piątek, 10 września 2004

*

Dzień zaczął się pięknie- wizyta u dentystki, której ze dwa lata nie odwiedzałem, bo po co, prawda? No więc teraz wiem już doskonale po co: żeby później nie dowiadywać się, iż załatwienie wszystkiego, co mi się przez ten czas urodziło, będzie mnie kosztować ponad 1000 (TYSIĄC!!!) złotych. Pal sześć same borrrowanka, bo nigdy jakoś specjalnie się ich nie bałem, ale kiedy dowiaduję się, że będę musiał ponad miesiąc na te przyjemności pracować, to ciężki szlag mnie trafia.

Wniosek dzisiejszy: metoda "na brzydkie kaczątko" sprawdza się do momentu, kiedy chcemy się wreszcie w łabędzia zamienić- nagle trzeba nadrabiać kilkuletnie zaległości i jest to nie tylko praco- i czasochłonne, ale i diablo kosztowne.

Trudno, jakoś podołam :)







Czekam

2 komentarze:

  1. wnioski - masz pewnie prawie 10 zębów do zrobienia...
    ja też już nie chodzę do dentysty, bo 100zł za wizytę to przegięcie!
    no ale zacznę - rodzinka znalazła dentystę za 30zł od plomby (nie pięścią!) i to w normalnych warunkach, tyle że w Markach.
    Pewnie zapłaciłbyś nie 1000,a 300zł...

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem tak, płacę 100-150zł za plombę, pocieszam się świadomością, że mi takie kosztowne cacko nie wypadnie po tygodniu- babka zna się na swoim fachu jak mało kto (mówiąc stylem Szpakowskiego, jest Religą stomatologii). Dodatkowo czeka mnie jeszcze rwanie zęba, całe szczęście na granicy "klawiatury" więc moja aparycja na tym nie ucierpi; w sumie jak sobie w drodze do domu liczyłem, to wyszło mi, że do końca roku powinienem zainwestować w uzębienie ok. 1250zł, zakładając oczywiście, że mi jeszcze czegoś nie znajdą :)


    To chyba ta świadomość sprawia, że mam dziś dobry, wisielczy chumor!

    OdpowiedzUsuń