Zniesmaczony trochę jestem tym co widzę w związku z rocznicą Powstania Warszawskiego- dwa dni temu zaczęła się histeria z nim związana, wszyscy latają z opaskami i każdy nagle czuje się niedoszłym powstańcem. Piękne to i szlachetne, ale:
- zaniepokoiło mnie skojażenie z przedświąteczną histerią która sprawia, że już w połowie grudnia niedobrze się robi na widok Mikołaja czy bombek
- tamtemu, niewątpliwie wspaniałemu zrywowi, winni jesteśmy pamięć, a jego uczestnikom szacunek i wdzięczność, przez cały rok a nie tylko trzy dni festynu po których znowu na pytanie ankietera, o chęć zmiany obywatelstwa, odpowiadać będziemy twierdząco.
Zastanówmy się ile jest nas w tym powstaniowym uniesieniu, czy faktycznie, gdyby zaszła taka potrzeba, sami potrafilibyśmy stanąć do walki i zginąć w obronie Ojczyzny, czy te hołdy mają jakikolwiek sens w sytuacji w której składający go nie dorastają w większości do pięt tamtemu pokoleniu? W dobie cynizmu i odejścia od wartości takich jak miłość czy patriotyzm, nagle robi się wielkie halo z obchodów czegoś, czego powtórzyć dziś by się nie dało, a garstka tych, którzy kultywują jeszcze niegdysiejsze zasady, traktowana jest w najlepszym razie z pobłażliwym niezrozumieniem.
Uczy się nas w szkołach o Powstaniu, poznajemy suche fakty, liczby, daty, jednak nikt nie wpoi nam miłości do Ojczyzny i gotowości do poświęceń w jej imię, jeśli nie czujesz tego w sobie, to nie masz moim zdaniem najmniejszego prawa czcić bohaterów tamtych dni, a obchodzić możesz haloween, walentynki czy promocyjną cenę pasty Colgate.
"Oddycha miasto ciemne długimi wiekami,
spowiada miasto ciemne dawnych grobów żałość;
rozrąbane żelazem, utulone snami,
nie nasycone płaczem, nie spełnione chwałą.
Nie wierz, jeżeli ci się ulice pogłębią
i staną się jak otchłań, w której śmierć się przyśni,
powierz swą myśl mieniącym się nad nią gołębiom
i obłokom kwitnącym jak gałęzie wiśni,
i chmurom, które zawsze te same tam, w górze,
jak oblicze tęsknoty wykutej w marmurze
Nie wierz nawet pragnieniom, jeżeli cię zawiodą
nad brzeg spalonych domów i każą ci skoczyć
przez wytłuczone okno do czarnych ogrodów,
ażeby na zhańbione prochy - zamknąć oczy.
Ale uwierz tym głazom, co z kamieni bruku
jak psy zdeptane wyją i krwią ludu chluszczą,
i rwą się nie pomszczone, i o bramy tłuką.
O! niech ci one będą jako słowa ustom,
niech ci wydrapią czułość z wzroku i krew z rany,
abyś kochając wieki, sam był pokochany.
O pij, pij te ciemności z zawalonych ruder,
przyjmij w siebie to miasto gromów, które biją,
tych Kilińskich, Okrzejów, jak oskardy trudu,
i kiedy runą w bruki - niech w tobie ożyją.
Stań się krzywdą i zemstą, miłością i ludem
O, chwyć za miecz historii i uderz! i uderz!"
Krzysztof Kamil Baczyński
Baczyński poległ na posterunku w Pałacu Blanka 4 VIII 1944, prawdopodobnie postrzelony przez strzelca wyborowego ulokowanego w gmachu Teatru Wielkiego. W Powstaniu Warszawskim, 1 IX 1944 zginęła także żona Baczyńskiego - Barbara Stanisława Drapczyńska, urodzona 13 XI 1922 w Warszawie, studentka polonistyki tajnego UW. Przynajmniej ich rozłąka nie trwała długo.
sobota, 31 lipca 2004
*
Nie płacz w liście
Nie pisz
że los ciebie kopnął
Nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
Kiedy Bóg drzwi zamyka to otwiera okno
Odetchnij popatrz
Spadają z obłoków
Małe wielkie nieszczęścia
potrzebne do szczęścia
A od zwykłych rzeczy
naucz się spokoju
I zapomnij że jesteś
gdy mówisz że kochasz
ks.Jan Twardowski
Nie pisz
że los ciebie kopnął
Nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
Kiedy Bóg drzwi zamyka to otwiera okno
Odetchnij popatrz
Spadają z obłoków
Małe wielkie nieszczęścia
potrzebne do szczęścia
A od zwykłych rzeczy
naucz się spokoju
I zapomnij że jesteś
gdy mówisz że kochasz
ks.Jan Twardowski
piątek, 30 lipca 2004
Pytanie na dobranoc
Czym ja sobie na to wszystko zasłużyłem?
Jacek Kaczmarski - "Śmiech"
Edyta Geppert - "Zamiast"
Jacek Kaczmarski - "Śmiech"
Edyta Geppert - "Zamiast"
Hmmm...
Na zagraconym biurku takijeden wygrzebał, ku uciesze własnej, karty tarrota i nie zastanawiając się długo wyciągnął dwie losowe. Wyszły mi "Powściągliwość" i "Sprawiedliwość", co Wy na to?
Bo ja (na chłopski rozum)- heh...
Bo ja (na chłopski rozum)- heh...
Nieprzytomny
Cztery i pół godziny snu dziennie to niewiele, cztery i pół godziny snu rozłożone na trzy dni to natomiast dokładnie tyle, ile udało mi się ostatnio od świata na spoczynek wyszarpać. Oczy uciekające w tył głowy, trzęsące się ręcę, raczkująca dykcja i myśli unużane w smole- oto takijeden w chwili obecnej. Jeszcze tylko osiem godzin dyżuru i do domu spać.
czwartek, 29 lipca 2004
Plan dnia
Jeszcze tylko 12 godzin dyżuru i będę mógł coś zjeść, wypić i złapać trochę snu przed kolejną podwójną zmianą.
Swoją drogą świetny przykład tego, jak można się doskonale i w pełni nie przygotować do pracy: nie mam ani kanapeczki, termos z herbatą został w domu a wyjść z kafejki nie mam jak bo ciągle są jacyś klienci.
Cytując Wiktora Suworowa, wpadłem jak śliwka w g...
Swoją drogą świetny przykład tego, jak można się doskonale i w pełni nie przygotować do pracy: nie mam ani kanapeczki, termos z herbatą został w domu a wyjść z kafejki nie mam jak bo ciągle są jacyś klienci.
Cytując Wiktora Suworowa, wpadłem jak śliwka w g...
Chcieliście, to macie :)
Specjalnie w bagno właziłem żeby udokumentować działalność dostojnego Bobra- doceńcie moje poświęcenie!
poniedziałek, 26 lipca 2004
Znów w pracy
Nie wiem jaka jest logika w zwalnianiu kogoś po to tylko, by po tygodniu pytać się tonem błagalnym, czy nie chciałby może wrócić. Swoją drogą, gdyby nie dramatyczna sytuacja domowych finansów, odmówiłbym bez zastanowienia.
"Stuk - puk, stuk - puk
Byleby biedy nie wpuścić za próg
Zrobię wszystko, co będę mógł:
Stuk - puk. "
Poza tym po staremu.
"Stuk - puk, stuk - puk
Byleby biedy nie wpuścić za próg
Zrobię wszystko, co będę mógł:
Stuk - puk. "
Poza tym po staremu.
piątek, 23 lipca 2004
*
Czas najwyższy w las ruszać. Może choć na kilka godzin gdzieś ten dołek zgubię.
Jacek Kaczmarski - "Wigilia na Syberii"
Jacek Kaczmarski - "Wigilia na Syberii"
Litości
Cholera, przez tą opaleniznę to ja jestem jedna wielka pięta Achillesa- brat przyjechał w odwiedziny i takiego mi "misia" wyczynił, że długo jeszcze będę stał, siedział, leżał i myślał na baczność.
Kurde, do tego smutno mi znowu.
