czwartek, 11 grudnia 2003

A ja...

... wciąż (od czasu Olsztyńskich Spotkań Zamkowych) choruję na trio "Trzy dni później" i rwę sobie włosy z głowy bo panie nie wydały jeszcze płyty którą z marszu i za każde pieniądze byłbym skłonny nabyć. Snif...

środa, 10 grudnia 2003

Zanim

Zanim mi szlaki wyobraźni
zmienią na szyny tramwajowe
z chmur mi wyciągną senną głowę
bym asfalt widzieć mógł wyraźniej
Zanim mi w miejsce pięciolinii
wyznaczą linię krawężnika
a tam gdzie moja jest muzyka
zainstalują swoje hymny
Zanim się wiara w nieskończoność
o szlaban potknie i przewróci
a wiara co się lubi kłócić
zamieni w dyskusyjne grono
Nim jeszcze wszystko to się stanie
na klucz się zamknę w fortepianie
i choć to miejsce trochę ciasne
zasnę...

Grzegorz Turnau

piątek, 5 grudnia 2003

Miejmy nadzieję!

Miejmy nadzieję!... nie tę lichą, marną,
Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,
Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno
Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.

Miejmy nadzieję!... nie tę chciwą złudzeń,
Ślepego szczęścia płochą zalotnicę,
Lecz tę, co w grobach czeka dnia przebudzeń
I przechowuje oręż i przyłbicę.

Miejmy odwagę!... nie tę jednodniową,
Co w rozpaczliwy - przedsięwzięciu pryska,
Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową
Nie da się zepchnąć z swego stanowiska.

Miejmy odwagę!... nie tę tchnącą szałem,
Która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem
Przeciwne losy stałością zwycięża.

Miejmy pogardę dla wrzekomej sławy
I dla bezprawia potęgi zwodniczej,
Lecz się nie strójmy w płaszcz męczeństwa krwawy
I nie brząkajmy w łańcuch niewolniczy.

Miejmy pogardę dla pychy zwycięskiej
I przyklaskiwać przemocy nie idźmy!
Ale nie wielbmy poniesionej klęski
I ze słabości swojej się nie szczyćmy.

Przestańmy własną pieścić się boleścią,
Przestańmy ciągłym lamentem się poić:
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,
Mężom przystoi w milczeniu się zbroić...

Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje
I przechowywać ideałów czystość;
Do nas należy dać im moc i zbroję,
By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość.


Adam Asnyk

poniedziałek, 1 grudnia 2003

Rocznica

Rok temu powstał takijeden, z początku miał to być mniej blog a bardziej skład róznych śmiesznych sytuacji jakich byłem świadkiem, z czasem jednak zacząłem tu odkładać raczej rzeczy mniej przyjemne- takie o których nie mówiłem na trzeźwo nikomu. Atmosfera zaczęła powoli pachnieć końcem "Matki Nocy" Vonneguta i tak zostało- nie ukrywam, że nie takie miałem plany względem tej strony. Inna sprawa, ze poznałem dzięki niej kilka wspaniałych osób, z dwiema udało mi się już spotkać i bardzo mile wspominam zarówno wyjazd do Olsztyna (od tamtej pory z większym zrozumieniem nucę kawałek "Olsztyn kocham" Czerwonego Tulipana) jak posiedzenie w Bajce przy Krakowskim Przedmiesciu.

Reasumując- nie wyszło tak jak wyjść miało ale to co mam podoba mi się bardzo i oby tak zostało.

Dziękuję Wam za Was!

niedziela, 30 listopada 2003

Ehhh...

No i muszę zaliczać tę nieszczęsną logikę- numer z przepisaniem zaliczenia z dziennikarstwa prawie się udał, szkoda, że nie miałem również oceny z egzaminu (którego na dziennikarstwie po prostu nie było).

Szkoda, bo nie odpadł mi niestety najstraszniejszy przedmiot w tym semestrze. :/

środa, 26 listopada 2003

Paranoja

Przez dwanaście godzin siedzę za barem i dostaję za to 50 złotych, to teoria bo w praktyce wynoszę 35 a dla własnej doraźnej przyjemności nie wydaję z tego ani grosza. Zaraz wyjaśnię dlaczego; przez czas spędzony w pracy muszę coś wypić (cola), zapalić (Marlboro) i zjeść (batonik Lion), zakładając, że zafunduję sobie tylko po jednym z każdej kategorii, moja pensja chudnie o 2+6+2=10 złotych; oczywiście na jednej paczce papierosów z regóły się nie kończy... Pozostałe w kieszeni pieniądze odkładam co do grosza na kolejną ratę za studia i w efekcie nie zostaje mi nic na kupno nowej kasety, biletu do kina/teatru/na koncert, wyjazd do Krakowa czy gdziekolwiek indziej, kupno prezentu temu kto akurat na niego zasługuje czy porządne zalanie się w trupa. Reasumując- pracuję za frajer!

Paranoja! :)

niedziela, 23 listopada 2003

W ramach odpowiedzi

Pierwsze primo- @Idalia: miło, że ktoś o mnie jeszcze myśli :D

Drugie primo- Proszę bez fochów Bzdurko, pamiętaj, że bardzo Cię lubię i żadko mam coś komuś za złe. Ton Twojej wypowiedzi sugerował przekonanie, że się na mnie przejechałaś a to nie prawda- chciałem to po prostu zdementować.

Trzecie primo- Semi... ehhh...
To tyle :P

Rozwiewając wątpliwości

Kochani, przenosząc się na innego bloga podam Wam wszystkim swój nowy adres, nie ma więc mowy o żadnym uciekaniu i paleniu za sobą mostów- za bardzo Was polubiłem, za dobrze poznałem i przyzwyczaiłem się, proszę więc (zwłaszcza Ciebie Bzdurko) o zmianę tonu. :P

sobota, 22 listopada 2003

Dylemat

Kolejne osoby nakryły mnie na prowadzeniu bloga. Najpierw siostra, kolega z kafejki, znajomy z okolicy; na początku myślałem naiwnie, że na tym się skończy a takijeden dalej pozostanie "w-miarę-nieodkrytą-oazą" teraz jednak widzę, że był to dopiero początek- ostatnio trafili tu również kolejni ludzie z pracy i okolic. W związku z tym zaczynam się poważnie zastanawiać nad czmychnięciem gdzieś dalej, na innego bloga którego trzymam w rezerwie od kilku miesięcy; nadal się wacham- szkoda mi tego co tu mam, przyzwyczaiłem się już a jako zadeklarowana konserwa za zmianami nie przepadam. Od czasu jakiegoś mam problem z pisaniem nowych notek, wszystko przez świadomość że czytają je osoby które chciałem ustrzec przed przyswajaniem swoich urojeń.

Teraz apel

Kochani nowoprzybyli! Lubię Was wszystkich (przynajmniej tych o których wiem, że wiedzą) bez wyjątku ale na blogu chciałem składować rzeczy, przemyślenia, obserwacje którymi nie dzielę się ze znajomymi z RL na trzeźwo (zresztą jak już coś palnę w stanie wskazującym to i tak mi później głupio). Jeżeli więc przeniosę się gdzieś indziej to proszę, nie próbujcie mnie dalej szukać a odczuwając ewentualną potrzebę słuchania bredni w podobnym tonie postawcie mi czasem wódkę i dostaniecie to samo ubrane jeszcze w gestykulację.

Dziękuję za uwagę.

wtorek, 18 listopada 2003

Urodziny

Dziś, a właściwie wczoraj skończyłem 23 lata; urodziny te różniły się od kilku poprzednich tym, że przebiegały w rodzinnej atmosferze. Napisałbym jeszcze coś ale ostatnio nie mam czasu ani siły myśleć.

czwartek, 6 listopada 2003

"A my nie chcemy uciekać stąd"

"Stanął w ogniu nasz wielki dom
Dym w korytarzach kręci sznury
Jest głęboka, naprawdę czarna noc
Z piwnic płonące uciekają szczury

Krzyczę przez okno, czoło w szybę wgniatam
Haustem powietrza robię w żarze wyłom
Ten co mnie słyszy ma mnie za wariata
Woła - Co jeszcze świrze ci się śniło?

Więc chwytam kraty rozgrzane do białości
Twarz moją widzę, twarz w przekleństwach
A obok sąsiad patrzy z ciekawością
Jak płonie na nim kaftan bezpieczeństwa

Lecz większość śpi, przez sen się uśmiecha
A kto się zbudzi nie wierzy w przebudzenie
Krzyk w wytłumionych salach nie zna echa
Na rusztach łóżek milczy przerażenie

Ci przywiązani dymem materacy
Przepowiadają życia swego słowa
Nam pod nogami żarzą się posadzki
Deszcz iskier czerwonych osiada na głowach

Dym coraz gęstszy obcy ktoś się wdziera
A my wciśnięci w najdalszy sali kąt
Tędy! -krzyczy - Niech was jasna cholera!
A my nie chcemy uciekać stąd!

A my nie chcemy uciekać stąd!
Krzyczymy w szale wściekłości i pokory
Stanął w ogniu nasz wielki dom!
Dom dla psychicznie i nerwowo chorych!"


Jacek Kaczmarski


Mam tyle zupełnie prywatnych "Domów dla..", że nawet nie chce mi się ich tutaj wyliczać...

I też z żadnego uciekać nie chcę choć wiem, że powinienem.

Bo...

... narazie to bardziej pasuje tekst następującej piosenki GC

"W końcu powiem ci co myślę
tak prosto w twarz
kiedy cię widzę
to się wstydzę
że ciągle nosi ciebie świat
i wiedz że
że teraz znam
znam każdą odpowiedź
no powiedz coś
na wszystko

na wszystko
mam odpowiedź ostrą
i nie uciekniesz teraz mi
zakrywasz twarz przed ciosem
robisz milion głupich min
poczekaj
poczekaj no
już ja cię urządzę
powtarzasz to
to wszystko co robię
już mam cię dość
tych oczu pustych
poczekaj zaraz zbiję lustro - tak tak

tak tak - tam w lustrze to niestety ja
tak tak - ten saaaaam
tak tak - tam w lustrze to niestety ja
tak tak - ten saaaaam

dopiero teraz gdy nie słyszy nikt
(bądź spokojny - w domu jesteś sam)
do wanny wlałeś ciepłą wodę i
ogłaszasz w lustrze że chcesz zmienić świat

ja wiem że
trochę się starasz
lecz powiedz mi
ile przed lustrem
spędziłeś dni
tak tak - tam w lustrze to niestety ja
tak tak - ten saaaaam
tak tak - tam w lustrze to niestety ja
tak tak - ten saaaaam

już nawet ja
ja ci nie wierzę
uspokój się
schowaj ten język
no dobrze - wiem
że się starałeś
uspokój się
wczoraj nie spałeś

tak tak - tam w lustrze to niestety ja
tak tak - ten saaaaam
tak tak - tam w lustrze to niestety ja
tak tak - ten saaaaaaaaaaam
tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak"

"It was a very good year"

When I was seventeen
It was a very good year
It was a very good year for small town girls
And soft summer nights
We’d hide from the lights
On the village green
When I was seventeen

When I was twenty-one
It was a very good year
It was a very good year for city girls
Who lived up the stair
With all that perfumed hair
And it came undone
When I was twenty-one

When I was thirty-five
It was a very good year
It was a very good year for blue-blooded girls
Of independent means
We’d ride in limousines
Their chauffeurs would drive
When I was thirty-five

But now the days grow short
I’m in the autumn of the year
And now I think of my life as vintage wine
from fine old kegs
from the brim to the dregs
And it poured sweet and clear
It was a very good year

It was a mess of good years

Fran Sinatra

Chodzi mi po głowie od kilku miesięcy ta piosenka; mam nadzieję, że ostatnią zwrotkę będę mógł sobie kiedyś szczerze zanucić.

czwartek, 30 października 2003

Solidarność

Oglądałem wczoraj program poświęcony Solidarności i ludziom z nią związanym; nie przeczę- wychowałem się na Murach Kaczmarskiego w domu w którym co niedzielę składano do druku KOSa- jeden z bardziej znanych tygodników drugiego obiegu. Wspominam o tym dlatego, że po programie krew aż we mnie buzowała- na ekranie widziałem twarze należące do ludzi którym naród powierzył misje kierowania krajem, a którym kiedyś to samo zadanie zleciła Moskwa, ileż trzeba mieć w sobie podłości i tupetu by po takiej plamie na życiorysie pchać się jeszcze do polityki, jak słabą trzeba mieć pamięć lub głowę by nie brać pod uwagę przeszłości takich ludzi jak Kwaśniewski (minister ds. młodzieży i sportu), Miller (były aparatczyk) czy Oleksy (wykładowca Marksizmu- Leninizmu i lokalna partyjna fisza)? Nie wierzę, że nie mieli pojęcia o tym co się działo w PRLu, nie mogę sobie wyobrazić, że nie widzieli nagrania na którym milicyjny samochód celowo rozjeżdża człowieka, że nie widzieli w jaki sposób służby porządkowe rozprawiają się z ludźmi którzy odważyli się mieć inne zdanie. To właśnie fakt, że teraz kiedy możemy się już cieszyć wywalczoną przez opozycję demokracją wybieramy ich na swoich reprezentantów, utwierdza mnie w przekonaniu, że mój naród to w 90% kretyni.

Przykro mi, ale taka jest nieciekawa prawda.

poniedziałek, 27 października 2003

Co u mnie...

Dwa dni temu opuściło ten łez padół Miauczydło- moja dwunastoletnia kotka. Generalnie nadal dzieje się u mnie niewiele; z opłaceniem studiów jakoś sobie poradziłem dorabiając przy kładzeniu glazury pod Warszawą, nie było to może zajęcie zbyt ambitne ale nie miałem wyjścia a w ramach premii miałem sporo czasu aby sobie pewne rzeczy przemyśleć. Oczywiście na dumaniu i kafelkach się skończyło ale mogę już wydać mały tomik wynurzeń z serii "Mądrości robola". Na studia zasuwam, wyjątkiem wczorajszego dnia kiedy spojrzałem rano w lustro i stwierdziłem, że nikomu się w takim stanie pokazywać nie zamierzam- opuchnięta twarz (zresztą czyłem się tak jakbym nawet w środku był opuchnięty), ubranie skompletowane z tego co mi jeszcze w szafie zostało czyli spodnie z zaszytą przeze mnie dziurą, golf który czasy świetności miał za sobą już rok temu a na to wszystko narzucony płaszcz który od trzech lat ma na rękawie wypaloną dziurę. Pomyślałem, że skoro "jak cię widzą..." to nie będe się nikomu znajomemu w takim stanie pokazywał; wsiadłem więc do autobusu i przez cztery godziny jeździłem od pętli do pętli.

To tyle, mam kilka refleksji, nie mam za to czasu żeby teraz o nich pisać.

