Znowu przegiąłem z kawą, więc zamiast siąść jak człowiek i przerobić ten fragment materiału który mi jeszcze został (raptem 80 stron), cwałuję tam i spowrotem po domu i ogrodzie rycząc bez opamiętania "Niebo do wynajęcia" Roberta Kasprzyckiego. Zamiast koncentracji serwuję sobie już drugi dzień jakiś cyrk który nie ma zupełnie nic wspólnego z nauką. Argh!
Czekam
wtorek, 31 sierpnia 2004
poniedziałek, 30 sierpnia 2004
*
Fajną notkę przed chwią napisałem- o pryszczach była, nabytych ostatnio przez tubylców chorobach wenerycznych i moich przeżyciach wewnętrzych, kiedy musiałem o tym wszystkim przez godzinę słuchać. Szkoda, że w oddanej do mojej dyspozycji klawiaturze istnieje guzik, który w kombinacji z innym klawiszem (nie jest to bynajmniej słynne "alt+F4") zamyka używane aktualnie okno, bo i Wy moglibyście o tym wszystkim przeczytać. Ręce opadają.
(cytując za Stuhrem) Niech mnie ktoś przytuli...
Czekam
(cytując za Stuhrem) Niech mnie ktoś przytuli...
Czekam
Praca, praca, praca
Dworzec Centralny powitał mnie charakterystyczną mieszanką woni- tu kebab, tam urynka, tu kwiaty, kilka kroków dalej pijaczek w sosie własnym; zrozpaczony jakoś strasznie nie jestem- odpocząłem przez ostatnie dwa tygodnie, dodatkowo wrzesień przepracuję na pół etatu a więc będzie więcej czasu na życie, nie tylko sen i kafejkę. Moje plany na dzień 30 sierpnia zakładały wzmożony wysiłek naukowy w związku z tym, że w środę czeka mnie rozmowa kwalifikacyjna na SNS, nie boję się jakoś strasznie, tym bardziej, że rok temu przeszedłem ją z jednym z lepszych wyników, jednak wypadałoby przeczytać lekturę wokół której cała dyskusja będzie się toczyć. Problem polega na tym, że do 15 chodziłem jak pijany i nie mogąc skupić się na Frommie, usiłowałem stanąć na nogi dzięki kawie; nie pamiętam dokładnie ile kubków w siebie wlałem ale od trzeciej po południu zaczęło mnie nosić i zamiast siąść w skupieniu, pląsałem/brykałem po domu jak głupi, wygwizdując wszystkie znane mi melodie (włącznie z radzieckimi marszami wojskowymi). Ostatecznie, cały "chodząc" przebrnąłem przez ok. 50 stron i pomknąłem pobiegać do lasu (po raz pierwszy od dawna ze zwierzęcej potrzeby, nie zaś powodowany rozsądkiem czy troską o własną kondycję), teraz natomiast łudzę się, że w pustej kafejce będę się w stanie w pełni poświęcić "Ucieczce od wolności". Żeby było śmieszniej, książka szalenie mnie wciągnęła i kiedy tylko okoliczności nie stoją na przeszkodzie, łykam kolejne strony ze szczerym zainteresowaniem.
Na koniec słów kilka o olsztyńskim wypadzie: bawiłem się pierwszorzędnie, "wieszszoru to ja tam szszeźwo żadnego nie wiziałem", za to za dnia poznawałem miasto, które nagle okazało się być o wiele większym i jeszcze piękniejszym niż myślałem. Rolę przewodnika i kompana w czasie piwnych libacji spełniała dzielnie BeKa, która wzbudziła mój niekryty podziw zdolnością zapanowania nad zgrają rozpieranych przez energię oraz alkochol nastolatek, dwoma kotami i mną na dokładkę. Podsumowując: z całych dwóch tygodni "urlopu" najbardziej wypocząłem w ostatni weekend, podładowałem pozytywną energią miasta i mieszkańców, zachwyciłem niskimi cenami i odetchnąłem świeżym powietrzem, za co serdecznie organizatorom wycieczki dziękuję.
Ps. Wciąż sen z powiek spędza mi pytanie, skąd się ta cholerna Łyna wzięła; kiedy do czegoś w tej materii dojdę- z pewnością obwieszczę wszem i wobec, jeśli natomiast nic ponad to co już wiem nie znajdę, wtedy spłynę po niej w akcie zemsty kajakiem, opcjonalnie oflagowany i skandujący wywrotowe hasła.
Czekam
Na koniec słów kilka o olsztyńskim wypadzie: bawiłem się pierwszorzędnie, "wieszszoru to ja tam szszeźwo żadnego nie wiziałem", za to za dnia poznawałem miasto, które nagle okazało się być o wiele większym i jeszcze piękniejszym niż myślałem. Rolę przewodnika i kompana w czasie piwnych libacji spełniała dzielnie BeKa, która wzbudziła mój niekryty podziw zdolnością zapanowania nad zgrają rozpieranych przez energię oraz alkochol nastolatek, dwoma kotami i mną na dokładkę. Podsumowując: z całych dwóch tygodni "urlopu" najbardziej wypocząłem w ostatni weekend, podładowałem pozytywną energią miasta i mieszkańców, zachwyciłem niskimi cenami i odetchnąłem świeżym powietrzem, za co serdecznie organizatorom wycieczki dziękuję.
Ps. Wciąż sen z powiek spędza mi pytanie, skąd się ta cholerna Łyna wzięła; kiedy do czegoś w tej materii dojdę- z pewnością obwieszczę wszem i wobec, jeśli natomiast nic ponad to co już wiem nie znajdę, wtedy spłynę po niej w akcie zemsty kajakiem, opcjonalnie oflagowany i skandujący wywrotowe hasła.
Czekam
niedziela, 29 sierpnia 2004
*
Wróciłem, nie mam teraz niestety ani chwili żeby napisać coś więcej, własciwie to wpadłem tylko po to by przypomnieć, że
...czekam. :]
...czekam. :]
sobota, 28 sierpnia 2004
*
Bawię się przednio, poznaję okolicę, kombinuję nad tym, kto mógł nazwać rzekę Łyna Łyną właśnie
...i czekam oczywiście :)
...i czekam oczywiście :)
piątek, 27 sierpnia 2004
*
Plecak jest, buty są (choć w jednym zaczyna odpadać podeszwa), humor, jaki by nie był, także zabieram ze sobą. Olsztynie, nadchodzę!
Czekam (postaram się w miarę możliwości przypominać o tym codziennie :) )
Czekam (postaram się w miarę możliwości przypominać o tym codziennie :) )
czwartek, 26 sierpnia 2004
*
Zacznę od wyjaśnienia- nie mogę zasnąć a coś robić muszę, tyle tytułem wstępu.
