Znowu przegiąłem z kawą, więc zamiast siąść jak człowiek i przerobić ten fragment materiału który mi jeszcze został (raptem 80 stron), cwałuję tam i spowrotem po domu i ogrodzie rycząc bez opamiętania "Niebo do wynajęcia" Roberta Kasprzyckiego. Zamiast koncentracji serwuję sobie już drugi dzień jakiś cyrk który nie ma zupełnie nic wspólnego z nauką. Argh!
Czekam
Dasz radę :) Poza tym ludki będą za Cię kciuki trzymać i się uda :)
OdpowiedzUsuńA ja tymczasem nie mam energii, żeby do łóżka dojść, pożyczyłbyś trochę, bo kawy nie przełknę ;)
Dobranoc :)
o, tak, "Niebo do wynajęcia" jest jak najbardziej usprawiedliwione.
OdpowiedzUsuńChociaż na mnie ostatnio przechodnie dziwnie patrzyli jak śpiewałam sobie inny kawałek tegoż pana "...konwenanse precz / to nie moja rzecz / lecz jak mam osiągnąć Eden / jeśli ona ma / lat dwadzieścia dwa / a ja jutro skończę siedem".
A co :)
PS. Miłego łykania zaledwie 80sięciu stron. Chociaż z pieśnią na ustach powinno (rzekomo) łatwiej wchodzić - ?
o tak.... z taka pieśnią na ustach mozna ryczeć...plasając sobie :)
OdpowiedzUsuńo o o!
OdpowiedzUsuńno no!
tak! dokładnie!
to ten właśnie stan!
kiedy to trzeba się wziąć za naukę, to "eghm..to się najpierw tylko kawusi napiję"
A potem to juz by się WSZYSTKO zrobiło! (pozanaukowego).
Mi wtedy najlepiej wychodzą przemeblowania w pokoju i pielęgnacja roślin w ogrodzie ;)
witam w klubie Kawą-rozpraszaczy-od-nauki!
A ja czekam na wieści od Ciebie :)
OdpowiedzUsuńAkcja KCIUK rozpoczęta (przed czasem, tak na wszelki) :)
zaraziłam sie to piosenką
OdpowiedzUsuńpo czesci przez ciebie.
Roznosisz pozytywne choroby.
I jak? I jak? :)
OdpowiedzUsuń