Udało mi się wpisać hasło dostępu do bloga, postrzegam to jako swój wielki duskces zważywszy na to, ile wypiłem :D
Jest to jedna z tych chwil, kiedy doceniam wartość własnego ogrodu, paleniska i kupy chrustu z która mogę wtyczyniać co mi się żewnie podoba! Wiem, może i nie powinienem pisać tu nic w stanie skrajnego upojenia ale do diabła! Kilka piw, trochę wykonanej własnogardłowo Wolnej Grupy Bukowina i dalej nie jest dobrze, choć bardzo bym chciał, żeby coś się w głowie zmieniło; zaczynałe pić poszukując spokoju, tej pieprzonej wewnętrznej charmonii a tu dupa- stare frasunki, stray ból, ciągle te same bolączki i żadnych nowych wnosków. Fakt, porozmawiałem wreszcie z tatą (tatą, nie ojcem- podkreślam) ale byłem jedynie bliski pożarcia się z nim w pewnych kwestiach, nie osiągnięcia tej zasranej taoistycznej harmoniii. Kożystam z ostatnich skerawków wolnego czasu tak jak umiem najlepiej- myślę, "pakuję", śpiewam (choć zawodząc) i szukam (psia jego mać) natchnienia w alkocholu. Piękny okres przed Wami, ludziki- ciepło, długie dni, słońce i woda spokojna. Ja w tym roku utknąłem w podziemiach dworca, nie nażekam- mam z tego "grosz na przepicie", i tak większość oddaję rodzicom. Podobnie, jak większość dni z kilku ostanich miesięcy, mam prośbę- przeżyjcie te wakacje za mnie. Proszę.
O co to, to nie. Proszę sobie wysupłać kilka wolnych chwil i samemu się powakacjować :)
OdpowiedzUsuńCo do frasunków, nie da się ich potopić w alkoholu, bo by trzeba było codziennie pić, a to już niezdrowo, ale fakt faktem, że czasami na chwilę pomaga zapomnieć.