poniedziałek, 27 września 2004

Dlaczego bez szablonu?

Ponieważ widząc w swojej księdze gości wpis chwalący wygląd bloga, zacząłbym się zastanawiać, dlaczego przemilczano sprawę tego, co na nim piszę- w taki sposób rodzą się kompleksy.






Czekam

*

"Aniele boży, stróżu mój
ty się mnie dzisiaj bardzo bój
i spraw, niech spełnią się pacierze
bo więcej w ciebie nie uwierzę"


I mean it







Czekam

*

Baba z przylegającej do kafejki księgarni mnie terroryzuje- powiedziała, że jesli nie przestanę puszczać "dudnienia" (chodziło o... /werble/... Wolną Grupa Bukowina!!!) to zacznie walić w ścianę i źle mi się będzie pracowało. Tak mi zapowiedziała. No więc ja jutro przyniosę "Wojnę postu z karnawałem" i pokażę jędzy co to znaczy poezja-głośno-śpiewana.


Edit po namyśle: ewentualnie spróbuję zdobyć jakąś radosną twórczość Świetlików- powinno to zgagę na dobre unieszkodliwić.



Nikogo - "Nic, bo jakaś prukwa zacznie tłuc w ścianę i źle mi się będzie pracowało"




Czekam

*

Jeżeli będąc w okolicach Dworca Centralnego, wpadniecie na pomysł, żeby zajść do kafejki internetowej, to ostrzegam: obsługa w Incognito 2 prycha, mówi niewyraźnie i patrzy złym okiem.


Szomorú Vasárnap(?) - "Ein traurige Sonntag" (AKA Gloomy Sunday/Ta ostatnia niedziela, moim skromnym zdaniem jedno z lepszych wykonań, zerżnięte zresztą na chama z filmu poświęconego tej piosence)




I czeka

*

Kac i przeziębienie- co mnie napadło, żeby w środku nocy, wywijając siatką "Królewskich", ciskać się po lesie? Oczywiście wychodząc nie uznałem za stosowne ubrać się po ludzku, bo uroiło mi się, że przemarznę na złość (w myśl zasady "na złość mamie odmrożę sobie uszy"), to jedno mi się zresztą- bez dwóch zdań- udało. W dodatku mam chyba zakwasy paszczowe od gwizdania, nawet nie wiedziałem, że tak można.

Do końca tygodnia pracuję popołudniami, nie wiem tylko czy powinno mnie to cieszyć, czy też wręcz przeciwnie.


Elżbieta Adamiak - "Jesienna zaduma"


EDIT: Jeszcze, motyla noga, wylądowałem (mam nadzieję, że nie na cały tydzień) w innej kafejce. PKP.

Czekam

niedziela, 26 września 2004

*

Zastanawiam się ostatnio, gdzie przepadły czasy kiedy piło się gorzałkę przy "Pięciu Oceanach" (dla niezorientowanych: zbiór wyśpiewanych wierszy Agnieszki Osieckiej), "Zbroi" Kaczmarskiego, czy Turnauowym "Naprawdę nie dzieje się nic". Minęło raptem kilka lat, a większość przyjaciół przerzuciła się na całkowicie inny repertuar; już ich nie porywa "To Nasze Ostatnie Bolero", wydają się nie pamiętać, co to jest "wódka w parku wypita", mając niewiele ponad dwadzieścia lat, robią wrażenie ludzi skostniałych, śpiewających tylko pod prysznicem albo przy goleniu. Czy ktoś z Was pamięta może jeszcze, co to jest pijacka zaduma nad wykonywanymi przez Magdę Umer "Oczami tej małej", czy chwila, kiedy śpiewając wraz z Krystyną Jandą "Na zakręcie" wszyscy zgromadzeni także czuli, że są na wirażu? To były czasy!

Swoją drogą, jeśli zdać sobie sprawę z tego, że każde kolejne pokolenie marzy żeby znów było "jak dawniej", to nagle obnażona zostaje bezczelna dodupność teraźniejszości. A przecież będzie jeszcze gorzej! ;)





Czekam

Piosenka na przekór

Pomyślałem sobie, że może warto w taki ponury dzień wyszperać jakiś pogodny kawałek. Oto jest :)

Wolna Grupa Bukowina - "Piosenka wiosenna"



Wniosek: byle do wiosny.






Czekam

sobota, 25 września 2004

*

Skończyło się na książce i gwizdanym spacerze z piwkiem- w sumie nieźle, a przecież jutro też mam wolne. Byle do przodu :]


Przemysław Gintrowski - "Tylko kołysanka"






Czekam

*

Kurcze, dwa dni wolnego, a mi w głowie siedzi tyle pomysłów na ich spędzenie, że prawdopodobnie strawię ten czas na bezowocne zastanawianie się, którą opcję wybrać. Pod domem mam las, w szafie ciepły sweter i ochotę na długi spacer, mam też kilka książek na które ostrzę sobie kły od kilku tygodni, w kieszeni tkwi jeszcze 20 złotych, a więc świat należy do mnie, mam wreszcie przyjaciół którzy domagają się spotkań i nareszcie jest ku temu okazja- przykłady możnaby mnożyć w nieskończoność. Fredrowy osiołek miał do wyboru dwa żłoby, u mnie jest ich zdecydowanie więcej, ale skończę, zdaje się, podobnie. Chyba złapię doła ;)


EDIT: Wiem, opiję się kawy i ZNO WU będzie mnie nosiło!



Ska-p - "Resistencia"




Czekam

piątek, 24 września 2004

*

Od północy dowiedziałem się, że:

- dwudniowa kanapka może służyć do wielu rzeczy, ale jedzenie z pewnością się w ich poczet nie zalicza
- Serge Gainsbourg, kimkolwiek jest, nie powinien brać się za interpretowanie Gloomy Sunday, bo kompletnie mu to nie wychodzi
- niespodziewana wizyta znajomych w środku nocy, może poprawić chumor bardziej, niżbym się tego spodziewał
- słuchanie przez godzinę puszczonego na zapętlanie "Everybody hurts" REM, może jednak bardzo skutecznie zbić morale do poziomu sprzed wizyty
- manager kupił jakiś nowy płyn do podłogi; pachnie tak, że mam ochotę się go napić, ale przerażają mnie ewentualne konsekwencje takiego wyczynu
- nudzi mi się, co nie wymaga chyba dodatkowego komentarza
- czwarta nad ranemmmm...
- jeśli masz średnio- kiepsku chumor, to puszczenie "Thank You" Tori Amos bardzo skutecznie zamieni ten nijaki nastrój w zdecydowany dołek
- Gloomy Sunday w chińskiej wersji kompletnie nie nadaje się do słuchania
- 3 na 4 miłośników stron porno, kiedy podchodzę, zmienia okno na Wirtualną Polskę. Jeden na Onet.

Lista będzie uaktualniana do 6 rano.






Czekam

Z cyklu "Młody i Obiecujący"

(Tak, zapomnijmy już o moim wczorajszym blamażu)


mlodzian6.jpg







Waitin'

*

W związku z poprzednią notką nadal nic nie wykombinowałem; na razie mogę stwierdzić, że była ona pisana absolutnie szczerze, ale chyba niezbyt potrafiłem ubrać myśli w słowa bo wyszedł jakiś kompletny BEŁKOT!

Jest jednak w związku z tym jeden pozytyw: postanowiłem nie pić więcej w pracy nic, co mogłoby mnie doprowadzić do stanu jaki wczoraj osiągnąłem. Swoją drogą, "spożywanie" w okolicach komputera, często owocuje w moim wypadku zalewem notek górnolotnych w zamyśle, ale kompletnie niezrozumiałych dla osób trzeźwych, wliczając w to mnie kilka godzin później. Potem mi głupio (tak- teraz też jest "potem").


Ps. Kiedy pijemy sobie coś ze znajomymi i w pomieszczeniu nie ma nikogo, kto byłby jeszcze w stanie zrobić jaskółkę- wtedy zaczynam swoje płomienne kazania wygłaszać i wszyscy są wniebowzięci, a następnego dnia nieżadko słyszę "stary, wczoraj mądrze gadałeś, tylko nie za bardzo pamiętam o co chodziło". Ponieważ ja także nie jestem pewien czego mój wykład mógł dotyczyć (choć mam kilka stałych tematów), uznajemy sprawę za nierozwiązywalną i tyle, ja natomiast mogę żyć z przekonaniem, że wtedy to mądrze gadałem. W chwili jednak, kiedy mój bełkot zostaje przeze mnie utrwalony i muszę go później czytać ze świadomością, że na jego działanie naraziłem innych trzeźwych... wtedy jest mi tak jak teraz: strasznie głupio.


I jeszcze głowa mnie boli :(

Edit: Właśnie dowiedziałem się, że Zaprzyjaźniony Złodziej zakończył wczorajszą noc na izbie wytrzeźwień. Zaczyna do mnie docierać ile wypiliśmy.





Czekam

czwartek, 23 września 2004

Takiej miłości nam życzę

Kiedy mnie pytasz czym jest miłość
Mówię: `O Tobą jest...`
To Twój łagodny wzrok i uśmiech
To Twój każdy gest
To Twój kolejny granit
To Twój kolejny żart
Oraz to wszystko, co nam wróży
Ślepa talia kart
Więc się nie pytaj, bo miłość taka
Nie zna wielkich słów
Lubi tak milczeć jak jasne słońce,
Jak księżyca nów
A kiedy źle, to wicher za nią
Wyje, deszcz łka...
A kiedy radość, to rozpływa się
Wilgotna mgła

Refren:

Takiej miłości, więc nam życzę
Kiedy tylko wzrok
Mówi na tyle, aby rozwiać
Wątpliwości mrok
Takiej miłości, więc nam życzę
Kiedy tylko gest
Mówi na tyle, by zrozumieć
Jak to z nami jest

Kiedy mi mówisz, że nie wystarczy
Tylko wzrok i gest
Na tyle spraw codziennie innych
Mówisz: `Wiesz, jak jest...`
Powiem Ci, że napewno
Potrzeba wiele słów
Stąd tyle książek
Pod poduszkami snów
W tej codzienności nam jednak potrzeba
Prostej prawdy słów,
By zauważyć jeszcze słońce
I księżyca nów
Więc skoro tyle zdań wyszukanych
Oraz gorzkich łez
Kosztuje czasem prosta sprawa
My zostańmy bez...



Marek Grechuta



Ojciec, który miał okazję poznać Marka osobiście, wspomniał, ze wszytkie te słowa należy interpretować patrząc przez pryzmat alkocholu, ale, do diabła, w co, jeśli nie w miłość wierzyć? Ostatni dogmat. Po nim już tylko śmierć: z nią przynajmniej nie da się negocjować, a więc my, albo ona!



***Komentarz po 12 godzinach: na koniec coś już mi się chyba kiełbasić zaczęło bo zapomniałem o drugim dogmacie, czyli Bogu. Poza tym od kilku minut usiłuję rozgryźć ostatnie zdanie i nie bardzo mi to póki co wychodzi. ***




Więc czekam.

Pytanie

Jeśli grasujący po Dworcu Centralnym złodziej zostawia mi na przechowanie swoją bluzę, kurtkę i podkoszulek (dobra, to swego rodzaju metafora), to chyba faktycznie jestem typkiem wzbudzającym zaufanie, prawda? :]







Czekam

*

Kochani, dziś niestety raczej nic juz rozsądnego nie napiszę- Zaprzyjaźnionemu Złodziejowi (tak go od tej pory będę nazywać) dziecko się urodziło i jako Pan Łata i uosobione jego dobre samopoczucie, muszę wypić zdrowie Młodej. Nie wiem jak i gdzie skończę.






Wiem, że czekam.

*

Nawalony, zaprzyjaźniony złodziej śpiewa od kilku już minut fragment wykonywanego przez Grzesia T. wiersza Michała Zabłockiego pt. "Naprawdę nie dzieje się nic". Po raz kolejny wydaje mi się, że schodząc do tych podziemi wkraczam w inny wymiar...



Grzegorz Turnau - "Naprawdę nie dzieje się nic"




Czekam

środa, 22 września 2004

*

Rozmowy z ochroniarzami, mycie podłogi, produkowane taśmowo, niejednokrotnie bez głębszego zastanowienia, notki, muzyka, wszystko to po to tylko, by przemęczyć jakoś w miarę bezrefleksyjnie kolejną noc w pustej kafejce. Czytać tu nie umiem, po sześciu miesiącach nie oswoiłem się jeszcze z tym miejscem, prawdę mówiać mam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie- jeszcze brakuje mi do szczęścia sytuacji w której będę traktować Dworzec Centralny jak swój drugi dom!
Patrzę na rówieśników, niejednokrotnie krytykuję ich postępowanie, motywacje czy zainteresowania, ale widzę także, jak zakładają rodziny, kończą studia, pracują jak ludzie- tu z kolei ja jestem "do tyłu". Nocne dyżury sprawiają, że ostatecznie tracę kontakt nie tylko ze słońcem ale i tak zwaną zdrową częścią społeczeństwa, miast- poprzez kontakt z ludźmi- rozwijać się, wzbogacać, wegetuję w swojej szufladzie, dziczeję, za kompanów mając innych sobie podobnych frajerów, którzy wylądowali w tym miejscu w środku nocy. Pomyśleć, że jeszcze pięć lat temu taki byłem obiecujący i ambitny: z maturą w ręku, świeżo upieczony student jednego z najbardziej obleganych wydziałów w Polsce, zarabiający na przyjemności jako recenzent i tłumacz w kilku gazetach komputerowych, duma rodziny i ten-którego-zazdrościli-rodzicom-znajomi * . Z tego wszystkiego została mi dziś tylko matura, kilka trzymanych na pamiątkę egzemplarzy miesięczników które "obsługiwałem", oraz indeks z zagiętą ostatnią stroną. Wiecie za co wyleciałem ze studiów- za frekwencję! wymyślilibyście bardziej kretyński sposób na rozstanie się z wymarzonym wydziałem? Nie mam o to do nikogo pretensji- to gdzie teraz jestem, jest tylko i wyłącznie moją winą tak, jak moją sprawą jest się teraz podnieść i znów świecić przykładem- nie oczami.
W tym roku nastąpiła we mnie niesamowita przemiana- nagle pojawiła się determinacja, której brak wcześniej mi wytykano, zacząłem bardziej nad sobą pracować, a mniej żalić. Oczywiście, czasem jeszcze zdaży mi się kwiknąć z dezaprobatą dla świata, czy przewarzywować cały dzień gapiąc się bezmyślnie w jeden punkt, lecz staram się zwalczać te tendencje na każdym kroku i trzeba przyznać, że nieźle mi to nawet wychodzi. W gruncie rzeczy jestem człowiekiem smutnym, nieszczęśliwym, ten punkt mojego życia jest jedną z cięższych prób na jakie mnie dotychczas los wystawiał, mam jednak świadomość, że jeśli tylko zacisnę zęby i dobrnę, doczekam, to będzie pięknie. Bo będzie i wiem to, czuję.


