piątek, 16 lipca 2004

A najzabawniejsza...

... była chyba konkluzja tej mojej dzisiejszej rozmowy- straciłem pracę bo byłem za dobry dla ludzi! Właśnie to odkrycie mojej byłej szefowej nadaje całej sytuacji surrealistycznego zabarwienia.


Oto jest właśnie jedna z tych chwil, kiedy jest tak bez sensu źle, że człowiek zanosi się śmiechem zamiast bić głową w ścianę.

4 komentarze:

  1. beznadziejność sytuacji bywa względna, co nie znaczy, że to coś ułatwia.
    Wspomniałeś w poprzedniej notce Jacka, a raczej 22 płyty. Ten człowiek, choć nie brakowało mu na chleb, walił głową w ścianę. I co z tego, że jego nazwisko znają wszyscy. Był po prostu nieszczęśliwy w sytuacji, gdy inni patrząc z boku mu zazdrościli.

    OdpowiedzUsuń
  2. czyli znaczy,ze nalezy byc zlym dla ludzi i wtedy ma sie prace...dziwne...

    OdpowiedzUsuń
  3. a tak na marginesie dodam,ze raz mialem do czynienia z Toba i jakos nie poczulem odchylen od normy...bylo akurat tak jak bym sobie zyczyl aby bylo...

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja nie bede miala :)))
    a tak sobie juz planowalam pieknie:))))

    OdpowiedzUsuń