środa, 1 października 2003

Raport sytuacyjny na dzień 1.X.2003

Dziś dowiedziałem się, że w ramach cięć kadrowych zostaję zwolniony z pracy, szkoda bo liczyłem, że powzwoli mi ona opłacić studia i zapewnić sobie iluzoryczną chociaż niezależność. Jutro muszę wpłacić 300 zł na konto uniwerku aby wpisali mnie na liste studentów, pieniędzy tych nie mam i nie wiem czy mieć będę więc jest wesoło. Pojutrze prawdopodobnie pójdę się upić, nie wiem tylko jeszcze gdzie bo ze znalezienie powodu nie będę mieć raczej problemu.

Niczym nie sprowokowana szczypta chumoru

Siedem Cudów komunizmu

1. Każdy miał pracę
2. Mimo tego, że każdy miał pracę, nikt nigdy nie pracował
3. Pomimo tego, że nikt nigdy nie pracował, każdy plan był zawsze wykonany w ponad 100%
4. Nawet pomimo wykonania plaanu w ponad 100%, nie można było niczego kupić
5. Pomimo, że nie można było niczego kupić, wszyscy mieli wszystko
6. Nawet mimo faktu, że wszyscy mieli wszystko, wszyscy kradli.
7. Mimo, że wszyscy kradli, niczego nie brakowało


Taaak, komuna była epoką cudów.


I dobrze że mamy ją już za sobą...

niedziela, 28 września 2003

Miejsce na sercu...

Miejsca na sercu masz sam wiesz
jak końskie zady sprane batem
i w ustach chorą międlisz pieśń
nieuleczalnie – jak opłatek

Kłębi się myśli gęsty puch
wiatr je unosi z babim latem
sił ci nie starcz żeby słów
najprostszych biała wytknąć szmatę

Z życiem się bijesz toniesz w snach
twój wiersz po fajki dawno skoczył
strachu nie czujesz przecież strach
ma wielkie piękne twoje oczy

Złudą tuczony zdarzeń bieg
ostatni skowyt miłości
przysypał pierworodny śnieg
rozgrzany słońcem do białości

Miejsca na sercu masz sam wiesz...

Mirosław Czyżykiewicz (na którego październikowy koncert udało mi się zdobyć wejściówkę)

***

Stagnacja niestety utrzymuje się na wszystkich odcinkach frontu.

piątek, 19 września 2003

Harmonogram

Wstaję, jem coś, lecę do pracy, zarabiam 4 złote za godzinę, wracam do domu, myślę nad tym jak mogłoby być a nie jest, śpię.

środa, 17 września 2003

W stylu Horacego

Nieś się, stateczku, przez fale złudne,
Łopoczą żagle jak zmięte ruble.
Z ładowni słychać skowyt republik.
Skrzypienie burty.

Trzeszczy w szwach co opina żebra.
W morzu drapieżnych ryb pewnie nie brak.
Nawet pasażer o silnych nerwach
Rzyga jak struty.

Nieś się, stateczku, w burz kłębowisku.
Sztorm, choć wścieklejszy jest od pocisku,
Bezsilniej słucha władnego świstu -
Tak bardzo, że aż

Nie wie, gdzie pędzić: w tę? W tamtą? W jeszcze,
Inną? Bo cztery strony ma przestrzeń.
Jak cztery ściany - każde z pomieszczeń,
Choćby w nich mieszkał Boreasz.

Nieś się i nie bój, że skalny występ
Przebije burtę. Odkryjesz wyspę,
Jedną z tych wysp, gdzie sto lat po wszystkim
Krzyże dostrzegasz,

Gdzie obwiązany tasiemka pakiet
Listów sprzedaje ci dziecko : takie
Błękitne oczy jawnym są znakiem -
Ojcem był żeglarz.

Nie wierz, stateczku, przewodnim gwiazdom;
Tyle ich tam, że niebo jest zjazdem
Sztabu głównego. Gdy straszą nas ta
Próżnia nad głową,

Wierz tytko temu, co się nie zmieni:
Wierz demokracji wolnych przestrzeni,
Która, choć w burzach sporów się pieni,
Ma dno pod sobą.

Jedni w dal płyną na złość losowi.
Inni - dosolić Euklidesowi.
Inni znów - po to, by mieć to z głowy-
Wszystko to nieźle,

Lecz ty, stateczku, o każdej porze
Dostrzeż horyzont choćby w horrorze,-
Nieś się w dal, aż się sam staniesz morzem
Nieśże się, nieśże.

Josif Brodski

niedziela, 14 września 2003

Moje paranoje

Kiedy jestem sam, to czuję, że mam taką siłę
Kiedy jestem sam, to czuję, że mam taką moc,
Którą mógłbym znieszczyć wszystkie paranoje moje,
Którą mógłbym zniszczyć zło otaczające was,
Moje paranoje

Kiedy jestem sam, to czuję, że mam taką siłę,
Kiedy jestem sam, to czuję, że mam taką moc,
Którą mógłbym uleczyć wszystkie chore serca,
Którą mógłbym uleczyć cały chory świat,
Moje paranoje

Kiedy jestem sam, to czuję, że chciałbym być z wami.
Kiedy jestem z wami, to czuję, że chciałbym być sam
A może ciepłem rąk uleczymy nasze paranoje?
A potem razem pójdziemy uleczać, chory świat?
Moje paranoje


Daab

Nic dodać, nic ująć.

czwartek, 11 września 2003

Studia po raz piąty

Niniejszym chciałbym ogłosić, że po raz piąty rozpocząłem naukę na wyższej uczelni. Od dnia dzisiejszego jestem studentem Stosowanych Nauk Społecznych na UW.

Fajnie nie? :D

niedziela, 7 września 2003

Kawałek cienia

Prosty temat: światło-cień.
Implikacje i przenikanie.
Wpływ księżyca na mój sen,
słońca zaś na moje wstawanie.

Mam niebylejakie, bo
południowo-zachodnie okna.
Patrzę. Czekam. Setki lat.
Dzień i noc. I nic. Nuda wielokrotna.

Podobno każdy ma swój kawałek cienia -
brak cienia jest dowodem nieistnienia -
lecz bez kawałka światła
nie jest łatwo...

A przecież każdy ma swój kawałek nocy;
po ciężkim dniu zamyka wreszcie oczy,
lecz sen bez kawałka słońca
nie ma końca...

Prosty temat: noc i dzień.
Ekwinokcja i tym podobne cuda.
Dzisiaj wschód o piątej pięć,
zachód - szósta. Znowu się pięknie uda.

Mam niebylejakie, bo
południowo-zachodnie skojarzenia:
znów udało mi się wzejść.
Piękny zachód będzie na dowidzenia.

Podobno każdy ma swój kawałek cienia...


Grzegorz Turnau (który od czasów płyty "To tu, to tam" nie zaśpiewał w sposób przypadający mi do gustu prawie żadnego wiersza)


Kawałkiem cienia jest dla mnie od wielu lat komputer- więcej mnie znajdziecie w sieci niż w świecie rzeczywistym; kilka lat temu zaczęła się moja ucieczka od starych znajomości, emocji jakie budzi
rzeczywistość i problemów jakie ze sobą niesie. Oczywiście nie wszyscy przyjaciele pozwolili mi się odciąć, być może podświadomie sprawdzałem dla ilu osób coś znaczę i okazało się, że niektórzy faktycznie potrzebują mojej obecności. To dla tych kilkunastu osób zrobiłbym prawie wszystko (prawie, dlatego, że nie jestem wszechmocny), myśląc właśnie o nich wycofywałem się z głupich pomysłów jakie podszeptuje czasem depresja i pakowałem zmarszczoną z niezadowolenia paszczę w kolejny dzień życia codziennego. Oni też wreszcie fundują mi codziennie dożywotnie wspomnienia i lepiej nawet niż wspomniany na początku komputer potrafią ukoić skołatane nerwy i postrzępione serducho. Paradoksalnie niemal żadne z nich nie wie o istnieniu tego bloga- ostatniej ostoi mojej intymności; nie mam w zwyczaju dzielić się z namacalnymi ludźmi problemami jakie mnie trapią- Ci dla mnie ważni i tak natychmiast wyczują o co chodzi i nie pytając o przyczynę zrobią wszystko aby mnie podnieść na duchu. Prawie zawsze wystarcza mi sama intencja.

Nie chcę abyście odebrali to jak pakowanie Was do szufladki opatrzonej karteczką "ludzie którzy mi zwisają"; przez ten rok obrosłem w szereg stałych bywalców zaplecza mojego jestestwa których cenię sobie i szczęśliwy jestem, że los nas jakoś złączył- po prostu nie lubię chwalić ludzi kiedy mogą to usłyszeć. Między Bogiem a prawdą wiecie o mnie to, czego przyjaciele z rzeczywistości mogą się tyklo domyślać. Problem z Wami polega na tym, że zachowując tajność takiegojednego i oddzielając go od imienia, nazwiska i adresu nie mam niestety komu powiedzieć co znaczy dla mnie blog oraz Wy którzy go współtworzycie i wnosicie wiele dobrych rzeczy w niego i we mnie.

Dziękuję Wam za to, że jesteście; będę odwdzięczał się tym samym tak długo jak tylko będę jeszcze miał komu.

piątek, 5 września 2003

Nie

Nie lubię kiedy ludzie nie rozumieją, że nie tańcze; jeszcze bardziej denerwuje mnie kiedy przez pół godziny usiłują mnie do tego zmusić. :/

czwartek, 4 września 2003

Raport sytuacyjny

Od wtorku mam już za soba rozmowę kwalifikacyjną na kolejne studia, tym razem są to Stosowane Nauki Społeczne. Nie ukrywam, ze (jak co roku zresztą) wiele sobie po nich obiecuję i może wreszcie nie stracę zapału po upływie jednego semestru- czas pokaże. Sześć dni i dowiem się jakie wrażenie zrobiłem na komisji, nie boję się specjalnie bo pytania były proste i nie zdażyło mi się zaciąć w żadnym momencie. Poza tym nic nowego właściwie się nie dzieje, a o tym co dzieje się w środku nie chcę pisać bo po co się powtarzać?

piątek, 29 sierpnia 2003

Palenie

Pytam: dlaczego niepalący
wsiadają bez skrupułów do przedziałów
dla palących? Czemu chcą dominować?
Czemu są wiecznie urażeni?

Mój mały przyjacielu, papierosie.
Spędziłem z tobą więcej czasu niż z kimkolwiek.
Niszczymy się nawzajem, czule
zobowiązani.

Pytam: dlaczego niepalący
nie doceniają naszej samotności,
naszej niemądrej odwagi, naszego
żaru, popiołu?

Marcin Świetlicki

niedziela, 24 sierpnia 2003

:D

Jeżeli trapi Was kiepski chumor to doraźnym środkiem na czasowe pozbycie się go leży w zasięgu ręki- oto skrót do potężnego ładunku czegoś rozwalającego.

We like the mooooon!!!

http://www.rathergood.com/moon_song/

piątek, 22 sierpnia 2003

***

Takijeden ma doła, proszę przytulić kościotrupa.. :(

"Wielkie" odkrycie

Ludziom zbyt słabym na tą rzeczywistość pozostaje jakiś nałóg- narkotyki (temu jestem zdecydowanie przciwny), komputer albo alkochol. W moim wypadku jest to ten drugi w połączeniu z delikatną namiastką gorzałki.

Przykre prawda? I nie piszę tego na trzeźwo, lecz szczerze- po pijaku. Swoją drogą kiedyś od zadeklarowanego esperalowca usłyszłem bardzo mądrą moim zdaniem myśl: "Po kilku głębszych wyłażą z Ciebie demony które zwykły Cię skrycie męczyc na trzeźwo". Szkoda, że kiedy człowiek wytrzeźwieje owe monstra wracają.

środa, 20 sierpnia 2003

Początek

Pozwoliłem dziś sobie na wieczorny spacer po parku przy pomniku Nieznanego Żołnierza, niestety wszystko wskazuje już na to, że lato dobiega powoli końca. Niebawem blogi wypełnią się objawami jesiennej depresji i tylko u mnie klimat pozostanie niezmieniony.

Chwalebna konsekwencja.

wtorek, 19 sierpnia 2003

Włóczędzy

Wchodzimy z twarzami zdrowymi od mrozu,
Siadamy przy ogniu tańczącym z radości,
Ścieramy z nadgarstków odciski powrozów,
Wołamy o wino i chleb, i tłustości,
Spod ścian patrzą na nas w milczeniu miejscowi
Napięci, na wszystko gotowi.

Wchłaniamy łapczywie wielkimi kęsami,
Łykamy alkohol aż warczy nam w grdykach,
Bekniemy czasami, pierdniemy czasami,
Aż z ław w ciepło wzbija się woń wędrownika
I płynie pod ściany miejscowych jak ręka
Co mówi - przestańcie się lękać.

Śpiewamy piosenki o drodze i pracy,
O braku pieniędzy i braku miłości,
Podnoszą się ze snu miejscowi pijacy,
Słuchają oczami rozumnej przeszłości,
Ktoś wstanie, podejdzie, zapyta - kto my?
- My dzieci wolności, bezdomne my psy.

Przysiądą się stawiać i pytać nieśmiało
Gdzie dobrze, gdzie lepiej, a gdzie pieniądz rośnie?
I plączą się cienie pod niską powałą
I coraz jest ciaśniej i duszniej, i głośniej,
Bo oto włóczędzy z przeszłością swą mroczną
Dla ludu się stają wyrocznią.

Mówimy o wojnach w dalekich krainach,
Zmyślamy bogactwa zdobyte, stracone,
Słuchają jak mszy, dolewają nam wina,
I dziewki przysiądą się też, ośmielone,
Do ognia dorzuci przebiegły gospodarz:
Noc długa korzyści mu doda.

Rozgrzani snujemy niezwykłą opowieść
Zazdroszcząc im tego, że tacy ciekawi,
Choć mają, co każdy tak chciałby mieć człowiek
A za - byle co - już gotowi zastawić.
By włóczyć się, szukać i błądzić jak my
I żyć bez wytchnienia, bez nocy i dni.

Pijemy i każdy już ma coś na oku -
Ten nocleg w piekarni, ten pannę piersiastą,
Świt znajdzie nas znowu za miastem na stoku,
Gdzie nikt tak naprawdę nic nie ma na własność,
A wam pozostanie piosenka i sny:
''My dzieci wolności, bezdomne my psy...''



Jacek Kaczmarski


Będąc w stanie "wskazującym" zwrama szczególną uwagę na fragment o rozumnych oczach miejscowych pijaków...

środa, 13 sierpnia 2003

Ha!

Właśnie wracam z karnej rewizyty, pomimo kilku literówek jestem z siebie zadowolony i czekam na następną ofiarę.

Teraz trochę Clannadu na uspokojenie (do walki ruszałem z "Let the bodies hit the floor" na uszach), siusiu, paciorek i spać.

Dobry dzień wszystkim!

Zbieg okoliczności?

Z braku lepszych pomysłów na spędzenie nocy postanowiłem urządzić sobie wieczór filmowy, właśnie przerwałem oglądanie drugiej pozycji aby podzielić się z wami śmiesznym zbiegiem okoliczności.

Sytuacja przedstawia się następująco: noc, śpiąca para, dzwoni telefon. Ona odbiera po czym głosem cierpiętnika mówi "Muszę jechać do kliniki, nagły przypadek", on podobnym tonem z dorzuconą nutką oburzenia odpowiada "przecież jest 4:30!".