Wczoraj śniło mi się, że stałem na placu apelowym w towarzystwie różnych młodych ludzi (część z nich poznałem, większość pamiętam Związku Strzeleckiego), ustawieni w dwuszeregu czekaliśmy, aż bliżej nieokreślona postać przypnie nam plakietkę przypominającą trochę tą, którą dostawało się w trakcie "Kadrówki". Cała ceremonia odbywała się w sposób niechlujny, zamiast przepełnionej powagą ciszy słyszałem opowiadane wesołymi głosami historie, żarty, niektórzy palili (momentalne skojarzenie: "...papieros w kącie warg niedbale uśmiechniętych..."), rozmowy ustawały tylko na chwilę, kiedy postać zbliżała się, by nas udekorować; ponieważ nie wiedziałem do końca co się dzieje i czemu służy cała ta maskarada (wydaje mi się, choć pewności nie mam, że wszyscy byliśmy ubrani w mundury), wziąłem znaczek w palce i spojrzałem od niechcenia. Wrażenie było na tyle silne, że w tej samej chwili się obudziłem- na czerwonej plakietce, białą, prostą czcionką napisane było "Polegli na polu chwały".
Paradoksalnie wstałem w dobrym chumorze i po raz pierwszy od wielu nocy nie miałem oporów przed ponownym ułożeniem się do snu (pomimo, że przed chwilą zrobiłem z siebie nieboszczyka), śmieszne, że nigdy nie trafiały mi się sny o zabarwieniu patriotycznie- pośmiertnym. Fajna sprawa, gorąco polecam.
... i czekam, oczywiście
Wczoraj śniło mi się, że stałem na placu apelowym w towarzystwie różnych młodych ludzi (część z nich poznałem, większość pamiętam Związku Strzeleckiego), ustawieni w dwuszeregu czekaliśmy, aż bliżej nieokreślona postać przypnie nam plakietkę przypominającą trochę tą, którą dostawało się w trakcie "Kadrówki". Cała ceremonia odbywała się w sposób niechlujny, zamiast przepełnionej powagą ciszy słyszałem opowiadane wesołymi głosami historie, żarty, niektórzy palili (momentalne skojarzenie: "...papieros w kącie warg niedbale uśmiechniętych..."), rozmowy ustawały tylko na chwilę, kiedy postać zbliżała się, by nas udekorować; ponieważ nie wiedziałem do końca co się dzieje i czemu służy cała ta maskarada (wydaje mi się, choć pewności nie mam, że wszyscy byliśmy ubrani w mundury), wziąłem znaczek w palce i spojrzałem od niechcenia. Wrażenie było na tyle silne, że w tej samej chwili się obudziłem- na czerwonej plakietce, białą, prostą czcionką napisane było "Polegli na polu chwały".
Paradoksalnie wstałem w dobrym chumorze i po raz pierwszy od wielu nocy nie miałem oporów przed ponownym ułożeniem się do snu (pomimo, że przed chwilą zrobiłem z siebie nieboszczyka), śmieszne, że nigdy nie trafiały mi się sny o zabarwieniu patriotycznie- pośmiertnym. Fajna sprawa, gorąco polecam.
... i czekam, oczywiście
*
Koszmarny dzień, kompletnie nie mogę się skupić, z sobie tylko znanych powodów usiłowałem się uczyć w Parku Saskim (i fakt, znam te powody) jednak po dwóch godzinach zrezygnowałem. Stan ducha możnaby zamknąć w słowie "beznadzieja", pocieszam się tym kilkudniowym wypadem do Olsztyna, jednak dziś nawet to nie zmienia faktu, że od rana chodzę ze ściśniętym gardłem. Wiem, że to irracjonalne i najpóźniej jutro mi minie, ale w tym momencie mam do świata żal, a na siebie jestem wściekły. Nic to, przeżyję.
Czekam
Czekam
*
Od dwóch dni czuję się głupszy niż zwykle, nie wiem z czego ta umysłowa ociężałość może wynikać, ale kawa nie pomaga, spokojny sen nie istnieje a książki z gatunku "ambitne" się skończyły, zresztą pewnie i tak nic bym z nich nie zrozumiał.
Czekam
Czekam
środa, 25 sierpnia 2004
*
Skoro już jestem przy życzeniach, mam jeszcze jedno- chciałbym być lepszym człowiekiem.
Ze spaniem nie wyszło, więc może chociaż to...
Ze spaniem nie wyszło, więc może chociaż to...
Petycja
Ja mam ogromną prośbę do Stwórcy, aby pozwolił mi raz jeden zasnąć bez przewracania się godzinami z boku na bok i obdarzył kilkoma godzinami drzemki spokojnej i pustej- żadnych snów, po których boję się ponownie ślepia zamknąć. Z góry, czy raczej dołu, dziękuję.
Dominik
Czekam
Dominik
Czekam
Dwanaście groszy
Jakiś czas temu schowałem do kieszeni grosik "na szczęście" (wiem, głupie to ale desperaci mi podobni wszystkiego się czepią), nie spełniło się może to na co tak czekam, mam za to pantalony wypchane monetami. Wszystko przez to, że w pewnym momencie do jednej kieszeni trafił mój szczęściarz i reszta za piwo- nie mogłem stwierdzić który pieniążek jest Tym Specjalnym, więc zacząłem nosić wszystkie, nie wywalę przecież swojego biletu do nieba; momenty podobnej nieuwagi przytrafiły mi się już razy kilka, a nagromadzony przy ich okazji fart niebawem rozerwie mi kieszeń i tyle będzie z niego ostatecznie pożytku.
Głupie, nie?
Głupie, nie?
*
To ja wyjaśnię, czytać poszedłem po napisaniu notki, wróciłem jak już liter nie widziałem, po czym wybrałem się do spożywczaka po chleb. Jeżeli ktoś jest zdziwiony tym, że można wydreptać po pieczywo a skończyć na piciu piwa to przepraszam, też tego w sposób logiczny wytłumaczyć nie potrafię. Najfajniejszy był z tego wszystkiego powrót do domu w godzinach bardziej już wczesnych, niż późnych- długa, dwupasmowa droga, poszarpane ulewnym deszczem ciemności, wielkie kałuże oraz pijaniuteńki ja człapiący przez sam środek z piwem w prawicy, chlllebem w lewicy i "Czwartą nad ranem" na ustach.
Znów obudziły mnie koszmary.
Czekam
Znów obudziły mnie koszmary.