Kurde, do tego smutno mi znowu.
takiegojednego plany wieczorne
Kiedy tylko zmrok zapadnie, przywdzieję jakąś zwiewną koszulinę, luźne gatki i krokiem tworu Frankensteina ruszę w leśne ostępny szukać spokoju, natchnienia i wewnętrznej harmonii (To dopiero będzie widok- zadumana pokraka wieczorową porą!). Bawiąc się we wróżbitę mogę na 75% stwierdzić, że spokoju ani następujących po nim bzdurnych sloganów, pojawiających się na co trzecim blogu uduchowionej nastolatki, nie znajdę, możliwe natomiast, że spotkam jakichś znajomych którzy zaciągną mnie do butelki czy pełnych jakiegoś plugawstwa puszek. Jesli tak się nie stanie- w co wątpię- to koło trzeciej w nocy zacznę układać się do snu i przy odrobinie szczęścia zasnę przed siódmą.
Aha, jeszcze jedna śmieszna sprawa- po namyśle stwierdzili, ze chyba chcą mnie w pracy spowrotem. No (bycze) jaja niewyjęte!
Aha, jeszcze jedna śmieszna sprawa- po namyśle stwierdzili, ze chyba chcą mnie w pracy spowrotem. No (bycze) jaja niewyjęte!
Czym Polska żyje
Oto trzy następujące po sobie wiadomości z WP:
13:00 Zbójeckie skłonności emerytki
12:50 Proces w sprawie zasztyletowania dentystki
12:50 John Edwards najseksowniejszym politykiem USA?
I tylko jedna myśl mi się w związku z nimi nasuwa: co mnie to k... obchodzi?
13:00 Zbójeckie skłonności emerytki
12:50 Proces w sprawie zasztyletowania dentystki
12:50 John Edwards najseksowniejszym politykiem USA?
I tylko jedna myśl mi się w związku z nimi nasuwa: co mnie to k... obchodzi?
czwartek, 22 lipca 2004
*
Kurcze, spróbuję się chyba jakoś do snu ułożyć, bo perspektywa dnia całego w stanie pływającym specjalnie mi się nie uśmiecha.
Swoją drogą śmieszna sprawa- od ładnych paru dni kładę się spać podśpiewując, podgwizdując bądź mrucząc pod nosem "Kołysankę dla Joanny", powoli zaczyna to przypominać jakiś paciorek i tradycyjnie dobrze mi z tym, a zmian nie przewiduję. :]
Brego!
Swoją drogą śmieszna sprawa- od ładnych paru dni kładę się spać podśpiewując, podgwizdując bądź mrucząc pod nosem "Kołysankę dla Joanny", powoli zaczyna to przypominać jakiś paciorek i tradycyjnie dobrze mi z tym, a zmian nie przewiduję. :]
Brego!
Mazury fried takijeden
Miała być lekkostrawna notka o wyjeździe ale coś mi się widzi, że nic z tego- mózg także sobie odparzyłem.
W telegraficznym skrócie- było sympatycznie, pogoda każda, krócej niż być miało bo trzochę przesadziliśmy z tempem, krowy/byki z pastwiska, na którym musieliśmy namiot rozbijać, chleb nam w nocy zeżarły, odkryłem istnienie leśniczówki "Wąglik" nad jeziorem Zgon i dzikie tłumy niemal w każdym dostępnym z lądu miejscu. Amen.
Swoją drogą nie mogę się ostatnio skupić na tyle żeby napisać coś dłuższego. A chciałby człek tak od czasu do czasu gruchnąć jakiś referacik...
W telegraficznym skrócie- było sympatycznie, pogoda każda, krócej niż być miało bo trzochę przesadziliśmy z tempem, krowy/byki z pastwiska, na którym musieliśmy namiot rozbijać, chleb nam w nocy zeżarły, odkryłem istnienie leśniczówki "Wąglik" nad jeziorem Zgon i dzikie tłumy niemal w każdym dostępnym z lądu miejscu. Amen.
Swoją drogą nie mogę się ostatnio skupić na tyle żeby napisać coś dłuższego. A chciałby człek tak od czasu do czasu gruchnąć jakiś referacik...
*
Wcześniej nieco wróciłem, napiszę coś więcej, kiedy już będę w stanie skupić się na czymś poza kontemplacją poparzeń słonecznych.
A
u
u
u
u
u
u
ć
A
u
u
u
u
u
u
ć
poniedziałek, 19 lipca 2004
*
A attache prasowy ambasady Stanów Zjednoczonych w Warszawie nazywa się James Bond i tą informacją żegnam się na kilka dni :]
Rzeka
Wsłuchany w twą cichą piosenkę
Wyszedłem na brzeg pierwszy raz
Wiedziałem już, rzeko, że kocham cię, rzeko,
Że odtąd pójdę z tobą
O dobra rzeko, o mądra wodo
Wiedziałaś, gdzie stopy znużone prowadzić
Gdy sił już było brak
O dobra rzeko, o mądra wodo
Wiedziałaś, gdzie stopy znużone prowadzić
Gdy sił już było brak
Brak
Wieże miast, łuny świateł
Ich oczy zszarzałe nieraz
Witały mnie pustką, żegnały milczeniem
Gdym stał się twoim nurtem
O dobra rzeko, o mądra wodo...
Po dziś dzień z tobą, rzeko
Gdzież począł, gdzie kres dał ci Bóg
Ach życia mi braknie, by szlak twój przemierzyć
By poznać twą melodię
O dobra rzeko, o mądra wodo...
Wojtek Bellon
Wyszedłem na brzeg pierwszy raz
Wiedziałem już, rzeko, że kocham cię, rzeko,
Że odtąd pójdę z tobą
O dobra rzeko, o mądra wodo
Wiedziałaś, gdzie stopy znużone prowadzić
Gdy sił już było brak
O dobra rzeko, o mądra wodo
Wiedziałaś, gdzie stopy znużone prowadzić
Gdy sił już było brak
Brak
Wieże miast, łuny świateł
Ich oczy zszarzałe nieraz
Witały mnie pustką, żegnały milczeniem
Gdym stał się twoim nurtem
O dobra rzeko, o mądra wodo...
Po dziś dzień z tobą, rzeko
Gdzież począł, gdzie kres dał ci Bóg
Ach życia mi braknie, by szlak twój przemierzyć
By poznać twą melodię
O dobra rzeko, o mądra wodo...
Wojtek Bellon
Zmiatam
Zaczynam powoli czuć nastrój toważyszący pakowaniu plecaka i zbliżającego się wyjazdu; nie da się ukryć, że cholernie mi tego brakowało.
Przyda mi się kilka dni takiego odskoku od siebie, jak jasna cholera.
Przyda mi się kilka dni takiego odskoku od siebie, jak jasna cholera.
niedziela, 18 lipca 2004
I śmieszne to poniekąd...
...ale wszystkie te "zawodowe" (określenie może nieadekwatne do rangi wykonywanego przeze mnie zajęcia- aspiracje mam nieco wyższe niż szeregowy pracownik kawiarenki internetowej przy Dworcu Centralnym) fikołki odbywają się jakby na drugim planie świadomości. Fakt, będą to smętne wakacje i nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości, nie wynika to jednak z pogody, pracy, a więc ogólnej kondycji finansowej, czy choćby durnego kaca, lecz z tego co się w środku dzieje. Chciałem patosu- mam go w nadmiarze, ważne by podołać okolicznościom, nie zawieść siebie i innych. Fakt, jestem sobą przyjemnie zaskoczony w związku z rzucaniem palenia lecz w gruncie rzeczy jest to tylko przymiarka, sprawdzian silnej woli przed okresem oczekiwania który wogóle może nie mieć końca- to dopiero wyzwanie.
Heh, właściwie to nawet jeśli faktycznie poczekam sobie do śmierci, to przynajmniej istnieje prawdopodobieństwo, że wyląduję w jakiejś książce czy zainspiruję reżysera bądź poetę- stanę się sławny i absolutnie nic z tego nie wyniknie!
Sincerely
t. jeden
Heh, właściwie to nawet jeśli faktycznie poczekam sobie do śmierci, to przynajmniej istnieje prawdopodobieństwo, że wyląduję w jakiejś książce czy zainspiruję reżysera bądź poetę- stanę się sławny i absolutnie nic z tego nie wyniknie!
Sincerely
t. jeden
Epitafium dla Sowizdrzała
Na progu Twego domu ktoś oddaje mocz,
Dziedzinę Twoją ma za szalet;
Do okien Ci zagląda dzień i noc
Ty z tego drwisz Sowizdrzale...
- Przecież wiem kto
Robi mi to,
Bym bał się, wściekał się na zło,
Aż strawię czas swój na bezsilny lęk i boje.