Leszcze.

poniedziałek, 11 sierpnia 2003

Opadły mgły, wstaje nowy dzień

Opadły mgły i miasto ze snu się budzi,
Górą czmycha już noc,
Ktoś tam cicho czeka, by ktoś powrócił;
Do gwiazd jest bliżej niż krok!

Pies się włóczy popod murami - bezdomny;
Niesie się tęsknota czyjaś na świata cztery strony
A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy;
Toczy, toczy się los!

Ty co płaczesz, ażeby śmiać mógł się ktoś
? Już dość! Już dość! Już dość!
Odpędź czarne myśli!
Dość już twoich łez!
Niech to wszystko przepadnie we mgle!
Bo nowy dzień wstaje,
Bo nowy dzień wstaje,
Nowy dzień!

Z dusznego snu już miasto się wynurza,
Słońce wschodzi gdzieś tam,
Tramwaj na przystanku zakwitł jak róża;
Uchodzą cienie do bram!
Ciągną swoje wózki - dwukółki mleczarze;
Nad dachami snują się sny podlotków pełne marzeń!
A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy;
Toczy, toczy się los!

Ty co płaczesz, ażeby śmiać mógł się ktoś
- Już dość! Już dość! Już dość!
Odpędź czarne myśli!
Porzuć błędny wzrok!
Niech to wszystko zabierze już noc!
Bo nowy dzień wstaje,
Bo nowy dzień wstaje,
Nowy dzień!

Edward Stachura


A ten dzień zamierzam przeczekać, byle do nocy.

wtorek, 5 sierpnia 2003

Przyjście

W lipowe kwiaty w lipowe liście
próg ustroiłem na twoje przyjście
jabłkami winem jako przy święcie
stół zastawiłem na twe przyjęcie
jabłkami winem jako przy święcie

W lipowe kwiaty w lipowe liście
próg ustroiłem na twoje przyjście
zasłałem płótnem białym posłanie
na twoje przyjście na twe witanie
zasłałem płótnem twoje posłanie

W lipowe kwiaty w lipowe liście
próg ustroiłem na twoje przyjście
ust pocałunki ramion uściski
chowam dla ciebie na dzień nasz bliski

W lipowe kwiaty w lipowe liście
próg ustroiłem na twoje przyjście
po dniach rozłąki po dniach w obłędzie
na dni witania, których nie będzie
na dni witania, których nie będzie
na dni witania, których nie będzie

P. Woźniak

Ja nie śpię ja śnię

nie słyszę głosu nie dotykam nie dotyczę was
czas zastygł w szklance z niedopitą herbatą
patrzę na świat zza szyb widzę coraz mniej
wielkie problemy są teraz takie małe


nie słyszę głosu nie dotykam nie dotyczę was
i pogubiłem wszystkie słowa klucze
powycierały się zbyt często używane
już nie otworzę nimi żadnych serc i żadnych bram


ja nie śpię
ja nie śpię
ja śnię


nie słyszę głosu nie dotykam nie dotyczę was
twarz chowam w dłoniach nie nie będę płakał
czy widzieliście kiedyś kamień gdzieś na samym dnie
głębokiej rzeki dawno nie byłem tak


ja nie śpię
ja nie śpię
ja śnię


Robert Kasprzycki

poniedziałek, 4 sierpnia 2003

Znów nic śmiesznego

O moich wczorajszych imieninach pamiętały dwie osoby- ojciec, jedna z babć i stary przyjaciel. Przykre.

czwartek, 31 lipca 2003

Obawa

Coś czuję, że braki w kasie nie pozwolą mi się wyrwać w te moje upragnione Bieszczady.

Wielka szkoda, bo odpada mi jedno z niewielu pozytywnych wydarzeń na których staram się budować swoją egzystencję. Sposób dotychczas wystarczający, prezentuje się następująco: warto czekać na sobotę bo idę z przyjaciółmi do kina, kilka dni później mam gdzieś wybyć a jeszcze potem zaplanowałem sobie alkocholowe upodlenie się. Właśnie z takich codziennych- pozornych i faktycznych- radości buduję sobie szczebel po szczebelku drabinę kolejnych dni po której gdzieś się pnę. Tylko, że nagle znikają mi kolejne elementy tej konstrukcji; pozostaje zaszyć się na noc w jakiejś grze komputerowej i przespać kolejny dzień. Dziś rozwalę kilku kosmitów.

środa, 30 lipca 2003

***

Dzis z nieba zrąbał się na ziemię jeden z ostatnich latających jeszcze nad nami aniołów.

poniedziałek, 28 lipca 2003

Sen bez snu

Północ nie daje snu tej nocy
Każe rozmawiać z gwiazdami
Komar upija się mą krwią
Piszczy do ucha głupie sprawy

I nie ma metafizyki w tę noc
Jest tylko tępy ból istnienia
Księżyc jak krążek starej płyty
Której od dawna nikt nie zmienia

Chodzę po domu jak po klatce
Piję kolejną szaloną herbatę
Komar piłuje cienki krzyk
Dalej nade mną trzyma wartę

I modlić się trudno w taką noc
Ty wiesz najlepiej - Boże
Więc tylko można wyjść za próg
Kiedy poranne wstają zorze

Adam Ziemianin

sobota, 19 lipca 2003

czwartek, 17 lipca 2003

Takijeden żyje i walczy!

Z Olsztyna wróciłem już jakiś czas temu, było cudownie ale nie mogę teraz za bardzo o tym pisać bo się zdekonspiruję. W kafejce od początku lipca nie ma internetu (nie wiemy jeszcze czy to z powodu planowanej przeprowadzki czy nadchodzącej upadłości)- stąd brak aktywności. W domu też nie mam w tej chwili działającego komputera ale obiecuję, że przy pierwszej nadażającej się okazji zdam szczegółowy raport z tego co się działo.

Pozdrawiam Was!

niedziela, 29 czerwca 2003

"Misiu"

Misiu
Czemu z ciebie taka ciapa jest?
Misiu
Inni mają szkoły, a ty nie
Misiu
I zakombinować nie potrafisz też
Weź się za siebie, misiu, weź

Nie mów do mnie misiu!
Nie mów do mnie misiu!

Misiu
Śmieci trzeba wynieść już
Misiu
Popatrz tylko, wszędzie kurz
Misiu
Taka fleja z ciebie, że mi wstyd
Rusz się, misiu, rusz się ty!

Nie mów do mnie misiu
Nie mów do mnie misiu!

Kiedy cię poznałam to nie byłeś taki
Byłeś taki silny, świeży
Podziwiali cię chłopaki
A dziewczynom włos się jeżył
Teraz na twój widok misiu
Żadna już nie zrobi siusiu

Misiu
Czemu taką kwaśną minę masz?
Misiu
Co ci pokrzywiło twarz
Misiu
Nie krzyw się misiu, nie krzyw się

Nie mów do mnie misiu
Nie mów do mnie misiu!
Mów do mnie tygrysie!!!
Mów do mnie tygrysie!!! Łaaał!!!

Władysław Sikora (Kabaret POTEM)

sobota, 28 czerwca 2003

Dół

Jeden z obsługiwanych przeze mnie klientów dowiedział się właśnie, że dostał się na swój wymażony kierunek. Widząc jego radość cieszyłem się razem z nim, ale gdzieś w środku zaczął kiełkować dół, bo zdałem sobie sprawę, że cztery lata temu cieszyłem się tak samo a półtora roku później już mnie na dziennikarstwie nie było. Patrzcie państwo jak to sobie można życie spieprzyć.

Ps. W nawiązaniu do notki o streszczeniu kilku lat życia w piosenkach- właśnie z taką radosną chwilą kojaży mi się kawałek "Pejzaż horyzontakny" Turnaua i Sikorowskiego.

No!

Polish Dres Sajt

czwartek, 26 czerwca 2003

Jeszcze dzień

Jeszcze dzień, jeszcze dwa wszystko się odmieni
Wszystko się ułoży jak w kartach
A na razie choć czekamy jutra jak zbawienia
A na razie w tygodniowym rachunku sumienia
Rozgrzeszamy się z poniedziałku

Jeszcze dzień, jeszcze dwa, gdy nie braknie nam wiary
Zawrócimy do źródeł rzeki rwące
A na razie bezpiecznie płyniemy na fali
A na razie marząc o gorącym źródle zażywamy kąpieli gorącej

Jeszcze dzień jeszcze dwa, tak mijają lata
Ziemia wciąż się kręci dokoła
My płyniemy z falą na północ, południe
Unoszeni wiarą, że może już jutro ujście rzeki okaże się źródłem

Jeszcze dzień jeszcze dwa, ktoś tu do nas przyjdzie
Ktoś tu przyjdzie, zbyt długo czekamy
A na razie róbmy co do nas należy
A na razie, kark jeszcze nisko zginając
Starych bogów w progu witajmy

I choć starych bogów zastąpili nowi
To i tak kark po staremu się zgina
Od poniedziałku co trwa do soboty
I jak zawsze zbyt wcześnie rano się zaczyna tą samą modlitwą
Że może już jutro wszystko się odmieni, ułoży jak w kartach
Więc będziemy szukać jutra jak zbawienia
Od samego rana aż do końca świata


Jacek Kaczmarski

środa, 25 czerwca 2003

Bezsenność

Wszyscy już śpią: Monika i Łukasz na kanapie, Kasia na karimacie a ja przymierzam się do stołu na zapleczu. Jak zawsze.

poniedziałek, 23 czerwca 2003

Choć z drugiej strony

Dzięki tej pracy poznałem masę dobrych, myślących ludzi no i "na fajki mam, na wino czasem też".

Więc "nie jest tak źle"

:D

Miłego dnia ludzikowie!

Za dwie godziny otwieram kafejkę

Trzeba będzie opróżnić popielniczkę, wywalić paczki po papierosach i znów zmarszyć się w uśmiech.

K... mać!

niedziela, 22 czerwca 2003

Lato już pełną gebą.

Plany (wyjazdowe) mam na razie następujące- Lipiec to przede wszystkim Olsztyn i 30. Spotkania Zamkowe "Śpiewajmy Poezję", potem praca i w miarę możliwości wypady na Mazury; w sierpniu ostrzę sobie pazury na Festiwal "Bieszczadzkie Anioły" (dodałem właśnie link do strony poświęconej tej imprezie) i jeśli finanse pozwolą także Kadrówka. Tyle w kwestii planów, co wyjdzie jeszcze nie wiem ale dołożę wszelkich starań aby pojawić się wszędzie.

piątek, 20 czerwca 2003

czwartek, 19 czerwca 2003

takijeden

Właśnie sprawdzałem księgę gości w poszukiwaniu kolejnych wpisów z gatunku "YOYOYO" i sprawdzając jedną ze swoich ofiar z radością zauważyłem, że moja odpowiedź wciąż u niej tkwi. Znalazłem też jeden z wpisów sprzed kilku miesięcy i rozczuliłem się bardzo-kaskada gwiazdek zawierająca w sobie słowo "DZIABA". Rozbroiło mnie to zupełnie.

Rozczulony

Trzy dni nirvany

Przede mną trzy dni nieopisanej frajdy- Maraton z Pieśnią Piękną w warszawskim Lapidarium. SDM, Czyżykiewicz, Wolna Grupa Bukowina- oj będzie się działo!

Bo nowy dzień wstaje, nowy dzień wstaje

Oooo nowy dzień!

Dobry chumor zawdzięczam Vanessie Carlton i...

wtorek, 17 czerwca 2003

Majster Bieda

Skąd przychodził, kto go znał,
Kto mu rękę podał kiedy,
Nad rowem siadał, wyciągał chleb,
Serem przekładał i dzielił się z psem,
Tyle wszystkiego, co z sobą miał
Majster Bieda

Nikt nie pytał skąd się wziął,
Gdy do ognia się przysiadał.
Wtulał się w krąg ciepła jak w kożuch
Znużony drogą wędrowiec boży
Zasypiał długo gapiąc się w noc
Majster Bieda

Czapkę z głowy ściągał gdy
wiatr gałęzie chylił drzewom
Śmiał się do słońca i śpiewał do gwiazd,
Drogę bez końca, co przed nim szła
Znał jak pięć palców, jak szeląg zły
Majster Bieda

Czapkę z głowy ściągał gdy
wiatr gałęzie chylił drzewom
Śmiał się do słońca i śpiewał do gwiazd,
Drogę bez końca, co przed nim szła
Znał jak pięć palców, jak szeląg zły
Majster Bieda

Czapkę z głowy ściągał gdy
wiatr gałęzie chylił drzewom
Śmiał się do słońca i śpiewał do gwiazd,
Drogę bez końca, co przed nim szła
Znał jak pięć palców, jak szeląg zły
Majster Bieda

Czapkę z głowy ściągał gdy
wiatr gałęzie chylił drzewom
Śmiał się do słońca i śpiewał do gwiazd,
Drogę bez końca, co przed nim szła
Znał jak pięć palców, jak szeląg zły
Majster Bieda

Aż nastąpił taki rok
smutny rok, tak widać trzeba,
nie przyszedł Bieda zieloną wiosną,
miejsce, gdzie siadał zielskiem zarosło
i choć niejeden wytężał wzrok,
choć lato pustym gościńcem przeszło
z rudymi liśćmi, jesieni schedą,
wiatrem niesiony popłynął w przeszłość,
wiatrem niesiony popłynął w przeszłość,
wiatrem niesiony popłynął w przeszłość
Majster Bieda



Taaak, na tej piosence się wychowałem i czasami zdaża mi się rozważać karierę Majstra Biedy, ale na razie siedzę w tej swojej kawiarence i do znudzenia ostrzę sobie zęby na jakiś marny wypad za miasto.

poniedziałek, 16 czerwca 2003

Rzeka

Wsłuchany w twą cichą piosenkę
Wyszedłem na brzeg pierwszy raz
Wiedziałem już, rzeko, że kocham cię, rzeko,
Że odtąd pójdę z tobą

O dobra rzeko, o mądra wodo
Wiedziałaś, gdzie stopy znużone prowadzić
Gdy sił już było brak
O dobra rzeko, o mądra wodo
Wiedziałaś, gdzie stopy znużone prowadzić
Gdy sił już było brak
Brak

Wieże miast, łuny świateł
Ich oczy zszarzałe nieraz
Witały mnie pustką, żegnały milczeniem
Gdym stał się twoim nurtem
O dobra rzeko, o mądra wodo...
Po dziś dzień z tobą, rzeko
Gdzież począł, gdzie kres dał ci Bóg
Ach życia mi braknie, by szlak twój przemierzyć
By poznać twą melodię

O dobra rzeko, o mądra wodo...


Ciągnie wilka do lasu :D.