Czekam
wtorek, 24 sierpnia 2004
*
"Czasem czuję się jak Chrystus
Opuszczony przez nich wszystkich
Zanim zapiał trzeci kogut
Zanim ogród nie przemówił
Prorok nieśmiałych
Profeta niskich
Obrońca upadłych
Krzyż żeliwny"
Robert Kasprzycki - "Prorok nieśmiałych"
Idę poczytać do lasu bo znów się we łbie kiełbasi.
Czekam
Opuszczony przez nich wszystkich
Zanim zapiał trzeci kogut
Zanim ogród nie przemówił
Prorok nieśmiałych
Profeta niskich
Obrońca upadłych
Krzyż żeliwny"
Robert Kasprzycki - "Prorok nieśmiałych"
Idę poczytać do lasu bo znów się we łbie kiełbasi.
Czekam
Przemyślałem wszystko jeszcze raz...
...i doszedłem to tych samych- co wczoraj- wniosków, jednak nie o tym teraz. Przeczytałem wczorajszą notkę- tasiemca i uznałem, że nie może być tak patetycznie z wierzchu, dlatego też nie mając nic lepszego do napisania, pozwolę sobie uraczyć Was tym co wyszperałem w książce Tuwima Juliana (sam jej tytuł także jest perełką, lecz nie będę go na razie zdradzać- może się jeszcze przydać).

Dodam jeszcze, że w innym miejscu Mistrz sarka nieco na ludzi którzy uciekają się do metody "mącenia własnej wody, aby się głębszą wydawała".
Bry? :)
Dodam jeszcze, że w innym miejscu Mistrz sarka nieco na ludzi którzy uciekają się do metody "mącenia własnej wody, aby się głębszą wydawała".
Bry? :)
poniedziałek, 23 sierpnia 2004
*
Przemyślałem sobie wszytko
doszedłem (czy może raczej dosiedziałem) do wniosku
jeżeli coś jest mnie w stanie pozbawić nadziei, to Bóg/los/szatan/cokolwiek, musi wytoczyć znacznie cięższą artylerię
bo ja nadal czekam
doszedłem (czy może raczej dosiedziałem) do wniosku
jeżeli coś jest mnie w stanie pozbawić nadziei, to Bóg/los/szatan/cokolwiek, musi wytoczyć znacznie cięższą artylerię
bo ja nadal czekam
Ciemna noc
Człowieku dźwigający,
Usiądź ze mną.
Pomilczymy, popatrzymy
W tę noc ciemną.
Zdejm ze siebie
Kufer dębowy
I odpocznij.
W ciemną noc wlepimy razem
Ludzkie oczy.
Mówić trudno. Nosza ciężka.
Chleb kamienny.
Mówić na nic. Dwa kamienie
W nocy ciemnej.
Julian Tuwim
Usiądź ze mną.
Pomilczymy, popatrzymy
W tę noc ciemną.
Zdejm ze siebie
Kufer dębowy
I odpocznij.
W ciemną noc wlepimy razem
Ludzkie oczy.
Mówić trudno. Nosza ciężka.
Chleb kamienny.
Mówić na nic. Dwa kamienie
W nocy ciemnej.
Julian Tuwim
Notka przygotowana zawczasu
Od wczoraj (piątek) aż do poniedziałku, nie mam dostępu do internetu (telekomuna daje ostatnio czadu i średnio przez 10 dni w miesiącu serwuje mi awarie neostrady), wykombinowałem więc sobie, że może warto co śmieszniejsze przygody (czyt. notki potencjalne), które w tym czasie mi się przydarzą, zapisać i wrzucić na bloga, kiedy będę już miał ku temu sposobność. Zrobiłem kilka podejść ich archiwizacji ale jedyne co udało mi się ostatecznie zapisać to to, że taki pomysł miałem i kompletnie nic z niego nie wyszło.
Czekam
Czekam
*
Ze sceny
"Wy w ciemnościach - reflektory chronią was -
Oświetlając tylko scenę, na niej mnie!
Jak na dłoni widać mą stężałą twarz,
Gdy przez mrok próbują oczy przebić się!
Mikrofony wychwytują każdy dźwięk,
Mój najlżejszy oddech usłyszycie stąd!
Ja przemogę sztywność zaciśniętych szczęk
Wstrzymam myśli niekontrolowany prąd!
Ja tu na krótko! Kochani - pozwolicie?
Przed wami chcę naprawdę szczerze się wysilić!
To dla was chwila, dla mnie całe życie!
Nim zniknę - niech pokrzyczę krótką chwilę!
Każdy chce mieć i każdy tak czy owak ma
Tę krótką chwilę między wejściem swym i wyjściem!
Każdy na jakimś instrumencie gra,
Choć nie każdego oklaskuje się rzęsiście.
Lecz ja - ja wiem, ta krótka chwila długo trwa,
Ale mam tyle, drodzy, wam do powiedzenia!
Tylko przeszkadza mi ta za kurtyną twarz
I ciągły szept, że to już koniec przedstawienia!
Nie! Jeszcze trochę! Mamy czas! Bo widzicie
Do stracenia nikt z nas nie ma nic - i tyle!
A więc krzyczmy! Krótką chwilę - całe życie!
Nim znikniemy - głośno krzyczmy krótką chwilę!
Gwiżdże ktoś - nie mówię nic, nie było nic!
Ja mikrofon mam i ja mam teraz głos!
Tam, za kulisami wy! Możecie iść!
Przejmuję program i prowadzę dalej go!
Nie przerywać! Tego, co warcholi - precz!
Nie dla niego tutaj płuca w strzępy rwę!
Hej, akustyk! Chrypnę! Gorzej słychać mnie!
Silniej wzmacniacz! Głos mój teraz musi brzmieć!
Rozciągnąć czas! Hej, wy tam, w mroku - czy wierzycie
Mnie, który wie jak się w epokę zmienia chwilę?
Otwórzcie drzwi! I zaraz zobaczycie
Jak marny czas, co gnębił nas, zostaje w tyle!
Ktoś mi tutaj może powie, że już charczę,
Że już nie rozróżnia poszczególnych słów,
Ale mnie śpiewania jeszcze nie wystarczy!
Jeśli przerwę - nigdy nie zaśpiewam znów!
Nowych chwytów na gitarze nie wyćwiczę,
Ale starych jeszcze dość - ja się nie mylę!
Całe życie z sensem krzyczę, całe życie!
Więc pokrzyczę jeszcze póki mam tę chwilę!
Co się stało!? Czemu ten reflektor zgasł?
Kto wyłączył mikrofony mi?
Gdzie jesteście, kto stąd wyprowadził was?