*tak właśnie- w tamtych czasach ojciec opowiadał mi, jak to ktoś zwierzył mu się, że chciałby aby jego synowie byli do mnie w przyszłości podobni; na jego szczęście, życzenie to się nie spełniło


Tori Amos - "Pretty good year"





Czekam

Myśl miesiąca

Po co mi mózg- mam google!



EKT Gdynia - "Miła"





Czekam

Nocne odkrycie

Właśnie zdałem sobie sprawę, że piszę nie patrząc na klawiaturę. No proszę- nie znałem swego męstwa!


Grzegorz Turnau - "Życia modele"




Czekam

Nie brookliński most

Rozdzierający
Jak tygrysa pazur
Antylopy plecy
Jest smutek człowieczy.

Nie brookliński most
Ale przemienić
W jasny, nowy dzień
Najsmutniejszą noc -
To jest dopiero coś!

Przerażający
Jak ozdoba świata
Co w malignie bredzi
Jest obłęd człowieczy.

Nie brookliński most
Lecz na drugą stronę
Głową przebić się
Przez obłędu los -
To jest dopiero coś!

Będziemy smucić się starannie!
Będziemy szaleć nienagannie!
Będziemy naprzód niesłychanie!
Ku polanie!



Edward Stachura


I chyba własnie o to chodzi, by zamiast rezygnacji czy wręcz chęci autodestrukcji pojawiła się w człowieku wola przezwyciężenia trapiących go problemów- póki jest determinacja, wszystko jest możliwe.






Więc czekam.

*

Zasnąłem w lecie, a kiedy się obudziłem była już jesień, w dodatku wcale nie czuję się wypoczęty. Gdzie tu sens, gdzie logika?









Czekam

wtorek, 21 września 2004

*

Przed kilkunastoma minutami przyszedł z wizytą stały klient w stanie spoczynku i zaczął truć o parametrach swojego nowego komputera oraz tym, jak to go "wyjebał w ultrafiolecie". Z opisu wynikało, że faktycznie zafundował sobie świecącego nie wiedzieć po co potwora, maszynę wykonującą wszelkie kalkulacje z prędkością tak ogromną, że tylko komputery NASA byłyby w stanie jej dorównać, kiedy jednak doszło do podawania konkretnych parametrów, okazało się, że kupiony niemal rok temu domowy komputer mojej siostry (nie chwaląc się, jam go kompletował) wciąga owo cudo nosem (i całe szczęście nie jest obudowany lampami ultrafioletowymi). Kiedy więc tak siedziałem i udając zainteresowanie obserwowałem pasaż, doszedłem do banalnego w grucie rzeczy wniosku, który- co właśnie sobie uświadomiłem- gdzieś mi w trakcie pisania tej notki uleciał. Innymi słowy cały wstęp mogę sobie o- za przeproszeniem- kant dupy potłuc, bo konkluzja gdzieś się zapodziała. Paranoja!. O tym właśnie wspominałem w poprzednim wpisie: roztargnienie na najwyższym światowym poziomie. Dobrego dnia ludzikowie!


Katie Melua - "I think it's going to rain" (i ja też think so)




Czekam (przynajmniej o tym jednym pamiętam w każdych warunkach)

*

Padający w ciągu dnia deszcz doszczętnie pozbawił przydomowy kasztan liści- z sobie nawet nieznanych powodów mam mu to bardzo za złe. Ponuro dziś jakoś (tak dla odmiany) i zupełnie nie mam pomysłu na wnoszący cokolwiek wpis. Od jakiegoś czasu cierpię na- może to zabrzmieć cokolwiek dziwnie- roztrzęsienie myśli: nie potrafię zmusić się do koncentracji, przyjmuję rzeczywistość bez zastanowienia i wynikających z niego ewentualnie głębszych refleksji; bez żalu puszczam w niepamięć każdą mijającą teraźniejszość zupełnie, jakby liczyło się tylko to co było i będzie (bo chyba tak właśnie jest). Żalić się bardziej nie będę, bo nie wypada, zresztą niczego by to nie zmieniło. Czasy przejściowe pełną gębą.



Jarosław Wasik - "Nastroje"





Wciąż czekam

poniedziałek, 20 września 2004

*

Ostatnią godzinę spędzę chyba jednak w towarzystwie autorów piosenek ciepłych i pogodnych- Wojtka Bellona (zapił się na śmierć w 1985) i Edzia Stachury (samobójstwo w 1979). Miłego dnia!



Bellon w ramach Wolnej Grupy Bukowina - "Kołysanka dla Joanny"





Czekam

*

Piosenkę, do której skrót znajduje się we wcześniejszej notce, czczę i wyznaję od kilku już lat (dokładnie od czasu, gdy udało mi się dorwać kasetową wersję "Cytryny"), jakiś rok temu wrzuciłem nawet na bloga jej tekst, jednak dopiero teraz przypomniałem sobie, że przecież ze strony internetowej wykonawcy można sobie wspomniany kawałek zassać. W tym samym momencie dotarło do mnie, że po wsze czasy smażyłbym się w piekle, gdybym się z Wami takim cudem nie podzielił; od myśli do czynu poszło szybciej, niż to zwykle u mnie bywa i oto jest: ujęty w piosenkę takiegojednego sposób na życie i jednoczesny ukłon w Waszą stronę. Smacznego!



(dla opornych wskazówka: link do piosenki w notce poniżej) :)



Czekam

*

Ściągać TO natychmiast, cieszyć się i dziękować!


To do Was jest :)




Czekam

*

Strasznie jestem podatny na nastrój jaki niesie ze sobą muzyka; nie, żebym wcześniej nie zdawał sobie z tego sprawy, ale wczorajsza noc dała mi to odczuć w sposób szczególny- w stanie jaki osiągnąłem, nie zdziwiłbym się gdyby nagle wszystkim dookoła wyrosły wampirze kły, albo inne rogi i kopyta. Podobny klimat serwowała mi tylko słuchana w domowej ciemni przy świecach ścieżka dźwiękowa do filmu "Ukryty Wymiar". Dziś po raz kolejny obudziły mnie koszmary, noc nie przyniesie zapewne niczego nowego, pozostaje więc sieknąć sobie coś spokojnego, lekko dołującego (a co będę sobie żałować!) i przewegetować do rana.




Na dobry początek "Jesienna zaduma" Elżbiety Adamiak.




Czekam

niedziela, 19 września 2004

*

Puszczona głośno ścieżka dźwiękowa z "Requiem dla Snu" (ze wskazaniem na kawałek "Lux Aeterna") daje w tym miejscu i o tej porze niesamowity efekt- nagle cała lokalna fauna zaczęła przypominać zjawy ze snu wariata, w ich ruchach pojawiło się coś kociego i- choć może tylko mi się wydaje- nagle wszyscy zamilkli.
Kurcze, nic nie piłem, nie jadłem od 6 godzin a więc struć się niczym także nie mogłem, a czuję się tak, jakbym zasiadał na widowni jakiegoś surrealistycznego przedstawienia wystawianego przez otumanionych aktorów. Szkoda, że tego nie widzicie- coś niesamowitego.




Kronos Quartet - "Requem for a dream soundtrack"



Czekam

*

Marzena (19:55)
podejrzewan ze bedzie potrzeba zebys pracowal do konca miesiaca codziennie
Dominik (19:56)
podejrzewam, ze z wyjatkiem zblizajacego sie weekendu, nie bedzie z tym najmniejszego problemu :]
Marzena (20:05)
dobrze Dominik czyli od jutra przychodzisz codziennie do 3 na noce oki?



W ten właśnie sposób dałem się zamknąć w podziemiach Centralnego na wszystkie noce do końca miesiąca. Straszna jest ta pogoń za każdym groszem, ale bez zdobytych tak pieniędzy nie będę w stanie wspomagać balansujących wciąż na granicy ubóstwa rodziców, opłacić czesnego i wszystkich innych wiszących nade mną spraw (smutna prawda jest taka, że powietrzem na dłuższą metę żyć się niestety nie da). Wizja deszczu liści i mnie w nim, właśnie się oddaliła, tym samym od mojej drabiny odpadł jeden z milszych mi i bardziej wyczekiwanych szczebelków. Jeszcze dwa i pół miesiąca temu wyszedłbym w podobnej sytuacji przed kafejkę, zapalił papierosa i puścił z dymem chociaż część tego co się we mnie własnie kotłuje, ale przecież odstawiłem palenie w imię tak zwanych "wyższych racji"! Nosz kurwa mać!!!




Edyta Geppert - "Zamiast"




Czekam

sobota, 18 września 2004

Grosik

Kilka godzin temu jeden z klientów, płacąc mi za komputer upuścił monetę; zacząłem jej szukać, lecz powstrzymał mnie mówiąc "nie trzeba, to tylko grosik na szczęście". Przed chwilą, sprzątając kafejkę przypadkiem znalazłem wspomniany pieniążek, obchuchałem go dokładnie i schowałem do kieszeni, na szczęście- tego nigdy za wiele.



Dziwaczeję :)


Ps. Czwarta nad ranemmm...





Czekam

*

Jest w roku jeden, góra dwa dni, kiedy powietrze robi się wręcz gęste od porwanych przez wiatr kolorowych jeszcze- nie brązowych- liści. Mogę wtedy siedzieć na tarasie od rana do wieczora i bez ruchu, z zapartym tchem obserwować ten fascynujący spektakt. To trochę tak, jak na wiosnę, kiedy wyglądam przez okno i widząc pierwsze kwitnące konwalie uśmiecham się do siebie i myślę "kurcze, więc to już faktycznie po zimie". Tegoroczna wiosna stanowiła dla mnie swego rodzaju przełom, ale ja nie o tym- dwa razy do roku trafia się moment, kiedy wyglądamy przez okno i stwierdzamy, że już nie trzeba zakładać płaszcza, albo przeciwnie- że warto wyszperać z dna szafy parę rękawiczek. Chwila ta zbliża się wielkimi krokami i muszę bardzo uważać, by jej nie przegapić, Wam także doradzam wyostrzenie zmysłów :)


Jesienny wieczór

"Jesienny wieczór w miasteczku niedużym,
które się szczyci istnieniem na mapie
(kartograf chyba spuścił kleks na papier
albo się w córce sędziego zadurzył)

Formatem swoich dziwactw zmordowana
przestrzeń tu jakby zrzuca z siebie brzemię
gigantomanii, gdyż ją zadowala
rozmiar ulicy głównej - a czas drzemie
zerkając sennie na sklepik malutki,
który na froncie ma ogromny zegar,
a wewnątrz wszystko, co stworzył duch ludzki -
czy to teleskop będzie, czy laubzega.

Jest tutaj kino, salon i apteka
oraz kawiarnia - jedyna w promieniu
mili, bank z orłem widocznym z daleka,
plus kościół, który w głuchym zapomnieniu
daremno byłby zarzucał swe sieci,
gdyby się poczta nie mieściła obok
- i gdyby tutaj nie robiono dzieci,
pastor udzielałby chrztów samochodom.

Tu rejwach świerszczy przez ciszę się niesie.
O szóstej wieczór jak po atomowej
wojnie nie spotkasz żywej duszy w mieście
tylko z księżycem można wieść rozmowę,
gdy się jak prorok pcha w okna prostokąt
i tylko czasem światła cadillaca hojnie
omiotą, pędząc nie wiadomo dokąd,
cokół, na którym tkwi Nieznany Żołnierz.

Tu przyśni ci się nie girlasek szwadron,
ale twój własny adres na kopercie.
Tu mleczarz, widząc, że mleko się zsiadło,
pierwszy przyjmie wieść o twojej śmierci.

Tu w czterech ścianach można żyć latami,
połykać brom, palić kalendarze wszystkie
i patrzeć w lustro tak, jak blask latarni
przegląda się w kałuży na wpół wyschłej."


Josif Brodski (tłum. Stanisława Barańczaka, wykonanie Mirosława Czyżykiewicza)

Brodski, Turnau czy Czyżykiewicz najczęściej goszczą u mnie właśnie jesienią i od kilku lat to właśnie z nimi pod ramię wchodzę w zimę. Dlaczego akurat ten tekst? bo jest sielankowy i ciepły- tyle. Szkoda, że jeden patafian wziął nockę, bo zamknąłbym swoją kryptę na cztery spusty i chociaż na kilka minut wyszedł na powierzchnię rozprostować oczy.







Czekam

Walc na latającym dywanie

Przez życie idę sam
ja, romantyczny frajer
proste mi w głowie składają się rymy
proste mam obyczaje

Herosa duszę mam
a serce w kształcie róży
wciąż w melancholii wpadam stan
o jeden numer za duży

Lecący z nieba śnieg
smakuje jak powidła
ej, moja muzo, czemu ty
przepijasz swoje skrzydła

I marzy mi się walc
na latającym dywanie
magiczny pląs nad jedną z łąk
z bardzo wysoka widzianych



Mirosław Czyżykiewicz

Z braku lepszych pomysłów i spokoju

Odys korzysta ze swoich talentów żebraczych

sepiszcze.jpg


Spójrzcie w te oczy a potem powiedzcie mi, że potrafilibyście zachować cały obiad dla siebie. :)







Czekam

*

Puściłem tej dziczy SDM żeby ich przepłoszyć, fakt- od komputerów odeszli, stoją za to w drzwiach i słuchają muzyki. Zaraz otworzę ogień...




SDM - "Metamorfoza" (wersja koncertowa z dwupłytowej antologii)



Czekam

*

No to kolejny dyżur wydłużony z "tyłu i przodu" (w ramach przysługi oczywiście). Na razie tłum interesantów, więc nic mądrzejszego w tym rwetesie nie napiszę. Noc się zbliża, ludzie porozłażą się po knajpach, a

"Ja tylko wyjąc do księżyca
będę czekał i porządał."

piątek, 17 września 2004

*

Właściwie nie wiem jaką mamy teraz na dworze pogodę, wczoraj natomiast, łeb przez okno z domu wystawiwszy, widziałem (tylko ostrzej i z bogatszą jeszcze kolorystyką) to właśnie:


Obraz%200121.jpg

Będzie do czego wzdychać za kilka miesięcy.