Złota myśl na dziś

Sprawiedliwość- doskonały przykład teorii nie mającej żadnego faktycznego odzwierciedlenia w praktyce.

wtorek, 10 czerwca 2003

poniedziałek, 9 czerwca 2003

Piosenka o łódce Bols

Chciałem gdzieś popłynąć znów,
Coś zaliczyć z dobrym skutkiem
Więc do kumpli dzwonię i
Mówię że mam chęć na łódkę.
Wpadło czterech z pięciu, bo
Życie czasem podłe bywa
I piątemu żona dziś
zabroniła z nami pływać.
Ale reszta prężąc tors
Wsiadła do tej łódki Bols
Tibidibidibidim
Tibidibidibidim
Tibidibidibidim daj

Lecz jak pech - no to pech.
Popływaliśmy niedługo
I przyjaciel mówi, że
Trzeba przesiąść się na drugą
Ale przecież każdy wie,
Z tych co znają się na sporcie,
Że, gdy pierwsza płynie, to
Druga chłodna czeka w porcie.
A więc znowu prężąc tors
Wsiedliśmy do łódki Bols.

Tibidibidibidim
Tibidibidibidim
Tibidibidibidim daj

Lecz jak pech -- no to pech.
Czas nam błyskawicznie zleciał
I tę drugą trafił szlag,
Więc ktoś krzyknął: "A gdzie trzecia?"
Słowa te zabrzmiały nam
Jak wykładnia, jak wyrocznia.
Lecz niestety, pech to pech.
Już nieczynna była stocznia.
A więc wyprężając tors
Poszlim szukać łódki Bols.

Tibidibidibidim
Tibidibidibidim
Tibidibidibidim daj

Lecz jak każdy z nas tu wie
Z tych, co mają tęgą głowę,
Że otwarte zawsze są
Jakieś stocznie remontowe.
No i właśnie w jednej z nich
Ponoć zakłóciłem spokój
I na całą długą noc
Mnie zamknęli w suchym doku.
Rano miałem taki łeb,
Że aż mnie bolała głowa,
Więc przyrzekłem: "Rzucam Bols
Moją łódką będzie Luksusowa".
No a kumple prężąc tors,
Dalej popłynęli łódką Bols.


Krzysztof Daukszewicz

Jak te koty głośno tupią...

Nie wytrzeźwiałem jeszcze do końca a już muszę pilnować muminów. Niestety nie zebrałem się wczoraj do obiecanego tekstu bo zbomardowałem się "na kaznodzieję" (a dawno już mi się to nie przytrafiło)- zacząłem burczeć Kaczmarskiego i nażekać na podupadającą moralność tego łez padołu. Przede mną ciężki dzień...

niedziela, 8 czerwca 2003

Cytat na dziś

"Na ławce, psiekrwie, na trawce,
Naróbcie Polsce bachorów,
Wijcie się, psiekrwie, wijcie,
W szynkach narożnych pijcie,
Rozrzućcie więcej "kawalerskich chorób"!"

Julian Tuwim z wiersza "Wiosna"

No!

Się naprawiło a ja znów piję gorzałkę, więc niewykluczone, że po raz wtóry zabiorę się za rozwinięcie notki z piosenkami; może tym razem coś z tego wyjdzie...

Nie wiem

o co chodzi, ale pomimo skasowania przeze mnie powtarzających się notek o koncercie wciąż widzę je otwierając bloga (a minęło już pół godziny od kiedy dokonałem tej korekty).

Koncert SDM

Byłem wreszcie na koncercie SDMu i muszę się przyznać, że lepszej tego typu imprezy nie uświadczyłem jeszcze w swoim krótkim żywocie. Minął już jakiś czas a ja wciąż nie mogę dojść do siebie :D.

sobota, 7 czerwca 2003

W związku z tym, że

rozwinięcie tematu piosenek zniknęło mi właśnie z niewiadomych przyczyn (za co bardzo dziękuję administratorom BLOGA) jestem obecnie wściekły. Jak już mi przejdzie i znów będę pijany, spróbuję napisać to wszystko jeszcze raz.

Na razie życzę Wam wszystkim dobrej nocy a sam idę potłuc trochę głową w ścianę.

piątek, 6 czerwca 2003

W nawiązaniu do notki poprzedniej

Zapomniałem wczoraj nadmienić, że wymieniałem wykonawców piosenek, nie autorów ich tekstów- to tak gwoli scisłości. Temat rozwinę z przyjemnością jak tylko będę miał okazję spokojnie usiąść na dłużej przy komputerze.

czwartek, 5 czerwca 2003

Ostatnie lata w piosenkach

Zdałem sobie jeszcze sprawę z tego, że swoją historię z lat ostatnich mógłbym w sposób przynajmniej dla mnie czytelny przedstawić w piosenkach kojarzących mi się z pewnymi etapami. Wygląda to mnie- więcej tak:

I 1997- XII 1998 Jacek Kaczmarski "Zbroja"
I 1999- III 1999 Magda Umer "Oczy tej małej"
III 1999- VI 1999 Grzegorz Turnau "Rozmowa z kobietą bez twarzy"
VI 1999- X 1999 Grzegorz Turnau/Andrzej Sikorowski "Pejzaż horyzontalny"
X 1999- XI 1999 Grzegorz Turnau "Dotąd doszliśmy"
XI 1999- II 2000 "Autoportret Witkacego"
II 2000- V 2000 Edyta Geppert "Zamiast"
V 2000- II 2001 Magda Umer "Na wesoło"
II 2001- V 2001 Jacek Kaczmarski "Powrót z Syberii"
V 2001 Czerwony Tulipan "Jedyne co mam"
VI 2001- VII 2001 Stare Dobre Małżeństwo "Blues dla Małej"
VII 2001- XI 2001 Stare Dobre Małżeństwo "Majka" (w wersji koncertowej)
XI 2001- I 2002 Jacek Kaczmarski "Pijak"
I 2002- V 2002 Jacek Kaczmarski "Ja"
V 2002- VII 2002 Stare Dobre Małżeństwo "Ach, kiedy riszą dla mnie dni"
VII 2002- XI 2002 Mirosław Czyżykiewicz "W stylu horacego"
XI 2002- II 2003 Tori Amos "Crucify"
III 2002- V 2002 Tori Amos "Famous Blue Raincoat"
V 2002- VI 2002 Robert Kasprzycki "Naprawdę kocham deszcz"

To w skrócie tyle, wyjaśnień mogę udzielić na specjalne życzenie.

Spacer

Dziś (czy może raczej wczoraj) wieczorem postanowiłem zaspokoić nieodpartą potrzebę wyrwania się na spacer. Namierzywszy najbliższy park ruszyłem dziarsko w drogę podgwizdując jakiś kawałek Czyżykiewicza, a utrzymujący się od rana nastrój niczym nie uzasadnionej euforii zmienił się po chwili w typową dla spacerów melancholijną zadumę; zrodziła mi się w niej jedna myśl- brak towarzystwa pobudza szare komórki! Nie twierdzę, że konstruktywna rozmowa, dobra lektura czy ciekawy film nie spełniają tej funkcji w stopniu zbliżonym, ale robią to inaczej; człowiek zostawiony ze sobą sam na sam pozwala "wypłynąć" pewnym ideom czy wnioskom które w innych okolicznościach tkwią sobie w bezproduktywnym zawieszeniu. To właśnie urodziło mi się dzisiejszego wieczoru.

No i jaśminu się nawąchałem!

Mam dziś

podejrzanie dobry chumor.

wtorek, 3 czerwca 2003

Sen o życiu

Te marzenia którym skrzydeł brak
Usta pełne pustych słów
Drogowskazy które stoją tam
Gdzie nie było nigdy dróg

Czas wędruje po manowcach gdzieś
Nie wiadomo zmierzch czy świt
Może wszystko to jest tylko snem
Który właśnie nam się śni

Może świat śni się nam
Może my się śnimy komuś
Jak naprawdę jest nie wiadomo
Tego jeszcze nie wie nikt

Czy to świat śni się nam
Czy to my się śnimy sobie
Nikt niestety nam nie odpowie
Tego jeszcze nie wie nikt

Te starania by zostawić ślad
Na ruchomych piaskach dni
Śmieszna wiara że zdołamy wpław
Do szczęśliwych dotrzeć wysp

W zapytania ślad układa się
Codzienności szary dym
Może wszystko to jest tylko snem
Który właśnie nam się śni

Może świat śni się nam...

Marek Dagnan

poniedziałek, 2 czerwca 2003

Krutkie kazanie na temat jazdy na maxa

O tej nocy szybko chcę zapomnieć
A o tym, co nad ranem było, nie wiem
Teraz na słońcu pod parasolem dużym
Chcę przeczekać dopóki noc nie wróci
I w tym miejscu na razie chcę pozostać
Aż ujrzę wieczorem znajomą Twoją postać
Co ruszy mnie spod parasola wartko
Na spotkanie nowych przygód tu zupełnie niedaleko

Napij się ze mną wina, co konkretną moc trzyma
Pójdźmy po śniegu, gdzie nie ma drugiego brzegu
Potem na wahadło, raz bliżej, raz dalej
Światło w końcu da się zrobić
Trafię głową między Twoje nogi

Tak głupieje pół miasta tu co dzień
Tak klęka do ziemi coraz bliżej
Tak szaleje pół miasta tu co dzień
Tak na klęczkach po odchodach brodzi

I znowu o kolejnej nocy chcę zapomnieć
A była dzisiaj krótsza o wiele więcej
Teraz bez słońca pod parasolem dużym
Obserwuję swe odbicie w kałuży

I nie mam chęci, ni potrzeby się poruszać
Dlatego tak myśląc chcę pozostać
Tu dłużej na tyle na ile to możliwe
Aż kolejka nadjedzie i ze stacji mnie porwie

Napij się ze mną wina co konkretną moc trzyma
Pojedziemy razem zupełnie pełnym gazem
Wtedy coś się zdarzy, Ty usiądziesz mi na twarzy
Potem Cię za włosy złapię, Ty mnie podrapiesz

Tak głupieje pół miasta tu co dzień
Tak się chwiejąc po odchodach brodzi
Tak szaleje pół miasta tu co dzień
Biegnie coraz szybciej w dół pochyłej

I znowu o kolejnej nocy chcę zapomnieć
A była dzisiaj znowu krótsza wiele, wiele więcej
Teraz bez słońca pod parasolem dużym
Obserwuję swoją mordę w kałuży

I nie mam chęci, ni potrzeby się poruszać
Dlatego tak myśląc chcę pozostać
Tu dłużej na tyle, na ile to możliwe
Aż kolejka nadjedzie i ze stacji mnie porwie

Napij się ze mną wina co konkretną moc trzyma
Pojedziemy razem, zupełnie pełnym gazem
Wtedy coś się zdarzy, Ty usiądziesz mi na twarzy
Potem Cię za pióra złapię, Ty mnie podrapiesz

Tak głupieje pół miasta tu co dzień
Tak tańcują ziemi coraz bliżej
Tak szaleje pół miasta tu co dzień
Zapierdala w dół równi pochyłej

Tak głupieje pół miasta tu co dzień
Tak się chwiejąc po odchodach brodzi
Tak szaleje pół miasta tu co dzień
Biegnie coraz szybciej w dół pochyłej

Kazik Staszewski

niedziela, 1 czerwca 2003

Kto wie, czyli piosenka o chęci

przychodzi czasami do głowy
ta myśl
że można by tak zacząć
inaczej żyć
mieć chęć do pracy
i żyć inaczej
i lepiej niż dotąd, kto wie,
kto wie?

pomysł nienowy
ale piosenka jest:
mniej palić
więcej czytać
znacznie mniej jeść
mieć chęć do pracy
i żyć inaczej
i lepiej niż dotąd, kto wie,
kto wie?
cóż z tego

kiedy ciągnie ulicą tłum
pod zachód słońca
winko, piwo czy rum
i chęć do rana
wódkę szampana
i tyle się dzieje, że hej,
że hej...

Michał Zabłocki

piątek, 30 maja 2003

Arka Noego

W pełnym słońcu w środku lata
Wśród łagodnych fal zieleni
Wre zapamiętała praca
Stawiam łódź na suchej ziemi
Owad w pąku drży kwitnącym
Chłop po barki brodzi w życie
Ja pracując w dzień i w nocy
Mam już burty i poszycie

Budujcie Arkę przed potopem
Dobądźcie na to swych wszystkich sił
Budujcie Arkę przed potopem
Choćby tłum z waszej pracy kpił
Ocalić trzeba co najdroższe
A przecież tyle już tego jest
Budujcie Arkę przed potopem
Odrzućcie dziś każdy zbędny gest

Muszę taką łódź zbudować
By w niej całe życie zmieścić
Nikt nie wierzy w moje słowa
Wszyscy mają ważne wieści
Ktoś się o majątek kłóci
Albo łatwy węszy żer
Zanim się ze snu obudzi
Będę miał już maszt i ster

Budujcie Arkę przed potopem
Niech was nie mami głupców chór
Budujcie Arkę przed potopem
Słychać już grzmot burzowych chmur
Zostawcie kłótnie swe na potem
Wiarę przeczuciom dajcie raz
Budujcie Arkę przed potopem
Zanim w końcu pochłonie was

Każdy z was jest łodzią, w której
Może się z potopem mierzyć
Cało wyjść z burzowej chmury
Musi tylko w to uwierzyć
Lecz w ulewie grzmot za grzmotem
I za późno krzyk na trwogę
I za późno usta z błotem
Wypluwają mą przestrogę

Budujcie Arkę przed potopem
Słyszę sterując w serce fal
Budujcie Arkę przed potopem
Krzyczy ten, co się przedtem śmiał
Budujcie Arkę przed potopem
Naszych nad własnym losem łez
Budujcie Arkę przed potopem
Na pierwszy i na ostatni chrzest

Jacek Kaczmarski

Dzisiejsze arki nie będą pływać po wodzie, lecz gnoju- nieco mniej to wszystko patetyczne, lecz warto mimo to swoje ideały załadować na taką metaforyczną arkę i nie dać im się ubabrać.

Powrót, czyli moja mała odysea 2003

Koło trzeciej w nocy postanowiłem opuścić pewną imprezę i udać się do kafejki gdzie jak sądziłem w okolicach czwartej rano ("czwarta nad ranemmm...") złożę do snu swoje zbolałe członki. Oczywiście wyszło inaczej- po pieszej podróży z Piaseczna w okolice pierwszego przystanku autobusów nocnych (circa 8 KM) wpakowałem się do niewłaściwego pojazdu i wylądowałem w okolicach nieznanego mi wcześniej rezerwatu przyrody; wiedziony nieomylnym instynktem dziecka wychowanego w lesie ruszyłem w chaszcze ścieżką która, jak sądziłem poprowadzi mnie w okolice celu podróży. Pół godziny później tkwiąc po środku bagna i sącząc ostatnie piwo stwierdziłem, że obrany azymut był delikatnie mówiąc niewłaściwy. Wybrnąwszy z trzęsawiska ruszyłem niezrażony w inną, bo betonową dżunglę mokotowskich blokowisk; mijając jeden z przystanków zauważyłem trzech śpiących, skulonych na ławce dresiarzy. Kiedy przechodziłem obok jeden z nich przebudził się i obrzucił mnie pełnym bólu spojrzeniem, postanowiłem więc powiedzieć coś zanim zbierze się z ławki by przefasonować mi i tak już zmordowaną paszczę; jedyne, co w zaistniałej sytuacji przychodziło mi do głowy to "dobranoc"- w życiu nie słyszałem szczerszego "dziękuję".
Zanim dotarłem do celu spotkałem jeszcze wyjątkowo sympatycznego gościa jadącego w niewiadomym nawet sobie kierunku i znalazłem najprawdziwszy mak; dzierżąc go maszerowałem śpiewając "Czerwone maki na Monte Casino" i w takim- nienajświeższym jeszcze stanie- osiągnąłem swą Itakę.
Każdy prawie powrót w stanie wskazującym obfituje w wydarzenia godne uwiecznienia, lecz żadko mam ku temu okazję. Tym razem korzystając z niej skrzętnie opisuję com widział i przeżył i udaję się na zasłużony- przyznajcie- odpoczynek. Dobranoc kochani!

wtorek, 27 maja 2003

Ale wiecie co?

