami), chyba pomogło bo rozmowa skończyła się po ośmiu piwach, zrobieniu ze mnie anioła (sic!) i wspominaniu Himilsbacha, który, jak twierdził mój niecodzienny kompan, był jego serdecznym przyjacielem.
Panie Boże, dziękuję Ci, że stykasz mnie z ciekawymi ludźmi i pozwalasz wzbogacać się poprzez obcowanie z nimi, poznawanie ich historii oraz mądrości będącej owocem ich żywotów. Tylko czemu robisz to tak często?
Panie Boże, dziękuję Ci, że stykasz mnie z ciekawymi ludźmi i pozwalasz wzbogacać się poprzez obcowanie z nimi, poznawanie ich historii oraz mądrości będącej owocem ich żywotów. Tylko czemu robisz to tak często?
Uuuuu...
"Chciałem podziękować twoim rodzicom, bo mógłbym tu teraz siedzieć z jakimś ch..." - taki oto toast został wzniesiony dziś rano w jednej z knajp przy Dworcu Zachodnim. Ładny, prawda? :)
Na ciężkim kacu, ale czekam twardo :]
Na ciężkim kacu, ale czekam twardo :]
środa, 1 września 2004
*
Z monopolowego dwa pawilony dalej, dotoczył się bo kilkugodzinnym przez klientów oblężeniu, ekspedient. "Dzicz, pierdolona dzicz!", tak mi powiedział :)
Rozumiem gościa
I w tym zrozumieniu czekam
Rozumiem gościa
I w tym zrozumieniu czekam
*
Rozmowa podpitego, starszego już klienta i pracownika ochrony z kasyna naprzeciwko.
-Za moich czasów...
-...to nie było telewizorów...
-...ale były tramwaje!
Rechocząc czekam :D
W ramach PeEsa: Wiem, mam troszkę w czubie, ale rozśmieszyła mnie ta konweracja; mam też nowy telefon którego bateria wytrzymuje dłużej, niż 10 minut rozmowy, ale nawet mnie gówno to obchodzi. Dobranoc.
-Za moich czasów...
-...to nie było telewizorów...
-...ale były tramwaje!
Rechocząc czekam :D
W ramach PeEsa: Wiem, mam troszkę w czubie, ale rozśmieszyła mnie ta konweracja; mam też nowy telefon którego bateria wytrzymuje dłużej, niż 10 minut rozmowy, ale nawet mnie gówno to obchodzi. Dobranoc.
*
Wyściubiłem przed chwilką nos na świat. Chłodno, mgła, doskonała pogoda na siedzenie pod kocem przy kominku, siorbanie grzanego wina i rozprawianie szeptem o rzeczach tak delikatnych, że na codzień ludziom przez gardło (a większości nawet myśl) nie przechodzą.
Patrzcie jaki się człowiek pomysłowy robi, jak musi każdą prawie noc spędzać w podziemiach "Centralnego"! :)
To co zwykle na koniec notki
Patrzcie jaki się człowiek pomysłowy robi, jak musi każdą prawie noc spędzać w podziemiach "Centralnego"! :)
To co zwykle na koniec notki
*
Dwa miesiące bez papierosów- smutna to... hmmm, miesiączka?
Z innej beczki: gór mi się chce jak jasna cholera, zaczyna się najpiękniejszy w roku okres żyby się "na wysokości" włóczyć; jeżeli skutecznie zakombinuję, to może w październiku coś się uda na tym odcinku frontu zwojować, pięknie by było (na marginesie, dopiero przed chwilą sobie z tej pilnej potrzeby sprawę zdałem).
WBK - "Kołysanka dla Joanny"
Czekam za dwóch
Z innej beczki: gór mi się chce jak jasna cholera, zaczyna się najpiękniejszy w roku okres żyby się "na wysokości" włóczyć; jeżeli skutecznie zakombinuję, to może w październiku coś się uda na tym odcinku frontu zwojować, pięknie by było (na marginesie, dopiero przed chwilą sobie z tej pilnej potrzeby sprawę zdałem).
WBK - "Kołysanka dla Joanny"
Czekam za dwóch
Sami swoi
Poszło nieźle, nie chcę od razu ogłaszać jakiegoś spektakularnego sukcesu, bo los ma w takich wypadkach irytującą tendencję do robienia mi wbrew.
Zabawne, ale rano dzień zapowiadał się fatalnie bo oto skończyła się kawa- w dwa dni dałem radę wypić 100g opakowanie Nescafe, a kiedy już organizm przyzwyczaił się do końskich dawek kofeiny, jej dostawy ustały. Później na szczęście było już tylko wesoło, dwie z trzech zasiadających w komisji osób znałem: jedną z czasów dziennikarstwa (i boję się, że mogła mnie sobie przypomnieć), druga natomiast wykładała mi w zeszłym roku podstawy psychologii, innymi słowy poczułem, że wracam na stare śmieci a jednocześnie zacząłem spoglądać na innych tak jak stary wiarus patrzy na rekrutów. Stałem się z tego powodu idolem jakiegoś trzydziestolatka, który wyglądał na wyraźnie speszonego rozmową i potrzebował kogoś, komu mógłby potowarzyszyć jako osobisty Toadie; z niemałym wysiłkiem udało mi się zgubić go dopiero koło Rotundy. :)
Czekam
Zabawne, ale rano dzień zapowiadał się fatalnie bo oto skończyła się kawa- w dwa dni dałem radę wypić 100g opakowanie Nescafe, a kiedy już organizm przyzwyczaił się do końskich dawek kofeiny, jej dostawy ustały. Później na szczęście było już tylko wesoło, dwie z trzech zasiadających w komisji osób znałem: jedną z czasów dziennikarstwa (i boję się, że mogła mnie sobie przypomnieć), druga natomiast wykładała mi w zeszłym roku podstawy psychologii, innymi słowy poczułem, że wracam na stare śmieci a jednocześnie zacząłem spoglądać na innych tak jak stary wiarus patrzy na rekrutów. Stałem się z tego powodu idolem jakiegoś trzydziestolatka, który wyglądał na wyraźnie speszonego rozmową i potrzebował kogoś, komu mógłby potowarzyszyć jako osobisty Toadie; z niemałym wysiłkiem udało mi się zgubić go dopiero koło Rotundy. :)
Czekam
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)