Kto zatrzasnął między nami drzwi?!
Niech chociaż skończę! Bez pointy odchodzicie!
A ma być śmieszna, najważniejsza, w wielkim stylu!
I potrwa chwilę! Jedną w całym życiu!
Nim zniknę... niech rozśmieszę was na chwilę..."
Jacek Kaczmarski
Wreszcie sie udało, chciałem bardzo podziękować dobrym duszom które za mnie stosowne notki wklepały. Powtarzając za Kaczmarskim- "Nim zniknę... niech rozśmieszę was na chwilę..."
Czekam
"Wy w ciemnościach - reflektory chronią was -
Oświetlając tylko scenę, na niej mnie!
Jak na dłoni widać mą stężałą twarz,
Gdy przez mrok próbują oczy przebić się!
Mikrofony wychwytują każdy dźwięk,
Mój najlżejszy oddech usłyszycie stąd!
Ja przemogę sztywność zaciśniętych szczęk
Wstrzymam myśli niekontrolowany prąd!
Ja tu na krótko! Kochani - pozwolicie?
Przed wami chcę naprawdę szczerze się wysilić!
To dla was chwila, dla mnie całe życie!
Nim zniknę - niech pokrzyczę krótką chwilę!
Każdy chce mieć i każdy tak czy owak ma
Tę krótką chwilę między wejściem swym i wyjściem!
Każdy na jakimś instrumencie gra,
Choć nie każdego oklaskuje się rzęsiście.
Lecz ja - ja wiem, ta krótka chwila długo trwa,
Ale mam tyle, drodzy, wam do powiedzenia!
Tylko przeszkadza mi ta za kurtyną twarz
I ciągły szept, że to już koniec przedstawienia!
Nie! Jeszcze trochę! Mamy czas! Bo widzicie
Do stracenia nikt z nas nie ma nic - i tyle!
A więc krzyczmy! Krótką chwilę - całe życie!
Nim znikniemy - głośno krzyczmy krótką chwilę!
Gwiżdże ktoś - nie mówię nic, nie było nic!
Ja mikrofon mam i ja mam teraz głos!
Tam, za kulisami wy! Możecie iść!
Przejmuję program i prowadzę dalej go!
Nie przerywać! Tego, co warcholi - precz!
Nie dla niego tutaj płuca w strzępy rwę!
Hej, akustyk! Chrypnę! Gorzej słychać mnie!
Silniej wzmacniacz! Głos mój teraz musi brzmieć!
Rozciągnąć czas! Hej, wy tam, w mroku - czy wierzycie
Mnie, który wie jak się w epokę zmienia chwilę?
Otwórzcie drzwi! I zaraz zobaczycie
Jak marny czas, co gnębił nas, zostaje w tyle!
Ktoś mi tutaj może powie, że już charczę,
Że już nie rozróżnia poszczególnych słów,
Ale mnie śpiewania jeszcze nie wystarczy!
Jeśli przerwę - nigdy nie zaśpiewam znów!
Nowych chwytów na gitarze nie wyćwiczę,
Ale starych jeszcze dość - ja się nie mylę!
Całe życie z sensem krzyczę, całe życie!
Więc pokrzyczę jeszcze póki mam tę chwilę!
Co się stało!? Czemu ten reflektor zgasł?
Kto wyłączył mikrofony mi?
Gdzie jesteście, kto stąd wyprowadził was?
Kto zatrzasnął między nami drzwi?!
Niech chociaż skończę! Bez pointy odchodzicie!
A ma być śmieszna, najważniejsza, w wielkim stylu!
I potrwa chwilę! Jedną w całym życiu!
Nim zniknę... niech rozśmieszę was na chwilę..."
Jacek Kaczmarski
Wreszcie sie udało, chciałem bardzo podziękować dobrym duszom które za mnie stosowne notki wklepały. Powtarzając za Kaczmarskim- "Nim zniknę... niech rozśmieszę was na chwilę..."
Czekam
niedziela, 22 sierpnia 2004
sobota, 21 sierpnia 2004
piątek, 20 sierpnia 2004
Julian Tuwim wielkim poetą był
JAK BOLESŁAW LEŚMIAN NAPISAŁBY WIERSZYK
"WLAZŁ KOTEK NA PŁOTEK"
Na płot, co własnym swoim płoctwem przerażony,
Wyziorne szczerzy dziury w sen o niedopłocie,
Kot, kocurzak miauczurny, wlazł w psocie-łaskocie
I podwójnym niekotem ściga cień zielony.
A ty płotem, kociugo, chwiej,
A ty kotem, płociugo, hej!
Bezślepia, których nie ma, mrużąc w nieistowia
Wikłające się w plątwie śpiewnego mruczywa,
Dziewczynę-rozbiodrzynę pod pierzynę wzywa
Na bezdosyt całunków i mękę ustowia.
A ty płotem, kociugo, chwiej,
A ty kotem, płociugo, hej!
Julian Tuwim
Żeby się ten dzień jakoś lepiej jednak zaczął.
"WLAZŁ KOTEK NA PŁOTEK"
Na płot, co własnym swoim płoctwem przerażony,
Wyziorne szczerzy dziury w sen o niedopłocie,
Kot, kocurzak miauczurny, wlazł w psocie-łaskocie
I podwójnym niekotem ściga cień zielony.
A ty płotem, kociugo, chwiej,
A ty kotem, płociugo, hej!
Bezślepia, których nie ma, mrużąc w nieistowia
Wikłające się w plątwie śpiewnego mruczywa,
Dziewczynę-rozbiodrzynę pod pierzynę wzywa
Na bezdosyt całunków i mękę ustowia.
A ty płotem, kociugo, chwiej,
A ty kotem, płociugo, hej!
Julian Tuwim
Żeby się ten dzień jakoś lepiej jednak zaczął.
Cigaretten
Dziwnie się czuję, kiedy zamiast "pod papierosa", muszę wódkę popijać, jakoś mi także koślawo, gdy siedząc w nastroju pieskim a miejscu odludnym, nie mogę zapalić i jestem skazany na wybijanie palcami improwizowanych marszów. Jeszcze dwa miesiące temu mogłem karmić samcze ego czerwonymi Marlboro, które przypalałem swoim kochanym Zippo, dziś jako ten kmiot pakuję łapy do kieszeni i... tyle mogę! Wiele jest sytuacji, w których papieros zdawał mi się zawsze buławą każdego prawdziwego faceta, teraz jednak, kiedy znajomi, rodzina i wszyscy ci, których dumni rodzice powiadomili, nie mogą wyjść z podziwu dla chartu ducha jakim się w walce z nałogiem wykazałem stwierdzam, że tu dopiero pokazałem jaki ze mnie gość! Najlepsze w tym wszystkim, że dla siebie samego, jeszcze wiele lat nie brałbym nawet pod uwagę czegoś tak niedorzecznego jak rozbrat z papieroskami! Popolupo!