Od kiedy władowałem na bloga to ostrzeżenie przed durnymi wpisami do księgi gości, nikt jakoś nie odważył się (no, może z wyjątkiem Semi) dokładać tam swoich "Elo!". I bardzo dobrze, choć jeśli trafi się okazja do zemsty- skożystam z niej z wielką przyjemnością.

poniedziałek, 26 maja 2003

Wal głową w ścianę!

Życie jest przykre
Przykra jest ludzka egzystencja.
Gdy człowiek nie ma
Ani pieniędzy, ani szczęścia!

To nie jest fajnie!
Zmartwionych ludzi krążą stada.
Lecz na kłopoty
Jest jedna bardzo dobra rada:


Wal głową w ścianę!
To pomoże każdemu.
Wybierz miękki kawałek
I uderz z rozbiegu!

Na problemy i smutki
Wal w ścianę do skutku.
Masz problem z rozbiegiem...
To poproś kolegę.


Życie nas kopie!
Nie ma pieniędzy i nic nie ma.
To nie jest dobrze
Człowiek się męczy i nic nie ma.

O rany rety!
Wszystko jest takie pokopane!
Nie ma perspektyw.
Lecz jest na szczęście jeszcze ściana!


Wal głową w ścianę!
To pomaga zapomnieć.
Uderz tylko dokładnie
I się poczuj swobodnie...

Zamiast głupio się złościć
Nabierz dużej prędkości
Takie małe jebudu...
Cię ukoi bez trudu.



Władysław Sikora

A ja tam walę wódę (taki ze mnie twardziel) :D

Mądrość na dziś

Biedny, kto gwiazd nie widzi bez uderzenia w zęby.

Stanisław Jerzy Lec

Strange Days

Good morning
don't cop out
you crawled from the cancer to land on your feet
are you crazy to want this
even for a while?
we're making this shit up
the reasons for being are easy to pay
you can't remember the others
they just kind of went away
so you're driving, it's rush hour
the cars on the freeway are moving like slugs
when you drift off to wake up
do you always hit the brakes?

we're done lying for a living
the strange days have come and you're gone
either dead or dying
either dad or trying to go

it's evening, you're tired
you sleep walk, a robot out on the street
are you crazy to want this, even for a while? you're driving, it's rush hour
the cars on the freeway are moving backwards
into a wall of fire

we're done lying for a living
the strange days have come and you're gone
either dead or dying
either dead or trying to go
good morning
don't cop out

Oprócz

Kiedy jestem sam
Przyjaciele są daleko, daleko, ode mnie, ode mnie
Gdy mam wreszcie czas dla siebie

Kiedy sobie przypominam
Dawne dobre czasy
Czuję się jakoś dziwnie, dzisiaj noc jest czarniejsza

Oprócz błękitnego nieba
Nic nam dzisiaj nie potrzeba

Gdzie są wszystkie dziewczęta
Które kiedyś tak bardzo, tak bardzo kochałem, kochałem
Kto z przyjaciół pamięta, ile razy dla nich przegrałem

W gardle zaschło mi
I butelka zupełnie, zupełnie już pusta, już pusta
Nikt do drzwi już dzisiaj nie zapuka

Oprócz błękitnego nieba ...

Oprócz drogi szerokiej, oprócz góry wysokiej
Oprócz kawałka chleba, oprócz błękitu nieba
Oprócz słońca złotego, oprócz wiatru mocnego

czwartek, 22 maja 2003

Wpadka

Wyobraźcie sobie- jest za dwadzieścia dziesiąta rano a Wy kończąc nocny dyżur marzycie już tylko o ciepłym wyrku i dwunastu godzinach snu; w pewnym momencie do kafejki wchodzi kilku panów i staje przy ladzie. Odrywacie się więc od gry z pomocą której od kilku godzin odpędzacie senność i wleczecie swoje zbolałe członki w ich kierunku niemal odruchowo bełkocząc "dzień dobry, w czym mogę pomóc?". A tu nagle jeden z panów wyciąga odznakę i najspokojniej w świecie mówi: "policja, proszę zaknąć kawiarenkę i udostępnić nam do wglądu wszystkie komputery". Po kilku minutach wpada zaalarmowana szefowa i przejmuje na siebie ciężar tłumaczenia dlaczego za barem znajduje się kilkadziesiąt płyt z filami, muzyką i grami których pochodzenie jest najwyżej mało legalne. Właśnie to przydażyło mi się we wtorek rano i wcale nie było fajnie. Przez całą sytuację nie zmróżyłem oka do wieczora, straciłem swój wypełniony skarbami katalog a kawiarenka z powodu braku twardych dysków (które skonfiskowali stróże prawa) ponownie otworzyła swe podwoje dopiero dzis w nocy.

Pewnie zaraz zaczniecie mi kadzić, że zbrodnia nie popłaca, ale:
1) ostrzegaliśmy szefową przed tego rodzaju kontrolami (które tak na marginesie miały już miejsce u konkurencji)- bezskutecznie.
2) "niech pierwszy rzuci kamień ten kto sam jest bez grzechu!"

I tyle, nic mądrzejszego dziś nie wypocę.

Ps. Straciłem prawie całą listę kontaktów na GG :(.

sobota, 17 maja 2003

czwartek, 15 maja 2003

Nic ważnego

Byłem w sobotę na imprezie organizowanej przez przyjaciółkę z liceum; jako, że za wczasu postanowiłem nie pić ponad miarę kupiłem sobie tylko piwa i tak uzbrojony ruszyłem na Siekierki. Spotkanie owszem, owszem (pomijam fakt, że gospodyni kilka dni wcześniej rozstała się ze swoim pierwszym chłopakiem i przeżywała to przy akompaniamencie Eweliny Flinty)- udane; nabzdryngoliłem się tymi piwami odrobinkę i postanowiłem udać się na spoczynek. Zgłosiłem swoje życzenie osobie odpowiedzialnej za przydział miejsc noclegowych i poczłapałem w kierunku wskazanego mi pokoju. Po wejściu zastałem dwie urodziwe niewiasty ścielące mi najwygodniejsze (jak się później okazało) łóżeczko na świecie.

Ciekawe co ja w sobie takiego mam? :D

wtorek, 13 maja 2003

Śmiesznota

Przez dwa dni siedzę w kafejce na nocce i nie pracuję, bo dziewczyny boją się same pełnić dyżur.

Głupie, nie? :D

niedziela, 11 maja 2003

Ehhhh.....

Czwarta nad ranem
może sen przyjdzie
może...

***

Pusto, zimno i do dupy.

"Jesienna zaduma" w środku wiosny

Nic nie mam
Zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem
Nawet nie wiem
Jak tam sprawy za lasem
Rano wstaję, poemat chwalę
Biorę się za słowo jak za chleb
Rzeczywiście tak jak księżyc
Ludzie znają mnie tylko z jednej
Jesiennej strony
Nic nie mam
Tylko z daszkiem nieba zamyślony kaszkiet
Nie zważam
Na mody byle jakie
Piszę wyłącznie, piszę wyłącznie
Uczuć starym drapakiem
Rzeczywiście tak jak księżyc
Ludzie znają mnie tylko z jednej
Jesiennej strony

piątek, 9 maja 2003

Blog a prywatność

W ramach rozważań na temat intymności na blogu- traktuję go jak list wypełniny szczerym zapisem jakichś sytuacji wyjętych z naszego życia i wysłany pod losowy adres. Tyle :D

środa, 7 maja 2003

Syn Marnotrawny

Jestem młody, nie mam nic i mieć nie będę,
Wokół wszyscy na wyścigi się bogacą,
Są i tacy, którym płacą nie wiem za co,
Ale cieszą się szacunkiem i urzędem,

Bo czas możliwości wszelakich ostatnio nam nastał...


Mogę włóczyć się i żyć z czego popadnie,
Albo okraść kantor, kościół czy przekupkę,
Żyć z nierządu albo doić chętną wdówkę,
Paradować syty i ubrany ładnie -

A chyłkiem jak złodziej o zmroku wymykam się z miasta...


Mogłem uczyć się na księdza lub piekarza
(Duch i ciało zawsze potrzebują strawy),
Na wojaka mogłem iść i zażyć sławy,
Co wynosi i przyciąga - bo przeraża

A młodość to ponoć przygoda a wojsko to szkoła...


Mogłem włączyć się do bandy rzezimieszków,
Niepodzielnie rządzić lasem lub rozstajem,
Zostać mnichem i dalekie zwiedzać kraje
Rozgrzeszając niespokojne dusze z grzeszków,

A chyłkiem przez życie przemykam i drżę gdy ktoś woła...


Jestem młody, jestem nikim - będę nikim.
Na gościńcach zdarłem buty i kapotę.
Nie obchodzi mnie co ze mną będzie potem,
Tylko chciałbym gdzieś odpocząć od paniki,

Co goni mnie z miejsca o głodzie i chłodzie...


Ludzie, których widzę - stoją do mnie tyłem
Ten pod bramą leje, ów na pannę czeka.
Nawet pies znajomy na mój widok szczeka...
Sam się z życia nader sprawnie obrobiłem,

Więc chyłkiem powracam do domu o zmroku - jak złodziej...


Jakaś ciepła mnie otacza cisza wokół.
Padam z nóg i czuję ręce na ramionach,
Do nóg czyichś składam głowę, jak pod topór.
Moje stopy poranione świecą w mroku,

Lecz panika - nie wiem skąd wiem - jest już dla mnie skończona.


Jacek Kaczmarski

środa, 30 kwietnia 2003

Ciągle pada + spostrzeżenie

Ciągle pada ...
Asfalt ulic jest dziś śliski jak brzuch ryby.
Mokre niebo się opuszcza coraz niżej,
Żeby przejrzeć się w marszczonej deszczem wodzie. A ja,
A ja chodzę
Desperacko i na przekór wszystkim moknę.
Patrzę w niebo, chwytam w usta deszczu krople.
Patrzą na mnie rozpłaszczone twarze w oknie. To nic ...

Ciągle pada ...
Ludzie biegną, bo się bardzo boją deszczu.
Stoją w bramie, ledwie się w tej bramie mieszcząc.
Ludzie skaczą przez kałuże na swej drodze. A ja,
A ja chodzę
Nie przejmując się ulewą (a ja) ani śpiesząc,
Czując jak mi krople deszczu (a ja) usta pieszczą.
Ze złożonym parasolem (a ja) idę pieszo. O, tak ...

Ciągle pada ...
Alejkami już strumienie wody płyną.
Jakaś para się okryła peleryną -
Przyglądają się jak mokną bzy w ogrodzie. A ja,
A ja chodzę
W strugach deszczu, ale z czołem podniesionym.
Żadna siła mnie nie zmusza i nie goni.
Idę niby zwiastun burzy, z kwiatkiem w dłoni. O, tak ...

Ciągle pada ...
Nagle ognie otworzyły się w niebiosach,
Potem zaczął deszcz ulewny siec z ukosa,
Liście klonu się zatrzęsły w wielkiej trwodze. A ja,
A ja chodzę
I nie straszna mi wichura (a ja) ni ulewa,
Ani piorun, który trafił (a ja) obok drzewa.
Słucham wiatru, który wciąż (a ja) inaczej śpiewa.

Ciągle pada ...
Nagle ognie otworzyły się w niebiosach,
Potem zaczął deszcz ulewny siec z ukosa,
Liście klonu się zatrzęsły w wielkiej trwodze. A ja,
A ja chodzę
I nie straszna mi wichura (a ja) ni ulewa,
Ani piorun, który trafił (a ja) obok drzewa.
Słucham wiatru, który wciąż (a ja) inaczej śpiewa. A ja

A ja chodzę
Desperacko i na przekór wszystkim moknę.
Patrzę w niebo, chwytam w usta deszczu krople.
Patrzą na mnie rozpłaszczone twarze w oknie. To nic ...



Teraz coś co dotarło do mnie dawno temu a o czym przypomniałem sobie przed chwilą. Każdy z nas ma świadomość swojej wyjątkowości i tu właśnie pojawia się problem- nawiązując trochę do przytoczonej powyżej piosenki mogę spokojnie stwierdzić, iż wszyscy lubimy łazić po deszczu. Stwierdzenie to jest o tyle istotne dla całego wywodu, że potwierdza brak tego nieszczęsnego i bronionego za wszelką cenę indywidualizmu; przypisując sobie cechy wyjątkowe popełniamy zbrodnię jaką jest przywłaszczanie sobie cech w naszym mniemaniu pozytywnych. Kiedy zdacie sobie z tego sprawę okaże się, że dookoła pełno jest ludzi silących się na wyjątkowość a my nie jesteśmy niczym nowym ani godnym odnotowania w szerszej perspektywie. Smutne prawda?

Ps. Jeżeli to co napisałem jest dla Was nieczytelne to wybaczcie- nie śpię od 34 godzin i mam problemy z czytelnym formuowaniem myśli; na "trzeźwo" poprawię nieco ten wpis (lub go usunę) uczynię go bardziej lekkostrawnym.

O pracy do znudzenia...

Po raz kolejny wpakowałem się w nieplanowany dyżur przypadający na czas w którym miałem się wysypiać przed transmisją z dzisiejszego meczu. Ehhh...

niedziela, 27 kwietnia 2003

Apolityczny Kaczmarski

Jakiś czas temu przeczytałem gdzieś o wywiadzie w którym Jacek Kaczmarski twierdzi, że jego twórczość nigdy nie miała podtekstów politycznych. W ramach walki z bzdurami przytoczę tekst jednej tylko piosenki ,którą śpiewałem będąc kilkuletnim berbeciem. Panie, Panowie- "Kołysanka"

W sierocińcu po dziedzińcu
Chodzą dzieci wkoło
A za siatką wróbli stadko
Bawi się wesoło.
Rozćwierkały w świecie całym -
Stąd i ja wiem o tym
Że to wprawdzie sierociniec
Ale nie sieroty.