Czekam

*

Żeby tak ciągle nie truć o polityce, dodam po raz kolejny, że nieludzko chce mi się wyprawy w Bieszczady. Ale tak strasznie- strasznie!


"Hen, w krainy buczynowe
Ze mną tam układa pieśni wiatr

Hen, w krainy buczynowe
Ze mną tam nikogo tylko wiatr

Zmierzchy grają, a przestrzenie
Własny mi podają dźwięk
Takie śpiewy z nimi lub milczenie
W którym znika każdy dawny lęk

W takich śpiewach i milczeniu
W szumie świętych buków zginął lęk"


Ola Kiełb - "Piosenka dla Wojtka Bellona"






Waitin' :]

Więęęęcej polityki

Waniek ma przeprosić Ligę za "bojówkarzy"
PAP 16:10

Danuta Waniek ma przeprosić Ligę Republikańską za zarzut, że jej akcje w kampanii prezydenckiej w 1995 r. miały charakter bojówkarski - orzekł Sąd Apelacyjny w Warszawie, który uwzględnił apelację Ligi w procesie wytoczonym byłej szefowej sztabu wyborczego Aleksandra Kwaśniewskiego. Wyrok SA jest nieprawomocny.

SA zmienił tym samym wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 2002 r., który uznał, że obecna szefowa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji nie musi przepraszać za określenie Ligi jako "bojówkarzy". SA utrzymał zarazem nakaz SO przeproszenia przez Waniek Ligi za nieprawdziwy zarzut, jakoby w tych akcjach Ligi brały udział osoby, którym za to płacono.

Wyrok SA jest nieprawomocny; można się od niego odwołać do Sądu Najwyższego. Proces, który trwa już osiem lat, Liga wytoczyła Waniek za stwierdzenia z jej książki pt. "Kwach - zapiski sztabowe Danuty Waniek".

Napisała tam ona, że w akcjach Ligi zakłócających w 1995 r. spotkania wyborcze Kwaśniewskiego brali udział "płatni bojówkarze". Liga uznała to za oszczerstwo i zażądała przeprosin.








Allle fajnie, Danka mnie będzie przepraszać! :)







Czekam

*

Ładna data, żeby taki bannerek spadkobiercom Julka Marchlewskiego zadedykować.


baner_01.gif



Na pohybel, kanalie!










Czekam

czwartek, 16 września 2004

*

Znalazłem to na www.prawica.net

Zajrzyj: Antykomuniści na straży

Opis: Ostatnie tchnienie niemal mitycznej już Ligi Republikańskiej ,nadają już tylko z Bydgoszczy i Torunia


Wzruszyłem się.






Czekam

*

"Chroń mnie od obojętnych cnót
Broń mnie od ludzi obojętnych
Ja wolę biedę, głód i chłód
Wśród gniewnych, winnych i namiętnych...."

Reszcie pies mordę lizał.





Marlena Dietrich - "Lili Marleen"







Czekam

Recepta

Istnieje wiele sposobów walki ze stresem, depresją czy inną zarazą- można spróbować medytacji, oddychania przez nos czy innych guseł. Osobiście jednak polecam ćwiczenie następujące: ręce gestem swobodnym umieścić w kieszeniach, wybrać trasę spaceru i kilka łatwych do odtworzenia, lubianych piosenek, wzrok nastawić na nieskończoność, usta złożyć do pocałunku (choć raczej nie powinniśmy się go w tych okolicznościach spodziewać) i cała para w gwizdek! Pomaga na czas jakiś- sprawdzałem, kiedy działanie zacznie ustawać, zabieg ponowić. Kurując się dzielnie...









Czekam

*

Przyszedł do mnie złodziej, który dawno temu wyżalał mi się z problemów sercowych. Już nawet przestałem się zastanawiać, dlaczego tak dawno go nie było, a powód był dość oczywisty: siedział sobie w Ostrołęce za rozbój (jak wakacje, to wakacje- okres akuratni, może tylko ośrodek trafił mało ekskluzywny).

A już cieszyłem się, że przynajmniej jego mam z głowy :/


Edit: Lepszy numer- własnie rozpoznał Stare Dobre i ładnie poprosił żeby mu to puszczać przy każdej okazji. Szczerze mnie zatkało.

Edit raz jeszcze: On teraz (4:42) siedzi i śpiewa Sanctus, litości! :D





Czekam

Zaraz za końcem koślawej białej strzałki jest ptak stanowiący w założeniu właściwy temat zdjęcia

ptasiek.JPG


To zdjęcie pokazuje głównie mizerne
możliwości oddanego do mojej dyspozycji aparatu, a miało ptaszka wśród listowia.

Cała Legia słucha Kasprzyckiego!

Obraz%200125.jpg



W drodze po zaświadczenie lekarskie na uczelnię przydybałem coś takiego na drzwiach autobusu i nie mogłem płazem puścić. Dla niewtajemniczonych zamieszczam LINKĘ do piosenki z którą mi się pstryknięta vlepka skojarzyła.

Majka...

...z wypisanym na twarzy pytaniem typu "a w mordę chcesz?"

Obraz%200133.jpg


O moim kocie- Majce, wspominałem już kilkakrotnie, przygarnięty jako kotka, otrzymał imię nawiązujące do jednej z moich ulubionych piosenek SDM. Jakiś czas później okazało się, że mam do czynienia z panem kotem; reakcją żeńskiej części domowej populacji była przeprowadzona podstępem kastracja (odczekały aż mnie i ojca nie będzie i zabrały biedaka na zabieg). Po wszystkich tych płciowych przejściach Majce została szajba. I imię.

*

Wykombinowałem sobie, że skoro tak mi się ten dzień wszawo zaczął, to trzeba zebrać się do kupy i znaleźć jakieś pochłaniające zajęcie. Jedynym co na szybko przyszło mi do głowy, było porwanie matulowego telefonu i z jego pomocą (telefon służy do robienia fotografi- to normalne, prawda?) natrzaskać zdjęć. Mizerne efekty, opatrzone ewentualnym komentarzem, zaprezentuję za chwil kilka.








Czekam

*

Telefon mamy zagiął dziś klina domowemu komputerowi.


heh.JPG

*

Cały dzisiejszy dzień upłynie mi chyba pod znakiem kaca i wkurzenia na świat, noc zaś pewnikiem przewegetuję w pracy. Genialna perspektywa! Chciałoby się po raz kolejny za Kaczmarskim powtórzyć "Dzięki Ci Boże! Stworzyłeś najpiękniejszy ze światów!". Odmeldowuję się, do wieczora.

Shit fuck dupa blada








Czekam

środa, 15 września 2004

wtorek, 14 września 2004

*

W ramach wyświadczania przysługi koledze, przyszedłem dziś do pracy o godzinę wcześniej, natomiast w związku ze spełnieniem prośby drugiego zmiennika, skończę dyżur o ok. dwie godziny później niż zazwyczaj- niektórzy to się potrafią w życiu ustawić!


Ładna dziś noc, taka w sam raz na spacer po parku z kimś bliskim. Lubię ten czas, kiedy pod stopami szeleszczą pierwsze suche liście, a pożółkła już reszta zielonej niegdyś ferajny, cieszy oczy oświetlona ciepłym światłem latarni. No i kasztany, ileż ja się ich w życiu nazbierałem i ile jeszcze razy napełnię nimi kieszenie- Bóg jeden raczy wiedzieć, ale przyznam się Wam w tajemnicy, na tym gruncie to ja mam duże ambicje, oj duże. Dobrze jest czasem mieć kogoś z kim i dla kogo można te kasztany zbierać, prawda?

Trochę bez sensu ta notka, ja też dziś jestem trochę bez sensu- nie udało mi się przespać nawet minuty, a w dodatku władowałem się w przedłużony dyżur (wniosek: jedynie asertywności jestem w stanie w każdych okolicznościach powiedzieć swoje stanowcze "nie"). W ramach zagłuszania siebie katuję od wczoraj płytę pt. "Świat Dotknięty" zespołu Nic Wielkiego. Gorąco polecam. Tak album jak i spacer, oczywiście.








Czekam

*

Dziwna pora, żeby stwierdzać bezsenność, lecz to ona właśnie znów mi chyba doskwiera.







Czekam

poniedziałek, 13 września 2004

*

Jakiś arab wziął komputer, zapłacił za niego i wyszedł do toalety, zostawiając przy stanowisku dwie torby podróżne. Ciekawe czy wybuchną.






Czekam

Czekanie na wiosnę

Nie wierz, gdy mówią, że chcemy jedynie
Z głodu nie marnieć i ustrzec się chłodu.
Złe sny uciszamy, by słyszeć wyraźniej
Czy na rzece naszej pękają już lody.

Pozorna cisza. Lecz wytrwałość nasza
Rozpali każde już ostygłe słowo,
Na nowo nazwie, co ponazywane,
Nadziei znów pozwoli nam skosztować.

Tak wciąż uparcie czekamy na wiosnę
Schowani w myśli niepokornych kokon,
Bez strachu patrząc wrogom prosto w oczy,
Dyktując wojnę fałszywym prorokom.

Pozorna cisza. Lecz wytrwałość nasza
Rozpali każde już ostygłe słowo,
Na nowo nazwie, co ponazywane,
Nadziei znów pozwoli nam skosztować.



Ola Kiełb

*

Żeby tak patosem i dołkiem po oczach nie walić, chciałem jedną rzecz "z innej beczki" wyjaśnić. W linkach do blogów znajduje się kilka pozycji opatrzonych takim oto znaczkiem "(*)", wszystko po to, by oddzielić blogi nieaktywne bądź skasowane, od tych, których własciciele dalej raczą nas swoimi przeżyciami. Pomyślałem sobie, że szkoda byłoby wywalać do kosza pamięć o tylu spędzonych na miłej lekturze godzinach tylko dlatego, że osoby które mi ją zafundowały, postanowiły nagle zwinąć swój kramik i zniknąć. Zresztą ja nie do końca o tym, po prostu właśnie zobaczyłem, jak ów znaczek może się kojarzyć z działającą mi na nerwy "świeczką", czyli czymś takim [*]. Jako dyżurny frustrat i malkontent, uczepię się zabawy w zapalanie przy różnych okazjach wirtualnych gówienek tego rodzaju; jeżeli coś faktycznie załuguje na pamięć, to gestem coś faktycznie znaczącym będzie zapalenie PRAWDZIWEJ świeczki, nie zaś sytuacja w której zdobywamy się na wciśnięcie trzech guzików i tyle. Jeżeli pamiętamy o, weźmy na to, powstańcach, to sama, choćby i nie manifestowana pamięć jest warta o niebo więcej, niż doroczne, nie wiążące się z żadną refleksją, pacnięcie w klawiaturę. Smutny dziś jestem i chyba przez to także zły.








ale czekam twardo :]

*

Fakt, możnaby w tym wszystkim siąść i zawyć, rozczulać się nad losem sobaczym, lub po prostu bezczynnie czekać na zgon. Możnaby tak, ale, do ciężkiej cholery, nie tym razem. Zabawne, jak to ostatnie półrocze nauczyło mnie, że o pewne rzeczy należy walczyć (choćby i takim moim czekaniem) i nie odpuszczać choćby nie wiem co.
Innymi słowy: I'll archive it, or die trying (po naszemu nie brzmi to tak dobrze, więc dla efektu zostawiam w oryginale).

"Nie brookliński most
Lecz na drugą stronę
Głową przebić się
Przez obłędu los -
To jest dopiero coś!"





Czekam

13, poniedziałek

Smutno.






Czekam

niedziela, 12 września 2004

*

Nie śmieszy Was przypadkiem ten znak?

Znakwesoly.gif


Bo mnie owszem, od kiedy pamiętam :]

*

Ostatnią godzinę spędziłem na lataniu po blogach, mam w związku z tym jedno spostrzeżenie, które chciałbym narazić na Waszą ewentualną krytykę: na przestrzeni ostatniego roku nasz światek doświadczył inwazji nastawionych na bezpłodną egzystencję, pustych skorup. Pal sześć pokemony- one były zawsze i naturalną koleją rzeczy kolejne ich pokolenia wyrastają z pisania pod koleżanki z klasy, czy kogo tam sobie na publikę upatrzą; dziś poraził mnie wysyp plastikowych ludzi. Dotychczas myślałem, że wystarczy mi omijać pewne lokale by nie narażać się na kontakt z nimi, teraz jednak dotarło do mnie, że blogi zrobiły się (tfu!) trendy (tfu!) i każdy aktywny, bądź potencjalny "klubowicz" (w moim pojęciu jest do bardzo pojemna szufladka) musi jednego posiadać. Niektórym "chłopcom (i dziewczętom) z generacji Nic" nie można wprawdzie odmówić wiedzy i intelektu, jednak pisane przez nich notki zawierają w sobie tyle emocji, czy refleksji, co telegraficzny skrót zmian kursów akcji na warszawskiej giełdzie, zupełnie jakby za piszącymi je ludźmi nie kryły się zdolne do wzruszeń, a więc godne uwagi, charaktery (czego w gruncie rzeczy także nie można wykluczyć)! Innymi słowy, z powodzeniem możnaby porównać je do "Piramidy Zwierząt" Kozyry- są i absolutnie nic więcej z tego nie wynika. Nie chodzi nawet o to, że pragnę zarezerwować luksus posiadania bloga wyłącznie dla tych, którzy mi do gustu przypadli, ale kiedyś takim kukłom wystarczały dyskusje toczone w "Szpilce" nad wyszperanym w City Magazine artykułem o niczym; teraz poszerzają strefę wpływów.

Nie podoba się- nie czytaj, zauważycie pewnie słusznie; czemu więc tak się tego czepiam? nie wiem, generalnie na niewiele pytań jestem dziś w stanie udzielić odpowiedzi (nie mam także pojęcia z czego to wynika). Jedno natomiast jest pewne-











czekam :]

Hmmm...

Zastanawia mnie jedna sprawa- po jaką cholerę ja dziś tak wcześnie wstawałem?



