Już myślałem, że blog zdechł na całą noc, na szczęście wszystko dobrze się skończyło.
Zabawne, ale o wiele większą grozą napawa mnie perspektywa niemożności wypisania się tu, niż na przykład brak papierosów; zdaje się, że na wypalonym przed chwilą dziś poprzestanę, oby tylko nie złapały mnie nocne chumory.
A chuj, palę jak smok póki jeszcze mogę.
OdpowiedzUsuńNiestety znowu mnie dopadło :/