- Moja mama jest w Paryżu, a mój tata siedzi,
Siostrę miesiąc już w ukryciu trzymają sąsiedzi.
Z łóżka mnie nad ranem wzięli, kiedy tatę brali
Mówiąc: teraz my będziemy cię wychowywali.
Twoja stara zwiała szczwana i nieprędko wróci,
Stary wyrok ma nagrany, trójkę z karku zrzuci.
I co począć z takim fantem, niech się państwo głowi,
Chcesz być mały milicjantem? Popraw broń wujkowi!
Kim chcę być, ani ja myślę mówić byle komu,
Tylko martwię się kto przyjdzie mieszkać u nas w domu.

W sierocińcu po dziedzińcu
Chodzą dzieci w koło
A za siatką wróbli stadko
Bawi się wesoło.
Rozćwierkały w świecie całym -
Stąd i ja wiem o tym
Że to wprawdzie sierociniec
Ale nie sieroty.

- Tata z mamą są w obozie od pierwszej niedzieli,
Im jest znacznie niż mnie gorzej bo nic nie wiedzieli.
O tym, że ja tutaj jestem, nie wie nikt znajomy,
Żebym tak mógł chociaż jeszcze wysłać list do domu.
Ulepiliśmy bałwana w czarnych okularach,
Obsikaliśmy go z rana i stanęli w parach.
Baczność! Spocznij! Mówi do nas dziś Generał Straszak!
Wrona orła nie pokona, wiosna będzie nasza...

W sierocińcu po dziedzińcu
Chodzą dzieci w koło
A za siatką wróbli stadko
Bawi się wesoło.
Rozćwierkały w świecie całym -
Stąd i ja wiem o tym
Że to wprawdzie sierociniec
Ale czy sieroty?

- Tato był w kopalni, kiedy wojsko szło do boju,
Opowiadał górnik jeden, co uciekł z konwoju.
Opowiadał mojej mamie, że ich otoczyli,
Tato z szuflą stał przy bramie i tam go zabili.
Mamę wzięli do szpitala i pod drzwiami stoją,
Ale ja nie myślę wcale czekać aż nas zgnoją.
Gdy się skończy już to wszystko, gdzieś około lata,
Będę antysocjalistą - takim, jak mój tata.

W sierocińcu po dziedzińcu
Chodzą dzieci w koło
A za siatką wróbli stadko
Bawi się wesoło.
Rzucisz śniegiem zamiast chlebem
Wróbli sejm odleci
A po lodzie znów jak co dzień
Będą chodzić dzieci.




Komentaż wydaje się zbędny.

środa, 23 kwietnia 2003

Dla nadrażliwych

Bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi
za waszą czułość w nieczułości świata
i za niepewność wśród jego pewności
za to że odczuwacie innych tak
jak siebie samych
za lęk przed światem
jego ślepą pewnością
za potrzebę oczyszczenia rąk
z niewidzialnego nawet brudu ziemi
Bądźcie pozdrowieni
bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi
za wasz lęk przed absurdem istnienia
i delikatność nie mówienia innym
tego co w nich widzicie
/za to, co nieskończone
nieznane, niewypowiedziane/ 2x
za to, co nieskończone, nieznane
ukryte w was

Bądźcie pozdrowieni
bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi
za waszą twórczość i ekstazę
za wasze zachłanne przyjaźnie, miłości
lęk że miłość mogła by umrzeć
jeszcze przed wami,
bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi
za wasze uzdolnienia niewykorzystane
i za niezwykłość
samotność waszych dróg
za waszą boską moc
niszczoną przez zwierzęcą siłę

Bądźcie pozdrowieni
bądźcie pozdrowieni...


Z płyty "Cytryna", którą wszystkim nadwrażliwcom polecam.

Rutyna

Nie dalej jak 30 sekund temu podszedł do mnie klient i z przerażeniem w oczach wydukał: " Przepraszam pana, ale mój komputer jest zepsuty- światełka mi mrygają a klawiatura nie działa!". Pomyślałem, że to coś poważnego, więc ruszyłem mu z odsieczą; po dokonaniu wstępnych oględzin (co trwało 3 sekundy) podłączyłem klawiaturę i wszystko zaczęło działać tak jak powinno. Delikwent spojrzał na swoje stanowisko i z miną filozofa powiedział: "Tak myślałem...".

Trzymajcie mnie bo nie wytrzymam...

Wiosenna pieśń radości

Idzie sobie wiosna
słychać świergot ptaka,
ładna to piosenka
tylko głupia taka

Już przyleciał bocian
i w kałuży dłubie,
mi to nie przeszkadza
dalej będzie głupiej.

A aaaaa już jest wiosna
A aaaaa dłuższe dnie
A aaaaa kwiaty rosną
A aaaaa głupie, nie?

Słońce raźniej świeci
dym się w polu snuje
- zupełnie bez sensu,
ale się rymuje

Budzi się przyroda,
już zielono wszędzie
bać się nie ma czego
-znowu refren będzie:

A aaaaa już jest wiosna...

Rozmarzają rzeki,
płynie kra do morza
- zwrotka nienajgorsza,
tylko rymu nie ma.

Drzewa mają pączki,
w jajkach są pisklęta,
przyroda jak zwrotka
- niedorozwinięta!

A aaaaa już jest wiosna

Wiosna jest po zimie
w myśl ludowych przysłów
ja już nie mam zdrowia
do tych idiotyzmów.

Kończy się piosenka,
śniegu nie ma prawie
Pisać głupie teksty
nawet ja potrafię!

Aaa...

Z kabaretu POTEM

poniedziałek, 21 kwietnia 2003

Konwalie

Za jakiś tydzień zakwitną rosnące na moim placu i w pobliskim lesie konwalie, Póldolarówka jak zwykle zjawi się swoim samochodem i wywiezie pełen ich bagażnik. Pomyślałem sobie, że sympatycznym pomysłem byłoby wyczynienie bukiecików dla koleżanek z kafei- konwalie pachną całkiem sympatycznie, nie mam co z nimi robić a K i M powinny się ucieszyć. Heh, mam nadzieję, że ten gest nie zostanie opatrznie zrozumiany przez ich chłopców :D.

Za dużo cytatów?

A to dlatego, że w moim życiu nie dzieje się absolutnie nic nowego. Ewentualne przygody są tak błache, że nie warto nawet o nich pisać, więc wklejam wiersze i teksty piosenek które akurat chodzą mi po głowie. Ewentualne spostrzeżenia nie prowadzą do żadnych wniosków, więc nie ma sensu zaśmiecać nimi bloga. Ehhh... postaram się coś jeszcze z tego nędznego żywota wycisnąć- zobaczymy czy się uda.

Song o ciszy

Wy mnie słuchacie, a ja
Śpiewam tekst z muzyką
Taka konwencja, taki moment
Więc tak jest
Zaufaliśmy obyczajom i nawykom
Już nie pytamy
Czy w tym wszystkim jakiś sens

A ja zaśpiewać dzisiaj chcę w obronie ciszy
Choć wiem, nie pora, nie miejsce i nie czas

Bo gdy się milczy, milczy, milczy
To apetyt rośnie wilczy
Na poezję
Co być może drzemie w nas

Przecież już dosyć mamy
Huku i jazgotu
Ale gdy cicho, to źle
I głupio nam
Jakby się zepsuł życia niezawodny motor
Coś nie w porządku
Jakbyś był już nie ten sam

Cisza zagłusza, sam już nie wiesz, jaki jesteś
Więc szybko włączasz wszystko, co pod ręką masz

A gdy się milczy, milczy, milczy
To apetyt rośnie wilczy
Na poezję
Co być może drzemie w nas

Gdy kiedyś łomot nagle umrze w dyskotekach
Do siebie nam dalej będzie niż do gwiazd
Zanim coś powiesz tak jak człowiek do człowieka
Cisza zgruchocze i wykrwawi wszystkich nas
Dlatego uczmy się ciszy i milczenia
To siostry myśli, świadomości przednia straż

Bo gdy się milczy, milczy, milczy....


Jonasz Kofta

W stylu Horacego

Nieś się, stateczku, przez fale złudne,
Łopoczą żagle jak zmięte ruble.
Z ładowni słychać skowyt republik.
Skrzypienie burty.

Trzeszczy w szwach co opina żebra.
W morzu drapieżnych ryb pewnie nie brak.
Nawet pasażer o silnych nerwach
Rzyga jak struty.

Nieś się, stateczku, w burz kłębowisku.
Sztorm, choć wścieklejszy jest od pocisku,
Bezsilniej słucha władnego świstu -
Tak bardzo, że aż

Nie wie, gdzie pędzić: w tę? W tamtą? W jeszcze,
Inną? Bo cztery strony ma przestrzeń.
Jak cztery ściany - każde z pomieszczeń,
Choćby w nich mieszkał Boreasz.

Nieś się i nie bój, że skalny występ
Przebije burtę. Odkryjesz wyspę,
Jedną z tych wysp, gdzie sto lat po wszystkim
Krzyże dostrzegasz,

Gdzie obwiązany tasiemka pakiet
Listów sprzedaje ci dziecko : takie
Błękitne oczy jawnym są znakiem -
Ojcem był żeglarz.

Nie wierz, stateczku, przewodnim gwiazdom;
Tyle ich tam, że niebo jest zjazdem
Sztabu głównego. Gdy straszą nas ta
Próżnia nad głową,

Wierz tytko temu, co się nie zmieni:
Wierz demokracji wolnych przestrzeni,
Która, choć w burzach sporów się pieni,
Ma dno pod sobą.

Jedni w dal płyną na złość losowi.
Inni - dosolić Euklidesowi.
Inni znów - po to, by mieć to z głowy-
Wszystko to nieźle,

Lecz ty, stateczku, o każdej porze
Dostrzeż horyzont choćby w horrorze,-
Nieś się w dal, aż się sam staniesz morzem
Nieśże się, nieśże.

Josif Brodski

piątek, 18 kwietnia 2003

I jeszcze jeden

Szukający szczęścia jest jak pijak, który nie może trafić do domu, ale wie, że ma dom.

Wolter

To by się zgadzało.

Cytacik

Miłość jest treścią naszego istnienia. Jeśli się jej wyrzekniemy, umrzemy z głodu pod drzewem życia, nie mając śmiałości, by zerwać jego owoce. Kiedy wyruszamy na poszukiwanie Miłości - ona zawsze wyjdzie nam naprzeciw. I nas wybawi.

Paulo Coelho

Wszystko to świetnie, tylko coś się ta miłość zebrać nie może a ja powoli tracę cierpliwość.

czwartek, 17 kwietnia 2003

Dzień jak co dzień

Wielki czwartek zaczyna się dla mnie tak jak prawie wszystkie dni tego roku- zaspany i głodny tkwię przed komputerem w swojej nieszczęsnej kafejce i marzę tylko o tym by móc wreszcie położyć się spać na stole w pakamerze.

Byle do wiosny...

wtorek, 15 kwietnia 2003

Druga Połowa

Rozwidniam. Widzę. Jestem
na dnie. I nie jest ładnie.
Jawnie i dennie jest mi.
Dnieje. Widzę dokładniej.
A nieboskłonem odwrócone dno.

Marcin Świetlicki

Dla nie wiem jeszcze kogo

We śnie jesteś moja i pierwsza,
we śnie jestem pierwszy dla ciebie.
Rozmawiamy o kwiatach i wierszach,
psach na ziemi i ptakach na niebie.

We śnie w lasach są jasne polany
spokój złoty i niesłychany,
pocałunki zielone jak paproć.
Albo jesteś egipska królowa
jak miód słodka i mądra jak sowa,
a ja jestem przy tobie jak światło.


Konstanty Ildefons Gałczyński

niedziela, 13 kwietnia 2003

Sen bez snu

Północ nie daje snu tej nocy
Każe rozmawiać z gwiazdami
Komar upija się mą krwią
Piszczy do ucha głupie sprawy



I nie ma metafizyki w tę noc
Jest tylko tępy ból istnienia
Księżyc jak krążek starej płyty
Której od dawna nikt nie zmienia



Chodzę po domu jak po szklance
Piję koejną szaloną herbatę
Komar piłuje cienki krzyk
Dalej nade mną trzyma wartę



Modlić się trudno w taką noc
Ty wiesz najlepiej - Boże
Więc tylko można wyjść na próg
Kiedy poranne wstają zorze


Adam Ziemianin

piątek, 11 kwietnia 2003

Wniosek

Następnym razem na podobną wyprawę ruszma na trzeźwo, z latarką i w ochraniaczach.

Niebezpieczeństwo czai się na każdym kroku

Oto przykład: przed chwilą wybrałem się do lodówki po maślankę, ale (co normalne o tej porze) cały dom tonął w ciemnościach. Niezrażony wyruszyłem; najpierw napotkałem krzesło które z głuchym brzdęknięciem ograniczyło moje możliwości przemieszczania się do powolnego kuśtykania, następnie otworzone dość energicznie drzwi lodówki "odpadły" mi nos. Kiedy zmaltretowany siorbałem zachłannie upragniony napój, na moich plecach pojawił się Majka któremu o tej porze odpala się tryb "search and destroy". Odruchowo wyciągnąłem ręce aby go zdjąć, problem polegał na tym, że w prawicy dzierżyłem maślankę. Tak oto wracam z wyprawy- ze stłuczonym kolanem, obolałym nose, podrapanymi plecami i maślanką na koszuli. Nie, nie jestem pierdołą...

Raporcik

Pijany jestem troszkę i dobrze mi z tym.

Ja

Nie jestem piękny, a przyciągam wzrok,
Cieszy mnie wstręt w tworzących mnie spojrzeniach;
Sprytu nauczył mnie ułomny krok,
Co krok normalny w powód wstydu zmienia.
Wiem, że nawiedzam przyzwoite sny;
Bóg mnie spartaczył, jam wyrzut sumienia;
Dlatego wpełzam w dostojne zgromadzenia,
Gdzie racją bytu jest bezkarne - my!

A ja na złość im - nie należę.
I tak beze mnie - o mnie - gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja, ja, ja!

W karczmie tak siadam, by mnie widzieć mógł
Każdy obżartuch najzdrowszy i pijak.
To, co mi Bóg dał zamiast zwykłych nóg
Wokół półmiska bezwstydnie owijam.
Tym, co mam w miejsce rąk, odpędzam psy
Węszące łatwy łup w chromego strawie
I traci nastrój biesiadników gawiedź,
Co śpiewa przy mnie swoje śmieszne - my!

Bo ja na złość im - nie należę.
I tak beze mnie - o mnie - gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja, ja, ja!

Mam pod Ratuszem stałe miejsce, gdzie
Swój tors niezwykły wystawiam na pokaz:
Pomnik wyjątku, drżę z rozkoszy, że
Żadnego z radnych nie przepuszczę oka.
Gdy się dębowe już zatrzasną drzwi,
By przebieg obrad skryć prze losem plebsu
Wiem, że zdołałem trochę nastrój zepsuć
Tym, co tak godnie mówią, myśląc - my!

Bo ja na złość im - nie należę.
I tak beze mnie - o mnie - gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja, ja, ja!

W farze na najświetlistszą włażę z ław,
Gdzie przed ołtarzem tęcza lśni z witraży,
By, kiedy wierni proszą - Boże, zbaw! -
Móc Mu pokazać, co z mej zrobił twarzy.
Więc patrzą na mnie, chociaż kapłan grzmi
Żeśmy jedynie niepoprawnym stadem,
Bom namacalnym przecież jest przykładem,
Że jest nieprawdą ich chóralne - my!

