środa, 30 czerwca 2004

Coś Wielkiego

Już po koncercie, pięknie było tak, że nawet sobie nic podobnego nie obiecywałem. Wyszedłem z Harendy z tymi samymi co wcześniej emocjami, lecz ubranymi w słowa i dźwięki; chyba nawet trochę mi weselej w związku z tym wszystkim. Swoją drogą śmiesznie było zobaczyć granicę oddzielającą dwa zupełnie niekompatybilne światy- w piwnicy my i Nic Wielkiego, nad nami bardzo ważny mecz dwuch nieokreślonych drużyn i stado ryczących "platikowców", tu Kraina Łagodności, tam podanie X do Y i szkoda, że państwo tego nie widzieli. Nie żałuje, doświadczałem czegoś nieskończenie pełniejszego.



Pełnia dziś, wiecie?

1 komentarz:

  1. Zazdroszczę,ja nie doświadczam ostatnio niczego :-(

    OdpowiedzUsuń