To ja wyjaśnię, czytać poszedłem po napisaniu notki, wróciłem jak już liter nie widziałem, po czym wybrałem się do spożywczaka po chleb. Jeżeli ktoś jest zdziwiony tym, że można wydreptać po pieczywo a skończyć na piciu piwa to przepraszam, też tego w sposób logiczny wytłumaczyć nie potrafię. Najfajniejszy był z tego wszystkiego powrót do domu w godzinach bardziej już wczesnych, niż późnych- długa, dwupasmowa droga, poszarpane ulewnym deszczem ciemności, wielkie kałuże oraz pijaniuteńki ja człapiący przez sam środek z piwem w prawicy, chlllebem w lewicy i "Czwartą nad ranem" na ustach.
Znów obudziły mnie koszmary.
Czekam
a nie zanosiło lekko ? ;-)))
OdpowiedzUsuńNawet nie mam za co się opić :).
OdpowiedzUsuń@Ala
OdpowiedzUsuńJest aż tak źle? :(
@MP(Military Police?)
Troszkę mnie zwiewało z drogi, ale widząc jakieś odchylenia od kursu, natychmiast je korygowałem.
az tak Ci sie źle kojarzę? ;-))
OdpowiedzUsuńDobrze, że nie z chlllebem na ustach ;).
OdpowiedzUsuńpodobnie wczoraj tyle że nie park a las a w głowie "ballada o dziwnym malarzu"
OdpowiedzUsuńja czekam całe życie :)
I puść tu takiego do spożywczaka ;)
OdpowiedzUsuńA najfajniejsze jest to, że jak człowiek pijany, to nawet w zębach, ale do domu doniesie to, po co wyszedł :)
Moja koleżanka kiedyś w stanie wskazującym dobijała się piwem na molo, a obiecała, że odda butelkę (wzięła bez kaucji). Pech chciał, że z tego mola spadła, a że było dosyć płytko, to usiadła na dnie, wyciągnęła wysoko dłoń z butelką i krzyczała "ale butelkę mam" :) To się nazywa poświęcenie :)
Niezły z Ciebie jajcarz:)
OdpowiedzUsuńno ja kiedys poszedlem zaplacic rachunki do banku i sie tak skonczylo,ze stalem nawalony w kolejce do okienka...a powrotu juz nie pamietam...
OdpowiedzUsuń