sobota, 10 lipca 2004

Ufff...

Nagrodą od losu za kilka godzin pracy nad układami pneumatycznymi była niespodziewana wizyta grupki "krewnych i znajomych Królika" (bardziej od spotkania ze mną ucieszyła ich chyba możliwość zobaczenia Czapeczki na żywo), oraz puszczona na zapętlanie "Błękitna Rapsodia" Gershwina którą leczę się już od godziny.

Byle do rana.

3 komentarze:

  1. uwielbiam Blekitna Rapsodie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehehehe... byle do rana... chyba dozyles :P
    A z tego ja wiem - "krewi i znajomi krolika" wedlug Freuda nbyli nie calkiem tego.. nooo... :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Freud to czub :)

    OdpowiedzUsuń