Bo ja na złość im - nie należę.
I tak beze mnie - o mnie - gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja, ja, ja!

Nie jestem sam. Odmiennych nas jest w bród!
Wciąż otorbionych wstrętem i respektem.
Bóg dał z kalectwem pokusę nam - i głód,
By się związać w pokręconych sektę.
Partia Potworków! Rząd zatrutej krwi!
Ach, cóż za ulga - unormalnić skazy!
Nakaz szacunku, a nie gest odrazy,
Wystarczy - ja! ja! ja! - zmienić w - my!

Nie! Nie chcę wpływać i należeć!
I tak beze mnie - o mnie - gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja! ja! ja!


Jacek Kaczmarski

czwartek, 10 kwietnia 2003

Przygód z soczkami ciąg dalszy

Otwierając butelkę soczku tymbark (uważając tym razem by nic nie rozlać) rozciąłem sobie palec. Pod kapslem przeczytałem: "Takie jest życie".

Więcej tego nie piję.

wtorek, 8 kwietnia 2003

Zapytanie

Swoją drogą jak sądzicie, czy goście przychodzący do kafejki tylko po to by pooglądać sobie strony z gołymi babami są żałośni?


Pytam, bo takich panów mam u siebie po kilku w ciągu dnia i ciekawy byłem co Wy o tym sądzicie.

No wreszcie!

Szkoda, że serwer podniósł się tak późno, bo zapomniałem co miałem napisać.

Z wielką i niewątpliwą stratą dla potomności.

czwartek, 3 kwietnia 2003

Hasło na dziś

Przed chwilką szarpnąłem się na soczek Tymbark (ten z durnymi hasłami pod kapslem); niestety mechanizm (to może trochę za dużo powiedziane) otwierający bardzo nie chciał ustąpić i musiałem bardziej stanowczo szapnąć za zawleczkę. Udało się i to nawet bardziej niż chciałem, bo połowa zawartości butelki wylądowała na mojej twarzy, koszuli i spodniach. Ociekając sokiem wiśniowo- jabłkowym spojrzałem na znajdujący się pod wieczkiem napis- "Każda miłość jest pierwsza". Przemoczony do suchej nitki pogrążyłem się w zadumie.

Ciekawe odkrycie!

Spanie w ekstremalnie nieprzyjaznych warunkach ma jednak swoje zalety- po kilku godzinach wiercenia się i przeklinania w duchu na wszystko w promieniu dziesięciu kilometrów stwierdziłem, że już mi się nie chce spać. Innymi słowy nie traciłem czasu na sen, wręcz przeciwnie- kilka godzin kontemplacji w pozycji horyzontalnej sprawiło, że nie zasnę do rana (zbolałych członków nie złożyłbym teraz nawet na najwygodniejszym łożu), miałem czas zeby pomyśleć trochę o życiu i doszedłem do kilku konstruktywnych wniosków; najistotniejszy z nich- jutro kupuję sobie karimatę!

Kolejny przedłużony dyżur

Dziś jak zwykle miałem kończyć nocny dyżur o 10 rano a -co wcale mnie nie zaskoczyło- przejmująca po mnie zmianę dziwczyna spóźnia się już póltorej godziny. Normalka. Najbardziej przeraża mnie perspektywa "odsypiania" na stole na zapleczu (moją kochaną polóweczkę załatwił po pijaku kolega), ale dam radę- jestem z Ligi Republikańskiej ;).

wtorek, 1 kwietnia 2003

Przezorny zawsze...

Wczoraj robiłem dosłownie wszystko żeby nie dać się oszukać; moja powstała nagle paranoja rozrosła się do takich rozmiarów, że podejrzliwie patrzyłem nawet na okraszające państwowe budynki tabliczki. Najśmieszniejsze, że nikt nawet nie próbował nagadać mi głupot.

niedziela, 30 marca 2003

Dobra rada

Jeżeli siedzisz właśnie w kawiarence internetowej i ciągle natrafiasz na problemy w rozwiązaniu których może ci pomóc wyłącznie osoba z obsługi (chodzi mi o tak skomplikowane operacje jak podłączenie klawiatury czy słuchawek) to nie zdziw się jeśli w pewnym momencie, zupełnie za darmo taki ktoś złamie Ci nos. By może będę to właśnie ja.

piątek, 28 marca 2003

Naprawdę kocham deszcz

udzie mi mówią że mam fioła
ludzie pukają w czoło i
nie chcą wierzyć w tę miłość
myślą że mi odbiło
gdy z uśmiechem wskazują mi drzwi

ludzie mi mówią że mam fioła
albo z chodnika schodzą w bok
kiedy idę na deszczu
za plecami coś wrzeszczą
o parasol pytają co krok
gdy mówię

nie
naprawdę kocham deszcz
uwierzcie mi
nie naprawdę kocham deszcz
dodaje sił

ona mi mówi że mam fioła
mama i tato zresztą też
straszą białą kliniką
i zieloną metryką
co tam będzie to sam dobrze wiesz

ludzie mi mówią że mam fioła
zwykłego świra w głowie kit
ale to mnie nie wzrusza
w mojej głowie wciąż susza
bo parasol określa ich byt

lubię gdy deszcz obejmuje mnie
mówiąc że nikt nie zobaczy łez
nikt nie okłamie nie zrani już
tak szepcze deszcz mokry anioł stróż
i wiem że będę już zawsze sam
bez gorzkich prawd i półsłodkich kłamstw
lecz jeśli tego na prawdę chcesz
samotność jest jak deszcz


Robert Kasprzycki

Pod czym podpisuję się oburącz.

środa, 26 marca 2003

Ave

Kiedy cię spotkam co ci powiem
że byłaś światłem moim Bogiem
że szmat już drogi przemierzyłem
i byłaś wszędzie tam gdzie byłem
odległą gwiazdą w sztolni nocy
zachodem słońca snem proroczym
przestrzenią serca której strzegłem
jak oka w głowie dla tej jednej
mądrej i pięknej ludzkim prawem
ave

Kiedy cię spotkam czy ukryję
wszystkie kobiety których byłem
pacjentem uczniem profesorem
żal nie na miejscu i nie w porę
jak mogło być a jak nie było
że wszystko na nic tylko miłość
na wieki wieków i że żaden
człowiek nie był mi tak potrzebny
ave

Kiedy cię spotkam jak mam spojrzeć
żebyś nie mogła w oczach dojrzeć
starego głodu którym hojnie
obdarowałem tyle spojrzeń
blasku księżyca który każe
od ścian odbijać się od marzeń
do zjawy twej wyciągać ręce
w śniegu pościeli pisać wiersze
szkłem ryte skrycie tatuaże
ave

Mirosław Czyżykiewicz

Zabawna obserwacja

Hehe, jak tak dalej pójdzie to wracając do domu będzie mi głupio łazić po mieście z puchową kurtką którą zabrałem ze sobą w lutym.

wtorek, 25 marca 2003

Spóźniony raport

Takijeden zgolił brodę, znacznie skrócił włosy i podobno lepiej wygląda. Ale wierzy w to niespecjalnie.

poniedziałek, 24 marca 2003

Bolenie

"Zdrowy mężczyzna, piękny czwartek.
Chociaż z przyszłości spoglądają raki.
Zdrowy mężczyzna. Wypoczęty. Chociaż
Nie spał tej nocy. W ścianę patrzył,
Jakby chcąc jakiś ekran w ścianie umiejscowić.

On nie jest w miejscu, w którym dzisiaj miał być.
Patrzy przez okno, jakby chcąc za oknem
zobaczyć rozwiązanie, zanim wszystko się
samo rozwiąże. Rozwiązuje się
bezustannie. Rozwiązane armie.

I rozwiązane związki krwi.

Zdrowy mężczyzna, piękny czwartek.
Nie jestem w miejscu, w którym obiecałem
Być, bowiem boli. Niewypowiedzianie
Niewypowiedzianie boli. Nigdzie nie pojadę,
bo boli. I nie o szesnastej,
ani godzinę później. Bowiem boli. Nie odeślę
i nie odbędę. Gdyż boli. Będę zajęty czym innym
- boleniem. Bowiem boli. Nie przestanie i ja
nie przestanę. Bo nakręcam się.
I przeciwbóle gromadzę na później."


Marcin Świetlicki

"Druga Połowa"

Człowiek, który wydrapał słowo HUJ na ścianie,
przecież jest lepszym poetą od ciebie
- w rozpiętej i rozdartej aż do krwi koszuli,
pali wietnamskie papierosy, z braku innych w kiosku,
śmierdzi tym samym potem, co i ty, ukryty
za swoim biurkiem, ty - pielęgnujący
drobnomieszczańskie cnoty, idealny wzorku,
wkomponowany we wszechświat, ty symetrio, ty...
Człowiek, który wydrapał słowo HUJ na ścianie,
gwiżdże - i w jednej chwili należy do niego
wszystko, o co zabiegasz w swych krągłych petycjach.


Marcin Świetlicki

czwartek, 20 marca 2003

Łapówa

Jeszcze jedno- jeśli się ujawnisz to z przyjemnością zaproszę Cię na wspólną degustację 0,7l przedniej meksykańsjkiej tequili którą wczoraj kupiłem.

Prośba

Niezależnie od tego kim jest opisany w poprzedniej notce dociekliwy jegomość, mam do Niego prośbę. Ponieważ bardzo cenię sobie niejawność tego bloga chciałbym żeby jego istnienie pozostało tajemnicą. Skoro jesteś moim starym znajomym to liczę, że mogę zawierzyć Twojej dyskrecji.

Zdemaskowany

No proszę, ktoś przyłapał mnie na prowadzeniu bloga! W jednym z komentaży napisał:
Jak zgadniesz kim jestem to z checia sie dolacze.
pozdrowionka
stary znajomy


no moze nie taki stary :)

Ponieważ nie mam zielonego pojęcia kto to może być, napiszę może co na razie wiem:
- Twierdzi, że zachowuje się podobnie po alkocholu- znam sporo takich ludzi.
- Jest moim starym znajomym, ale tu też mam dużo możliwości.
- Mówi do mnie Kostu, a to też nic nadzwyczajnego.

Moje podejrzenia padają na kogoś z kręgu starych znajomych, względnie tych z liceum choć tam nikt raczej na mnie "Kostu" nie wołał. Najpewniej jest to taki jeden Kamil. Zgadłem?

poniedziałek, 17 marca 2003

Z życia wzięte

Nie dalej jak minutę temu byłem świadkiem następującej scenki: czterech dziesięcio- dwunastolatków stoi nad butelką fanty (0,2 litra) i wpatruje się w nią z wyraźnym cierpieniem na twarzach. W pewnym momencie jeden z nich głosem Bogusława Lindy rzuca suche "panowie, pijemy aż do bólu". Pozostawię to bez komentarza.

Zawiść

A tak na marginesie to dobrze Wam się teraz śpi? Żebyście z łóżek pospadali!

Refleksja

Tknęło mnie właśnie- ja się chwalę, czy pragnę by komuś zrobiło się mnie żal? Zastanowię się, kiedy będę w stanie sprawnie myśleć :D. Pozdrawiam

Czyż nie dobija się Takichjednych?

Jeszcze tylko siedem godzin i kończę dyżur; nie taki zwykły, twający 12 czy 14 godzin, lecz TURBODYŻUR który rozpocząłem wczoraj o ósmej rano po nieprzespanej nocy!

Looser - Beck

In the time of chimpanzees I was a monkey
butane in my veins so I'm out to cut the junkie
with the plastic eyeballs, spray paint the vegetables
dog food stalls with the beefcake pantyhose
kill the headlights and put them in neutral
stock car flamin' with a looser and the cruise control
baby's in Reno with the vitamin D
got a couple of couches sleep on the love seat
someone keeps sayin' I'm insane to complain
about a shotgun wedding and a stain on my shirt
don't believe anything that you breath
you get a parking violation and a maggot on your sleeve
so save your face with some mace in the dark
savin' all your food stamps and burning down the trailer park
Yo.. cut it .-

Soy unperdedor
I'm a looser baby, so why don't you kill me?
(double-barrel buckshot)
I'm a looser baby, so why don't you kill me?

Forces of evil in a bozo nightmare
banned all the music with a phony gas chamber
'cuz one's got a weasel and the other's got a flag
one's got on the pole shove the other in a bag
with the rerun shows and the cocaine nose job
the daytime crap with the folksinger slop
he hung himself with a guitar string
slap the turkey neck and it's hungin' from a pigeon wing
you can't write if you can't relate
trade the cash for the beef for the body for the hate
and my time is a piece of wax fallin' on a termite
who's chockin' on the splinters

Soy unperdedor
I'm a looser baby, so why don't you kill me?
(get crazy with the cheeze whiz
yo.. bring it on down
I'm a driver.. I'm a winner.. things are gonna change I can feel it)
Soy...
(I can't believe you! Know what I'm sayin'??)

***

A znajomi z liceum już się zaręczają...

piątek, 14 marca 2003

Ambitne plany

Jutro zamierzam się upodlić z pomocą butelczyny i ewentualnych osób towarzyszących; ostatnio coraz trudniej o porządne towarzystwo do kielicha, a samemu trochę głupio i przy okazji nie będzie komu słuchać moich pijackich mądrości. Tak, Kaczmarski i wódka- tego mi potrzeba...

środa, 12 marca 2003

Hmmm...

Nie wiem, czy to co przed chwilą napisałem ma sens, ale padam ze zmęczenia a świadomość, że muszę wytrzymać bez snu do 10 rano nie jest wcale krzepiąca. Przeczytam to jutro i zobaczę czy nie wywalić tej notki.

Kolejna błyskotliwe...

Nie zwróciliście uwagi, że gradacja doznanej krzywdy zależy od tego jak blisko jesteśmy z osobą której się ona przydażyła?

Przyjaciele których nie miałem

Przyjaciele, których nie miałem
Których w biedzie sobie zmyśliłem
Opowiedzą wam, że kochałem
A to przecież znaczy, że żyłem

Oni każdy dzień wam powtórzą
O powrotach znikąd powiedzą
Zaufali ptasim podróżom
A to przecież znaczy, że wiedzą


Nie gniewajcie się, że nie chciałem
Żyć wśród was bo nie siebie zniszczyłem
Przyjaciele, których nie miałem
Mogą przysiąc, że kiedyś byłem


Najgorsze, że trzeba nie wierzyć
Gdy deszcze, gdy słońce, gdy Bóg
Stratował mój sen święty Jerzy
Jak wrócę do ciebie bez nóg


Najgorsze, że prawie od nowa
Jak wczoraj fatalny nasz krąg
Gdy dżungla szydercza i płowa
Jak ciebie powitam bez rąk


Najgorsze, że jesteś, że jesteś
Że czas wciąż ten sam choć nie nasz
A oto i życia sylwester
Makijaż w witriolu na twarz


I kto mnie, kto mnie ograbił
Nie wróci Gerdo twój Kaj
Najgorsze, że trzeba się zabić
Gdy drzewa, gdy morze, gdy maj


Nie gniewajcie się, że nie chciałem...

