piątek, 20 sierpnia 2004

Cigaretten

Dziwnie się czuję, kiedy zamiast "pod papierosa", muszę wódkę popijać, jakoś mi także koślawo, gdy siedząc w nastroju pieskim a miejscu odludnym, nie mogę zapalić i jestem skazany na wybijanie palcami improwizowanych marszów. Jeszcze dwa miesiące temu mogłem karmić samcze ego czerwonymi Marlboro, które przypalałem swoim kochanym Zippo, dziś jako ten kmiot pakuję łapy do kieszeni i... tyle mogę! Wiele jest sytuacji, w których papieros zdawał mi się zawsze buławą każdego prawdziwego faceta, teraz jednak, kiedy znajomi, rodzina i wszyscy ci, których dumni rodzice powiadomili, nie mogą wyjść z podziwu dla chartu ducha jakim się w walce z nałogiem wykazałem stwierdzam, że tu dopiero pokazałem jaki ze mnie gość! Najlepsze w tym wszystkim, że dla siebie samego, jeszcze wiele lat nie brałbym nawet pod uwagę czegoś tak niedorzecznego jak rozbrat z papieroskami! Popolupo!





Czekam

3 komentarze:

  1. A ja ciągle w szponach nałogu, choć staram się ograniczać ilość wpalanych pap.
    Jeśli nie rzuciłeś palenia dla siebie to dla kogo?

    OdpowiedzUsuń
  2. POPIERAM! :D

    To jest dopiero pokazanie samozaparcia, odwagi, siły ;) Bo z papierosami wygrać trudno niebywale ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. piekne-sa-tylko-chwile20 sierpnia 2004 14:27

    gratuluje! ja na razie wciąż szukam motywacji do rzucenia moich czerwonych malboro, a czasem aż mi wstyd że baba ze mnie a pale... no ale coż może podłapie niedługo wiatru w skrzydła:)

    OdpowiedzUsuń