Ja wolę skok
Przez blask i mrok
Na tyczce drwin, bez zbędnych zwłok
Nad każdym błotem śmignąć i nad każdym gnojem.
Niech patrzy drań
Co łatwych pań
Ma w bród za kilka śliskich zdań -
Jak żyją ci co się nie mają wstydzić.
Judasza spłosz -
A on za grosz
Zmyśli, czego nie widział wprost:
Czego się nie da zniszczyć - z tego trzeba szydzić.
- Bezkarnie w biały dzień szaleje wściekły pies
I mądrość też ugrzęzła w szale.
Mądrością dzisiaj wściekły śmiech z nieśmiałych łez -
A ty szalejesz, Sowizdrzale!
- Jest śmiech i śmiech,
Jak dar, jak grzech,
A ja się będę śmiał za trzech
Z wściekłego psa, co kąsa wokół zanim zdechnie;
Lecz jest i łza
I nad nią ja
Nie parsknę, póki boleść trwa
I pierwszy walnę w pysk, co przy niej się uśmiechnie.
Lub zaleję się po chamsku
W uczcie ślepców wezmę udział
I jak pijak dam się zamknąć
W pierwszej lepszej budzie.
Lub zatoczę się w ramiona
Sine, wyprzedane do cna,
Skoro ma być opłacona
Moja miłość nocna.
Lub zadławię się na amen
Myślą która nic nie sprawi,
Aż mi w końcu pozostanie
Codzienna nienawiść...
- Na linie tańczysz już podciętej z obu stron
Nad tłumem, uskrzydlony w chwale,
Gdy spadniesz - zginiesz i nie zabrzmi nigdy dzwon
Nad twoją gwiazdą, Sowizdrzale!
- Gonimy czas Czas goni nas Chłoszcze po piętach raz po raz
I nie nadzieja każe pozbyć się wytchnienia
Wśród drzew i chat
Od lat, od lat
Gna ludzi niewidzialny bat
I lęk przed snem, bo w czasie snu bat rytm swój zmienia.
Więc choćbym chciał -
Nie będę spał;
Tańcem i śpiewem będę rwał
Do góry dusze poduszone własnym ściskiem.
Stąd widzę, gdzie
Szukają mnie
I w całym świecie czuję się
Jak brzdąc w kołysce, gdy go ręce pieszczą bliskie.
- Wyzywasz, drażnisz tych, co w złotych tronach tkwią;
Cudownych nie zna świat ocaleń:
Za dokuczliwość możesz stracić głowę swą;
Drugiej nie znajdziesz, Sowizdrzale!
Mój los - to głos,
Mój głos - to stos,
Stos - do lepszego świata most,
Nie moja sprawa szukać dla mnie nowej głowy.
Dopóki trwa
Bandycka gra
Ta, którą mam niech drwi i łka,
Dopóki nie pojawi się Sowizdrzał nowy.
Już mi płomień twarz osmalił,
Już się zbiera gwarna gawiedź,
Już się inkwizytor chwali,
Paląc ku poprawie.
Już do domu dymem wracam,
Szarpię drzwiami shańbionymi,
Matka ściera łzy przy pracy,
Bo jej w oczy dymi.
Już i popiół wygasł w chłodzie,
Palenisko wymieciono,
Krąży plotka po narodzie
Że heretyk spłonął.
Jacek Kaczmarski
Dziś też zamierzam popić, udawać, że dobrze się bawię i zamknąwszy się w łazience gadać do lustra. Ostatni dzień trzydniowego maratonu, brakowało mi tego- po raz pierwszy od niemal pół roku nie ciąży nade mną świadomość nadchodzącego dyżuru; wiem, taka sielanka trwać długo nie może bo pieniędzy nie mam ani ja ani rodzice którym powinienem przecież jakoś pomagać.
Jeszcze ten spływ w tygodniu i wracamy na ring.
Dziedzinę Twoją ma za szalet;
Do okien Ci zagląda dzień i noc
Ty z tego drwisz Sowizdrzale...
- Przecież wiem kto
Robi mi to,
Bym bał się, wściekał się na zło,
Aż strawię czas swój na bezsilny lęk i boje.
Ja wolę skok
Przez blask i mrok
Na tyczce drwin, bez zbędnych zwłok
Nad każdym błotem śmignąć i nad każdym gnojem.
Niech patrzy drań
Co łatwych pań
Ma w bród za kilka śliskich zdań -
Jak żyją ci co się nie mają wstydzić.
Judasza spłosz -
A on za grosz
Zmyśli, czego nie widział wprost:
Czego się nie da zniszczyć - z tego trzeba szydzić.
- Bezkarnie w biały dzień szaleje wściekły pies
I mądrość też ugrzęzła w szale.
Mądrością dzisiaj wściekły śmiech z nieśmiałych łez -
A ty szalejesz, Sowizdrzale!
- Jest śmiech i śmiech,
Jak dar, jak grzech,
A ja się będę śmiał za trzech
Z wściekłego psa, co kąsa wokół zanim zdechnie;
Lecz jest i łza
I nad nią ja
Nie parsknę, póki boleść trwa
I pierwszy walnę w pysk, co przy niej się uśmiechnie.
Lub zaleję się po chamsku
W uczcie ślepców wezmę udział
I jak pijak dam się zamknąć
W pierwszej lepszej budzie.
Lub zatoczę się w ramiona
Sine, wyprzedane do cna,
Skoro ma być opłacona
Moja miłość nocna.
Lub zadławię się na amen
Myślą która nic nie sprawi,
Aż mi w końcu pozostanie
Codzienna nienawiść...
- Na linie tańczysz już podciętej z obu stron
Nad tłumem, uskrzydlony w chwale,
Gdy spadniesz - zginiesz i nie zabrzmi nigdy dzwon
Nad twoją gwiazdą, Sowizdrzale!
- Gonimy czas Czas goni nas Chłoszcze po piętach raz po raz
I nie nadzieja każe pozbyć się wytchnienia
Wśród drzew i chat
Od lat, od lat
Gna ludzi niewidzialny bat
I lęk przed snem, bo w czasie snu bat rytm swój zmienia.
Więc choćbym chciał -
Nie będę spał;
Tańcem i śpiewem będę rwał
Do góry dusze poduszone własnym ściskiem.
Stąd widzę, gdzie
Szukają mnie
I w całym świecie czuję się
Jak brzdąc w kołysce, gdy go ręce pieszczą bliskie.
- Wyzywasz, drażnisz tych, co w złotych tronach tkwią;
Cudownych nie zna świat ocaleń:
Za dokuczliwość możesz stracić głowę swą;
Drugiej nie znajdziesz, Sowizdrzale!
Mój los - to głos,
Mój głos - to stos,
Stos - do lepszego świata most,
Nie moja sprawa szukać dla mnie nowej głowy.
Dopóki trwa
Bandycka gra
Ta, którą mam niech drwi i łka,
Dopóki nie pojawi się Sowizdrzał nowy.
Już mi płomień twarz osmalił,
Już się zbiera gwarna gawiedź,
Już się inkwizytor chwali,
Paląc ku poprawie.
Już do domu dymem wracam,
Szarpię drzwiami shańbionymi,
Matka ściera łzy przy pracy,
Bo jej w oczy dymi.
Już i popiół wygasł w chłodzie,
Palenisko wymieciono,
Krąży plotka po narodzie
Że heretyk spłonął.
Jacek Kaczmarski
Dziś też zamierzam popić, udawać, że dobrze się bawię i zamknąwszy się w łazience gadać do lustra. Ostatni dzień trzydniowego maratonu, brakowało mi tego- po raz pierwszy od niemal pół roku nie ciąży nade mną świadomość nadchodzącego dyżuru; wiem, taka sielanka trwać długo nie może bo pieniędzy nie mam ani ja ani rodzice którym powinienem przecież jakoś pomagać.
Jeszcze ten spływ w tygodniu i wracamy na ring.
sobota, 17 lipca 2004
*
Kompani do butelki polegli mi juiż, bądż rozeszli się "do łożnic szerokich za ciężkie zasłony".
Psia wasza mac, cieniasu! Sam będę kończył!
Jacej Kaczmarski - Astrolog
Psia wasza mac, cieniasu! Sam będę kończył!
