Miała być jakaś życiowa notka, trochę przemyśleń i nowych bezsensownych wniosków ale kiedy wreszcie znalazłem trochę wolnego czasu okazało się, że wszelkie przełomowe teorie jakie popełniłem gdzieś się zapodziały. Zostałem ja, krążący po korytażu Plastuś (znowu łazi w czapce) i kolejna ponura noc.
I owszem- użalam się nad sobą, taka jest między innymi funkcja tego bloga; na żywo biadolić nie umiem to przynajmniej to mogę sobie poużywać.
Mam tak samo :)
OdpowiedzUsuń