poniedziałek, 14 czerwca 2004

Klient reloaded

To, że wezwał policję- luz.
To, że przez niego musiałem wykopywać ze śmieci jakiś durny paragon- luz.
To, że nie przyjmował żadnych informacji- luz.
Ale, że po tym wszystkim zarzucił mi jeszcze złą wolę- tego skurwielowi nie wybaczę.

Kiedy następnym razem zobaczę w drzwiach jego mordę, natychmiast wcinę "napadówkę" i rzucę mu się do gardła; zanim przybiegnie ochrona zdążę odreagować te dzisiejsze nerwy nie zabijając jednocześnie patafiana.

1 komentarz:

  1. Ala (na porannym obchodzie blogów)15 czerwca 2004 03:40

    Mieliśmy kiedyś klienta o pseudonimie Dezodorant, bo śmierdział okrutnie, po każdym jego wyjściu musiałam wietrzyć pomieszczenie. Facet koło 50-tki z wyraźnym defektem psychicznym. Objawiało się to tym, że przed włączeniem komputera żegnał się ( w sensie czynił znak krzyża), gadał do siebie i był upierdliwy w stopniu mocno zaawansowanym. A to mu się coś włączyło, a to myszka nie działa, a to tamto i siamto. Dla świętego spokoju starałam się obchodzić z nim jak z jajkiem. Aż tu rok temu facetowi całkiem odbiło. Przy biurku są dwa komputery. Siedział z brzegu. Przyszła klientka, chciała usiąść przy ścianie. A ten jak nie zacznie wrzeszczeć, że niby nadepnęła mu na nogę, że on jest chory, zachowywał się jak w jakimś amoku. Podeszłam i mówię mu, że nie jest jedynym klientem, że inni też chcą skorzystać z komputera. A ten jak do mnie nie sunie, zaczął ściągać pas. Moje szczęście, że był Smok i go powstrzymał, bo by mi się dostało. Przy wyjściu powiedziałam mu, że zwrócę mu pieniądze za niewykorzystany karnet i ma się tu więcej nie pokazywać. Znów szał go ogarnął, wrzeszczał, powiedział, że nie chce pieniędzy, że gdybym nie była kobietą, to dostałabym w twarz. Powiedziałam o zajściu szefom, stwierdzili, że mam go nie wpuszczać. Przyszedł chyba po dwóch tygodniach, akurat mój zmiennik siedział z kolegami. Chcieli wyjść z nim na zewnątrz, to się przestraszył. Zaczął wysyłać listy do radia. Nikt mu nie odpisywał początkowo. Pisał dopóty, dopóki nie dostał odpowiedzi od właściciela kafejki, że nie ma do niej wstępu. Od roku mam spokój, ale męczyłam się z nim przez 2 lata. Się rozpisałam :).

    OdpowiedzUsuń