poniedziałek, 27 września 2004

*

Kac i przeziębienie- co mnie napadło, żeby w środku nocy, wywijając siatką "Królewskich", ciskać się po lesie? Oczywiście wychodząc nie uznałem za stosowne ubrać się po ludzku, bo uroiło mi się, że przemarznę na złość (w myśl zasady "na złość mamie odmrożę sobie uszy"), to jedno mi się zresztą- bez dwóch zdań- udało. W dodatku mam chyba zakwasy paszczowe od gwizdania, nawet nie wiedziałem, że tak można.

Do końca tygodnia pracuję popołudniami, nie wiem tylko czy powinno mnie to cieszyć, czy też wręcz przeciwnie.


Elżbieta Adamiak - "Jesienna zaduma"


EDIT: Jeszcze, motyla noga, wylądowałem (mam nadzieję, że nie na cały tydzień) w innej kafejce. PKP.

Czekam

7 komentarzy:

  1. Lepiej się cieszyć niż smucić ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. no to mama pewnie jest "usatysfakcjonowana"
    ;P

    a tak poważnie ...
    to teraz szybko dochodź do siebie.

    "Czy warto było szleć tak ...?"
    :)

    OdpowiedzUsuń
  3. miloscia-pachnaca27 września 2004 07:19

    no to ja z błyskiem w oku mówie,ze może jednak ...sie uda :)

    OdpowiedzUsuń
  4. listy-do-spalenia27 września 2004 08:19

    "zakwasy paszczowe" podoba mi sie to stwierdzenie :) muszę wpisac do słownika :)

    OdpowiedzUsuń
  5. no jak zakwasy paszczowe, to trzeba paszczę rozmasować!

    no i proszę - jesteś mobilny! zmieniasz miejsca pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ..a coś tam wygwizdywał że aż zakwasiki się zrobiły?? ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cały wygwizdywalnty repertuar Turnaua, conieco SDMu i nieśmiertelną "Kołysankę dla Joanny" WBK. Pewnie jeszcze kilka przypadkowych utworów ale teraz już tego nie pamiętam. :)

    OdpowiedzUsuń