Jacej Kaczmarski - Astrolog
Z cyklu "Młody i Obiecujący"
takijeden, rozważający w swoje trzecie urodziny kwestię dręczącą go od urodzenia- "co by tu jeszcze zepsuć?".
takiegojednego wypoczynkowo/relaksacyjne plany na czas najbliższy
W tygodniu jakiś spływik sobie chyba wyczynię, a jeszcze dziś poszwędam się po lesie po czym "zaleję się po chamsku i jak pijak dam się zamknąć w pierwszej lepszej budzie". Muzyką- to chyba oczywiste- zajmuję się ja, alkochol w ilości słusznej także jest już zakupion, a grupa szturmowa zebrana; słowem, alles in ordnung.
Aż ciekawość człowieka zżera, gdzie go jutro słoneczko w zenicie obudzi...
Jacek Kaczmarski - "Kuglarze"
Aż ciekawość człowieka zżera, gdzie go jutro słoneczko w zenicie obudzi...
Jacek Kaczmarski - "Kuglarze"
Poranne cierpienia
W kuchni zalegli rodzice, twarze spuchnięte, wzrok mętny, głos niewyraźny; powodowany troską zapytałem, co się stało. Wczoraj wieczorem przyszli L... przynieśli śliwowicę...- wysapał ojciec.
Jedno jest pewne- pewnych rzeczy człowiek po prostu się nie nauczy.
Jedno jest pewne- pewnych rzeczy człowiek po prostu się nie nauczy.
piątek, 16 lipca 2004
Modlitwa o Wschodzie Słońca
Każdy twój wyrok przyjmę twardy.
Przed mocą twoją się ukorzę.
Ale chroń mnie Panie od pogardy.
Od nienawiści strzeż mnie Boże.
Wszak tyś jest niezmierzone dobro.
Którego nie wyrażą słowa.
Więc mnie od nienawiści obroń.
I od pogardy mnie zachowaj.
Co postanowisz niech się ziścić.
Niechaj się wola twoja stanie.
Ale zbaw mnie od nienawiści.
Ocal mnie od pogardy Panie.
Jacek Kaczmarski
Przed mocą twoją się ukorzę.
Ale chroń mnie Panie od pogardy.
Od nienawiści strzeż mnie Boże.
Wszak tyś jest niezmierzone dobro.
Którego nie wyrażą słowa.
Więc mnie od nienawiści obroń.
I od pogardy mnie zachowaj.
Co postanowisz niech się ziścić.
Niechaj się wola twoja stanie.
Ale zbaw mnie od nienawiści.
Ocal mnie od pogardy Panie.
Jacek Kaczmarski
A najzabawniejsza...
... była chyba konkluzja tej mojej dzisiejszej rozmowy- straciłem pracę bo byłem za dobry dla ludzi! Właśnie to odkrycie mojej byłej szefowej nadaje całej sytuacji surrealistycznego zabarwienia.
Oto jest właśnie jedna z tych chwil, kiedy jest tak bez sensu źle, że człowiek zanosi się śmiechem zamiast bić głową w ścianę.
Oto jest właśnie jedna z tych chwil, kiedy jest tak bez sensu źle, że człowiek zanosi się śmiechem zamiast bić głową w ścianę.
I po sprawie
Wróciłem z rozmowy pożegnalno- wyjaśniającej z szefową; mimo, że nic to w mojej sytuacji nie zmieniło to przynajmniej pożegnaliśmy się w dobrych nastrojach. Dysponując tym co dziś dostałem w ramach rozliczenia za lipiec, zrobiłem coś w swojej sytuacji niewybaczalnie głupiego (żałowałem przez jakichś 10 sekund)- kupiłem 22- płytową antologię twórczości Jacka Kaczmarskiego i dwa kilo czereśni. Tak oto- bez pieniędzy i pracy, zaczynam obmyślać nowy plan przejęcia władzy nad światem.
"Miła, Twą postać widzę we śnie
Miła, dojrzałe dwa kilo czereśni
weźmiesz z dłoni mej!"
Będzie dobrze (kiedyś)
"Miła, Twą postać widzę we śnie
Miła, dojrzałe dwa kilo czereśni
weźmiesz z dłoni mej!"
Będzie dobrze (kiedyś)
czwartek, 15 lipca 2004
*
Przyjacielowi urodziło się dziecko- przynajmniej jest okazja żeby upić się pod pretekstem oblewania czegoś wesołego.
I'm fired!
Tak, właśnie dowiedziałem się, że nie jestem już pracownikiem sieci kawiarenek Incognito. Nie wiem do końca czym tak zawiniłem, że z dnia na dzień zostałem skreślony z listy płac, moge więc tylko bawić się w snucie domysłów; przynajmniej czasu na to będę miał teraz pod dostatkiem. Z jednej strony odetchnąłem z ulgą- koniec przesiadywania w ciemni, zarywania nocy i rujnowania tego co mi jeszcze ze zdrowia zostało, z drugiej- odpada znaczna część rodzinnego budżetu i wiem, że muszę się zacząć szybko rozglądać za jakimś sposobem na zatkanie tej dziury w finansach; o opłacaniu studiów, które chciałem po wakacjach podjąć, nie chcę nawet póki co wspominać bo ważniejsze jest to, by było za co kupić jedzenie do domu.
Chciałoby się zacytować fragment wiersza:
"To powiedz czemu tak mi jest,
Że czasem tylko siąść i płakać?"
Od jakiegoś jednak czasu wcale mnie takie sytuacje o podobne pomysły nie przyprawiają, przeciwnie- im bardziej mi się los naprzykrza, tym bardziej staram się postawić na swoim i zrobić mu wbrew.
CHWDL(osowi)!
Chciałoby się zacytować fragment wiersza:
"To powiedz czemu tak mi jest,
Że czasem tylko siąść i płakać?"
Od jakiegoś jednak czasu wcale mnie takie sytuacje o podobne pomysły nie przyprawiają, przeciwnie- im bardziej mi się los naprzykrza, tym bardziej staram się postawić na swoim i zrobić mu wbrew.
CHWDL(osowi)!
środa, 14 lipca 2004
Durne odkrycie o durnej godzinie
Proszę to sobie wpisać na gg i zobaczyć co wyjdzie :]
killer!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
(killera bierzemy w nawias trójkątny, którego tu z racji przeklętego htmla wrzucić nie mogę)
Dla mnie jest to rasowa Rambo- dżdżownica!
killer!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
(killera bierzemy w nawias trójkątny, którego tu z racji przeklętego htmla wrzucić nie mogę)
Dla mnie jest to rasowa Rambo- dżdżownica!
Dziwna noc
Najpierw ten pijaczek, a teraz ochroniarz z kasyna przynosi mi pudełko czekoladek "Merci".
Gdyby w wiadomościach mówili coś o jakichś toksycznych oparach unoszących się w podziemiach Centralnego, to dajcie mi proszę znać na gg.
Z góry dziękuję
taki
Gdyby w wiadomościach mówili coś o jakichś toksycznych oparach unoszących się w podziemiach Centralnego, to dajcie mi proszę znać na gg.
Z góry dziękuję
taki
*
Menel tańczący flamenco jest jednym z tych widoków na które nie spodziewałem się kiedykolwiek trafić, a jednak!
Dziękuję Ci, Dworcu Centralny, za to, że każdego dnia utwierdzasz mnie w przekonaniu iż na tym świecie, a przynajmniej tym jego rejonie który Ty zajmujesz, nie ma rzeczy niemożliwych!
Dziękuję Ci, Dworcu Centralny, za to, że każdego dnia utwierdzasz mnie w przekonaniu iż na tym świecie, a przynajmniej tym jego rejonie który Ty zajmujesz, nie ma rzeczy niemożliwych!
wtorek, 13 lipca 2004
poniedziałek, 12 lipca 2004
Jeszcze...
...cztery takie noce i będę mógł łeb rozpalony wetknąć w jezioro. Kilka dni kombinowałem których znajomych pociągnąć ze sobą na akwen, lecz w końcu doszedłem do wniosku, że wyruszę sam- przyda mi się odpoczynek od ludzi i będzie okazja żeby się choć symbolicznie w środku ogarnąć. Mam tylko nadzieję, że w porcie będzie można normalne, skręcone wiosło dorwać, bo nienawidzę machać pagajem, nawet w kanadyjce.
I nie, nie jadę na mazury szukać jakiegoś holywoodzkiego, mistycznego oczyszczenia czy innych pierdół, chcę po prostu trochę się uspokoić, popływać sobie w ciszy, pogapić tępo na coś ładnego, wieczorem zapalić ognisko i posiedzieć przy nim do bladego świtu.