W ramach akcji "Z Innej Beczki":


Psy moje codzienne
trojca.jpg


Od lewej: Elza, Odys, Homer

sobota, 11 września 2004

*

Dopiero wstałem i nic przełomowego jeszcze mi się w głowie nie urodziło; z racji braku dostępu do komputera, zapewne się już dziś nie odezwę- tego głównie ma dotyczyć ten wpis. Plany mam umiarkowanie ambitne: załatwić do końca sprawy uczelniane, poszwędać się trochę a wieczorem zaliczyć jeszcze koncert w Lapidarium, czyli mieć się jako tako i walczyć conajmniej o utrzymanie tego stanu.
Choć nie wiem co mi ten dzień przyniesie i nie mam żadnych powodów by się czegoś szczególnego spodziewać, mogę obiema łapami (wszak piszę dziesięciopalcowo) dopisać na końcu to, co zwykle:








Czekam

"Opadły mgły, wstaje nowy dzień"

"Opadły mgły i miasto ze snu się budzi,
Górą czmycha już noc,
Ktoś tam cicho czeka, by ktoś powrócił;
Do gwiazd jest bliżej niż krok!
Pies się włóczy popod murami - bezdomny;
Niesie się tęsknota czyjaś na świata cztery strony

A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy;
Toczy, toczy się los!
Ty co płaczesz, ażeby śmiać mógł się ktoś
- Już dość! Już dość! Już dość!
Odpędź czarne myśli!
Dość już twoich łez!
Niech to wszystko przepadnie we mgle!
Bo nowy dzień wstaje,
Bo nowy dzień wstaje,
Nowy dzień!

Z dusznego snu już miasto się wynurza,
Słońce wschodzi gdzieś tam,
Tramwaj na przystanku zakwitł jak róża;
Uchodzą cienie do bram!
Ciągną swoje wózki - dwukółki mleczarze;
Nad dachami snują się sny podlotków pełne marzeń!
A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy;
Toczy, toczy się los!

Ty co płaczesz, ażeby śmiać mógł się ktoś
- Już dość! Już dość! Już dość!
Odpędź czarne myśli!
Porzuć błędny wzrok!
Niech to wszystko zabierze już noc!
Bo nowy dzień wstaje,
Bo nowy dzień wstaje,
Nowy dzień!"



Edward Stachura

*

Dziwne, nie mogę wymyślić żadnego konkretnego powodu, dla którego nie miałbym nazwać tego co widzę za oknem ładną pogodą- jest słonecznie, niebo mamy takie, że mucha nie siada, w dodatku zielono jeszcze i chyba ostatecznie poczłapię na jakiś spacer. Problem polega chyba na tym, że słońce jest już blado- zimne, a ja od paru już dni (pomimo, że jak wspominałem, lubię jesień) z niepokojem przyglądam się liściom w poszukiwaniu pierwszych znaków ich nieuchronnego końca; nie wiem czemu, lecz ten czas w roku najbardziej chyba wystawia na szwank moje, mimo wszystko dobre, samopoczucie.

Dziś dzień kolejarza i imieniny Prota, jest więc w gruncie rzeczy powód do świętowania. Heh, w trakcie pisania tej notki poprawił mi się chumor- i jak tu nie wierzyć w uzdrowczą moc bloga? :)


Bry?


SDM - "Opadły mgły, wstaje nowy dzień"







Czekam

piątek, 10 września 2004

*

Aaaaa! Himilsbach wrócił i po raz drugi w ciągu dwóch dni domaga się relacji z naszego posiedzenia (twierdzi, że w połowie urwał mu się zapis); mam nadzieję, że nie będzie mnie naciągał na kolejne pijaństwo, bo z żalem go rozczaruję. Dziś pije tylko z nadwrażliwcami (jacyś chętni?), przy szeroko pojętej poezji śpiewanej. Over and out.




SDM - "U studni"




Czekam

*

Mam dziś marny dzień do pisania notek, w dodatku padam na paszczę.








teraz tylko czekam z entucjazmem.

*

Wyraźnie poirytowany klient woła mnie do swojego stanowiska.
- Proszę pana, ten komputer jest zepsuty, wpisuję adresy stron i mi się nie wgrywają!
Rzuciłem okiem w monitor i faktycznie- w stosownym miejscu stoi jak wół "www.wp.pl", coś mnie jednak tknęło i wcisnąłem Enter.
Pojawiła się Wirtualna Polska. Ręce mi opadły.
- Ooooo...- skomentował jegomość.
- Argh- odparłem.







Czekam

*

Dzień zaczął się pięknie- wizyta u dentystki, której ze dwa lata nie odwiedzałem, bo po co, prawda? No więc teraz wiem już doskonale po co: żeby później nie dowiadywać się, iż załatwienie wszystkiego, co mi się przez ten czas urodziło, będzie mnie kosztować ponad 1000 (TYSIĄC!!!) złotych. Pal sześć same borrrowanka, bo nigdy jakoś specjalnie się ich nie bałem, ale kiedy dowiaduję się, że będę musiał ponad miesiąc na te przyjemności pracować, to ciężki szlag mnie trafia.

Wniosek dzisiejszy: metoda "na brzydkie kaczątko" sprawdza się do momentu, kiedy chcemy się wreszcie w łabędzia zamienić- nagle trzeba nadrabiać kilkuletnie zaległości i jest to nie tylko praco- i czasochłonne, ale i diablo kosztowne.

Trudno, jakoś podołam :)







Czekam

czwartek, 9 września 2004

*

- To będą trzy złote
- Dobzie


No takich Chińczyków to ja lubię! :)






Czekam

*

Tak mnie rano, kiedy słuchałem jakiejś dyskusji, naszło, siedzi i wyjść nie chce. Dotarło do mnie mianowicie, jak z upływem czasu zmieniała się oficjalna nomenklatura w odniesieniu do Czeczenów- najpierw żołnierze, później partyzanci, po kilku miesiącach bojownicy, następnie separatyści, wreszcie terroryści. Przykre, że na przestrzeni zaledwie kilku lat z niezłomnych patriotów udało się ruskiej propagandzie zrobić krwiożerczych zwyrodnialców, wrogów całego świata i jego okolic.

Napisałbym coś weselszego, bardziej może (w granicach moich skromnych możliwości) górnolotnego, ale od rana trwa w domu pyskówka "każdy na każdego", okoliczności nie są więc specjalnie sprzyjające. Szkoda trochę, może w weekend się odkuję.








Czekam

środa, 8 września 2004

*

Zgodnie z tym, o czym BeKa raczyła napomknąć, miałem dziś ogłoszenie listy osób przyjętych na studia. Jako człeczek z bogatym doświadczeniem w dziedzinie egzaminów/rozmów kwalifikacyjnych, postanowiłem nie mówić "hop" pomimo, że na 100 miejsc było raptem 130 chętnych, no i są to jednak "tylko" studia zaoczne. Nie przedłużając: dostałem się z ósmym wynikiem, 260 na 300 punktów i w związku z powyższym w ramach kości rzuconej sobie za dobrze wykonane zadanie, "szarpnąłem się" na dwupłytową antologię Starego Dobrego Małżeństwa, którą notabene miałem już kiedyś na kasetach, jednak mi je moi niezawodni przyjaciele wytracili.

No i jak dobrze pójdzie, to posiedzę sobie w pracy od teraz do 7 rano.







Czekam

wtorek, 7 września 2004

*

Wpadłem dziś tylko na chwilkę- nie mogę przecież dopuścić do sytuacji w której nie przypomnę, że








Czekam

poniedziałek, 6 września 2004

Błoga nieświadomość

Są pewne sprawy w życiu i człowieku, o których nie chcę wiedzieć więcej, niż mnie tego nauczy codzienne obcowanie z nimi. Zamykanie świata w mądrych niewątpliwie, lecz niekoniecznie niezbędnych mi do szczęścia formułkach czy statystykach wolę zostawić biologom, fizykom, psychologom i im podobnym. Świat obdarty z mitów, człowiek jako biomaszyna kierowana stale tymi samymi popędami i podświadomie nastawiona wyłącznie na ich zaspokajanie- nawet jeśli to wszystko prawda, nie chcę tego wiedzieć i przyjmować do wiadomości. Bez tej odrobiny naiwności nie byłoby czym się na świecie zachwycać. Prawda? :)







Czekam

niedziela, 5 września 2004

*

Przez całą noc nie byłem w stanie skupić się na niczym, w związku z powyższym czmychnął mi klient, a ja musiałem dokładać z własnego budżetu (wynoszącego w tym miesiącu CAŁĄ STÓWĘ) 20zł, żeby zgadzał się stan kasy. Zemściłem się ustawiając mu opis "Jestem złodziejem" na tlenie, którego zapomniał wyłączyć; marna to pociecha dla mojej kieszeni, ale prymitywna żądza zemsty została chociaż częściowo zaspokojona. Jako osoba majętna, pozwoliłem sobie jeszcze wesprzeć przechodzącego pasażem bezdomnego, niech ma- mimo wszystko była to dla mnie bobra noc :)





Czekam

*

Piiieprzone skowronki :)





Czekam

"Piosenka wiosenna" na początek jesieni

"Zagram dla ciebie na każdej gitarze świata
Na ulic fletach na nitkach babiego lata
Wyśpiewam jak potrafię księżyce na rozstajach
I wrześnie i stycznie i maje
I zagubione dźwięki i barwy na płótnach Flaminka
I słońce wędrujące promienną ścieżynką

Graj nam, graj, pieśni skrzydlata
Wiosna taniec nasz niesie po łąkach
Zatańczymy się w sobie do lata
Zatańczymy się w sobie bez końca

A blask co oświetla me ręce gdy piszę
Nabrzmiał potrzebą rozerwania ciszy
Przez okno wyciekł pełna go teraz chmara wronia
Dziobi się w dziobów końcach a w ogonach ogoni
A pieśń moja to niknie to wraca
I nie wiem co bym zrobił gdybym ją utracił

Graj nam, graj, pieśni skrzydlata
Wiosna taniec nasz niesie po łąkach
Zatańczymy się w sobie do lata
Zatańczymy się w sobie bez końca"

Wojtek Bellon



Nie umniejszając bezsprzecznych zalet jesieni i zimy, pozwolę sobie dodać sakramentalne "byle do wiosny!". :)





Czekam

sobota, 4 września 2004

*

Czwarta (nad ranemmmm), w głowie tłucze się "Gloomy Sunday" w wykonaniu Sarah McLachan , pasażem co kilka minut przechodzą kłócące się pary, ja natomiast nie potrafię skoncentrować uwagi na książce, bo myśli ciągle rwą się by czmychnąć gdzieś dalej, wyżej. Trzy razy zaczynałem pisać lament pt. "Intelekt i moje kompleksy z nim związane", jednak po kilku minutach dochodziłem do wniosku, że klarowne myśli gdzieś w drodze między głową a ekranem monitora zamieniają się w niezrozumiały bełkot i całość ze złością kasowałem. Kiedyś twierdziłem, że człowiek inteligentny nie doświadcza czegoś takiego jak nuda, dziś widzę jak sobie tą teorią samobója strzeliłem.

Za szybą Plastuś, dziś nawet on nie ma ochoty na rozmowy. Śpijcie dobrze.






Czekam

Argh!

Kilka minut temu jakiś azjata wtargnął do kafejki, oto jak przebiegała nasza rozmowa.

- How much is it?
- You mean the internet?
- Yes yes yes...
- Well, it's six złoty per hour.
- Four?
- No, six.
- Four?
- Six.
- Four, yes?
- No, six.
- Four- upierał się.
- No, i'm affraid it's six- nie dawałem za wygraną.
- How much?
- SIX- powiedziałem tak wyraźnie, jak tylko pozwalał stan do którego mnie ten typ doprowadził i poparłem słowa wzniesieniem sześciu drżących palców.
Skośnooki spojrzał ze zdziwieniem na mnie, na palce, potem znowu na mnie, po chwili jego twarz przybrała wyraz radosnego zrozumienia.
- Five?
- ...


Tłukąc głową o biurko...






...czekam

*

Sobotnia noc, u serdecznego przyjaciela wieczór kawalerski, ja tutaj. Trochę szkoda.







Czekam

piątek, 3 września 2004

Bo najważniejsze...

...to umieć w całym tym otaczającym nas bagnie uchować to piękno, dobro, które dane jest każdemu, choć większość gdzieś je z czasem zatraca i kiedy w wiadomościach mówią o kolejnych bestialstwach, a świat pędzi z dnia na dzień coraz szybciej, umieć zatrzymać się i uśmiechnąć ciepło do tych, którzy na to zasługują.





spokojny czekam

*

Smutny dzień, noc jednak przyniosła Dobre.

Dziękuję




Czekam

*

Osetia 2004

osetia_szpital_nosze.jpgCzeczenia 1994- ?

cz14km.jpg





Pozostawiam do przemyślenia.

To co się dziś stało, było aktem podłego, zwierzęcego skurwysyństwa, dobrze jednak pamiętać przy tym, co zmieniło normalnych ludzi w tak zdeterminowane i bezlitosne kreatury. Marnie mi się żyje ze świadomością, że nie tak daleko stąd od wielu lat dokonuje się bezwzględna eksterminacja małego, lecz dzielnego i krnąbrnego Narodu Czeczeńskiego, świat natomiast ubolewa, czy daje wyraz słusznemu swoją drogą oburzeniu wyłącznie w związku z aktami terroryzmu takimi jak to co stało się dzisiaj. Fakt, łatwo nie zauważać tego co dzieje się gdzieś za horyzontem, a o czym nie mówią codziennie w telewizji- czego oczy nie widzą...


Pozwolę sobie podać jeszcze kilka suchych faktów z historii.

1.1837-1867 r. Wojna rosyjsko-kaukaska. W czasie pierwszej wojny narodowowyzwoleńczej górale północnego Kaukazu z carską Rosją ludność Czeczenii zmalała z 1,5 miliona do 116 tysięcy.

2. 1918-1921 r. Walki Czeczenów z białogwardzistami i bandami bolszewickimi. Zginęło w nich około 30 tyś Czeczenów.

3. 1925-1937 r. Stalinowskie represje. Zamordowano 200 tysięcy Czeczenów.

4. 1944-1957 r. Początek Deportacji całego Narodu Czeczeńskiego na Syberię i do Kazachstanu. Z 530 tysięcy Czeczenów zamordowano 300 tysięcy przede wszystkim kobiet i dzieci (mężczyźni w tym czasie walczyli na froncie przeciw faszystowskim Niemcom).

5. 1994-1996 r. Wojna rosyjsko-czeczeńska. Zginęło w niej 124 tysiące Czeczenów 27 tysięcy zostało kalekami około tysiąca zaginęło bez wieści, 47 tysięcy dzieci zostało sierotami.,

6. We wrześniu 1999 r. wybuchła nowa wojna rosyjsko czeczeńska. W osiem miesięcy zamordowano 25 tysięcy Czeczenów zaginęło bez wieści 15 tysięcy, 35 tysięcy zostało rannych. Z 426 miejsc zamieszkanych w Czeczenii 159 zostało starte z powierzchni ziemi.


