Miała być lekkostrawna notka o wyjeździe ale coś mi się widzi, że nic z tego- mózg także sobie odparzyłem.
W telegraficznym skrócie- było sympatycznie, pogoda każda, krócej niż być miało bo trzochę przesadziliśmy z tempem, krowy/byki z pastwiska, na którym musieliśmy namiot rozbijać, chleb nam w nocy zeżarły, odkryłem istnienie leśniczówki "Wąglik" nad jeziorem Zgon i dzikie tłumy niemal w każdym dostępnym z lądu miejscu. Amen.
Swoją drogą nie mogę się ostatnio skupić na tyle żeby napisać coś dłuższego. A chciałby człek tak od czasu do czasu gruchnąć jakiś referacik...
Żarte te krowy/byki w okolicach Spychowa ;P
OdpowiedzUsuńPewnikiem Jurand tak je wytresował!
OdpowiedzUsuń