Czekam
Czekam
czwartek, 19 sierpnia 2004
środa, 18 sierpnia 2004
Sorry
Ja chciałem bardzo przeprosić za te notki wczorajsze wieczorne (swoją drogą cytat z Guano Apes wziął mi się z księżyca chyba). :)
Wciąż jeszcze wstawion, czekam :]
Wciąż jeszcze wstawion, czekam :]
*
Wyszło nieźle, choć wódeczka jakoś szybko mnie zmogła a i gwiazd nie uświadczyłem. Z drugiej strony wstałem o 6 rano rześki jak żadko i bez śladu kaca, chomorek także mi od rana dopisuje i jakoś bardziej chce się żyć. Dobrego dnia ludzikowie!
SDM - "Opadły mgły, wstaje nowy dzień"
Czekam
SDM - "Opadły mgły, wstaje nowy dzień"
Czekam
wtorek, 17 sierpnia 2004
"Wakacje", dzień drugi
Odchorowałem już, z większym niż zwykle wysiłkiem odfajkowałem codzienną porcję ćwiczeń, książkę poczytałem, kupiłem wódkę. Po zmroku pójdę do lasu- mam tam taką polankę- zamierzam położyć się plackiem na ziemi i gapic w niebo; sam, tradycyjnie- jak na konserwatystę przystało.
Robert Kasprzycki - "Brudny autobus do stacji Golgota"
Czekam
Robert Kasprzycki - "Brudny autobus do stacji Golgota"
Czekam
poniedziałek, 16 sierpnia 2004
Plany na dziś
Poćwiczyć, pojechać do centrum i odwalić sprawy naukowe, opcjonalnie znaleźć kompanów do picia, nawalić się gdzieś, mieć się dobrze. Powinno się udać.
Czekam
Czekam
niedziela, 15 sierpnia 2004
*
Przyszedł klient, randek szuka w sieci, nie potrafi jednak posługiwać się komputerem więc muszę stać nad nim i co chwilę wykonywać zupełnie podstawowe czynności. Po dłuższych staraniach udało mi się wydłubać jakiś serwis matrymonialny, wchodzę więc i nacinam się na menu w którym chcą ode mnie dokładniejszych wymagań odnośnie poszukiwanych osób. Konsultuję z Klientem kolejne parametry przyszłej-matki-jego-dzieci (a świstak siedzi...) i tak wybieramy płeć, wiek, preferencje (tu gość nauczył się co oznacza słowo "heteroseksualny"), wreszcie docieramy do zakładki "w jakim celu"; mijają sekundy, facet wpatruje się w ekran po czym przenosi wzrok na mnie i głosem filozofa stawia, nie wiem- sobie czy mnie- pytanie: "Właśnie, w jakim celu?".
Auuuuuuuuuuuuuuuuuu!!!
Auuuuuuuuuuuuuuuuuu!!!
*
Jeszcze tylko kilka godzin i przez dwa tygodnie będę mógł odpoczywać od tego pasażu, szwendać się po lesie, pić piwo z przyjaciółmi, śpiewać "Majkę", leżeć nocą na trawie i wypatrywać spadających gwiazd, wypowiadając ciągle jedno i to samo życzenie...
...no i czekać, ale to chyba oczywiste :)
...no i czekać, ale to chyba oczywiste :)
*
Śliczny dziś poranek, oby cały dzień wyglądał podobnie.
Bry, ludzikowie!
Raz Dwa Trzy - "W wielkim mieście"
Bry, ludzikowie!
Raz Dwa Trzy - "W wielkim mieście"
sobota, 14 sierpnia 2004
*
Właśnie dowiedziałem się, że zmarł Czesław Miłosz.
Nigdy nie zaliczałem się do grona miłośników jego poezji, nie podzielałem też głoszonych przez niego poglądów, ale poruszyła mnie ta śmierć, był jednym z ludzi- zdać by się mogło- niesmiertelnych, a tu coś takiego...
Nigdy nie zaliczałem się do grona miłośników jego poezji, nie podzielałem też głoszonych przez niego poglądów, ale poruszyła mnie ta śmierć, był jednym z ludzi- zdać by się mogło- niesmiertelnych, a tu coś takiego...
*
Stojący w kafejce automat Nescafe posiada pojemniki na cukier, kawę i mleko w proszku; w zależności od kaprysu managera który odpowiada za ustawianie proporcji, pijemy przesłodzoną lurę, brązowawe mleko albo to, co mam dziś a czego jeszcze nie... hmmm, doświadczałem? O ile we wszystkich poprzednich wariacjach można się było domyślać obecności każdego z ingredientów, o tyle dzisiejsze menu jest ABSOLUTNIE nie do wypicia, odnoszę wrażenie jakby w mieszance było tylko mleko oraz wielokrotność dopuszczalnej ilości kawy. Nie kryję- ostatecznie łyk który na początku zrobiłem, postawił mnie na nogi lecz wpierw mnie z nich spektakularnie (do tego stopnia, że klient wpadł w niekontrolowany rechot) zwalił. Cały jestem jeszcze w dygocie :D
I chumor mam jakiś podejrzanie dobry, wstałem rano i stwierdziłem, że świat o tej porze także potrafi być piękny, poturbowałem się kawą i jeszcze się cieszę- paranoja!
Czekam :]
I chumor mam jakiś podejrzanie dobry, wstałem rano i stwierdziłem, że świat o tej porze także potrafi być piękny, poturbowałem się kawą i jeszcze się cieszę- paranoja!
Czekam :]
piątek, 13 sierpnia 2004
O Holender!
Prześmiesznie mi okazał swoją radość pewien mieszkaniec krainy wiatraków, tam i konopii indyjskich- ryknął śmiechem tak, że prawie przyprawił o zawał biednego Nathana, po czym z obłędem w oczach wypalił mi w twarz szereg niewymawialnych ciągów liter i w ułamku sekundy wrócił do kamiennej twarzy, języka angielskiego i grobowego głosu.
Oto co z człowieka potrafi zrobić udane załączenie plików do listu!
Czekam
Oto co z człowieka potrafi zrobić udane załączenie plików do listu!
