piątek, 2 lipca 2004

A tam na jeziorze...

...łódka i kanadyjka aż się proszą by z nich pożytek jakiś zrobić. Majster Bieda będzie niestety musiał poczekać ze swoimi włóczęgami do drugiej połowy sierpnia.



"W mieście jak ryby tramwaje
A miasto jak studnia bez dna
A niebo jak żuraw, a niebo jak żuraw
Schyla się nocą i świtem i powstaje
Nad rybną studnią bez dna

Zaułków lipcem sparzonych
Wyciszyć nie może zmrok
Zasiedli na ławkach,
zasiedli na ławkach
Ludzie co twarze dniem umęczone
Pod lipiec kładą i zmrok

Nie śpię bo spotkać chcę w mieście
Tę ciszę co gęsta jak noc
Rozmawiać z krokami, swoimi krokami
I oto idę miastu na przeciw
Choć wokół cisza i noc

Czekam aż neon przytłumi
Rozmytą latarnię dnia
Odnajdą się cienie, odnajdą się cienie
I ludŹmi ulice zatłumią
Czekam na przyjście dnia
Czekam na przyjście dnia

w mieście jak ryby tramwaje...."


Wojtek Bellon

2 komentarze:

  1. Może to i lepiej, może w końcu lato przyjdzie, bo jak wiosłować, kiedy pioruny deszcze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie wiosłowanie jest najlepsze! Do końca życia zapamiętam czasy, kiedy razem z ojcem wiosłowaliśmy przez Wigry nakryci nienadmuchanym materacem :)

    OdpowiedzUsuń