Zmiennik tradycyjnie zaspał, ja wracając do siebie przespałem przystanek i obudziłem dopiero na pętli; mimo to poranek mogę zaliczyć do bardziej udanych- okoliczności sprawiły, że trafiła się doskonała okazja do spaceru przez las. Ciepło i spokojnie, ludzi o tej porze jeszcze nie ma, dreptałem więc sobie podgwizdując radośnie z lipcowym słońcem na plecach. Dotarłem do domu i zbiera się na piękną burzę, której także nie zamierzam przegapić!
W takich chwilach zapominam o tym co boli, czego brak- chłonę atmosferę przeprełniony zwierzęcą niemal radością.
Przepraszam za nieskładną formę- w związku z rzucaniem palenia zupełnie nie mogę się skupić.
Nie ma tego złego ;)
OdpowiedzUsuńA nie mówiłam, nie mówiłam, że rano też można? :)