Czekam
*
Kiedy jestem bardzo śpiący a wstaję, bo wiem, że z jakiegoś powodu muszę, działam jak w amoku i bardzo często to do czego się zabieram wykonuję (pomimo szczerych chęci) niechlujnie. Dziś na przykład znalazłem chwilę na golenie; siedzę tak sobie teraz, podpieram paszczę ręką i poważnie zastanawiam się, czy przypadkiem nie zapomniałem o lewym policzku.
Ps. (kilkanaście minut później) I "PeKaEsa" też sobie niechcący zostawiłem po drugiej stronie tego, co chyba zupełnie jest puste. Masakra.
Ps. (kilkanaście minut później) I "PeKaEsa" też sobie niechcący zostawiłem po drugiej stronie tego, co chyba zupełnie jest puste. Masakra.
czwartek, 12 sierpnia 2004
*
Wspominanie siebie z pijanym klientem to już chyba lekka perwersja, z drugiej jednak strony mogłem mu przytakiwać kiedy mnie zachwalał i nie czuć w związku z tym żadnego zmieszania :)
A już myślałem, że znowu przewegetuję jakoś do rana bez żadnych godnych opisania przygód!
A już myślałem, że znowu przewegetuję jakoś do rana bez żadnych godnych opisania przygód!
środa, 11 sierpnia 2004
*
Kasprzycki na cały pasaż- uczłowieczać się małpy!
Robert Kasprzycki - "Zapiszę śniegiem w kominie"
Robert Kasprzycki - "Zapiszę śniegiem w kominie"
Tak na marginesie...
...dowiedziałem się dziś od Plastusia, że "większą połowę" urlopu zamierza spędzić pod Krakowem, gdzie "pojedzie samolotem".
No tak...
No tak...
A teraz coś z zupełnie innej puszki
Przypomniało mi się właśnie danie konserwowe, jakie mogłem sobie zafundować (nie skorzystałem) wybierając się ostatnio na Mazury. Niby nic, zapewne taki specyfik istnieje od zawsze i na większości wrażenia nie zrobi, ale dla mnie "Smalec z mięsem" brzmi conajmniej komicznie i tym właśnie spostrzeżeniem chciałem się z Wami podzielić z okazji tego, że już kompletnie nie wiem co ze sobą począć.
Frank Sinatra - "I've got You under my skin"
Frank Sinatra - "I've got You under my skin"
*
Dziś w nocy warto ponoć wlepić oczy w niebo, ja jednak znowu pilnuję pustej kafejki i tylko myśli mogę wysłać na powierzchnię.
Grzegorz Turnau - "Na młodość"
Czekam
Grzegorz Turnau - "Na młodość"
Czekam
wtorek, 10 sierpnia 2004
*
W Warszawie pojawiły się ostatnio, będące- jak sądzę- częścią powstańczej histerii, plakaty przedstawiające różne typy dzisiejszych warszawiaków z biało- czerwonymi opaskami i opatrzone wspólnym hasłem "Umierali w słońcu". Przeczytałem, zobaczyłem i faktycznie umarłem (siedząc, ma się rozumieć, po nasłonecznionej stronie autobusu)- przesłanie jest dość oczywiste ale sama sentencja kojarzy mi się z westernem, bądź kampanią na rzecz walki z udarem słonecznym; inną sprawą jest to jakie postaci możemy podziwiać na afiszach- nastolatek z potężną nadwagą, grubymi jak denka od butelek okularami i gatkami które prawdopodobnie zsunęły mu się z zadka, zaraz po zrobieniu zdjęcia, czy nieco starszy chłopak z obłędęm wypisanym na twarzy, któremu z kolei brakuje tylko czarnej koszulki z głową kozy i napisem "szatan szatan szatan". No taka armia z pewnością przegnałaby niemców aż pod Linię Zygfryda! Żeby było jeszcze śmieszniej, niektórzy nadal dziwią mi się, kiedy widząc jak z dzisiejszych polaków usiłuje się robić potencjalnych powstańców, nie wiem czy śmiać się mam czy płakać...
Nie, żebym miał coś do ludzi reprezentujących przedstawione powyżej szablony- znam tylko jedną osobę u której otyłość idzie w parze z niestrawnym chrakterem, a po sześciu miesiącach pracy w Kopalni oswoiłem się także z "wampirami", nie mówiąc już o tym, że kilka z nich szczerze polubiłem. Nie zmienia to jednak faktu, że nie widzę ich na barykadach a sama akcja zamiast chwili zadumy, zafundowała mi tylko kilka minut zdrowego śmiechu.
No nie widzę i już! :)
(po dwóch godzinach)
Może trochę przesadzam. W sumie miała to być notka bardziej na wesoło niż poważnie a wyszedł kolejny lament nad społeczeństwem.
Nie, żebym miał coś do ludzi reprezentujących przedstawione powyżej szablony- znam tylko jedną osobę u której otyłość idzie w parze z niestrawnym chrakterem, a po sześciu miesiącach pracy w Kopalni oswoiłem się także z "wampirami", nie mówiąc już o tym, że kilka z nich szczerze polubiłem. Nie zmienia to jednak faktu, że nie widzę ich na barykadach a sama akcja zamiast chwili zadumy, zafundowała mi tylko kilka minut zdrowego śmiechu.
No nie widzę i już! :)
(po dwóch godzinach)
Może trochę przesadzam. W sumie miała to być notka bardziej na wesoło niż poważnie a wyszedł kolejny lament nad społeczeństwem.
poniedziałek, 9 sierpnia 2004
*
Gdzieś w te moje spływowe szlagiery zaplątała się piękna swoją drogą i aktualna piosenka Jarka Wasika pt. "Nastroje". Skierowała moje myśli na obszar objęty zakazem lotów, w ramach szybkiego zapobieżenia dołkowi zastosowałem więc terapię wiadomym kawałkiem Roberta Kasprzyckiego. Akurat kiedy euforia sięgała u mnie zenitu, zadzwonił szef pytając się o utarg na mojej zmianie (swoją drogą on chyba wogóle nie sypia), wyszczebiotałem mu więc radośnie, że przez osiem godzin powieżony mi interes zarobił całych 21 złotych w związku z czym chyba znowu myśli, że coś piłem.
Koniec na dziś z poezją, ostatnią godzinę posiedzę sobie z Sinatrą, potem autobus, siusiu, paciorek i spać.
Czekam :]
Koniec na dziś z poezją, ostatnią godzinę posiedzę sobie z Sinatrą, potem autobus, siusiu, paciorek i spać.
Czekam :]
*
Dzisiejszy dyżur upłynie mi przy WBK, SDM i spuszczonej z łańcucha wyobraźni.