(Aż się rozmarzyłem) :)
I nie, nie jadę na mazury szukać jakiegoś holywoodzkiego, mistycznego oczyszczenia czy innych pierdół, chcę po prostu trochę się uspokoić, popływać sobie w ciszy, pogapić tępo na coś ładnego, wieczorem zapalić ognisko i posiedzieć przy nim do bladego świtu.
(Aż się rozmarzyłem) :)
Motto na dziś
"Wielcy ludzie są roztargnieni, to znak mądrości"
Charles Chaplin, "Dyktator"
Tak, ta teoria bardzo mi się podoba!
Charles Chaplin, "Dyktator"
Tak, ta teoria bardzo mi się podoba!
niedziela, 11 lipca 2004
Śpioch
Stary niedźwiedź mocno śpi
stary niedźwiedź mocno śpi
my się go boimy, na palcach chodzimy...
...JAK SIĘ ZBUDZI TO NAS ZJEEEE!
*
Dwóch niedomytych maniaków gier komputerowych, jeden pijaniuteńki miłośnik brydża, człowiek sukcesu podśpiewujący pod nosem puszczone przeze mnie "Looser", oraz dwie nastolatki z których jedna zaczęła dziś do mnie mówić "kochanie" i od kilku już godzin nie mogę wykombinować dlaczego.
Zwykła niedzielna noc w piekle :]
Zwykła niedzielna noc w piekle :]
Szczebelki dwa
Na mojej chrono-drabinie pojawiły się dwa kolejne szczebelki- za tydzień kożystając z wolnego weekendu wybędę prawdopodobnie na mazury, a 24 lipca namierzyłem koncert WBK w Warszawie, którego przegapić nie zamierzam!
"widać można żyć bez powietrza..."
"widać można żyć bez powietrza..."
Koszmary
Coś mnie od wczoraj tematy dziennikarskie we śnie męczą- dziś, miast niebieskich migdałów, doświadczyłem heroicznej walki n/n redaktora z koncernem medialnym Michnika. Jak mi się to urodziło- pojęcia nie mam.
Może zjadłem coś przeterminowanego?
Może zjadłem coś przeterminowanego?
sobota, 10 lipca 2004
Ufff...
Nagrodą od losu za kilka godzin pracy nad układami pneumatycznymi była niespodziewana wizyta grupki "krewnych i znajomych Królika" (bardziej od spotkania ze mną ucieszyła ich chyba możliwość zobaczenia Czapeczki na żywo), oraz puszczona na zapętlanie "Błękitna Rapsodia" Gershwina którą leczę się już od godziny.
Byle do rana.
Byle do rana.
Przemęczony
Mało ostatnio sypiam i teraz to wychodzi- przepisuję pracę dla jednego z klientów (temat porywający- "Eksploatacja Układu pneumatycznego samochodu ciężarowego Star 244") i ciągle łapię się na tym, że odlatuję i zaczynam tworzyć kompletne bzdury (Bzdurkę tradycyjnie za zbieżność wyrazów przepraszam).
Mój ostatni popis- "W przypadku stwierdzenia nieprawidłowości w działaniu zaworu odcinającego należy (i tu zaczyna się Meksyk) zadzwonić do radia Zet- oni napewno coś na to poradzą".
Dlaczego radio? Dlaczego akurat "Zetka", której nie słucham? Na te i wiele innych pytań nie poznam chyba odpowiedzi.
Mój ostatni popis- "W przypadku stwierdzenia nieprawidłowości w działaniu zaworu odcinającego należy (i tu zaczyna się Meksyk) zadzwonić do radia Zet- oni napewno coś na to poradzą".
Dlaczego radio? Dlaczego akurat "Zetka", której nie słucham? Na te i wiele innych pytań nie poznam chyba odpowiedzi.
piątek, 9 lipca 2004
SMS
Plastuś raz na jakiś czas zwraca się do mnie z prośbą o wysłanie mu przez internet jakiegoś smsa. Problem żaden (no może poza pierwszym razem, kiedy to podyktowana przez niego wiadomość liczyła ok. 2000 znaków), a jaki ubaw!

Gwoli ścisłości- to jego pismo. Hasło w bramce sms: "Owies".
Wypas :D
Gwoli ścisłości- to jego pismo. Hasło w bramce sms: "Owies".
Wypas :D
I niby jest tak źle...
...ale uśmiecham się do siebie bo czuję, że dawna wróżba wariata kiedyś mi się spełni i jeszcze będzie pięknie.
Pozostaje zatem po zęby uzbroić się w cierpliwość i mimo wszystkich tych gorszych chumorów czekać tak długo, jak będzie trzeba.
Pozostaje zatem po zęby uzbroić się w cierpliwość i mimo wszystkich tych gorszych chumorów czekać tak długo, jak będzie trzeba.
*
"Dzień minął, dzień minął, nadszedł wieczór
Świece gwiazd zapalił
Siadł przy ogniu, pieśń posłyszał i umilkł"
Wojtek Bellon
Tak by się chciało...
Świece gwiazd zapalił
Siadł przy ogniu, pieśń posłyszał i umilkł"
Wojtek Bellon
Tak by się chciało...
Wspaniały początek
Zamiast zapić się w trupa wśród starych przyjaciół, mogę tylko siorbać wodę z cukrem (zapomniałem, jak ważny składnik herbaty stanowi hebrata) i wyczekiwać siódmej rano, kiedy będę mógł ponownie zasnąć.
Pocieszam się wizją wyjazdu na łódkę w przyszły weekend.
Pocieszam się wizją wyjazdu na łódkę w przyszły weekend.
czwartek, 8 lipca 2004
Mój Zodiak - Skorpion
Jad, co ma ciebie bronić - zgładzi,
Bo ślepa furia rządzi nim.
Można Cię zdradzić, radzić, kadzić,
Musisz we wszystko iść jak w dym.
Krzywdzisz nie pragnąc zadać krzywdy,
Nie zauważasz, kto twój wróg.
Dlatego więc nie zdołasz nigdy
Spod przeznaczonych Ci ujść nóg.
Zamiarem straszysz i przerażasz
A śmieszysz tym, co mógłbyś móc.
Pustoszysz najwspanialsze z marzeń,
Które w półśnie zaczynasz snuć.
Potrafisz wielki być - i mały,
Lecz kiedy jaki - nie wie nikt.
Zazwyczaj zdradzasz swe zapały
W bezruchu ukrywając wstyd.
Porzucasz rozpoczęte dzieło,
Gdy cię zniechęci byle co.
Co dzień kolejny czujesz przełom,
Lecz nigdy nie przechodzisz go.
Jesteś zabawką niebezpieczną,
Dla innych twój pracuje jad.
Lecz z nieobliczalnością wieczną
Zawsze możesz być dla nich - kat.
Nie szukaj braci swych poparcia,
Nie proś się o zatruty grot.
Taka już wasza zmienność czarcia,
Samotny los, przeklęty miot.
Pluń na logikę konsekwencji,
Nie patrz, gdzie jest całości ład.
Zginiesz przypadkiem i bez sensu,
Jak grad, co latem z nieba spadł.
Nie uderz strzelca, bo cię zdepcze,
Z daleka możesz Pannę czcić.
Uwierz, że Waga znać Cię nie chce,
Zachowaj dla niej jadu nić.
Choć ty - zapomnisz wszystkie rady
Miotając się to tu to tam, -
Z lęku, z wściekłości, z nieuwagi
Truciznę wszczepisz sobie sam.
Jacek Kaczmarski
W kilku miejscach to się Kaczmar rąbnął, swoją drogą żadno można trafić na tak krytyczną laurkę i zarazem ponurą przepowiednię. Szczęście, że widzę tu- o czym już wspomniałem- sporo pomyłek, przynajmniej w odniesieniu do siebie więc i własny jad nie jest mi straszny :)
Pza tym nigdy nie wierzyłem horoskopom!
Bo ślepa furia rządzi nim.
Można Cię zdradzić, radzić, kadzić,
Musisz we wszystko iść jak w dym.
Krzywdzisz nie pragnąc zadać krzywdy,
Nie zauważasz, kto twój wróg.
Dlatego więc nie zdołasz nigdy
Spod przeznaczonych Ci ujść nóg.
Zamiarem straszysz i przerażasz
A śmieszysz tym, co mógłbyś móc.
Pustoszysz najwspanialsze z marzeń,
Które w półśnie zaczynasz snuć.