Piętnujmy potworności, róbmy wszystko aby ukarać winnych i nie dopuścić do powtórzenia się ich w przyszłości ale, na Boga, starajmy się widzieć wszystko, nie tylko podawane nam wybrane skrawki rzeczywistości.
Wściekły jestem. Na wszystko.






Czekam

czwartek, 2 września 2004

*

Czwarta nad ranemmmm...


Za tydzień, w piątek koncert Mirosława Czyżykiewicza w Lapidarium- kolejny szczebelek.





Czekam

Z innej beczki

"Kiedy stałem w przedświcie a Synaj
Prawdę głosił przez trąby wiatru
Zasmreczyły się chmur igliwiem
Bure świerki o góry wsparte
I na niebie byłem ja jeden
Plotąc pieśni w warkocze bukowe
I schodziłem na ziemię za kwestą
Przez skrzydlącą się bramę Lackowej

I był Beskid i były słowa
Zanurzone po pępki w cerkwi baniach
Rozłożyście złotych
Smagających się wiatrem do krwi

Moje myśli biegały końmi
Po niebieskich mokrych połoninach
I modliłem się złożywszy dłonie
Do gór, do Madonny brunatnolicej
A gdy serce kroplami tęsknoty
Jęło spadać na góry sine
Czarodziejskim kwiatem paproci
Rozgwieździła się Bukowina

I był Beskid i były słowa... "


Snif...




Czekam

*

Po pracy poszedłem wysłuchać starszego faceta z ciężką depresją (tak kończy się wdawanie w gadki z klientami), chyba pomogło bo rozmowa skończyła się po ośmiu piwach, zrobieniu ze mnie anioła (sic!) i wspominaniu Himilsbacha, który, jak twierdził mój niecodzienny kompan, był jego serdecznym przyjacielem.


Panie Boże, dziękuję Ci, że stykasz mnie z ciekawymi ludźmi i pozwalasz wzbogacać się poprzez obcowanie z nimi, poznawanie ich historii oraz mądrości będącej owocem ich żywotów. Tylko czemu robisz to tak często?

Uuuuu...

"Chciałem podziękować twoim rodzicom, bo mógłbym tu teraz siedzieć z jakimś ch..." - taki oto toast został wzniesiony dziś rano w jednej z knajp przy Dworcu Zachodnim. Ładny, prawda? :)








Na ciężkim kacu, ale czekam twardo :]

środa, 1 września 2004

*

Z monopolowego dwa pawilony dalej, dotoczył się bo kilkugodzinnym przez klientów oblężeniu, ekspedient. "Dzicz, pierdolona dzicz!", tak mi powiedział :)

Rozumiem gościa





I w tym zrozumieniu czekam

*

Rozmowa podpitego, starszego już klienta i pracownika ochrony z kasyna naprzeciwko.

-Za moich czasów...
-...to nie było telewizorów...
-...ale były tramwaje!






Rechocząc czekam :D


W ramach PeEsa: Wiem, mam troszkę w czubie, ale rozśmieszyła mnie ta konweracja; mam też nowy telefon którego bateria wytrzymuje dłużej, niż 10 minut rozmowy, ale nawet mnie gówno to obchodzi. Dobranoc.

*

Wyściubiłem przed chwilką nos na świat. Chłodno, mgła, doskonała pogoda na siedzenie pod kocem przy kominku, siorbanie grzanego wina i rozprawianie szeptem o rzeczach tak delikatnych, że na codzień ludziom przez gardło (a większości nawet myśl) nie przechodzą.

Patrzcie jaki się człowiek pomysłowy robi, jak musi każdą prawie noc spędzać w podziemiach "Centralnego"! :)







To co zwykle na koniec notki

*

Dwa miesiące bez papierosów- smutna to... hmmm, miesiączka?


Z innej beczki: gór mi się chce jak jasna cholera, zaczyna się najpiękniejszy w roku okres żyby się "na wysokości" włóczyć; jeżeli skutecznie zakombinuję, to może w październiku coś się uda na tym odcinku frontu zwojować, pięknie by było (na marginesie, dopiero przed chwilą sobie z tej pilnej potrzeby sprawę zdałem).


WBK - "Kołysanka dla Joanny"







Czekam za dwóch

Sami swoi

Poszło nieźle, nie chcę od razu ogłaszać jakiegoś spektakularnego sukcesu, bo los ma w takich wypadkach irytującą tendencję do robienia mi wbrew.
Zabawne, ale rano dzień zapowiadał się fatalnie bo oto skończyła się kawa- w dwa dni dałem radę wypić 100g opakowanie Nescafe, a kiedy już organizm przyzwyczaił się do końskich dawek kofeiny, jej dostawy ustały. Później na szczęście było już tylko wesoło, dwie z trzech zasiadających w komisji osób znałem: jedną z czasów dziennikarstwa (i boję się, że mogła mnie sobie przypomnieć), druga natomiast wykładała mi w zeszłym roku podstawy psychologii, innymi słowy poczułem, że wracam na stare śmieci a jednocześnie zacząłem spoglądać na innych tak jak stary wiarus patrzy na rekrutów. Stałem się z tego powodu idolem jakiegoś trzydziestolatka, który wyglądał na wyraźnie speszonego rozmową i potrzebował kogoś, komu mógłby potowarzyszyć jako osobisty Toadie; z niemałym wysiłkiem udało mi się zgubić go dopiero koło Rotundy. :)







Czekam

wtorek, 31 sierpnia 2004

*

Znowu przegiąłem z kawą, więc zamiast siąść jak człowiek i przerobić ten fragment materiału który mi jeszcze został (raptem 80 stron), cwałuję tam i spowrotem po domu i ogrodzie rycząc bez opamiętania "Niebo do wynajęcia" Roberta Kasprzyckiego. Zamiast koncentracji serwuję sobie już drugi dzień jakiś cyrk który nie ma zupełnie nic wspólnego z nauką. Argh!






Czekam

poniedziałek, 30 sierpnia 2004

*

Fajną notkę przed chwią napisałem- o pryszczach była, nabytych ostatnio przez tubylców chorobach wenerycznych i moich przeżyciach wewnętrzych, kiedy musiałem o tym wszystkim przez godzinę słuchać. Szkoda, że w oddanej do mojej dyspozycji klawiaturze istnieje guzik, który w kombinacji z innym klawiszem (nie jest to bynajmniej słynne "alt+F4") zamyka używane aktualnie okno, bo i Wy moglibyście o tym wszystkim przeczytać. Ręce opadają.


(cytując za Stuhrem) Niech mnie ktoś przytuli...







Czekam

Praca, praca, praca

Dworzec Centralny powitał mnie charakterystyczną mieszanką woni- tu kebab, tam urynka, tu kwiaty, kilka kroków dalej pijaczek w sosie własnym; zrozpaczony jakoś strasznie nie jestem- odpocząłem przez ostatnie dwa tygodnie, dodatkowo wrzesień przepracuję na pół etatu a więc będzie więcej czasu na życie, nie tylko sen i kafejkę. Moje plany na dzień 30 sierpnia zakładały wzmożony wysiłek naukowy w związku z tym, że w środę czeka mnie rozmowa kwalifikacyjna na SNS, nie boję się jakoś strasznie, tym bardziej, że rok temu przeszedłem ją z jednym z lepszych wyników, jednak wypadałoby przeczytać lekturę wokół której cała dyskusja będzie się toczyć. Problem polega na tym, że do 15 chodziłem jak pijany i nie mogąc skupić się na Frommie, usiłowałem stanąć na nogi dzięki kawie; nie pamiętam dokładnie ile kubków w siebie wlałem ale od trzeciej po południu zaczęło mnie nosić i zamiast siąść w skupieniu, pląsałem/brykałem po domu jak głupi, wygwizdując wszystkie znane mi melodie (włącznie z radzieckimi marszami wojskowymi). Ostatecznie, cały "chodząc" przebrnąłem przez ok. 50 stron i pomknąłem pobiegać do lasu (po raz pierwszy od dawna ze zwierzęcej potrzeby, nie zaś powodowany rozsądkiem czy troską o własną kondycję), teraz natomiast łudzę się, że w pustej kafejce będę się w stanie w pełni poświęcić "Ucieczce od wolności". Żeby było śmieszniej, książka szalenie mnie wciągnęła i kiedy tylko okoliczności nie stoją na przeszkodzie, łykam kolejne strony ze szczerym zainteresowaniem.


Na koniec słów kilka o olsztyńskim wypadzie: bawiłem się pierwszorzędnie, "wieszszoru to ja tam szszeźwo żadnego nie wiziałem", za to za dnia poznawałem miasto, które nagle okazało się być o wiele większym i jeszcze piękniejszym niż myślałem. Rolę przewodnika i kompana w czasie piwnych libacji spełniała dzielnie BeKa, która wzbudziła mój niekryty podziw zdolnością zapanowania nad zgrają rozpieranych przez energię oraz alkochol nastolatek, dwoma kotami i mną na dokładkę. Podsumowując: z całych dwóch tygodni "urlopu" najbardziej wypocząłem w ostatni weekend, podładowałem pozytywną energią miasta i mieszkańców, zachwyciłem niskimi cenami i odetchnąłem świeżym powietrzem, za co serdecznie organizatorom wycieczki dziękuję.


Ps. Wciąż sen z powiek spędza mi pytanie, skąd się ta cholerna Łyna wzięła; kiedy do czegoś w tej materii dojdę- z pewnością obwieszczę wszem i wobec, jeśli natomiast nic ponad to co już wiem nie znajdę, wtedy spłynę po niej w akcie zemsty kajakiem, opcjonalnie oflagowany i skandujący wywrotowe hasła.







Czekam

niedziela, 29 sierpnia 2004

*

Wróciłem, nie mam teraz niestety ani chwili żeby napisać coś więcej, własciwie to wpadłem tylko po to by przypomnieć, że





...czekam. :]

sobota, 28 sierpnia 2004

*

Bawię się przednio, poznaję okolicę, kombinuję nad tym, kto mógł nazwać rzekę Łyna Łyną właśnie






...i czekam oczywiście :)

piątek, 27 sierpnia 2004

*

Plecak jest, buty są (choć w jednym zaczyna odpadać podeszwa), humor, jaki by nie był, także zabieram ze sobą. Olsztynie, nadchodzę!





Czekam (postaram się w miarę możliwości przypominać o tym codziennie :) )

czwartek, 26 sierpnia 2004

*

Zacznę od wyjaśnienia- nie mogę zasnąć a coś robić muszę, tyle tytułem wstępu.



Wczoraj śniło mi się, że stałem na placu apelowym w towarzystwie różnych młodych ludzi (część z nich poznałem, większość pamiętam Związku Strzeleckiego), ustawieni w dwuszeregu czekaliśmy, aż bliżej nieokreślona postać przypnie nam plakietkę przypominającą trochę tą, którą dostawało się w trakcie "Kadrówki". Cała ceremonia odbywała się w sposób niechlujny, zamiast przepełnionej powagą ciszy słyszałem opowiadane wesołymi głosami historie, żarty, niektórzy palili (momentalne skojarzenie: "...papieros w kącie warg niedbale uśmiechniętych..."), rozmowy ustawały tylko na chwilę, kiedy postać zbliżała się, by nas udekorować; ponieważ nie wiedziałem do końca co się dzieje i czemu służy cała ta maskarada (wydaje mi się, choć pewności nie mam, że wszyscy byliśmy ubrani w mundury), wziąłem znaczek w palce i spojrzałem od niechcenia. Wrażenie było na tyle silne, że w tej samej chwili się obudziłem- na czerwonej plakietce, białą, prostą czcionką napisane było "Polegli na polu chwały".
Paradoksalnie wstałem w dobrym chumorze i po raz pierwszy od wielu nocy nie miałem oporów przed ponownym ułożeniem się do snu (pomimo, że przed chwilą zrobiłem z siebie nieboszczyka), śmieszne, że nigdy nie trafiały mi się sny o zabarwieniu patriotycznie- pośmiertnym. Fajna sprawa, gorąco polecam.





... i czekam, oczywiście

*

Koszmarny dzień, kompletnie nie mogę się skupić, z sobie tylko znanych powodów usiłowałem się uczyć w Parku Saskim (i fakt, znam te powody) jednak po dwóch godzinach zrezygnowałem. Stan ducha możnaby zamknąć w słowie "beznadzieja", pocieszam się tym kilkudniowym wypadem do Olsztyna, jednak dziś nawet to nie zmienia faktu, że od rana chodzę ze ściśniętym gardłem. Wiem, że to irracjonalne i najpóźniej jutro mi minie, ale w tym momencie mam do świata żal, a na siebie jestem wściekły. Nic to, przeżyję.






Czekam

*

Od dwóch dni czuję się głupszy niż zwykle, nie wiem z czego ta umysłowa ociężałość może wynikać, ale kawa nie pomaga, spokojny sen nie istnieje a książki z gatunku "ambitne" się skończyły, zresztą pewnie i tak nic bym z nich nie zrozumiał.







Czekam

środa, 25 sierpnia 2004

*

Skoro już jestem przy życzeniach, mam jeszcze jedno- chciałbym być lepszym człowiekiem.



Ze spaniem nie wyszło, więc może chociaż to...

Petycja

Ja mam ogromną prośbę do Stwórcy, aby pozwolił mi raz jeden zasnąć bez przewracania się godzinami z boku na bok i obdarzył kilkoma godzinami drzemki spokojnej i pustej- żadnych snów, po których boję się ponownie ślepia zamknąć. Z góry, czy raczej dołu, dziękuję.

Dominik








Czekam

Dwanaście groszy

Jakiś czas temu schowałem do kieszeni grosik "na szczęście" (wiem, głupie to ale desperaci mi podobni wszystkiego się czepią), nie spełniło się może to na co tak czekam, mam za to pantalony wypchane monetami. Wszystko przez to, że w pewnym momencie do jednej kieszeni trafił mój szczęściarz i reszta za piwo- nie mogłem stwierdzić który pieniążek jest Tym Specjalnym, więc zacząłem nosić wszystkie, nie wywalę przecież swojego biletu do nieba; momenty podobnej nieuwagi przytrafiły mi się już razy kilka, a nagromadzony przy ich okazji fart niebawem rozerwie mi kieszeń i tyle będzie z niego ostatecznie pożytku.