Bezapelacyjnie :]
WBK - "Bukowina I"
Bezapelacyjnie :]
WBK - "Bukowina I"
*
Piękne dziś niebo, aż mi się we łbie zakręciło kiedy dochodziłem do tego wniosku.
Choć może są to najzwyklejsze w świecie problemy z krążeniem? :o)
Czekam
Choć może są to najzwyklejsze w świecie problemy z krążeniem? :o)
Czekam
niedziela, 8 sierpnia 2004
*
W dwóch "bratnich" kawiarenkach padł internet w związku z czym zamiast spokojnej nocy mam roboty za trzech. Siedzę tak sobie i myślę jak mi to tegoroczne lato bokiem przeszło, wiem- ostateczna dorosłość zbliża się wielkimi krokami i coraz żadziej w walce o jakiś tam byt będzie czas, żeby się człowiek światem nazachwycał. Z drugiej jednak strony pozostaje świadomość tego, że można się jeszcze nieco lepiej w tym życiu ułożyć, wyszarpać kilka dni więcej na jakąś włóczęgę, parę dodatkowych godzin dla bliskich, sekundę na ciepłe spojrzenie; wiem, że kiedyś to mi się uda. Zabawne, w przeciągu kilku miesięcy stałem się człowiekiem ewentualnego sukcesu- aktualnie mam niewiele, nie mam natomiast wątpliwości że z czasem obrosnę we wszystko czego tak pragnę!
Lubię taki wczesny sierpień- człowiek zaczyna oswajać się ze spaloną słońcem zielenią, wieczory nie są już tak ciepłe jak dwa tygodnie temu, ale nie istnieje lepsza pora roku na gapienie się w gwiazdy. Jeszcze tydzień i będę miał trochę czasu na wszystko. Spokojniej mi jakoś, kilka rozmów, rozliczenie ze sobą i pozbierałem się nieco do kupy; nauczyłem się też lać po myślach, kiedy tylko zapędzą się w dołkogenne rejony pamięci i wyobraźni, dzięki temu nie zbiera się we mnie niepotrzebna, głupia żółć która mogłaby zepsuć smak, czy wręcz zatruć wytęsknioną przyszłość.
Podsumowując: jest dobrze, będzie bosko!
"...a ja czekam i czekam i czekam
ciszę wplatam we włosy
i na palce nawlekam
na palce nawlekam..." :)
Lubię taki wczesny sierpień- człowiek zaczyna oswajać się ze spaloną słońcem zielenią, wieczory nie są już tak ciepłe jak dwa tygodnie temu, ale nie istnieje lepsza pora roku na gapienie się w gwiazdy. Jeszcze tydzień i będę miał trochę czasu na wszystko. Spokojniej mi jakoś, kilka rozmów, rozliczenie ze sobą i pozbierałem się nieco do kupy; nauczyłem się też lać po myślach, kiedy tylko zapędzą się w dołkogenne rejony pamięci i wyobraźni, dzięki temu nie zbiera się we mnie niepotrzebna, głupia żółć która mogłaby zepsuć smak, czy wręcz zatruć wytęsknioną przyszłość.
Podsumowując: jest dobrze, będzie bosko!
"...a ja czekam i czekam i czekam
ciszę wplatam we włosy
i na palce nawlekam
na palce nawlekam..." :)
Argh...
Wreszcie chwila spokoju... od dwóch i pół godziny nie miałem nawet czasu zażęzić; ludzie wpadali grupami i domagali się ode mnie różnych rzeczy operująć jednocześnie kilkoma językami. Skanowałem, naliczałem, przepisywałem, wklejałem, obrabiałem, komponowałem, nabijałem na kasę, szczerząc się przy tym jak głupi (co zabawniejsze, szczerze się szczerząc) i usiłując dojść, co się dookoła mnie dzieje. Najlepsze, że mój zmiennik- sprawdziłem to sobie w rozpisce- w sumie nie miał u siebie przez 12 godzin tylu osób, co ja przez tych 150 piekielnych minut. Kiedy wreszcie zrobiło się spokojnie, spłynąłem po fotelu i zebrałem się w kałuży nieopodal kosza na śmieci, posiedzę tam trochę na wypadek, gdyby te tłumy miały zamiar jeszcze wrócić.
No i czekam, ale to chyba oczywiste :)
No i czekam, ale to chyba oczywiste :)
sobota, 7 sierpnia 2004
A teraz coś z zupełnie innej beczki
Mam nową muzyczną boginkę- Katie Melua.
Jej "Crawling up the hill" mnie rozwaliło!
Czekam
Jej "Crawling up the hill" mnie rozwaliło!
Czekam
*
Wracam jeszcze na chwilkę do Powstania, rano trafiłem we "Wprost" na to zdjęcie i muszę przyznać, że widniejących koło niego kilka słów opisu sprawiło, że poczułem jak włosy stają mi dęba. Powyższą fotografię "znaleziono podczas ekshumacji w przestrzelonej kieszeni marynarki zabitego żołnierza".
Wygląda na to, że jedna kula zatrzymała dwa serca.