Potrafisz wielki być - i mały,
Lecz kiedy jaki - nie wie nikt.
Zazwyczaj zdradzasz swe zapały
W bezruchu ukrywając wstyd.
Porzucasz rozpoczęte dzieło,
Gdy cię zniechęci byle co.
Co dzień kolejny czujesz przełom,
Lecz nigdy nie przechodzisz go.
Jesteś zabawką niebezpieczną,
Dla innych twój pracuje jad.
Lecz z nieobliczalnością wieczną
Zawsze możesz być dla nich - kat.
Nie szukaj braci swych poparcia,
Nie proś się o zatruty grot.
Taka już wasza zmienność czarcia,
Samotny los, przeklęty miot.
Pluń na logikę konsekwencji,
Nie patrz, gdzie jest całości ład.
Zginiesz przypadkiem i bez sensu,
Jak grad, co latem z nieba spadł.
Nie uderz strzelca, bo cię zdepcze,
Z daleka możesz Pannę czcić.
Uwierz, że Waga znać Cię nie chce,
Zachowaj dla niej jadu nić.
Choć ty - zapomnisz wszystkie rady
Miotając się to tu to tam, -
Z lęku, z wściekłości, z nieuwagi
Truciznę wszczepisz sobie sam.
Jacek Kaczmarski
W kilku miejscach to się Kaczmar rąbnął, swoją drogą żadno można trafić na tak krytyczną laurkę i zarazem ponurą przepowiednię. Szczęście, że widzę tu- o czym już wspomniałem- sporo pomyłek, przynajmniej w odniesieniu do siebie więc i własny jad nie jest mi straszny :)
Pza tym nigdy nie wierzyłem horoskopom!
Czapeczka i lody
Cwaniaczek, sobie to kupił a mi nawet nie wspomniał, że po nie idze- też bym zamówił.
Podpadacie Czapeczka, podpadacie...
Koszmar
To nie będzie udana noc, ze snu poderwały mnie dziś słowa nieznanego mi wcześniej szlagieru "Obudź się czarny Alibabo" (nie, nie odebrałem tego jako piosenki do siebie skierowanej bo ani ja czarny ani Alibaba), który nie tyle nie przypadł mi do gustu co wręcz doprowadził w przeciągu dwuch minut do szewskiej pasji. Niby nic, chwila i piosenka przepełzła w czas przeszły, problem polega na tym, że została w pamięci i piecze jak diabli.
*
"Dziś czuję się, jak mrówka gdy
Czyjś but tratuje jej mrowisko
Czemu mi dałeś wiarę w cud
A potem odebrałeś wszystko.
Ja się nie skarżę na swój los
Choć wiem, jak będzie jutro rano
Tyle powiedzieć chciałam ci
Zamiast... pacierza na dobranoc"
Magda Czapińska
Nie lubię się powtarzać ale
.
.
.
dobrego dnia.
Czyjś but tratuje jej mrowisko
Czemu mi dałeś wiarę w cud
A potem odebrałeś wszystko.
Ja się nie skarżę na swój los
Choć wiem, jak będzie jutro rano
Tyle powiedzieć chciałam ci
Zamiast... pacierza na dobranoc"
Magda Czapińska
Nie lubię się powtarzać ale
.
.
.
dobrego dnia.
Nadzieja
W brudnym świcie smutnych miast
Pełnym wiatrów bezlitosnych
Mignie czasem twoja twarz
Jak niepewne tchnienie wiosny
W przystankowy, zmięty tłum
Jakby cisnął ktoś dla żartu
Bzu białego bukiet lub
Same najszczęśliwsze karty
Matką głupich cię nazwali, nadziejo
Ludzie podli, ludzie mali, nadziejo
Choć się z ciebie natrząsają, głośno śmieją
Ty nas jedna nie opuszczaj, nadziejo!
Prowadź nas, nadziejo
W ciemny czas, nadziejo
W mrocznej mgle wyczaruj
Iskrę wiary
Gdy fałszywych fanfar dźwięk
Zgaśnie w dali tak, jak żagiel
I wypełni głuchy jęk
Zakamarki duszy nagie
Gdy już tylko walić w mur
Z dziką pasją pozostaje
Nie rozpaczaj, odłóż sznur
Ona istnieć nie przestaje
Matką głupich cię nazwali, nadziejo
Ludzie podli, ludzie mali, nadziejo
Choć się z ciebie natrząsają, głośno śmieją
Ty nas jedna nie opuszczaj, nadziejo!
Prowadź nas, nadziejo
W ciemny czas, nadziejo
W mrocznej mgle wyczaruj
Iskrę wiary
Jan Pietrzak
Pełnym wiatrów bezlitosnych
Mignie czasem twoja twarz
Jak niepewne tchnienie wiosny
W przystankowy, zmięty tłum
Jakby cisnął ktoś dla żartu
Bzu białego bukiet lub
Same najszczęśliwsze karty
Matką głupich cię nazwali, nadziejo
Ludzie podli, ludzie mali, nadziejo
Choć się z ciebie natrząsają, głośno śmieją
Ty nas jedna nie opuszczaj, nadziejo!
Prowadź nas, nadziejo
W ciemny czas, nadziejo
W mrocznej mgle wyczaruj
Iskrę wiary
Gdy fałszywych fanfar dźwięk
Zgaśnie w dali tak, jak żagiel
I wypełni głuchy jęk
Zakamarki duszy nagie
Gdy już tylko walić w mur
Z dziką pasją pozostaje
Nie rozpaczaj, odłóż sznur
Ona istnieć nie przestaje
Matką głupich cię nazwali, nadziejo
Ludzie podli, ludzie mali, nadziejo
Choć się z ciebie natrząsają, głośno śmieją
Ty nas jedna nie opuszczaj, nadziejo!
Prowadź nas, nadziejo
W ciemny czas, nadziejo
W mrocznej mgle wyczaruj
Iskrę wiary
Jan Pietrzak
Past the mission
Doczekałem, pozdrowiłem na odległość szczerym uśmiechem, teraz z poczuciem dobrze spełnionego obywatelskiego obowiązku mogę się udać na spoczynek.
I tak, teraz już bry :)
I tak, teraz już bry :)
Z innej muzycznej beczki
Ja chcę "Sarmatię" Kaczmarskiego!
Uaktualnienie z 10:48
I na szlak chcę, w teren, do ciężkiej choroby!
Uaktualnienie z 10:48
I na szlak chcę, w teren, do ciężkiej choroby!
Więęęcej muzyyyki
Zadałem sobie niedo trudu i wrzuciłem na serwer dwie punkowe piosenki o miłości. Dlaczego- zapytacie, ano dlatego, że są one doskonałym przykładem ładnego tekstu i muzyki której momentami nie da się słuchać a mimo to mi się podoba :)
Less than Jake - I think I love You
Less than Jake - I would walk 500 miles
Im szybciej je ściągniecie, tym lepiej bo mam malutki limit transferu :(
Less than Jake - I think I love You
Less than Jake - I would walk 500 miles
Im szybciej je ściągniecie, tym lepiej bo mam malutki limit transferu :(
środa, 7 lipca 2004
Jedna piosenka...
...z przesłaniem jakiego właśnie potrzebowałem i od razu jest lepiej; swoją drogą udowadnia to jak jestem podatny na działanie muzyki.
Oby do rana mi tego paliwa starczyło.
Marek Grechuta - "Dni których nie znamy"
Oby do rana mi tego paliwa starczyło.
Marek Grechuta - "Dni których nie znamy"
Lipa
Z tymi wszystkimi plusami rzucania palenia to jakieś wielkie oszustwo! Miotam się 20% bardziej, nie mam co zrobić z rękami, wcale nie przybieram na wadze a pierś mam tak pełną, jak dwa tygodnie temu, więc i o różnicy w oddychaniu nią mowy nie ma. I wiem, za wcześnie jeszcze by było widać jakieś efekty ale, do kurwy nędzy, całą cierpliwość poświęcam innym, ważniejszym sprawom.
Pomimo szczerych chęci i pomocy dobrych ludzi (Warszawa pozdrawia Olsztyn!) noc zakończę chyba w dołku i proszę mi wierzyć- wolałbym inaczej.
Grzegorz Turnau - "Bracka"
Pomimo szczerych chęci i pomocy dobrych ludzi (Warszawa pozdrawia Olsztyn!) noc zakończę chyba w dołku i proszę mi wierzyć- wolałbym inaczej.
