piątek, 23 lipca 2004

takiegojednego plany wieczorne

Kiedy tylko zmrok zapadnie, przywdzieję jakąś zwiewną koszulinę, luźne gatki i krokiem tworu Frankensteina ruszę w leśne ostępny szukać spokoju, natchnienia i wewnętrznej harmonii (To dopiero będzie widok- zadumana pokraka wieczorową porą!). Bawiąc się we wróżbitę mogę na 75% stwierdzić, że spokoju ani następujących po nim bzdurnych sloganów, pojawiających się na co trzecim blogu uduchowionej nastolatki, nie znajdę, możliwe natomiast, że spotkam jakichś znajomych którzy zaciągną mnie do butelki czy pełnych jakiegoś plugawstwa puszek. Jesli tak się nie stanie- w co wątpię- to koło trzeciej w nocy zacznę układać się do snu i przy odrobinie szczęścia zasnę przed siódmą.



Aha, jeszcze jedna śmieszna sprawa- po namyśle stwierdzili, ze chyba chcą mnie w pracy spowrotem. No (bycze) jaja niewyjęte!

5 komentarzy:

  1. A jednak :)

    A z tą harmonią to jakoś dziwnie, dopiero co się harmonizowałeś w okolicach Spychowa, a teraz znów? Nie za dużo tej harmonii? ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Wciąż za mało niestety.

    OdpowiedzUsuń
  3. No tak, chłopiec ze stolycy, wam to ciągle za mało ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. a swierszczy nie nawidze bo na mojej lace za oknem mieszka ich milion. i ten milion swierszczy zaczyna zapierdalac okolo godziny 10 rano i konczy zapierdalac okolo 3 w nocy. milion swierszczy potrafi zapierdalac. uwierz.

    OdpowiedzUsuń