sobota, 11 września 2004

*

Dopiero wstałem i nic przełomowego jeszcze mi się w głowie nie urodziło; z racji braku dostępu do komputera, zapewne się już dziś nie odezwę- tego głównie ma dotyczyć ten wpis. Plany mam umiarkowanie ambitne: załatwić do końca sprawy uczelniane, poszwędać się trochę a wieczorem zaliczyć jeszcze koncert w Lapidarium, czyli mieć się jako tako i walczyć conajmniej o utrzymanie tego stanu.
Choć nie wiem co mi ten dzień przyniesie i nie mam żadnych powodów by się czegoś szczególnego spodziewać, mogę obiema łapami (wszak piszę dziesięciopalcowo) dopisać na końcu to, co zwykle:








Czekam

3 komentarze:

  1. Ja, dla odmiany wstałam o 10:00,w humorze wyśmienitym;przy śniadaniu pokłóciłam się z mamą...a teraz pójdziemy do Świątyni i będziemy prezentowały postawę szczęśliwej, zgodnej katolickiej rodziny.Mama, tata i ich chora córeczka...ech..mogłabym jeszcze, ale nie będę Ci zaśmiecać miejsca...:-(

    OdpowiedzUsuń
  2. Niczego mi nie zaśmiecasz :)

    OdpowiedzUsuń
  3. :-)to powiedz mi jeszcze, co z tym Twoim telefonem, bo ja już nie wiem, czy jest ten sam, czy nie...

    OdpowiedzUsuń