Głupie, nie?

*

To ja wyjaśnię, czytać poszedłem po napisaniu notki, wróciłem jak już liter nie widziałem, po czym wybrałem się do spożywczaka po chleb. Jeżeli ktoś jest zdziwiony tym, że można wydreptać po pieczywo a skończyć na piciu piwa to przepraszam, też tego w sposób logiczny wytłumaczyć nie potrafię. Najfajniejszy był z tego wszystkiego powrót do domu w godzinach bardziej już wczesnych, niż późnych- długa, dwupasmowa droga, poszarpane ulewnym deszczem ciemności, wielkie kałuże oraz pijaniuteńki ja człapiący przez sam środek z piwem w prawicy, chlllebem w lewicy i "Czwartą nad ranem" na ustach.




Znów obudziły mnie koszmary.





Czekam

wtorek, 24 sierpnia 2004

*

"Czasem czuję się jak Chrystus
Opuszczony przez nich wszystkich
Zanim zapiał trzeci kogut
Zanim ogród nie przemówił
Prorok nieśmiałych
Profeta niskich
Obrońca upadłych
Krzyż żeliwny"

Robert Kasprzycki - "Prorok nieśmiałych"



Idę poczytać do lasu bo znów się we łbie kiełbasi.




Czekam

Przemyślałem wszystko jeszcze raz...

...i doszedłem to tych samych- co wczoraj- wniosków, jednak nie o tym teraz. Przeczytałem wczorajszą notkę- tasiemca i uznałem, że nie może być tak patetycznie z wierzchu, dlatego też nie mając nic lepszego do napisania, pozwolę sobie uraczyć Was tym co wyszperałem w książce Tuwima Juliana (sam jej tytuł także jest perełką, lecz nie będę go na razie zdradzać- może się jeszcze przydać).


Tuwim1.jpg



Dodam jeszcze, że w innym miejscu Mistrz sarka nieco na ludzi którzy uciekają się do metody "mącenia własnej wody, aby się głębszą wydawała".


Bry? :)

poniedziałek, 23 sierpnia 2004

*

Przemyślałem sobie wszytko






































































doszedłem (czy może raczej dosiedziałem) do wniosku





























































jeżeli coś jest mnie w stanie pozbawić nadziei, to Bóg/los/szatan/cokolwiek, musi wytoczyć znacznie cięższą artylerię









bo ja nadal czekam

Ciemna noc

Człowieku dźwigający,
Usiądź ze mną.
Pomilczymy, popatrzymy
W tę noc ciemną.
Zdejm ze siebie
Kufer dębowy
I odpocznij.
W ciemną noc wlepimy razem
Ludzkie oczy.
Mówić trudno. Nosza ciężka.
Chleb kamienny.
Mówić na nic. Dwa kamienie
W nocy ciemnej.


Julian Tuwim

*

Ciemno, zimno i do dupy.




Mirosław Czyżykiewicz - "Sam na sam"

Notka przygotowana zawczasu

Od wczoraj (piątek) aż do poniedziałku, nie mam dostępu do internetu (telekomuna daje ostatnio czadu i średnio przez 10 dni w miesiącu serwuje mi awarie neostrady), wykombinowałem więc sobie, że może warto co śmieszniejsze przygody (czyt. notki potencjalne), które w tym czasie mi się przydarzą, zapisać i wrzucić na bloga, kiedy będę już miał ku temu sposobność. Zrobiłem kilka podejść ich archiwizacji ale jedyne co udało mi się ostatecznie zapisać to to, że taki pomysł miałem i kompletnie nic z niego nie wyszło.




Czekam

*

Ze sceny


"Wy w ciemnościach - reflektory chronią was -
Oświetlając tylko scenę, na niej mnie!
Jak na dłoni widać mą stężałą twarz,
Gdy przez mrok próbują oczy przebić się!
Mikrofony wychwytują każdy dźwięk,
Mój najlżejszy oddech usłyszycie stąd!
Ja przemogę sztywność zaciśniętych szczęk
Wstrzymam myśli niekontrolowany prąd!


Ja tu na krótko! Kochani - pozwolicie?
Przed wami chcę naprawdę szczerze się wysilić!
To dla was chwila, dla mnie całe życie!
Nim zniknę - niech pokrzyczę krótką chwilę!


Każdy chce mieć i każdy tak czy owak ma
Tę krótką chwilę między wejściem swym i wyjściem!
Każdy na jakimś instrumencie gra,
Choć nie każdego oklaskuje się rzęsiście.
Lecz ja - ja wiem, ta krótka chwila długo trwa,
Ale mam tyle, drodzy, wam do powiedzenia!
Tylko przeszkadza mi ta za kurtyną twarz
I ciągły szept, że to już koniec przedstawienia!


Nie! Jeszcze trochę! Mamy czas! Bo widzicie
Do stracenia nikt z nas nie ma nic - i tyle!
A więc krzyczmy! Krótką chwilę - całe życie!
Nim znikniemy - głośno krzyczmy krótką chwilę!


Gwiżdże ktoś - nie mówię nic, nie było nic!
Ja mikrofon mam i ja mam teraz głos!
Tam, za kulisami wy! Możecie iść!
Przejmuję program i prowadzę dalej go!
Nie przerywać! Tego, co warcholi - precz!
Nie dla niego tutaj płuca w strzępy rwę!
Hej, akustyk! Chrypnę! Gorzej słychać mnie!
Silniej wzmacniacz! Głos mój teraz musi brzmieć!


Rozciągnąć czas! Hej, wy tam, w mroku - czy wierzycie
Mnie, który wie jak się w epokę zmienia chwilę?
Otwórzcie drzwi! I zaraz zobaczycie
Jak marny czas, co gnębił nas, zostaje w tyle!


Ktoś mi tutaj może powie, że już charczę,
Że już nie rozróżnia poszczególnych słów,
Ale mnie śpiewania jeszcze nie wystarczy!
Jeśli przerwę - nigdy nie zaśpiewam znów!
Nowych chwytów na gitarze nie wyćwiczę,
Ale starych jeszcze dość - ja się nie mylę!
Całe życie z sensem krzyczę, całe życie!
Więc pokrzyczę jeszcze póki mam tę chwilę!


Co się stało!? Czemu ten reflektor zgasł?
Kto wyłączył mikrofony mi?
Gdzie jesteście, kto stąd wyprowadził was?
Kto zatrzasnął między nami drzwi?!


Niech chociaż skończę! Bez pointy odchodzicie!
A ma być śmieszna, najważniejsza, w wielkim stylu!
I potrwa chwilę! Jedną w całym życiu!
Nim zniknę... niech rozśmieszę was na chwilę..."



Jacek Kaczmarski


Wreszcie sie udało, chciałem bardzo podziękować dobrym duszom które za mnie stosowne notki wklepały. Powtarzając za Kaczmarskim- "Nim zniknę... niech rozśmieszę was na chwilę..."





Czekam

niedziela, 22 sierpnia 2004

.

Ponieważ Domadka ma awarię netu zadzwonił do mnie i kazał napisać notkę następującej treści:


czekam


więc, jak widać, napisałam. I poszłam jeść.
(to mówiłam ja - Semi

piątek, 20 sierpnia 2004

Julian Tuwim wielkim poetą był

JAK BOLESŁAW LEŚMIAN NAPISAŁBY WIERSZYK
"WLAZŁ KOTEK NA PŁOTEK"


Na płot, co własnym swoim płoctwem przerażony,
Wyziorne szczerzy dziury w sen o niedopłocie,
Kot, kocurzak miauczurny, wlazł w psocie-łaskocie
I podwójnym niekotem ściga cień zielony.

A ty płotem, kociugo, chwiej,
A ty kotem, płociugo, hej!

Bezślepia, których nie ma, mrużąc w nieistowia
Wikłające się w plątwie śpiewnego mruczywa,
Dziewczynę-rozbiodrzynę pod pierzynę wzywa
Na bezdosyt całunków i mękę ustowia.

A ty płotem, kociugo, chwiej,
A ty kotem, płociugo, hej!


Julian Tuwim



Żeby się ten dzień jakoś lepiej jednak zaczął.

Cigaretten

Dziwnie się czuję, kiedy zamiast "pod papierosa", muszę wódkę popijać, jakoś mi także koślawo, gdy siedząc w nastroju pieskim a miejscu odludnym, nie mogę zapalić i jestem skazany na wybijanie palcami improwizowanych marszów. Jeszcze dwa miesiące temu mogłem karmić samcze ego czerwonymi Marlboro, które przypalałem swoim kochanym Zippo, dziś jako ten kmiot pakuję łapy do kieszeni i... tyle mogę! Wiele jest sytuacji, w których papieros zdawał mi się zawsze buławą każdego prawdziwego faceta, teraz jednak, kiedy znajomi, rodzina i wszyscy ci, których dumni rodzice powiadomili, nie mogą wyjść z podziwu dla chartu ducha jakim się w walce z nałogiem wykazałem stwierdzam, że tu dopiero pokazałem jaki ze mnie gość! Najlepsze w tym wszystkim, że dla siebie samego, jeszcze wiele lat nie brałbym nawet pod uwagę czegoś tak niedorzecznego jak rozbrat z papieroskami! Popolupo!





Czekam

czwartek, 19 sierpnia 2004

*

Znowu koszmar.






Czekam

*

Od kilku dni prześladują mnie koszmary tak nieciekawe, że raz obudzony, boję się ponownie zamykać oczy; toż to skandal, żeby człowiek nawet we śnie nie miał chwili spokoju!



Jacek Kaczmarski - "Zatruta studnia"




Czekam

środa, 18 sierpnia 2004

Sorry

Ja chciałem bardzo przeprosić za te notki wczorajsze wieczorne (swoją drogą cytat z Guano Apes wziął mi się z księżyca chyba). :)





Wciąż jeszcze wstawion, czekam :]

*

Oooooo Maaaaajkaaaaaaaaaaaaaaa!!!

*

Wyszło nieźle, choć wódeczka jakoś szybko mnie zmogła a i gwiazd nie uświadczyłem. Z drugiej strony wstałem o 6 rano rześki jak żadko i bez śladu kaca, chomorek także mi od rana dopisuje i jakoś bardziej chce się żyć. Dobrego dnia ludzikowie!



SDM - "Opadły mgły, wstaje nowy dzień"



Czekam

wtorek, 17 sierpnia 2004

"Wakacje", dzień drugi

Odchorowałem już, z większym niż zwykle wysiłkiem odfajkowałem codzienną porcję ćwiczeń, książkę poczytałem, kupiłem wódkę. Po zmroku pójdę do lasu- mam tam taką polankę- zamierzam położyć się plackiem na ziemi i gapic w niebo; sam, tradycyjnie- jak na konserwatystę przystało.




Robert Kasprzycki - "Brudny autobus do stacji Golgota"




Czekam

poniedziałek, 16 sierpnia 2004

Plany na dziś

Poćwiczyć, pojechać do centrum i odwalić sprawy naukowe, opcjonalnie znaleźć kompanów do picia, nawalić się gdzieś, mieć się dobrze. Powinno się udać.





Czekam

niedziela, 15 sierpnia 2004

*

Przyszedł klient, randek szuka w sieci, nie potrafi jednak posługiwać się komputerem więc muszę stać nad nim i co chwilę wykonywać zupełnie podstawowe czynności. Po dłuższych staraniach udało mi się wydłubać jakiś serwis matrymonialny, wchodzę więc i nacinam się na menu w którym chcą ode mnie dokładniejszych wymagań odnośnie poszukiwanych osób. Konsultuję z Klientem kolejne parametry przyszłej-matki-jego-dzieci (a świstak siedzi...) i tak wybieramy płeć, wiek, preferencje (tu gość nauczył się co oznacza słowo "heteroseksualny"), wreszcie docieramy do zakładki "w jakim celu"; mijają sekundy, facet wpatruje się w ekran po czym przenosi wzrok na mnie i głosem filozofa stawia, nie wiem- sobie czy mnie- pytanie: "Właśnie, w jakim celu?".


Auuuuuuuuuuuuuuuuuu!!!

*

Jeszcze tylko kilka godzin i przez dwa tygodnie będę mógł odpoczywać od tego pasażu, szwendać się po lesie, pić piwo z przyjaciółmi, śpiewać "Majkę", leżeć nocą na trawie i wypatrywać spadających gwiazd, wypowiadając ciągle jedno i to samo życzenie...






...no i czekać, ale to chyba oczywiste :)

*

Śliczny dziś poranek, oby cały dzień wyglądał podobnie.


Bry, ludzikowie!



Raz Dwa Trzy - "W wielkim mieście"

sobota, 14 sierpnia 2004

*

Nathan przeszedł dziś samego siebie- spodnie mi w prezencie przyniósł. Czubek!

*

Właśnie dowiedziałem się, że zmarł Czesław Miłosz.

Nigdy nie zaliczałem się do grona miłośników jego poezji, nie podzielałem też głoszonych przez niego poglądów, ale poruszyła mnie ta śmierć, był jednym z ludzi- zdać by się mogło- niesmiertelnych, a tu coś takiego...

*

Stojący w kafejce automat Nescafe posiada pojemniki na cukier, kawę i mleko w proszku; w zależności od kaprysu managera który odpowiada za ustawianie proporcji, pijemy przesłodzoną lurę, brązowawe mleko albo to, co mam dziś a czego jeszcze nie... hmmm, doświadczałem? O ile we wszystkich poprzednich wariacjach można się było domyślać obecności każdego z ingredientów, o tyle dzisiejsze menu jest ABSOLUTNIE nie do wypicia, odnoszę wrażenie jakby w mieszance było tylko mleko oraz wielokrotność dopuszczalnej ilości kawy. Nie kryję- ostatecznie łyk który na początku zrobiłem, postawił mnie na nogi lecz wpierw mnie z nich spektakularnie (do tego stopnia, że klient wpadł w niekontrolowany rechot) zwalił. Cały jestem jeszcze w dygocie :D



I chumor mam jakiś podejrzanie dobry, wstałem rano i stwierdziłem, że świat o tej porze także potrafi być piękny, poturbowałem się kawą i jeszcze się cieszę- paranoja!





Czekam :]

piątek, 13 sierpnia 2004

O Holender!

Prześmiesznie mi okazał swoją radość pewien mieszkaniec krainy wiatraków, tam i konopii indyjskich- ryknął śmiechem tak, że prawie przyprawił o zawał biednego Nathana, po czym z obłędem w oczach wypalił mi w twarz szereg niewymawialnych ciągów liter i w ułamku sekundy wrócił do kamiennej twarzy, języka angielskiego i grobowego głosu.