Jacek Kaczmarski

poniedziałek, 10 marca 2003

REM - "I'll take the rain"

The rain came down
The rain came down
The rain came down on me.

The wind blew strong
The summer song
Fades to memory

I knew you when
I loved you then
The summer's young and helpless.

You laid me bare
You marked me there
The promises we made.

I used to think
As birds take wing
They sing through life so why can't we?
You cling to this
You claim the best
If this is what you're offering
I'll take the rain
I'll take the rain
I'll take the rain.

The nighttime creases
Summer schemes
And stretches out to stay.
The sun shines down
You came around
You love easy days.

But now the sun,
The winter's come.
I wanted just to say
That if I hold
I'd hope you'd fold Open up inside, inside of me.

I used to think
As birds take wing
They sing through life so why can't we?
You cling to this
You claim the best
If this is what you're offering
I'll take the rain
I'll take the rain
I'll take the rain.

This winter song
I'll sing along
I've searched its still refrain
I'll walk alone
I've given this, take wing
Celebrate the rain.

I used to think
As birds take wing
They sing through life so why can't we?
You cling to this
You claim the best
If this is what you're offering
I'll take the rain
I'll take the rain
I'll take the rain.

Przemyślenie

Najpiękniej o miłości potrafią mówić i myśleć ludzie samotni.

poniedziałek, 3 marca 2003

poniedziałek, 24 lutego 2003

Pogoda

Z serii nienormalna pogoda o dziwnej porze- dziś o 4:35 dała na Wilanowie gościnny występ słynna Londyńska mgła. Sam widziałem!

środa, 19 lutego 2003

Tarrot

Ten sam jegomość przed wyjściem wyciągnął z kieszeni karty tarrota i postanowił wywróżyć mi przyszłość. Wyszło mi, że na spełnienie mazeń będę musiał jeszcze trochę poczekać, ale w końcu dopnę swego. Życzenie jakie pomyślałem ciągnąc kartę było bardzo ogólne- być szczęśliwym. W sumie więc wyszło nieźle, bo nie beznadziejnie, a w dodatku jestem skłonny we wróżbę uwierzyć; bo dam wiarę tylko tarrotowi stawianemu przez wariata, a mój czarodziej (swoją drogą magister filozofii- to wiele tłumaczy) był ewidentnym czubkiem!

HA!

Właśnie dowiedziałem się, że w książce pisanej przez jednego z klientów kawiarenki pojawi się postać inspirowana moją skromną osobą. Dostaję napadu śmiechu za każdym razem, gdy pomyślę sobie o tym jak ma się nazywać- Konsultor Jedenaście! HAHAHAHA

Kolejne spostrzeżenie

Nie zwróciliście może uwagi, że ludzie mający niewiele do powiedzenia wyręczają się z regóły cytatami?

"Palenie"

Pytam:dlaczego niepalący
wsiadają bez skrupułów do przedziałów dla palących?

Czemu chcą dominować?Czemu są wiecznie urażeni?

Mój maly przyjacielu , papierosie.
Spędziłem z tobą więcej czasu niż z kimkolwiek.
Niszczymy się nawzajem , czule zobowiązani.

Pytam:dlaczego niepalący
nie doceniają naszej samotności,
naszej niemądrej odwagi,naszego
żaru, popiołu?


Marcin Świetlicki

piątek, 14 lutego 2003

Gloomy Sunday

Gloomy Sunday

Sunday is gloomy, my hours are slumberless
Dearest the shadows I live with are numberless
Little white flowers will never awaken you
Not where the dark coach of sorrow has taken you
Sunday is gloomy on shadows, I spend it all
My heart and I have decided to end it all
Soon there'll be candles and prayers that are sad I know
Let them not weep, let them know that I'm glad to go
Angels have no thought of ever returning you
Would they be angry if I thought of joining you

Gloomy Sunday

Death is no dream for in death I'm carressing you
With the last breath of my soul I'll be blessing you

Gloomy Sunday

Dreaming
I was only dreaming
I wake and I find you asleep
In the deep of my heart dear
Darling I hope
That my dream never haunted you
My heart is telling you
How much I wanted you
Gloomy Sunday

czwartek, 13 lutego 2003

Mam gdzieś Walentynki

To wszystko, co chciałem powiedzieć.

Plan na jutro

Jak zamierzacie spędzić walentynki? Ja na całe szczęście prześpię je na zapleczu kafejki w której pracuję. Wieczorem wstanę, przejdę do do sąsiedniego pomieszczenia i zacznę uśmiechać się do ludzi; w sobotę rano zdejmę z twarzy ten grymas i włożę go do szklanki z płynem czyszczącym. Następnie wrócę do domu. Jak zawsze.
Zabawne, ale jeszcze dwie godziny temu chciałem wysmażyć jakiś tekst nawiązujący choć trochę do obchodzonego dziś dnia św. Walentego. Nie wyszło może dlatego, że dla mnie dzień ten zawsze był tylko okazją do ponurych refleksji na swój temat.

I nigdy nie był czymś przyjemnym.

środa, 12 lutego 2003

Walentynki

Umówiłem się kiedyś z moją przyjaciółką, że jako osoby bez pary w dzień świętego Walentego wybierzemy się do centrum i zaczniemy strzelać do baloników w kształcie serduszek. Ona od ponad roku ma już swoją miłość, ale powiedziała, że mimo wszystko pójdzie ze mną. Będąc w Warszawie uważajcie, by nie trzymać swoich baloników zbyt blisko głowy, bo możemy czasem chybić celu.

środa, 5 lutego 2003

Skojarzenia

Każda z pór roku z czymś mi się kojarzy- jesień z kwaśnym smakiem w ustach (nie wyjaśnię dlaczego- tak już mam), zima to roztapiający się w ustach śnieg. Dawno już nie wcinałem białego puchu (przy okazji dowcip- czego w pierwszej kolejności uczą swoje dzieci eskimosi? Nigdy nie jeść żółtego śniegu.); może dlatego, że wyrosłem i wiem, co mogę skonsumować przy okazji. Ta pora roku to także pewna błogość związana z tym, że pokryty śniegiem świat wydaje się diablo przytulny- dosłownie każde miejsce nadaje się do tego by się w nim położyć. Wiosna to wilgotna, miękka ziemia i pierwsze cieplejsze burze, które uwielbiam. Pojawiają się pierwsze zapachy i zieleń konwalii rosnących koło mojego domu. Lato to paradoksalnie nie słoneczne dni, lecz ciepłe wieczory tuż po zmroku, kiedy człowiek ma ochotę otulić się kojącą ciemnością i zasnąć na jakiejś leśnej polanie gapiąc się w niebo. Płenty nie będzie.

...

I był Beskid i były słowa...

Wakacje...

Za oknem czapy śniegu, słońce dawno grzeje inną część naszej planety, a mnie zebrało się na wakacyjny nastrój. Puszczam więc sobie Wolną Grupę Bukowina i w wyobraźni macham wiosłami siedząc w prującym jezioro Studzieniczne kajaku. Paradoksalnie od dwóch lat nie wyjechałem pod namiot na dłużej niż tydzień i bardzo mi tego brakuje; nie jestem w stanie pojąć jak można spędzać wakacje prażąc się na wybrukowanej ludźmi plaży. Wakacje powinny dostarczać wspaniałych wspomnień na cały rok, a co tu wspominać- piach w uchu, wieczorne wyjście na piwo?
Nieee, dla mnie wakacje to ognisko, gitara i względna niezależność, wolność w wyborze kierunku w jakim będzie się następnego dnia zmierzać, to wieczór nad rzeką przy trzaskającym ogniu, namiot rozbity w nie zawsze przemyślanym miejscu (raz zdażyło mi się rozłożyć na mrowisku, innym razem na zalewanej w nocy łące, czy pastwisku którego prawowici użytkownicy zaczęli pałaszować namiot) i wreszcie cudowni ludzie którzy w czasie tych kilku cieplejszych miesięcy zamieniają się w pielgrzymów niosących w świat to co dobre, zostawiając w domu swoje codzienne smutki i żale. Tacy sezonowi Majstrowie Bieda, których szeregi maleją niestety z roku na rok.

Nie brak wam tego?

Kolejna obserwacja

Zwróciliście może uwagę, że im więcej notek produkujecie tym mniejsza jest szansa, że odwiedzający (nawet stały gość) nie zada sobie trudu przeczytania, że o skomentowaniu nie wspomnę, wszystkich nowych wpisów?

Nastroje

"Wzdłuż ulic jak wzdłuż snów
codzień tramwajem jadę
wzdłuż ulic jak wzdłuż snów
migocą światła blade.

I zawsze tylko wzdłuż
i nigdy już inaczej
i nigdy, nigdy już
nie zmylę mych przeznaczeń.

Z daleka widzę dom,
gdzie było szczęście moje.
Z daleka widzę dom
przychylny moim snom. "

Michał Zabłocki

wtorek, 4 lutego 2003

Nowa stara praca

Jutro wieczorem jadę do Piaseczna żeby zobaczyć kafejkę internetową w której będę sobie w weekendy pracował. Niby nic nadzwyczajnego, ale będzie to druga tego typu instytucja w której dorabiam,a z pierwszej wcale rezygnować nie zamierzam. Dziwny w tym wszystkim jest fakt, że wcale się tym nie przejmuję, ot- wyjazd i praca. Jak ja przy tym wszystkim dam radę ciągnąć recenzowanie gier i utrzymywanie jakichkolwiek kontaktów ze znajomymi- nie wiem, ale czuję, że będzie ciężko...

Ciekawostka

Wszyscy mi mówią, że jestem kochany, lecz nikt nie potrafi wskazać przez kogo.

Tak mi do głowy przyszło.

Las

Wyobraźcie sobie las, w którym pod każdy drzewem leży człowiek. Leży i biadoli, że jest sam i nikt nie chce do niego podejść i walnąć się obok. Tak właśnie wygląda świat ludzi samotnych, nie z wyboru lecz z powodu strachu przed uczynieniem pierwszego kroku. Tacy ludzie boją się zrobić cokolwiek, by dać znać Tej osobie, że są nią w jakikolwiek sposób zainteresowe, a przyznajcie- bez czynów do niczego nie dojdziemy (i miłość nie jest tu żadnym wyjątkiem). Przykre, że pisząc te słowa cierpię od zawsze na podobną przypadłość...

Jeszcze się dziś pewnie odezwę- zapowiada się kolejna bezsenna noc.

...

Z drugiej strony zdaża mi się trafiać na blogi ciekawe i tam staram się pojawiać w miarę regularnie (co jednak żadko wiąże się z jakimś wpisem). Nie twierdzę, że wszystkie umieszczam natychmiast w linkach, bo tak nie jest, lecz wynika to tylko i wyłącznie z mojego roztrzepania i braki te postaram się z czasem nadrobić.

Jakem Takijeden!

Nie lubię

Zaraz wyliczę, co irytuje mnie w innych blogach:

- Infantylne tło z gwiazdek, serduszek, chmurek i mangowych mordek.

- Różne pierdółki uganiające się za kursorem.

- Kaleczenie języka w stylu "jush". Czemu idąc za ciosem nie używać "jeshtze", czy "Mother of Bosska"?

- Nowomowa.

- Podejście w stylu "wszyscy martwią się o siebie i tylko ja troszę się o mnie", czyli egoizm sprowadzający się do wylewania własnych żali przy jednoczesnym braku zainteresowania problemami innych.

Żal

" Jaka szkoda, jaka szkoda,
że dni nasze, dni wiosenne nawet we śnie
przepłynęły beznamiętnie, bezszelestnie jak ta woda..."

Wynik psychotestu

"Masz depresję, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś udaj się do lekarz pierwszego kontaktu lub psychiatry.Zrób to jak najszybciej! Lekarz ustali w jaki sposób należy zacząć leczenie. "

Heh, też mi nowina.

Smród

Ostatnio wszystko śmierdzi- śmierdzę ja po kilku pracowitych dniach bez prysznica, śmierdzą inni (śmierdzieć- rzecz ludzka), śmierdzą, choć przyjemną stęchlizną stare znajomości, śmierdzi Majka który wrócił właśnie od weterynarza po kastracji. Ognisko domowe oblane ciągnącymi się od trzech lat problemami finansowymi wyrzuca z siebie kłęby gryzącego dymu; śmierdzi mi wreszcie cała reszta świata, własne problemy i nieopróżniona popielniczka. Jedyna nadzieja w utracie powonienia- wszystkiego umyć nie zdołam.

poniedziałek, 3 lutego 2003

Starzeję się...

Na początku XX wieku chcąc zobaczyć majtki jakiejś dziewczyny, trzeba było podwinąć jej sukienkę. Sto lat później zrealizowanie podobnego celu wymaga rozchylenia pośladków.

Ten świat schodzi na psy.

sobota, 1 lutego 2003

Zieeeeeeeeew...

Nistety nie zdążyłem "przetrzeć oczu i umyć rąk, nim robotnicy wstaną", ale cieszę się na samą myśl o śnie. Fakt, że będę się gniótł na nienadającym się do spania zapleczu, nie ma tu właściwie żadnego znaczenia. Ale już dziś wieczorem "znów pójdziemy na całość"- kolejny nocny dyżur; i jutro znów będzie mi wszystko jedno gdzie będę spał ("upijamy się po zajazdach, kładziemy się spać z kim popadnie..."). Przynajmniej upić udało mi się w środę tak jak chciałem.

piątek, 31 stycznia 2003

I Świetlicki w uzupełnieniu

"Trzecia połowa"

SHIT HAPPENS, tak się kończy
napis na ścianie toalety męskiej.
To jest najgorsze -
chodzić w takim głodzie
choć minimalnej poświaty - znajdować
tylko tyle, ten napis w toalecie nocnej,
tak to kotku wygląda
i tak się to kończy.

Tuwim zawsze na czasie

Zmęczony burz szaleństwem, jak statek pijany,
Już niczego nie pragnę, jeno wielkiej ciszy
I kogoś, kto zrozumie mój żal nienazwany,
Kogoś, kto mą bezsłowną tęsknotę usłyszy;


Kogoś, kto jasną duszą życie mi przepoi,
Iżbym w spokoju bożym wypoczął po męce,
Kogoś, kto rozszalałe serce uspokoi,
Kładąc na moje oczy miłosierne ręce.


Idę po szczęście swoje. Po ciszę. Do kogo ?
Którędy ? Ach, jak ślepiec ! Zwyczajnie - przed siebie.
I wiem, że zawsze trafię, którą pójdę drogą,
Bo wszystkie moje drogi prowadzą do...

hmmm, no właśnie gdzie?

Spacerowo mi!

Byłem w miejscu o którym pisałem wczoraj; pojawiłem się także w cudownie udekorowanych śniegiem Łazienkach. Połaziłbym jeszcze gdyby nie to, że mam dziś w pracy nocny dyżur. Jutro podobnie, więc znów z przechadzki nici. Szkoda, ale jeszcze się odkuję; w dodatku zaczyna się właśnie najlepszy okres na ponure spacery!