Grzegorz Turnau - "Bracka"
wtorek, 6 lipca 2004
poniedziałek, 5 lipca 2004
Żwawa piosnka o żuczku
Gdy żre mnie nostalgia i chandra mnie tłucze
I nuda się czai przy ścianie sowacza, sowacza
Pojawia się skądyś na stole mym żuczek
I nóżki swe drobne rozkracza rozkracza, rozkracza
I chodzi po gładkiej powierzchni czerniawy
Tu kropkę zostawi, a tam drobny szlaczek, -bny szlaczek
I co raz to w nóżkę podrapie się prawą
Lub wyrwie spod paszki swej kłaczek, swej kłaczek, swej kłaczek
Ja biorę go w dłonie ostrożnie, lekutko
Boć mały to żuczek, a nie olbrzym gacek, -brzym gacek
A potem za udkiem wyrywam mu udko
I kciukiem go miażdżę na placek, na placek, na placek
Wojtek Bellon
To tak na zasadzie czegoś z zupełnie innej beczki.
I nuda się czai przy ścianie sowacza, sowacza
Pojawia się skądyś na stole mym żuczek
I nóżki swe drobne rozkracza rozkracza, rozkracza
I chodzi po gładkiej powierzchni czerniawy
Tu kropkę zostawi, a tam drobny szlaczek, -bny szlaczek
I co raz to w nóżkę podrapie się prawą
Lub wyrwie spod paszki swej kłaczek, swej kłaczek, swej kłaczek
Ja biorę go w dłonie ostrożnie, lekutko
Boć mały to żuczek, a nie olbrzym gacek, -brzym gacek
A potem za udkiem wyrywam mu udko
I kciukiem go miażdżę na placek, na placek, na placek
Wojtek Bellon
To tak na zasadzie czegoś z zupełnie innej beczki.
niedziela, 4 lipca 2004
Sprzysiężenie górskiego kamienia
Sprzysiężeni budząc się świtem
Przykrywają palcami oczy
By w nich zatrzymać chociaż przez chwilę
Nić wysnutą z osnowy nocy
Nić co nieba barwą się mieniąc
Diratisimę w ścianie kreśli
Potem dnia zakładają brzemię
i ruszają w drogę ku szczęściu
Mija dzień koło się toczy
Marzeniami kładą się cienie
I doradza się każdej nocy
I odradza się każdej nocy
Sprzysiężenie górskiego kamienia
Sprzysiężeni przyjazne dłonie
plotą w węzeł nad ogniem watry
i wpatrzeni w gasnący płomień
nucą pieśni pachnące wiatrem
Nie rozplotą ni burze ni waśnie
tego co złączone przez ogień
Słońce wokół - wciąż jaśniej jaśniej
Zakwitł kamień dziś górskim głogiem
A gdy wiatr sprzysiężonym w oczy zawieje
Bliski uśmiech w cień nocy odejdzie
Bukowina opuszcza ramiona
Bukowina łeb pochyla siwy
Czas odpłwa a z czasem smutek kona
Lecz wspomnienia pozostają żywe
Wojtek Bellon
Przykrywają palcami oczy
By w nich zatrzymać chociaż przez chwilę
Nić wysnutą z osnowy nocy
Nić co nieba barwą się mieniąc
Diratisimę w ścianie kreśli
Potem dnia zakładają brzemię
i ruszają w drogę ku szczęściu
Mija dzień koło się toczy
Marzeniami kładą się cienie
I doradza się każdej nocy
I odradza się każdej nocy
Sprzysiężenie górskiego kamienia
Sprzysiężeni przyjazne dłonie
plotą w węzeł nad ogniem watry
i wpatrzeni w gasnący płomień
nucą pieśni pachnące wiatrem
Nie rozplotą ni burze ni waśnie
tego co złączone przez ogień
Słońce wokół - wciąż jaśniej jaśniej
Zakwitł kamień dziś górskim głogiem
A gdy wiatr sprzysiężonym w oczy zawieje
Bliski uśmiech w cień nocy odejdzie
Bukowina opuszcza ramiona
Bukowina łeb pochyla siwy
Czas odpłwa a z czasem smutek kona
Lecz wspomnienia pozostają żywe
Wojtek Bellon
Spokój
Powoli oswajam się z tym co jest, nie skręcam się całymi nocami i nie zatracam w bezowocnych rozważaniach na temat co by było gdyby... Strategia unikania jakichkolwiek nawiązań do moich bolączek przynosi rezultaty, choć wiem jak niewiele trzeba by całe to piekło rozpętało się ponownie. Nareszcie zaczynam osiągać stan hibernacji w którym łatwiej będzie doczekać szczęścia.
"Odnajdzie mnie na samym dnie", a więc jeszcze zanim ja znajdę inną pracę- budujące proroctwo :)
"Odnajdzie mnie na samym dnie", a więc jeszcze zanim ja znajdę inną pracę- budujące proroctwo :)
I gdzie tu sprawiedliwość?!
Rzuciłem palenie, a jedyną wyczuwalną zmianą jest to, że smak mi się wyostrzył i zdałem sobie sprawę jak paskudna jest cherbata którą przynoszę codziennie w termosie.
sobota, 3 lipca 2004
Coś mi się widzi...
...że rodzi się tu Sprzysiężenie Obszczanego Śmietnika, na wzór "Sprzyciężenia górskiego kamienia" WBK. Mam zaszczyt należeć do obu :]
Krupnik z ochroniarzami
Uznałem, że odcięcie się od tylu znieczulaczy jednocześnie mogłoby być szkodliwe dla mojej delikatnej psychiki, w związku z czym zawieszam narzuconą sobie prohibicję i od razu dziarsko zabieram się do picia :)
Pogoda dla nie-bogaczy
Zmiennik tradycyjnie zaspał, ja wracając do siebie przespałem przystanek i obudziłem dopiero na pętli; mimo to poranek mogę zaliczyć do bardziej udanych- okoliczności sprawiły, że trafiła się doskonała okazja do spaceru przez las. Ciepło i spokojnie, ludzi o tej porze jeszcze nie ma, dreptałem więc sobie podgwizdując radośnie z lipcowym słońcem na plecach. Dotarłem do domu i zbiera się na piękną burzę, której także nie zamierzam przegapić!
W takich chwilach zapominam o tym co boli, czego brak- chłonę atmosferę przeprełniony zwierzęcą niemal radością.
Przepraszam za nieskładną formę- w związku z rzucaniem palenia zupełnie nie mogę się skupić.
W takich chwilach zapominam o tym co boli, czego brak- chłonę atmosferę przeprełniony zwierzęcą niemal radością.
Przepraszam za nieskładną formę- w związku z rzucaniem palenia zupełnie nie mogę się skupić.
piątek, 2 lipca 2004
Morał na dziś, słowami Bellona wypowiedziany
"Dość wytoczyli bań próżnych przed domy kalecy
Żyją jak żyli - bezwolni i głusi i ślepi
Nie współczuj - szkoda łez i żalu
Bezbarwni są bo chcą być szarzy
Ty wyżej, wyżej bądź i dalej
Niż ci co się wyzbyli marzeń"
Może faktycznie, co komu pisane...
Żyją jak żyli - bezwolni i głusi i ślepi
Nie współczuj - szkoda łez i żalu
Bezbarwni są bo chcą być szarzy
Ty wyżej, wyżej bądź i dalej
Niż ci co się wyzbyli marzeń"
Może faktycznie, co komu pisane...
Awww... FUCK IT!
Teraz nie, ale w pierwszy wolny weekend ustawiam się z Cyplem i Grzałą na chlanie i ewentualny punkowy koncert. Bez papierosa, bo tę przysięgę nie sobie składałem.
GRoooaar!!!
Chcę się upić, jest ku temu okazja (ochroniarze z kasyna naprzeciwko zapraszają na krupniczek, a przy okazji siedzę kompletnie sam) a tu kurde cholerne postanowienie na drodze :/
48 godzin już bez papierosa żyję, nie jest źle, tylko nie mam już żadnych przyjemności, których stałości mógłbym doświadczać na codzień.
(i owszem- miłość jest stała, lecz nie można jej nazwać szczęściem, kiedy jest niepełniona, prawda?)
48 godzin już bez papierosa żyję, nie jest źle, tylko nie mam już żadnych przyjemności, których stałości mógłbym doświadczać na codzień.