Oto co z człowieka potrafi zrobić udane załączenie plików do listu!





Czekam

*

Kiedy jestem bardzo śpiący a wstaję, bo wiem, że z jakiegoś powodu muszę, działam jak w amoku i bardzo często to do czego się zabieram wykonuję (pomimo szczerych chęci) niechlujnie. Dziś na przykład znalazłem chwilę na golenie; siedzę tak sobie teraz, podpieram paszczę ręką i poważnie zastanawiam się, czy przypadkiem nie zapomniałem o lewym policzku.


Ps. (kilkanaście minut później) I "PeKaEsa" też sobie niechcący zostawiłem po drugiej stronie tego, co chyba zupełnie jest puste. Masakra.

czwartek, 12 sierpnia 2004

Kurrrde

Żeby tylko papierosów mi teraz brakowało...




Marek Grechuta - "Twoja postać"

*

Wspominanie siebie z pijanym klientem to już chyba lekka perwersja, z drugiej jednak strony mogłem mu przytakiwać kiedy mnie zachwalał i nie czuć w związku z tym żadnego zmieszania :)

A już myślałem, że znowu przewegetuję jakoś do rana bez żadnych godnych opisania przygód!

*

Stara bida.





Czekam

środa, 11 sierpnia 2004

*

Kasprzycki na cały pasaż- uczłowieczać się małpy!


Robert Kasprzycki - "Zapiszę śniegiem w kominie"

Tak na marginesie...

...dowiedziałem się dziś od Plastusia, że "większą połowę" urlopu zamierza spędzić pod Krakowem, gdzie "pojedzie samolotem".


No tak...

A teraz coś z zupełnie innej puszki

Przypomniało mi się właśnie danie konserwowe, jakie mogłem sobie zafundować (nie skorzystałem) wybierając się ostatnio na Mazury. Niby nic, zapewne taki specyfik istnieje od zawsze i na większości wrażenia nie zrobi, ale dla mnie "Smalec z mięsem" brzmi conajmniej komicznie i tym właśnie spostrzeżeniem chciałem się z Wami podzielić z okazji tego, że już kompletnie nie wiem co ze sobą począć.




Frank Sinatra - "I've got You under my skin"

*

Dziś w nocy warto ponoć wlepić oczy w niebo, ja jednak znowu pilnuję pustej kafejki i tylko myśli mogę wysłać na powierzchnię.




Grzegorz Turnau - "Na młodość"

Czekam

wtorek, 10 sierpnia 2004

Byłbym zapomniał...

Czwarta nad ranemmm...



Jeszcze pięć dyżurów i wakacje.

*

Coś ostatnio za bardzo sarkam na otoczenie, ale to normalne u frustratów! ;)






Czekam

*

W Warszawie pojawiły się ostatnio, będące- jak sądzę- częścią powstańczej histerii, plakaty przedstawiające różne typy dzisiejszych warszawiaków z biało- czerwonymi opaskami i opatrzone wspólnym hasłem "Umierali w słońcu". Przeczytałem, zobaczyłem i faktycznie umarłem (siedząc, ma się rozumieć, po nasłonecznionej stronie autobusu)- przesłanie jest dość oczywiste ale sama sentencja kojarzy mi się z westernem, bądź kampanią na rzecz walki z udarem słonecznym; inną sprawą jest to jakie postaci możemy podziwiać na afiszach- nastolatek z potężną nadwagą, grubymi jak denka od butelek okularami i gatkami które prawdopodobnie zsunęły mu się z zadka, zaraz po zrobieniu zdjęcia, czy nieco starszy chłopak z obłędęm wypisanym na twarzy, któremu z kolei brakuje tylko czarnej koszulki z głową kozy i napisem "szatan szatan szatan". No taka armia z pewnością przegnałaby niemców aż pod Linię Zygfryda! Żeby było jeszcze śmieszniej, niektórzy nadal dziwią mi się, kiedy widząc jak z dzisiejszych polaków usiłuje się robić potencjalnych powstańców, nie wiem czy śmiać się mam czy płakać...
Nie, żebym miał coś do ludzi reprezentujących przedstawione powyżej szablony- znam tylko jedną osobę u której otyłość idzie w parze z niestrawnym chrakterem, a po sześciu miesiącach pracy w Kopalni oswoiłem się także z "wampirami", nie mówiąc już o tym, że kilka z nich szczerze polubiłem. Nie zmienia to jednak faktu, że nie widzę ich na barykadach a sama akcja zamiast chwili zadumy, zafundowała mi tylko kilka minut zdrowego śmiechu.



No nie widzę i już! :)


(po dwóch godzinach)
Może trochę przesadzam. W sumie miała to być notka bardziej na wesoło niż poważnie a wyszedł kolejny lament nad społeczeństwem.

*

Czekam

poniedziałek, 9 sierpnia 2004

*

Gdzieś w te moje spływowe szlagiery zaplątała się piękna swoją drogą i aktualna piosenka Jarka Wasika pt. "Nastroje". Skierowała moje myśli na obszar objęty zakazem lotów, w ramach szybkiego zapobieżenia dołkowi zastosowałem więc terapię wiadomym kawałkiem Roberta Kasprzyckiego. Akurat kiedy euforia sięgała u mnie zenitu, zadzwonił szef pytając się o utarg na mojej zmianie (swoją drogą on chyba wogóle nie sypia), wyszczebiotałem mu więc radośnie, że przez osiem godzin powieżony mi interes zarobił całych 21 złotych w związku z czym chyba znowu myśli, że coś piłem.

Koniec na dziś z poezją, ostatnią godzinę posiedzę sobie z Sinatrą, potem autobus, siusiu, paciorek i spać.






Czekam :]

Czwarta...

...nad ranemmmmm...

*

Dzisiejszy dyżur upłynie mi przy WBK, SDM i spuszczonej z łańcucha wyobraźni.


Bezapelacyjnie :]



WBK - "Bukowina I"

*

Piękne dziś niebo, aż mi się we łbie zakręciło kiedy dochodziłem do tego wniosku.



Choć może są to najzwyklejsze w świecie problemy z krążeniem? :o)







Czekam

Dziś znów przedłużony dyżur

Za dobry jestem dla ludzi chyba :)




I dobrze mi z tym!

niedziela, 8 sierpnia 2004

*

W dwóch "bratnich" kawiarenkach padł internet w związku z czym zamiast spokojnej nocy mam roboty za trzech. Siedzę tak sobie i myślę jak mi to tegoroczne lato bokiem przeszło, wiem- ostateczna dorosłość zbliża się wielkimi krokami i coraz żadziej w walce o jakiś tam byt będzie czas, żeby się człowiek światem nazachwycał. Z drugiej jednak strony pozostaje świadomość tego, że można się jeszcze nieco lepiej w tym życiu ułożyć, wyszarpać kilka dni więcej na jakąś włóczęgę, parę dodatkowych godzin dla bliskich, sekundę na ciepłe spojrzenie; wiem, że kiedyś to mi się uda. Zabawne, w przeciągu kilku miesięcy stałem się człowiekiem ewentualnego sukcesu- aktualnie mam niewiele, nie mam natomiast wątpliwości że z czasem obrosnę we wszystko czego tak pragnę!

Lubię taki wczesny sierpień- człowiek zaczyna oswajać się ze spaloną słońcem zielenią, wieczory nie są już tak ciepłe jak dwa tygodnie temu, ale nie istnieje lepsza pora roku na gapienie się w gwiazdy. Jeszcze tydzień i będę miał trochę czasu na wszystko. Spokojniej mi jakoś, kilka rozmów, rozliczenie ze sobą i pozbierałem się nieco do kupy; nauczyłem się też lać po myślach, kiedy tylko zapędzą się w dołkogenne rejony pamięci i wyobraźni, dzięki temu nie zbiera się we mnie niepotrzebna, głupia żółć która mogłaby zepsuć smak, czy wręcz zatruć wytęsknioną przyszłość.


Podsumowując: jest dobrze, będzie bosko!





"...a ja czekam i czekam i czekam
ciszę wplatam we włosy
i na palce nawlekam
na palce nawlekam..." :)

Argh...

Wreszcie chwila spokoju... od dwóch i pół godziny nie miałem nawet czasu zażęzić; ludzie wpadali grupami i domagali się ode mnie różnych rzeczy operująć jednocześnie kilkoma językami. Skanowałem, naliczałem, przepisywałem, wklejałem, obrabiałem, komponowałem, nabijałem na kasę, szczerząc się przy tym jak głupi (co zabawniejsze, szczerze się szczerząc) i usiłując dojść, co się dookoła mnie dzieje. Najlepsze, że mój zmiennik- sprawdziłem to sobie w rozpisce- w sumie nie miał u siebie przez 12 godzin tylu osób, co ja przez tych 150 piekielnych minut. Kiedy wreszcie zrobiło się spokojnie, spłynąłem po fotelu i zebrałem się w kałuży nieopodal kosza na śmieci, posiedzę tam trochę na wypadek, gdyby te tłumy miały zamiar jeszcze wrócić.






No i czekam, ale to chyba oczywiste :)

sobota, 7 sierpnia 2004

A teraz coś z zupełnie innej beczki

Mam nową muzyczną boginkę- Katie Melua.

Jej "Crawling up the hill" mnie rozwaliło!






Czekam

*

powstaniezdjecie.JPG



Wracam jeszcze na chwilkę do Powstania, rano trafiłem we "Wprost" na to zdjęcie i muszę przyznać, że widniejących koło niego kilka słów opisu sprawiło, że poczułem jak włosy stają mi dęba. Powyższą fotografię "znaleziono podczas ekshumacji w przestrzelonej kieszeni marynarki zabitego żołnierza".







Wygląda na to, że jedna kula zatrzymała dwa serca.

piątek, 6 sierpnia 2004

*

"1
Nic dziwnego
że nie jest oblubienicą
prawdziwych mężczyzn

generałów
atletów władzy
despotów

przez wieki idzie za nimi
ta płaczliwa stara panna
w okropnym kapeluszu Armii Zbawienia
napomina

wyciąga z lamusa
portret Sokratesa
krzyżyk ulepiony z chleba
stare słowa

- a wokół huczy wspaniałe życie
rumiane jak rzeźnia o poranku

prawie ją można pochować
w srebrnej szkatułce
niewinnych pamiątek

jest coraz mniejsza
jak włos w gardle
jak brzęczenia w uchu

2
mój boże
żeby ona była trochę młodsza
trochę ładniejsza

szła z duchem czasu
kołysała się w biodrach
w takt modnej muzyki

może wówczas pokochali by ją
prawdziwi mężczyźni
generałowie atleci władzy despoci

żeby zadbała o siebie
wyglądała po ludzku
jak Liz Taylor
albo Bogini Zwycięstwa

ale od niej wionie
zapach naftaliny
sznuruje usta
powtarza wielkie Nie

nieznośna w swoim uporze
śmieszna jak strach na wróble
jak sen anarchisty
jak żywoty świętych"

Zbigniew Herbert








Czekam

*

Wczoraj wieczorem znalazłem uczepionego klamki ślimaka; nie wnikając w to, jak się tam znalazł postanowiłem nieboraka uratować i ekspresowo przenieść (słowo "przelecieć" może brzmieć dwuznacznie) na soczystą trawę porastającą plac sąsiada. Wszystko szło pięknie- szybkim wymachem posłałem wdzięcznego Helicigona arbustorum w przestrzeń i po chwili zniknął w ciemnościach idąc pożądanym przeze mnie kursem. Niestety, ułamek sekundy później doszło mnie głośne "Hrrrup!" i już wiedziałem, że mój mały przyjaciel nigdy więcej nie zobaczy wschodu słońca. Rano okazało się, że jakieś dzieciaki zostawiły na mającym 400- 500 metrów kwadratowych trawniku JEDNĄ cegłę w którą pechowy biedak przywalił.

Okrutny świecie! (dramatycznie łapie się za głowę i znika za opadającą kurtyną)

środa, 4 sierpnia 2004

Dziwny gość

Jeden ze stałych klientów siedzi przy swoim komputerze (nie wiem czym się tam zajmuje) i generalnie nie robi nic nadzwyczajnego; problem polega na tym, że od czasu do czasu oderwie ślipia od ekranu, przeniesie wzrok na mnie, zarechocze jak goblin czy inny troll, po czym wraca do swoich zajęć.

Nie wiem o co może mu chodzić ale chyba powinienem zacząć się go bać.

*

Nie powiem, żeby mi te imieniny minęły tak jakbym sobie życzył, ale mimo to nie jest źle; kilka zdań wypowiedzianych przez koleżankę ze starej kafei starczyło żeby mi się te lamenty skończyły- od wczoraj bytuję z fasonem, błyskiem w oku a dołki zakopuję własnoręcznie. Człowiekowi przydaje się czasem przypomnienie, że jest facetem i tak właśnie powinien się zachowywać- dziękuję Fafiku!




Czekam.

*

Miło się człowiekowi robi, kiedy widzi uśmiechnięte klientów paszcze i wie, że ma na to wpływ puszczona właśnie przez niego piosenka.

Jeszcze tylko 8,5 godziny.





Norah Jones - "Somewhere Over the Rainbow/What a Wonderfull World"

*

Pięknie kurwa, pięknie, doskonały dzień sobie na taki dyżur wybrałem.

Semi, dzięki za przypomnienie bo myślałem, że to jutro. :)

wtorek, 3 sierpnia 2004

*

Kolejnych osiem godzin odbębnionych, jutro siedzę 16- do 7 rano. Może dziś wreszcie zmuszę się do jakiegoś (tfu!) joggingu (tfu!), bo grożę nim sobie od paru dni już.



Czekam jak codzień.

takijeden ponad pokoleniami

Nieczęsto zdaża mi się kolegować z sędziwym profesorem made in USA, a właśnie ostatnio zdobyłem sobie i takiego ziomka. Jego charakter możnaby zamknąć w słowie "młodzieżowy", gdyby nie fakt, iż ma już pewne problemy z pamięcią (co, nie ukrywam, czyni z niego jeszcze barwniejszą postać- codziennie musimy zakładać mu nowe konto email). :)

*

Szlag mnie trafia kiedy muszę słuchać swoich rówieśników, jak wywijają wyrazami wyszukanymi po nocy w słowniku, po to tylko by opisać myśl, rzecz bądź czynność tak banalną jak oni sami. Mnie także momentami razi mowa potoczna- na poważnie nie powiem nigdy "laska", czy "dupa" o żadnej, najbardziej nawet zadek przypominającej dziewczynie ale, na Boga, wycieczki po lesie nie nazwę ekskursją w ostępy!