piątek, 6 sierpnia 2004
*
"1
Nic dziwnego
że nie jest oblubienicą
prawdziwych mężczyzn
generałów
atletów władzy
despotów
przez wieki idzie za nimi
ta płaczliwa stara panna
w okropnym kapeluszu Armii Zbawienia
napomina
wyciąga z lamusa
portret Sokratesa
krzyżyk ulepiony z chleba
stare słowa
- a wokół huczy wspaniałe życie
rumiane jak rzeźnia o poranku
prawie ją można pochować
w srebrnej szkatułce
niewinnych pamiątek
jest coraz mniejsza
jak włos w gardle
jak brzęczenia w uchu
2
mój boże
żeby ona była trochę młodsza
trochę ładniejsza
szła z duchem czasu
kołysała się w biodrach
w takt modnej muzyki
może wówczas pokochali by ją
prawdziwi mężczyźni
generałowie atleci władzy despoci
żeby zadbała o siebie
wyglądała po ludzku
jak Liz Taylor
albo Bogini Zwycięstwa
ale od niej wionie
zapach naftaliny
sznuruje usta
powtarza wielkie Nie
nieznośna w swoim uporze
śmieszna jak strach na wróble
jak sen anarchisty
jak żywoty świętych"
Zbigniew Herbert
Czekam
Nic dziwnego
że nie jest oblubienicą
prawdziwych mężczyzn
generałów
atletów władzy
despotów
przez wieki idzie za nimi
ta płaczliwa stara panna
w okropnym kapeluszu Armii Zbawienia
napomina
wyciąga z lamusa
portret Sokratesa
krzyżyk ulepiony z chleba
stare słowa
- a wokół huczy wspaniałe życie
rumiane jak rzeźnia o poranku
prawie ją można pochować
w srebrnej szkatułce
niewinnych pamiątek
jest coraz mniejsza
jak włos w gardle
jak brzęczenia w uchu
2
mój boże
żeby ona była trochę młodsza
trochę ładniejsza
szła z duchem czasu
kołysała się w biodrach
w takt modnej muzyki
może wówczas pokochali by ją
prawdziwi mężczyźni
generałowie atleci władzy despoci
żeby zadbała o siebie
wyglądała po ludzku
jak Liz Taylor
albo Bogini Zwycięstwa
ale od niej wionie
zapach naftaliny
sznuruje usta
powtarza wielkie Nie
nieznośna w swoim uporze
śmieszna jak strach na wróble
jak sen anarchisty
jak żywoty świętych"
Zbigniew Herbert
Czekam
*
Wczoraj wieczorem znalazłem uczepionego klamki ślimaka; nie wnikając w to, jak się tam znalazł postanowiłem nieboraka uratować i ekspresowo przenieść (słowo "przelecieć" może brzmieć dwuznacznie) na soczystą trawę porastającą plac sąsiada. Wszystko szło pięknie- szybkim wymachem posłałem wdzięcznego Helicigona arbustorum w przestrzeń i po chwili zniknął w ciemnościach idąc pożądanym przeze mnie kursem. Niestety, ułamek sekundy później doszło mnie głośne "Hrrrup!" i już wiedziałem, że mój mały przyjaciel nigdy więcej nie zobaczy wschodu słońca. Rano okazało się, że jakieś dzieciaki zostawiły na mającym 400- 500 metrów kwadratowych trawniku JEDNĄ cegłę w którą pechowy biedak przywalił.
Okrutny świecie! (dramatycznie łapie się za głowę i znika za opadającą kurtyną)
Okrutny świecie! (dramatycznie łapie się za głowę i znika za opadającą kurtyną)
środa, 4 sierpnia 2004
Dziwny gość
Jeden ze stałych klientów siedzi przy swoim komputerze (nie wiem czym się tam zajmuje) i generalnie nie robi nic nadzwyczajnego; problem polega na tym, że od czasu do czasu oderwie ślipia od ekranu, przeniesie wzrok na mnie, zarechocze jak goblin czy inny troll, po czym wraca do swoich zajęć.
Nie wiem o co może mu chodzić ale chyba powinienem zacząć się go bać.
Nie wiem o co może mu chodzić ale chyba powinienem zacząć się go bać.
*
Nie powiem, żeby mi te imieniny minęły tak jakbym sobie życzył, ale mimo to nie jest źle; kilka zdań wypowiedzianych przez koleżankę ze starej kafei starczyło żeby mi się te lamenty skończyły- od wczoraj bytuję z fasonem, błyskiem w oku a dołki zakopuję własnoręcznie. Człowiekowi przydaje się czasem przypomnienie, że jest facetem i tak właśnie powinien się zachowywać- dziękuję Fafiku!
Czekam.
Czekam.
*
Miło się człowiekowi robi, kiedy widzi uśmiechnięte klientów paszcze i wie, że ma na to wpływ puszczona właśnie przez niego piosenka.
Jeszcze tylko 8,5 godziny.
Norah Jones - "Somewhere Over the Rainbow/What a Wonderfull World"
Jeszcze tylko 8,5 godziny.
Norah Jones - "Somewhere Over the Rainbow/What a Wonderfull World"
*
Pięknie kurwa, pięknie, doskonały dzień sobie na taki dyżur wybrałem.
Semi, dzięki za przypomnienie bo myślałem, że to jutro. :)
Semi, dzięki za przypomnienie bo myślałem, że to jutro. :)
wtorek, 3 sierpnia 2004
*
Kolejnych osiem godzin odbębnionych, jutro siedzę 16- do 7 rano. Może dziś wreszcie zmuszę się do jakiegoś (tfu!) joggingu (tfu!), bo grożę nim sobie od paru dni już.
Czekam jak codzień.
Czekam jak codzień.
takijeden ponad pokoleniami
Nieczęsto zdaża mi się kolegować z sędziwym profesorem made in USA, a właśnie ostatnio zdobyłem sobie i takiego ziomka. Jego charakter możnaby zamknąć w słowie "młodzieżowy", gdyby nie fakt, iż ma już pewne problemy z pamięcią (co, nie ukrywam, czyni z niego jeszcze barwniejszą postać- codziennie musimy zakładać mu nowe konto email). :)
*
Szlag mnie trafia kiedy muszę słuchać swoich rówieśników, jak wywijają wyrazami wyszukanymi po nocy w słowniku, po to tylko by opisać myśl, rzecz bądź czynność tak banalną jak oni sami. Mnie także momentami razi mowa potoczna- na poważnie nie powiem nigdy "laska", czy "dupa" o żadnej, najbardziej nawet zadek przypominającej dziewczynie ale, na Boga, wycieczki po lesie nie nazwę ekskursją w ostępy!
Czasem lepiej poświęcić czas na przemyślenie dwa razy tego co ma się zamiar powiedzieć, miast marnować go na szperanie po słownikach po to tylko, by móc zabłysnąc jednym wyrazem którego mądre brzmienie i tak w ostatecznym rozrachunku nie uratuje nas przed blamażem, a nawet sprawi, że będzie on jeszcze bardziej spektakularny.
(tak kochani, to jest właśnie jedno ze zdań- potworów, które czasami płodzę i nie umiem się tego nijak oduczyć)
Rzekłem
Czasem lepiej poświęcić czas na przemyślenie dwa razy tego co ma się zamiar powiedzieć, miast marnować go na szperanie po słownikach po to tylko, by móc zabłysnąc jednym wyrazem którego mądre brzmienie i tak w ostatecznym rozrachunku nie uratuje nas przed blamażem, a nawet sprawi, że będzie on jeszcze bardziej spektakularny.
(tak kochani, to jest właśnie jedno ze zdań- potworów, które czasami płodzę i nie umiem się tego nijak oduczyć)
Rzekłem
poniedziałek, 2 sierpnia 2004
*
Zaraz czeka mnie nocny autobus do domu, potem jakaś prowizoryczna kolacja, może trochę muzyki i spać. Ciepło dziś myślę :)
WBK - "Kołysanka dla Joanny"
WBK - "Kołysanka dla Joanny"
*
Ostatnich kilka miesięcy jest tak nafaszerowanych przypadkami, że to wszystko nie może być zbieg okoliczności.
A ja nadal czekam.
A ja nadal czekam.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)