(i owszem- miłość jest stała, lecz nie można jej nazwać szczęściem, kiedy jest niepełniona, prawda?)
O matko...
Właśnie dowiedziałem się, że istnieje w naszym kraju firma MasterPlan. Gratuluję nazwy- kojarzy mi się z "Nikt tego nie wiedział" Afro Kolektywu :D
Piosenka dostępna TUTAJ (warto chyba sprawdzić, bo jest to jedyna kapela trącąca lekko hip- hopem, której jestem w stanie słuchać z przyjemnością.
Wiem, jest tam sporo wulgaryzmów, ale proszę, doceńcie walory chumorystyczne i ogólnomyślowe tej kompozycji; kilka innych (szczególnie polecam "Czytaj Z Ruchu Moich Ust") można ściagnąć TUTAJ
Smacznego :)
Piosenka dostępna TUTAJ (warto chyba sprawdzić, bo jest to jedyna kapela trącąca lekko hip- hopem, której jestem w stanie słuchać z przyjemnością.
Wiem, jest tam sporo wulgaryzmów, ale proszę, doceńcie walory chumorystyczne i ogólnomyślowe tej kompozycji; kilka innych (szczególnie polecam "Czytaj Z Ruchu Moich Ust") można ściagnąć TUTAJ
Smacznego :)
Warto zobaczyć
Nareszcie udało mi się ponownie odnaleźć stronę z pracami artystów którzy inspirowali Jacka Kaczmarskiego. Nie działa może tak szybko jak by się chciało, ale przy odrobinie cierpliwośći...
Smacznego!
TUTAJ
Smacznego!
TUTAJ
A tam na jeziorze...
...łódka i kanadyjka aż się proszą by z nich pożytek jakiś zrobić. Majster Bieda będzie niestety musiał poczekać ze swoimi włóczęgami do drugiej połowy sierpnia.
"W mieście jak ryby tramwaje
A miasto jak studnia bez dna
A niebo jak żuraw, a niebo jak żuraw
Schyla się nocą i świtem i powstaje
Nad rybną studnią bez dna
Zaułków lipcem sparzonych
Wyciszyć nie może zmrok
Zasiedli na ławkach,
zasiedli na ławkach
Ludzie co twarze dniem umęczone
Pod lipiec kładą i zmrok
Nie śpię bo spotkać chcę w mieście
Tę ciszę co gęsta jak noc
Rozmawiać z krokami, swoimi krokami
I oto idę miastu na przeciw
Choć wokół cisza i noc
Czekam aż neon przytłumi
Rozmytą latarnię dnia
Odnajdą się cienie, odnajdą się cienie
I ludŹmi ulice zatłumią
Czekam na przyjście dnia
Czekam na przyjście dnia
w mieście jak ryby tramwaje...."
Wojtek Bellon
"W mieście jak ryby tramwaje
A miasto jak studnia bez dna
A niebo jak żuraw, a niebo jak żuraw
Schyla się nocą i świtem i powstaje
Nad rybną studnią bez dna
Zaułków lipcem sparzonych
Wyciszyć nie może zmrok
Zasiedli na ławkach,
zasiedli na ławkach
Ludzie co twarze dniem umęczone
Pod lipiec kładą i zmrok
Nie śpię bo spotkać chcę w mieście
Tę ciszę co gęsta jak noc
Rozmawiać z krokami, swoimi krokami
I oto idę miastu na przeciw
Choć wokół cisza i noc
Czekam aż neon przytłumi
Rozmytą latarnię dnia
Odnajdą się cienie, odnajdą się cienie
I ludŹmi ulice zatłumią
Czekam na przyjście dnia
Czekam na przyjście dnia
w mieście jak ryby tramwaje...."
Wojtek Bellon
Taaak...
Wstałem właśnie i w 2 minuty od przebudzenia zdążyłem się już zgodzić na prośbę zmiennika, by przyjść wcześniej na dyżur. Pewnych rzeczy nigdy się nie oduczę i jak zawsze- dobrze mi z tym.
Tik jeszcze śpi a tradycyjny zły chumor drzemie- korzystam jak umiem.
Tik jeszcze śpi a tradycyjny zły chumor drzemie- korzystam jak umiem.
czwartek, 1 lipca 2004
*
I znowu gdzieś w głowie czy w sercu- nie wiem, rodzi się ta durna świadomość, że po to tylko wstałem by za kilka godzin znów móc zasnąć, przeczekawszy kolejną marną odsłonę tego samego przedstawienia.
Nic na to niestety poradzić nie umiem.
Red Hot Chilli Peppers - "Under the Bridge"
Nic na to niestety poradzić nie umiem.
Red Hot Chilli Peppers - "Under the Bridge"
I idąc dalej tropem screenów
"I'm the screen, the blinding light
I'm, the screen, I work at night"
Tak mi jakoś pasowało...
Przynajmniej wiem już...
...że na brak nikotyny nie reaguję agresją czy jakimiś innymi nieprzyjemnymi chumorami, lecz nadaktywnością! Nosi mnie i przeżywam punkowe wykonanie "Uptown Girl" wywijając czupryną jak rasowy metal :D
Tylko tik działa mi na nerwy.
Tylko tik działa mi na nerwy.
Puste słowa
Patrząc na otaczającą nas rzeczywistość można dojść do wniosku, że wypowiadane przez ludzi słowa zupełnie nic nie znaczą a jedynym wyrazem który ma jeszcze w sobie jakąś moc jest słynna i znana jak Polska długa i szeroka "kurwa". Nie o niej jednak, lecz o ponoszeniu odpowiedzialności za to co się przypadkiem, czy zupełnie celowo i świadomie powiedziało. Ostatnimi czasy nawet ludzie których znam dobrze i długo, operują mową identyczną do tej jaką posługiwali się nasi przodkowie, jednak słowa które się na nią składają są zupełnie przezroczyste, zawieraj a tylko cień dawnej treści; uczucia które kiedyś je nasycały, po prostu się zużyły. Słyszę "kocham go/ją" i wiem, że znaczy to tyle co "chcę się z nim/nią (tfu!) przespać", ktoś mówi "zawsze możesz na mnie liczyć" a nie znaczy to absolutnie nic. Być może zbyt często używamy pewnych słów do nazwania rzeczy zupełnie banalnych i wzniosłe określenia po prostu się wycierają? Warto czasami zwrócić uwagę na to, by na pająka mówić "pająk" a nie "majestatyczny stawonóg, kocham go i zawsze będę"- ułatwi to komunikację oraz przywróci pierwotne znaczenie słowom które faktycznie COŚ znaczą :)
Nie wspominając już o ponoszeniu za to co się mówi odpowiedzialności. Jako ten-który-świeci-oczami-a-chciałby-przykładem dodam tylko, że od 25 godzin nie zapaliłem papierosa i choć ręce mi się trzęsą a prawym policzkiem targa nerwowy tik- słowa dotrzymam!
Nie wspominając już o ponoszeniu za to co się mówi odpowiedzialności. Jako ten-który-świeci-oczami-a-chciałby-przykładem dodam tylko, że od 25 godzin nie zapaliłem papierosa i choć ręce mi się trzęsą a prawym policzkiem targa nerwowy tik- słowa dotrzymam!
Zabawna okolica
Właśnie dowiedziałem się, że pod bliźniaczą kafejką jakiś psychol wymachiwał dwoma mieczami po czym wyjął pistolet i zrobił dziurę w jednym z pawilonów (wcześniej celował do ludzi). Całe szczęście został obezwładniony zanim zdążył zrobić komuś krzywdę. Między Bogiem a prawdą żałuję, że nie dał o sobie znać przy mojej jaskini- może chociaż miałbym się czym zająć.
"Poranna" żonglerka
Kawałek za kawałkiem, byle tylko poranne chimery zagłuszyć. Nie idzie najgorzej ale z wolna kończy się muzyka z pozytywnym przesłaniem.
bry?
bry?
Wszystko w normie
Zmiennik tradycyjnie zaspał, mogę więc spodziewać się go najwcześniej za jakieś pół godziny.
Ostatnimi czasy zaczął pojawiać się czarnoskóry brat (wszystko na to wskazuje) Śpiocha; zdjęcie dorzucę ku własnej uciesze, jak tylko wrócę do domu.
Ostatnimi czasy zaczął pojawiać się czarnoskóry brat (wszystko na to wskazuje) Śpiocha; zdjęcie dorzucę ku własnej uciesze, jak tylko wrócę do domu.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)