Czasem lepiej poświęcić czas na przemyślenie dwa razy tego co ma się zamiar powiedzieć, miast marnować go na szperanie po słownikach po to tylko, by móc zabłysnąc jednym wyrazem którego mądre brzmienie i tak w ostatecznym rozrachunku nie uratuje nas przed blamażem, a nawet sprawi, że będzie on jeszcze bardziej spektakularny.

(tak kochani, to jest właśnie jedno ze zdań- potworów, które czasami płodzę i nie umiem się tego nijak oduczyć)


Rzekłem

poniedziałek, 2 sierpnia 2004

*

Zaraz czeka mnie nocny autobus do domu, potem jakaś prowizoryczna kolacja, może trochę muzyki i spać. Ciepło dziś myślę :)




WBK - "Kołysanka dla Joanny"

*

Ostatnich kilka miesięcy jest tak nafaszerowanych przypadkami, że to wszystko nie może być zbieg okoliczności.


A ja nadal czekam.

Blah...

W kafei przeżywam własnie urrrwanie głowy, zajętej czymś zupełnie innym niż pracą.

sobota, 31 lipca 2004

Refleksja okolicznościowa

Zniesmaczony trochę jestem tym co widzę w związku z rocznicą Powstania Warszawskiego- dwa dni temu zaczęła się histeria z nim związana, wszyscy latają z opaskami i każdy nagle czuje się niedoszłym powstańcem. Piękne to i szlachetne, ale:

- zaniepokoiło mnie skojażenie z przedświąteczną histerią która sprawia, że już w połowie grudnia niedobrze się robi na widok Mikołaja czy bombek

- tamtemu, niewątpliwie wspaniałemu zrywowi, winni jesteśmy pamięć, a jego uczestnikom szacunek i wdzięczność, przez cały rok a nie tylko trzy dni festynu po których znowu na pytanie ankietera, o chęć zmiany obywatelstwa, odpowiadać będziemy twierdząco.


Zastanówmy się ile jest nas w tym powstaniowym uniesieniu, czy faktycznie, gdyby zaszła taka potrzeba, sami potrafilibyśmy stanąć do walki i zginąć w obronie Ojczyzny, czy te hołdy mają jakikolwiek sens w sytuacji w której składający go nie dorastają w większości do pięt tamtemu pokoleniu? W dobie cynizmu i odejścia od wartości takich jak miłość czy patriotyzm, nagle robi się wielkie halo z obchodów czegoś, czego powtórzyć dziś by się nie dało, a garstka tych, którzy kultywują jeszcze niegdysiejsze zasady, traktowana jest w najlepszym razie z pobłażliwym niezrozumieniem.
Uczy się nas w szkołach o Powstaniu, poznajemy suche fakty, liczby, daty, jednak nikt nie wpoi nam miłości do Ojczyzny i gotowości do poświęceń w jej imię, jeśli nie czujesz tego w sobie, to nie masz moim zdaniem najmniejszego prawa czcić bohaterów tamtych dni, a obchodzić możesz haloween, walentynki czy promocyjną cenę pasty Colgate.


"Oddycha miasto ciemne długimi wiekami,
spowiada miasto ciemne dawnych grobów żałość;
rozrąbane żelazem, utulone snami,
nie nasycone płaczem, nie spełnione chwałą.

Nie wierz, jeżeli ci się ulice pogłębią
i staną się jak otchłań, w której śmierć się przyśni,
powierz swą myśl mieniącym się nad nią gołębiom
i obłokom kwitnącym jak gałęzie wiśni,
i chmurom, które zawsze te same tam, w górze,
jak oblicze tęsknoty wykutej w marmurze

Nie wierz nawet pragnieniom, jeżeli cię zawiodą
nad brzeg spalonych domów i każą ci skoczyć
przez wytłuczone okno do czarnych ogrodów,
ażeby na zhańbione prochy - zamknąć oczy.

Ale uwierz tym głazom, co z kamieni bruku
jak psy zdeptane wyją i krwią ludu chluszczą,
i rwą się nie pomszczone, i o bramy tłuką.

O! niech ci one będą jako słowa ustom,
niech ci wydrapią czułość z wzroku i krew z rany,
abyś kochając wieki, sam był pokochany.

O pij, pij te ciemności z zawalonych ruder,
przyjmij w siebie to miasto gromów, które biją,
tych Kilińskich, Okrzejów, jak oskardy trudu,
i kiedy runą w bruki - niech w tobie ożyją.

Stań się krzywdą i zemstą, miłością i ludem
O, chwyć za miecz historii i uderz! i uderz!"


Krzysztof Kamil Baczyński


Baczyński poległ na posterunku w Pałacu Blanka 4 VIII 1944, prawdopodobnie postrzelony przez strzelca wyborowego ulokowanego w gmachu Teatru Wielkiego. W Powstaniu Warszawskim, 1 IX 1944 zginęła także żona Baczyńskiego - Barbara Stanisława Drapczyńska, urodzona 13 XI 1922 w Warszawie, studentka polonistyki tajnego UW. Przynajmniej ich rozłąka nie trwała długo.

*

Nie płacz w liście
Nie pisz
że los ciebie kopnął
Nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
Kiedy Bóg drzwi zamyka to otwiera okno
Odetchnij popatrz
Spadają z obłoków
Małe wielkie nieszczęścia
potrzebne do szczęścia
A od zwykłych rzeczy
naucz się spokoju
I zapomnij że jesteś
gdy mówisz że kochasz


ks.Jan Twardowski

piątek, 30 lipca 2004

Pytanie na dobranoc

Czym ja sobie na to wszystko zasłużyłem?


Jacek Kaczmarski - "Śmiech"
Edyta Geppert - "Zamiast"

Hmmm...

Na zagraconym biurku takijeden wygrzebał, ku uciesze własnej, karty tarrota i nie zastanawiając się długo wyciągnął dwie losowe. Wyszły mi "Powściągliwość" i "Sprawiedliwość", co Wy na to?




Bo ja (na chłopski rozum)- heh...

*

Pięknie, wszystko czego mi w tym stanie trzeba to bezsenność jak stąd do Bógwiegdzia.

*

---Coś mądrego---









Tori Amos - "Thank You"

Nieprzytomny

Cztery i pół godziny snu dziennie to niewiele, cztery i pół godziny snu rozłożone na trzy dni to natomiast dokładnie tyle, ile udało mi się ostatnio od świata na spoczynek wyszarpać. Oczy uciekające w tył głowy, trzęsące się ręcę, raczkująca dykcja i myśli unużane w smole- oto takijeden w chwili obecnej. Jeszcze tylko osiem godzin dyżuru i do domu spać.

czwartek, 29 lipca 2004

*

Smutno mi


Chyba nie o tym chcielibyście czytać.



REM - "The one i love"

Plan dnia

Jeszcze tylko 12 godzin dyżuru i będę mógł coś zjeść, wypić i złapać trochę snu przed kolejną podwójną zmianą.

Swoją drogą świetny przykład tego, jak można się doskonale i w pełni nie przygotować do pracy: nie mam ani kanapeczki, termos z herbatą został w domu a wyjść z kafejki nie mam jak bo ciągle są jacyś klienci.

Cytując Wiktora Suworowa, wpadłem jak śliwka w g...

Chcieliście, to macie :)

bobry-1.jpg


Specjalnie w bagno właziłem żeby udokumentować działalność dostojnego Bobra- doceńcie moje poświęcenie!

poniedziałek, 26 lipca 2004

Znów w pracy

Nie wiem jaka jest logika w zwalnianiu kogoś po to tylko, by po tygodniu pytać się tonem błagalnym, czy nie chciałby może wrócić. Swoją drogą, gdyby nie dramatyczna sytuacja domowych finansów, odmówiłbym bez zastanowienia.



"Stuk - puk, stuk - puk
Byleby biedy nie wpuścić za próg
Zrobię wszystko, co będę mógł:
Stuk - puk. "


Poza tym po staremu.

piątek, 23 lipca 2004

*

Nie ma mnie, nie wiem jak długo ale na czas jakiś znikam.

Siebie mam kurwa dość.

*

Czas najwyższy w las ruszać. Może choć na kilka godzin gdzieś ten dołek zgubię.



Jacek Kaczmarski - "Wigilia na Syberii"

Litości

Cholera, przez tą opaleniznę to ja jestem jedna wielka pięta Achillesa- brat przyjechał w odwiedziny i takiego mi "misia" wyczynił, że długo jeszcze będę stał, siedział, leżał i myślał na baczność.



Kurde, do tego smutno mi znowu.

takiegojednego plany wieczorne

Kiedy tylko zmrok zapadnie, przywdzieję jakąś zwiewną koszulinę, luźne gatki i krokiem tworu Frankensteina ruszę w leśne ostępny szukać spokoju, natchnienia i wewnętrznej harmonii (To dopiero będzie widok- zadumana pokraka wieczorową porą!). Bawiąc się we wróżbitę mogę na 75% stwierdzić, że spokoju ani następujących po nim bzdurnych sloganów, pojawiających się na co trzecim blogu uduchowionej nastolatki, nie znajdę, możliwe natomiast, że spotkam jakichś znajomych którzy zaciągną mnie do butelki czy pełnych jakiegoś plugawstwa puszek. Jesli tak się nie stanie- w co wątpię- to koło trzeciej w nocy zacznę układać się do snu i przy odrobinie szczęścia zasnę przed siódmą.



Aha, jeszcze jedna śmieszna sprawa- po namyśle stwierdzili, ze chyba chcą mnie w pracy spowrotem. No (bycze) jaja niewyjęte!

Czym Polska żyje

Oto trzy następujące po sobie wiadomości z WP:

13:00 Zbójeckie skłonności emerytki
12:50 Proces w sprawie zasztyletowania dentystki
12:50 John Edwards najseksowniejszym politykiem USA?


I tylko jedna myśl mi się w związku z nimi nasuwa: co mnie to k... obchodzi?

Strach

Żeby mi tylko ta ogorzelizna zelżała nieco przed sobotnim koncertem WBK.

Bry :]

czwartek, 22 lipca 2004

*

Kurcze, spróbuję się chyba jakoś do snu ułożyć, bo perspektywa dnia całego w stanie pływającym specjalnie mi się nie uśmiecha.

Swoją drogą śmieszna sprawa- od ładnych paru dni kładę się spać podśpiewując, podgwizdując bądź mrucząc pod nosem "Kołysankę dla Joanny", powoli zaczyna to przypominać jakiś paciorek i tradycyjnie dobrze mi z tym, a zmian nie przewiduję. :]

Brego!

Mazury fried takijeden

Miała być lekkostrawna notka o wyjeździe ale coś mi się widzi, że nic z tego- mózg także sobie odparzyłem.

W telegraficznym skrócie- było sympatycznie, pogoda każda, krócej niż być miało bo trzochę przesadziliśmy z tempem, krowy/byki z pastwiska, na którym musieliśmy namiot rozbijać, chleb nam w nocy zeżarły, odkryłem istnienie leśniczówki "Wąglik" nad jeziorem Zgon i dzikie tłumy niemal w każdym dostępnym z lądu miejscu. Amen.


Swoją drogą nie mogę się ostatnio skupić na tyle żeby napisać coś dłuższego. A chciałby człek tak od czasu do czasu gruchnąć jakiś referacik...

*

Wcześniej nieco wróciłem, napiszę coś więcej, kiedy już będę w stanie skupić się na czymś poza kontemplacją poparzeń słonecznych.

A
u
u
u
u
u
u



ć

poniedziałek, 19 lipca 2004

*

A attache prasowy ambasady Stanów Zjednoczonych w Warszawie nazywa się James Bond i tą informacją żegnam się na kilka dni :]

Rzeka

Wsłuchany w twą cichą piosenkę
Wyszedłem na brzeg pierwszy raz
Wiedziałem już, rzeko, że kocham cię, rzeko,
Że odtąd pójdę z tobą

O dobra rzeko, o mądra wodo
Wiedziałaś, gdzie stopy znużone prowadzić
Gdy sił już było brak
O dobra rzeko, o mądra wodo
Wiedziałaś, gdzie stopy znużone prowadzić
Gdy sił już było brak
Brak

Wieże miast, łuny świateł
Ich oczy zszarzałe nieraz
Witały mnie pustką, żegnały milczeniem
Gdym stał się twoim nurtem

O dobra rzeko, o mądra wodo...

Po dziś dzień z tobą, rzeko
Gdzież począł, gdzie kres dał ci Bóg
Ach życia mi braknie, by szlak twój przemierzyć
By poznać twą melodię

O dobra rzeko, o mądra wodo...


Wojtek Bellon

Zmiatam

Zaczynam powoli czuć nastrój toważyszący pakowaniu plecaka i zbliżającego się wyjazdu; nie da się ukryć, że cholernie mi tego brakowało.


Przyda mi się kilka dni takiego odskoku od siebie, jak jasna cholera.

Z cyklu "Młody i Obiecujący"

mlodzian10.jpg


takijeden, lat 5, w drodze na Świnicę, moment zadumy.

Hohoho!

Ale śmiesznie pada! :D

niedziela, 18 lipca 2004

I śmieszne to poniekąd...

...ale wszystkie te "zawodowe" (określenie może nieadekwatne do rangi wykonywanego przeze mnie zajęcia- aspiracje mam nieco wyższe niż szeregowy pracownik kawiarenki internetowej przy Dworcu Centralnym) fikołki odbywają się jakby na drugim planie świadomości. Fakt, będą to smętne wakacje i nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości, nie wynika to jednak z pogody, pracy, a więc ogólnej kondycji finansowej, czy choćby durnego kaca, lecz z tego co się w środku dzieje. Chciałem patosu- mam go w nadmiarze, ważne by podołać okolicznościom, nie zawieść siebie i innych. Fakt, jestem sobą przyjemnie zaskoczony w związku z rzucaniem palenia lecz w gruncie rzeczy jest to tylko przymiarka, sprawdzian silnej woli przed okresem oczekiwania który wogóle może nie mieć końca- to dopiero wyzwanie.

Heh, właściwie to nawet jeśli faktycznie poczekam sobie do śmierci, to przynajmniej istnieje prawdopodobieństwo, że wyląduję w jakiejś książce czy zainspiruję reżysera bądź poetę- stanę się sławny i absolutnie nic z tego nie wyniknie!


Sincerely
t. jeden